tvp.pl informacje sport kultura rozrywka vod serwisy tvp.pl program telewizyjny

Grzegorz Piechna: Janas? Nawet nie rozmawialiśmy

– Zagrałem w reprezentacji, zdobyłem bramkę i chłopcy śmiali się, że zrobiłem już wszystko, więc mogę kończyć karierę. Przez całe zgrupowanie Paweł Janas nie odezwał się do mnie słowem – mówi Grzegorz Piechna, który 12 lat temu zadebiutował w drużynie narodowej. Polska ograła wtedy Estonię (3:1) w Ostrowcu Świętokrzyskim.
Retro TVP: gol Piechny, Polska lepsza od Estonii
Grzegorz Piechna (fot. PAP)

Adam Nawałka, czyli pionier, intelektualista i... "terrorysta"

Mateusz Karoń, SPORT.TVP.PL: – 12 lat temu reprezentacja Polski z panem szykowała się do mistrzostw świata.
Grzegorz Piechna:
– Tliła się nadzieja, że będę w kadrze podczas mundialu. Selekcjoner zadecydował inaczej. Nie ukrywam, czułem się trochę zawiedziony. Zazwyczaj trenerzy biorą na takie turnieje piłkarzy, którzy w lidze danego kraju zostali królami strzelców.

– Czyli powołanie nie zaskoczyło?
– Nie spodziewałem się. Do dziś pamiętam to uczucie, kiedy prezes Korony Kielce wezwał mnie do gabinetu i poinformował, że klub otrzymał pismo z PZPN. Byłem bardzo szczęśliwy.

– Paweł Janas dał 45 minut w meczu z Estonią (3:1). To miało wystarczyć, żeby go przekonać...
– Zdobyłem bramkę, ale więcej mnie już na zgrupowanie nie zaprosił. Nawet nie rozmawialiśmy. Zamieniłem kilka zdań z jego asystentem, Maciejem Skorżą; zwyczajna, krótka rozmowa przed wejściem na boisko. Wyjaśnił sprawy taktyczne, rozpisał sposób poruszania się po boisku. Trener Janas przez cały obóz słowem się do mnie nie odezwał. Może ma taki charakter, a może za mną nie przepadał...

– Rywale w ataku byli lepsi?
– O miejsce w kadrze miałem walczyć z Pawłem Brożkiem i Ireneuszem Jeleniem. W tamtym momencie nie grałem gorzej od nich. Robotę wykonałem dobrze. Strzeliłem gola, ale trener mnie nie chciał.

– Po co było tamto powołanie, skoro plany Janasa nie obejmowały Piechny?
– Tak samo do tego podchodziłem. Wziął mnie jakby na doczepkę. Cieszę się, że miałem swoje pięć minut i je wykorzystałem. Później, na początku rundy wiosennej faktycznie przytrafił mi się gorszy moment. Grałem z kontuzją, ale nie sądzę, by to decydowało o braku powołań.

– Trener Korony, Ryszard Wieczorek mówił wówczas na łamach "Piłki Nożnej", że powinien pan grać w reprezentacji, bo z pola karnego jest w stanie wypchnąć każdego.
– Dobrze mnie znał. Siła zawsze była moim atutem. Nie bałem się walki z obrońcami. Pasowałbym do tamtej kadry, ale co zrobić? Chłopcy po meczu z Estonią śmiali się, że zagrałem w ekstraklasie i w narodowych barwach, więc mogę kończyć karierę. Potem dorzuciłem jeszcze tytuł króla strzelców.

Piechna (L) oraz piłkarz Borussii Dortmund, Florian Kringe (fot. PAP)

– Był pan na topie. Wejście do I ligi nie sprawiło problemów?
– "Sodówka" nie uderzyła do głowy i strzelałem dużo bramek. Po rundzie jesiennej miałem już 12. Przychodził mi to z dużą łatwością, choć kiedy wywalczyliśmy awans, myślałem że kolejny sezon będzie o wiele trudniejszy...

– A skończyło się transferem. Torpedo Moskwa to słuszny wybór?
– Prezes Korony powiedział, że chcą mnie sprzedać, ale nie będą wzmacniać konkurencji. Najlepsza oferta przyszła z Rosji. Na początku nie było źle. Trener, który mnie ściągał, dawał pograć. Zdobyłem dwa gole, a później przestało iść. Zwolnili szkoleniowca, zatrudnili Gieorgija Jarcewa, a on już nie widział mnie w składzie.

– Tłumaczył jakoś tę decyzję?
– Nie, po prostu przyprowadził własną "kamandę", bodaj 12 piłkarzy. Zaczęły dziać się dziwne rzeczy. Dochodziły słuchy, że ktoś kwestionuje mój wiek. Niby miałem tatuaż ze swoim prawdziwym rokiem urodzenia, ale nie chcę tego pokazać. A co ja mogłem ukrywać? Przecież nie sfałszowałbym paszportu. O podejrzeniach powiedzieli mi koledzy z szatni.

– Polakom trudno w tamtym kraju?
– Rosjanie podchodzą do nas niechętnie. Coś na zasadzie "to w Polsce jest tak dobrze, a przyjeżdżacie tutaj grać?". Zupełnie, jakbym zabierał im chleb.

– Rodacy pomagali?
– Mieszkałem z rodziną, więc czułem się w Moskwie dobrze. Co do innych Polaków, bardzo dużo zrobili dla mnie Mariusz Jop czy Wojtek Kowalewski. Wojtek nawet załatwił mi fachowca od telewizji satelitarnej. W Torpedo trzymałem się z Białorusinem, Chorwatem, Rumunem i Serbem. Nie było źle, ale nie grałem, więc musiałem odejść. Pojawiły się propozycje, z których nie chciałem skorzystać. Jechać do Chin czy Azerbejdżanu? Miałem małe dziecko.

Piechna w barwach Korony Kielce (fot. PAP)

– Może zabrakło odpowiedniego agenta, który pokierowałby karierą?
– Z menedżerami jest tak: są dobrzy, kiedy ci idzie. Masz gorszy okres – znikają. Chciałem zaczepić się gdzieś w Polsce, trafiłem do Widzewa Łódź. Przyszło ze mną kilku starszych, ale więcej było młodzieży. Sylwester Cacek przed którymś z meczów powiedział, że ja i kilku doświadczonych nie angażujemy się w grę zespołu. Bzdura! Tam był straszny bałagan i faworyzowanie młodzieży.

– To znaczy?
– Nie wolno było krzyknąć na młodzież. Trener Marek Zub bardzo ich bronił. Czuli się mocni. Kiedyś powiedziałem im o zbieraniu sprzętu. "Sam sobie sprzątaj!" – odpowiedzieli. Raz kazałem Piotrkowi Grzelczakowi pomóc naszemu gospodarzowi, panu Stasiowi w rozkładaniu rzeczy. Byłoby szybciej. Piotrek stwierdził tylko: "chcesz? Rozkładaj. A jak nie to wychodzimy z szatni". Więcej się nie odzywałem. Pół roku i uciekłem stamtąd.

– Z deszczu pod rynnę?
– Polonia Warszawa to najgorszy klub w karierze. Zalegali mi za dziewięć miesięcy. Wygrałem proces sądowy, ale przekształcili spółkę i pieniędzy nie zobaczyłem. Właścicielowi wystawała słoma z butów.

– Józef Wojciechowski lubił pomiatać piłkarzami?
– Nie szanuje ludzi. Miał grono "podpowiadaczy", którzy uważali się za wielkich znawców piłki. Zaproponowali mi ugodę: zapłacą za miesiąc, a ja zrzeknę się pozostałych ośmiu pensji.

– Żart?
– Nie zgodziłem się na ich propozycję, więc zaczęli nas gnębić. Trafiliśmy do "Klubu Kokosa". Dwa treningi dziennie, bieganie po schodach. Musiałem wypełnić kontrakt, żeby dostać pieniądze. Sądziliśmy się, a kasy nie ma.

– Skąd pomysł z trzecią ligą grecką?
– Pojechałem na pół roku, podobało mi się. Fajny kraj do życia, cieplutko. Chciałem podwyżkę, ale nie mieli środków. Po drugie: wszedł przepis ograniczający liczbę obcokrajowców i ich wiek. Musiałem wrócić.

– I występował pan w niższych klasach rozgrywkowych prawie do 40. roku życia...
– Miałem zdrowie. Po treningach w Koronie Kielce rozwoziłem węgiel. Trochę się nadźwigałem, ale miałem dodatkowy trening. Żadna praca nie hańbi. Może dlatego byłem taki silny? W Kielcach śmiali się, że dla Piechny potrzeba specjalnego zestawu ćwiczeń. Inni lekki trening, a ja gumy, piłki lekarskie. Dobrze się konserwowałem.

Rozmawiał Mateusz Karoń

Grzegorz Piechna – były napastnik między innymi Korony Kielce, Torpedo Moskwa, Widzewa Łódź czy Polonii Warszawa. W barwach Korony dwukrotnie zostawał królem strzelców. W sezonie 2004/05 był najskuteczniejszym drugoligowcem (17 goli), przyczyniając się do awansu. Rok później zdobył najwięcej bramek w ekstraklasie (21). Tygodnik "Piłka Nożna" ogłosił go wówczas "odkryciem roku" oraz "ligowcem roku". W reprezentacji rozegrał jedno spotkanie: 45 minut z Estonią (3:1), kiedy też trafił do siatki.

Czy Paweł Janas powinien dać Grzegorzowi Piechnie więcej szans?
Czy Paweł Janas powinien dać Grzegorzowi Piechnie więcej szans?
  • 91.7%TAK
  • 8.3%NIE

najpopularniejsze

Liga Mistrzów: rozlosowano pary 1/8 finału. Będą hitowe starcia!

PZPN potwierdza. Nigeria sprawdzi Polskę przed mundialem

Liga Europejska: hit z udziałem Polaków w 1/16 finału. Trudny rywal Napoli

Zwrot akcji w sprawie Kubicy. Koniec marzeń o powrocie?

MŚ kobiet: Angola – Polska (skrót)