tvp.pl informacje sport kultura rozrywka vod serwisy tvp.pl program telewizyjny

Chapecoense SC nadal zadziwia. Radzą sobie bez niczyjej łaski

– Jestem cudem boskim – zaświadcza jedna z sześciu osób, które przeżyły feralny lot do Medellin. - Urodziłam się na nowo – mówi stewardessa Ximena Suarez. Tak jak ona, na nowo narodził się też klub Chapecoense SC.

Chapecoense SC nadal zadziwia. Radzą sobie bez niczyjej łaski

– Jestem cudem boskim – zaświadcza jedna z sześciu osób, które przeżyły feralny lot do Medellin. - Urodziłam się na nowo – mówi stewardessa Ximena Suarez. Tak jak ona, na nowo narodził się też klub Chapecoense SC.
(fot. Getty)

Dokładnie rok temu samolot boliwijskich linii LaMia rozbił się kilkadziesiąt kilometrów przed lotniskiem. Na pokładzie maszyny znajdowało się 77 osób, gros z nich stanowili piłkarze, członkowie sztabu trenerskiego i lekarskiego oraz władz klubu piłkarskiego. Oprócz nich grupa akredytowanych dziennikarzy oraz ekipa stacji telewizyjnej FOX Sports, która nadawać miała relację z meczu. Meczu nie byle jakiego, bo miał to być pierwszy finał Copa Sudamericana w historii klubu, który pierwszy raz reprezentował Brazylię w tych rozgrywkach. Rywalizacja zapowiadała się pysznie, bowiem doszło do paradoksalnej sytuacji, Atletico Nacional z Medellin stawało przed szansą wygrania obu kontynentalnych pucharów, bo kilka miesięcy wcześniej zwyciężyli w Copa Libertadores. Oczekiwania przed zawodami były zatem ogromne...

(fot. Getty) LaMia – przeklęta pazerność

Boliwijska firma LaMia stała się nowym symbolem głupoty i pazerności, dziś bowiem wiemy, że nie tylko 27 listopada 2016 zaryzykowali życie pasażerów. Robili to kilkakrotnie, wożąc zarówno reprezentację Argentyny z Messim, jak i turystów, biznesmenów. Życie dla szefów tej firmy miało policzalną wartość i bynajmniej nie była ona zbyt wysoka. LaMia tankowała paliwo "na styk" i nie robiła śródlądowań. Co przy jej niewielkich maszynach było bardzo ryzykownym posunięciem, samolot musi mieć bowiem około 20 procent baku w zapasie w stosunku do odległości z jednego portu lotniczego do drugiego. Znane jest bowiem pojęcie "trafiku" oznaczające niemożność lądowania, np. ze względu na problemy atmosferyczne.

Żyjącym najwyżej w Andach Boliwijczykom wydawać się mogło, że to oczywista oczywistość... A jednak pilot samolotu jeszcze raz podjął ryzyko. Kolejny raz dolatując do lotniska chciał wymusić szybkie lądowanie deklarując, iż brakuje mu paliwa. Lecz tym razem nie miał szczęścia, bowiem wcześniej problem z podwoziem zgłosił ogromny pasażerski transportowiec wiozący ponad 300 osób na wakacje. Dla niego wieża poprzestawiała kolejkę maszyn zgłaszających gotowość lądowania. Maszyna LaMia nie mogła jednak czekać, naprawdę nie miała paliwa. Żadnej rezerwy! Tylko tyle, by lecieć z punktu w punkt, nawet nie miała go na tyle, by zaczekać w kolejce do lądowania, tak jak to często dzieje się podczas wzmożonego ruchu powietrznego.

Takiej lekkomyślności i takiego ryzykanctwa pracownicy kontroli lotów w Medellin nie mogli przewidzieć. Zapis czarnych skrzynek ujawnił, że dosłownie kilkadziesiąt sekund po odmowie natychmiastowego przygotowania pasa samolot roztrzaskał się w górach niedaleko Medellin w prowincji Antioquia. Zginęło 71 osób, 80 procent zawodników, trener Caio Junior i jego sztab, prezes klubu, który wyciągnął ich z rozgrywek amatorskich i w 20 lat wprowadził do pierwszej ligi. Zginął były reprezentant Brazylii, potem trener, a następnie wzięty analityk telewizyjny Mario Sergio, zginęła cała załoga wraz z pilotem, współwłaścicielem firmy LaMia...

Piłkarze Chapecoense, którzy przeżyli katastrofę (fot. Getty) Odrodzenie

Tylko jeden członek zarządu nie poleciał do Kolumbii, tylko czterech kontuzjowanych zawodników nie wsiadło do samolotu i od tych szczęśliwców zaczęła się odbudowa klubu. Już w maju tego roku wygrali mistrzostwa stanu Santa Catarina. Pewnie, że nie jest to wielki turniej, ale Avai i Figueirense i Criciuma to nie byle jacy rywale. Nowy trener, Vagner Mancini, ten który dał zadebiutować w profesjonalnym futbolu 17-letniemu Neymarowi, szybko poskładał w drużynę zbieraninę zawodników (doszło 26 piłkarzy, głównie wypożyczonych lub "wolnych strzelców", jak chociażby bramkarz Artur znany z Romy i Benfiki).

Chapecoense zagrali też w Copa Libertadores, pierwszy raz w historii! Wszystko dlatego, że szefostwo Atletico Nacional wystosowało oficjalną prośbę do CONMEBOL o przyznanie trofeum poszkodowanemu rywalowi. Kolumbijczycy byli tak zdeterminowani, że dali do zrozumienia, że w razie wyznaczenia nowych terminów meczów oddadzą oba walkowerem. A pamiętać musimy, że w Ameryce Południowej, tak jak w Europie, zwycięzca automatycznie awansuje do Ligi Mistrzów, tak samo jest w przypadku Copa Sudamericana i Libertadores. Co więcej, ów szlachetny gest oznaczał nie tylko przekazanie trofeum, ale także premii za wygranie rozgrywek i gwarancję dopływu gotówki za grę w Pucharze Wyzwolicieli 2017. A to z kolei oznaczało zastrzyk gotówki i sponsorów, bo Libertadores to popularne w telewizji rozgrywki...

(fot. Getty) Bez łaski

"Chape" nie zrobiło wprawdzie furory, ale były gole, pierwsza wygrana, punkty, więcej mówiło się o nich niż o wielu uznanych firmach z kontynentu. Kiedy jednak przyszły zmagania ligowe, coś się zacięło w czerwcu. A kilka tygodni potem zwolniono trenera. W mediach zawrzało, nowy szef klubu był odsądzany od czci i wiary. Pozostał jednak nieustępliwy. Dziś, na jedną kolejkę przed końcem rozgrywek ligowych, Chapecoense jest na dziewiątym miejscu w tabeli i awans do Copa Sudamericana zagwarantować sobie może samo, bez niczyjej pomocy.

Warto o tym wspomnieć, bowiem w grudniu tego roku kilku prezesów wielkich klubów zgłaszało pomysły takie jak: trzyletni okres ochronny przed spadkiem do czasu odbudowania struktur; darmowe wypożyczanie graczy z pierwszej i drugiej ligi. Chapecoense odrzucili wszystkie te propozycje i na boisku udowodnili klasę. Pokazali to, co w sporcie jest najważniejsze: ducha walki, którego żadne katastrofy nie są w stanie złamać. I chociaż mistrzem został Corinthians to największym wygranym w brazylijskim futbolu 2017 roku jest klub z małego miasta Chapeco, klub, który raptem trzy lata temu pierwszy raz w historii awansował do brazylijskiej ekstraklasy.

Bartłomiej Rabij

(fot. twitter.com/goal)

najnowsze opinie

Kacper Bartosiak 1996: niezapomniane wojny Bowe – Gołota

Maciej Iwański Iwański i Nowiński o występie Polek: to był turniej na "108"

Bartłomiej Rabij Dziś KMŚ. Wszyscy wszędzie chcą wygrać z Gremio

Dariusz Szpakowski W PSG nie po to wydawano tyle pieniędzy...