tvp.pl informacje sport kultura rozrywka vod serwisy tvp.pl program telewizyjny

Życie po śmierci. Losy sześciorga ocalonych z tragedii Chapecoense

Tragiczny lot 2933 z Sao Paulo do Medellin kosztował życie 71 osób. Głównie ludzi związanych z futbolem: piłkarzy, trenerów, działaczy, dziennikarzy sportowych. Sześcioro katastrofę przeżyło – trzech zawodników, lokalny dziennikarz i para kolumbijskich pracowników linii. Wszyscy dotknięci traumą, każdy radzi sobie z nią po swojemu.

Życie po śmierci. Losy sześciorga ocalonych z tragedii Chapecoense

Tragiczny lot 2933 z Sao Paulo do Medellin kosztował życie 71 osób. Głównie ludzi związanych z futbolem: piłkarzy, trenerów, działaczy, dziennikarzy sportowych. Sześcioro katastrofę przeżyło – trzech zawodników, lokalny dziennikarz i para kolumbijskich pracowników linii. Wszyscy dotknięci traumą, każdy radzi sobie z nią po swojemu.
Rafael Henzel, Jakson Follmann, Alan Ruschel i Neto (fot. Getty Images)

HANZEL

Brazylijczycy stali się ambasadorami klubu Chapecoense. Pojawiają się w różnych miejscach opowiadając o karierze niewielkiego klubiku z Santa Catariny, mówią też jak walczą z własną niemocą, jak wychodzą z dołka, nie poddają się, mówią o miłości, bliskich, Bogu...

Najszybciej spośród nich stanął na nogi dziennikarz Rafael Henzel. Już kilka tygodni po tragicznym zdarzeniu wrócił do pracy w lokalnej stacji radiowej. Prowadzi program, daje się wyciągnąć na wspomnienia tamtej feralnej nocy. Jest jedynym świadkiem spośród kilkunastoosobowej grupy dziennikarzy lecących na finał Copa Sudamericana. Wspomina chętnie kolegów z innych mediów. Brazylijski FOX Sports stracił pierwszy garnitur sprawozdawców, komentatorów i reporterów boiskowych...

(fot. Getty Images) PIŁKARZE

Losy trójki piłkarzy są diametralnie różne. Bramkarz Jakson Follman stracił nogę, nie zagra już nigdy w zawodowym klubie piłkarskim. Ale jak Nick Vujicić daje innym nadzieję i wiarę, dzieląc się optymizmem. Follman planuje wziąć udział w paraolimpiadzie, jest niemal „wszędzie”. FOX Sports dołączył go do grona komentatorów. Mimo, że jako jedyny z trójki piłkarzy nie ma szans na powrót do profesjonalnego futbolu, uchodzi za tego, który najszybciej się pozbierał.

Ciężko jest z Neto. Ciągle jeszcze przechodzi rehabilitację po urazie kręgosłupa. Przez wiele miesięcy miał też inne problemy zdrowotne, lecz z kłopoty z chodzeniem już przezwyciężył po operacji kolana. Najdotkliwiej odczuł to psychicznie. O tamtym dniu, kiedy samolot rozbił się nieopodal Medellin zawsze opowiada drżącym głosem, oczy zachodzą łzami... Często mówi jak docenia bliskich, rodzinę, przyjaciół, miłość.

Wielokrotnie podczas publicznych wystąpień zwraca się do publiczności: – Macie kogo kochać, macie co naprawić, macie komu dziękować – cieszcie się z tego i nie pozwalajcie, by życie przelatywało Wam przez palce. Chwalcie Boga, dziękujcie za to co macie. Nawrócił się. Nie ma cienia wątpliwości, że ma Bogu za co dziękować. Dostał drugą szansę. Nie zmarnuje jej na pewno – deklarował w rozmowie z Globo. Marzy by jeszcze kiedyś zagrać w ligowym meczu. Na razie kopnął piłkę na rozpoczęcie spotkania na Camp Nou, gdzie Barcelona podejmowała Chapecoense. Na razie, bo nie ma zamiaru się poddawać!

Jackson Follmann, Alan Ruschel Neto oraz Rafael Henzel (fot. Getty Images) Alan Rushel spośród tercetu piłkarzy fizycznie ucierpiał najmniej. Zdaje się, że miał najwięcej szczęścia. W trakcie lotu zmienił miejsce. – Codziennie dziękuję Bogu za każdą minutę życia. Za to, że stanąłem na nogi, że jestem z rodziną. Fizycznie pozbierałem się szybko, ale psychicznie... Pewne sprawy zostaną w głowie na zawsze. Ważne żeby pomóc bliskim. Moja żona myślała, że umarłem. Coś w niej pękło, do dziś potrzebuje pomocy psychologów. Dla mnie to wszystko co się zdarzyło jest jako nowe narodzenie. Doceniam to co mam i wiem po co i dla kogo mam żyć – mówił przed kilkoma dniami w rozmowie z Lance TV.

Z Jaksonem Follmanem znali się od 10 lat. Byli dobry dobrymi kumplami, teraz są najlepszymi przyjaciółmi, przeszli coś co połączyło ich na zawsze.

Alan Ruschel jest podczas rozmów bardzo poważny, uśmiech nie gości na jego twarzy. Chyba tylko po pierwszym golu, którego strzelił z karnego podczas towarzyskiego meczu na Olimpico w Rzymie, przeciw AS Romie, na ułamek sekundy zaśmiał się jak kiedyś, ale potem już tylko klęknął i podniósł ręce do nieba. Jeszcze raz dziękując za cud „drugiego życia”. Dziś gra, wrócił do składu. Jako jedyny z tych, którzy weszli na pokład piekielnego samolotu LaMii.

(fot. Getty Images) BOLIWIJCZYCY

Spośród personelu pokładowego przeżyły dwie osoby. Obie z serwisu pokładowego. Erwin Tumiri po ledwie kilku tygodniach wrócił do pracy. Zmienił firmę, ale pracuje ciągle na pokładzie. Unika mediów. Nie ma niczego do przekazania. Nie chce wspominać tamtej nocy, pracy dla LaMii, unika rozgłosu. Chce żyć.

Nie lubię o tym opowiadać. Pewne sprawy zostaną ze mną na zawsze i sam muszę się z nimi uporać – wyjaśnia. –Nie każdy jest taki jak Ximena.

Ximena Suarez Otterburg jest drugą z boliwijskich ocalonych. Podczas wypadku uszkodziła sobie kręgosłup, straciła zęby, ma oszpeconą twarz. Za 25 000 dolarów z ubezpieczenia przeszła serię operacji, w mediach społecznościowych zbierała też pieniądze na rehabilitację i wsparcie, bo samotnie wychowuje dwójkę dzieci. Była i jest bardzo aktywna. O wypadku publicznie opowiada najwięcej z szóstki ocalonych. Wygląda znakomicie, zaczęła zarabiać jako modelka, w studiach radiowych i telewizyjnych gości tak często, że w Kolumbii nominowana ją do nagrody „Valientes” (odważni – tłum. BR) przyznawanej przez koncern medialny RCN. Ximena tak bardzo chce ją zdobyć, że jak pisze brazylijski portal UOL, w mediach społecznościowych prowadzi kampanię wsparcia ze strony południowoamerykańskich celebrytów. W internecie eksponuje tatuaże, daje się wyciągać na wywiady, pisze książkę. Z tragedią próbuje radzić sobie inaczej niż mężczyźni.

najnowsze opinie

Kacper Bartosiak 1996: niezapomniane wojny Bowe – Gołota

Maciej Iwański Iwański i Nowiński o występie Polek: to był turniej na "108"

Bartłomiej Rabij Dziś KMŚ. Wszyscy wszędzie chcą wygrać z Gremio

Dariusz Szpakowski W PSG nie po to wydawano tyle pieniędzy...