tvp.pl informacje sport kultura rozrywka vod serwisy tvp.pl program telewizyjny

Kubica jak Zanardi? Umiejętności to nie wszystko

Kiedy w sierpniu Robert Kubica świetnie zaprezentował się podczas oficjalnych testów Formuły 1 na torze Hungaroring, dla kibiców było niemal pewne, że zastąpi w zespole Renault przeciętnie spisującego się Jolyona Palmera. Czekano na moment, w którym właściciele francuskiego teamu utną wszelkie spekulacje i zaproponują Polakowi kontrakt. Historia motosportu pokazuje jednak, że świetne wyniki i umiejętności to nie wszystko. 
Robert Kubica (fot. Getty Images)

KUBICA NIEZNISZCZALNY JAK NANNINI I PASINI 

Pele mówił, że sukces to nie przypadek, lecz ciężka praca, wytrwałość, nauka, analiza, a przede wszystkim miłość do tego, co się robi. Czasami na drodze sportowca do jego osiągnięcia stają jednak przeszkody, które trudno jest pokonać. Bywa też tak, że nie ma się na nie żadnego wpływu.

Ponownie stanąć na nogi

Pod koniec XX wieku Alessandro Zanardi był jednym z najszybszych kierowców w CART Series. W 1998 i 1999 roku wygrał klasyfikację generalną. Dwukrotnie próbował swoich sił w Formule 1, ale bez powodzenia. Być może dlatego, że takie zespoły jak Lotus czy Williams, których barwy reprezentował, lata świetności miały już za sobą. Najlepiej czuł się właśnie w CART Series. Jego przygodę ze ściganiem przerwał poważny wypadek podczas wyścigu w niemieckim Klettwitz.

Zanardi wyjeżdżał z boksu technicznego, gdy w jego bolid z prędkością 320km/h uderzył Alex Tagliani. Natychmiast przetransportowano go do kliniki specjalistycznej w Doberlug–Kirchhain koło Berlina. Komunikaty dotyczące stanu zdrowia napływające do mediów nie napawały optymizmem. Włoch miał zmiażdżone dwie nogi, przez co lekarze musieli je amputować. Mogłoby się wydawać, że powrót do ścigania jest już niemożliwy. Brak kończyn nie był jednak barierą dla Zanardiego. 

Zderzeniego Zanardiego z Taglianim (fot. Getty Images)

Do sportu powrócił dwa lata po wypadku. Z sukcesami startował w Europejskich Mistrzostwach Samochodów Turystycznych (ETCC). Skonstruowano dla niego specjalny samochód – zmieniono w nim położenie przekładni, dzięki czemu mógł w pełni kontrolować auto za pomocą rąk. W planach miał nawet powrót do Formuły 1, co umożliwić miał mu w 2006 roku BMW Sauber – zespół, w którym właśnie wtedy jednym z kierowców był Robert Kubica. Większy pedał hamulca przystosowany do protez, ręcznie obsługiwana przepustnica gazu – takie udogodnienia czekały na Zanardiego w bolidzie niemieckiego teamu.

Testy zorganizowano na torze w Walencji. Alessandro z okrążenia na okrążenie był szybszy. Osiągał świetne rezultaty, ale w bolidzie nie czuł się za komfortowo. Jak stwierdził, największym problemem było to, że musiał prowadzić pojazd lewą ręką – prawa obsługiwała przepustnicę. Ta niedogodność wyeliminowała go z walki o miejsce w niemieckim zespole, w którym jeszcze w tamtym sezonie zadebiutował Polak. 

Spłacić dług

Gdy w 1977 roku Didier Pironi debiutował w Formule 1, był wielką nadzieją Francuzów na pierwszy mistrzowski tytuł. Dobre wyniki osiągane w zespole Ligier sprawiły, że kilka lat później przeniósł się do Ferrari. Po śmierci pierwszego kierowcy, Gilles'a Villeneuve'a, który zginął podczas GP Belgii, został tam liderem. W 1982 roku wygrywał wyścig za wyścigiem, dzięki czemu szybko objął prowadzenie w klasyfikacji generalnej. Świetnie zapowiadający się sezon przerwał wypadek podczas Grand Prix Niemiec na torze w Hockenheim. Obrażenia nóg były na tyle poważne, że kierowca przeszedł aż 33 operacje.

W jego powrót do ścigania mało kto wierzył. Pironi miał bowiem problem z wykonywaniem mocnych hamowań, co bardzo utrudniało mu jazdę. Mimo to w cztery lata po wypadku ponownie zasiadł w kokpicie. Szansę dał mu m.in. jego były zespół Ligier. Didier miał odbyć także tajne testy dla AGS F1 Team. Spekulowano również o tym, że od 1987 roku miałby jeździć w McLarenie razem ze swoim rodakiem, Alainem Prostem. W powrocie przeszkodziły mu jednak problemy finansowe. Pironi w zamian za powrót do ścigania musiał spłacić polisę ubezpieczeniową, z której wcześniej dostał dużo pieniędzy na leczenie.

Obudzić się na nowo

Regis Laconi barwy motocyklowego teamu DFX Ducati reprezentował od 2009 roku. W nowym zespole szło mu dobrze. Większość wyścigów kończył w najlepszej dziesiątce, a dwukrotnie otarł się o podium. Sezon nieoczekiwanie przerwał poważny wypadek przed wyścigiem w RPA. Obrażenia głowy, jakich doznał Francuz, były na tyle poważne, że lekarze musieli wprowadzić go w stan w śpiączki farmakologicznej. Wybudzili go z niej po kilku dniach.

Po rocznej przerwie szansę na spróbowanie sił dał mu Daniele Carli – kierownik DFX Ducati, który był także jego przyjacielem. Jak się okazało, wypadek nie miał wpływu na jego talent i umiejętności. Podczas testów, przeprowadzonych we włoskim Misano Adriatico, przejechał aż 70 okrążeń i osiągał świetne czasy. Mimo to zespół nie zdecydował się na zatrudnienie Laconiego, który zakończył z tego powodu karierę.

Przykłady te pokazują, że testy nie są równoznaczne z powrotem do ścigania. Wszelkie doniesienia związane z powrotem Roberta Kubicy należy odbierać z lekkim dystansem.

Kubica wróci do Formuły 1? Gutowski: jeszcze trochę poczekamy

najpopularniejsze

FIS przyznał homologację Wielkiej Krokwi w Zakopanem

Po raz pierwszy od 10 lat Ibrahimović nie został najlepszym piłkarzem Szwecji

Retro TVP. Polska – Włochy 3:0 (IO 1992)

UEFA wybrała najlepszą jedenastkę... XXI wieku

Liga Mistrzów: transmisja meczu Juventus – Barcelona w TVP1, SPORT.TVP.PL i aplikacji TVP Sport