tvp.pl informacje sport kultura rozrywka vod serwisy tvp.pl program telewizyjny

Nenad Bjelica: niektórzy widzą tylko katastrofę...

– Taki jest mój temperament i inni powinni go zaakceptować. Traktuję to jako swoją moc. Jeżeli sędzia wysyła mnie na trybuny za pytanie "co powiedziałem?", to pokazuje swoją słabość i brak umiejętności zbudowania autorytetu – mówi o swoim zachowaniu Nenad Bjelica. Z Chorwatem porozmawialiśmy m.in. o tym, co chciałby zmienić w systemie VAR oraz jak ocenia piętnaście miesięcy pracy w Poznaniu.
Nenad Bjelica (Fot. PAP/Bartosz Jankowski)

Maciej Łuczak, SPORT.TVP.PL: – Wie pan, że wprowadził do naszego języka dwa nowe pojęcia – "to je circus” i "skandaloza"?
Nenad Bjelica, trener Lecha Poznań: – Jeżeli kibice chcą ich używać, proszę bardzo, dla mnie nie ma to żadnego znaczenia. Swojego zdania nie zmieniłem. Systemowi VAR mówię tak, ale nie w takiej formie.

– Do VARu przejdziemy później. Pod koniec sierpnia – w wywiadzie dla oficjalnej strony klubu – powiedział pan, że zaakceptuje krytykę, ale taką, która poparta jest argumentami. Czy ta, która spotyka pana w ostatnich tygodniach, jest merytoryczna?
– A to ja jestem krytykowany?

Trzej muszkieterowie z Sampdorii – Bereszyński, Kownacki i Linetty – Takie odniosłem wrażenie.
– Niczego takiego nie odczułem. Nie wiem kto i co o mnie pisze, ale zawsze ci, którzy krytykują, mają rację.

– Porozmawiajmy zatem o liczbach. Jak podał portal Ekstrastats, wiosną pana zespół stworzył średnio 3,29 dogodnej sytuacji do strzelenia gola na mecz. Jesienią – po 18 kolejkach – liczba ta spadła do 2. Mniejsza jest też średnia liczba zdobywanych punktów na mecz.
– Liczby mówią wszystko. Nie wykorzystujemy naszych szans. Stwarzamy dużo okazji, ale brakuje skuteczności, dlatego mamy mniej punktów. To bardzo prosta analiza.

– Panie trenerze, ale wiosną kreowaliście zdecydowanie więcej sytuacji niż teraz.
– Nie możemy porównywać jesieni do wiosny.

– Dlaczego?
– To kompletnie inny czas. Zimą mieliśmy dużo więcej czasu na przygotowania, a latem z marszu weszliśmy do gry. W dodatku mamy w drużynie aż siedmiu nowych zawodników, których jeszcze na początku czerwca w Poznaniu nie było. Porównujmy jesień do jesieni i wiosnę do wiosny. Tylko to ma sens.

– A czy można w jakikolwiek sposób wytłumaczyć to, co stało się z Lechem po meczu z Legią?
– Nie chcę rozmawiać o Legii.

– Rozumiem, ale pytam o pana drużynę.
– Mój zespół nie grał na słabszym poziomie niż w spotkaniu z Legią. Jedynie wyniki były gorsze i muszę to zaakceptować. Po zwycięstwie nad Legią zagraliśmy siedem meczów: pięć razy zremisowaliśmy, jeden wygraliśmy, jeden przegraliśmy. Porażka z Górnikiem Zabrze była zasłużona, ale z pięciu remisów cztery razy powinniśmy zdobyć komplet punktów. Byliśmy w tych spotkaniach lepszą drużyną, kreowaliśmy szanse, a bramkarze rywali grali kapitalnie. Nasza forma od meczu z Legią nie zmieniła się wiele – dominujemy, mamy szanse, brakuje jedynie skuteczności.

Zbigniew Boniek: nasza reprezentacja musi być jak Niemcy – Jak długo można się jednak tłumaczyć brakiem skuteczności?
– Trzeba pracować. Nie jestem cudotwórcą, nie wiem jak długo ten problem potrwa. Być może przełamiemy się już w najbliższym meczu, a może będzie trzeba poczekać do wiosny. Zimą na pewno trochę się w drużynie pozmienia, bo w ofensywie jesteśmy słabsi niż wiosną.

– Co najbardziej będzie chciał pan zmienić?
– Ofensywę, ale najpierw musimy to gruntowanie przeanalizować.

– Bardziej ma pan na myśli zmiany personalne czy taktyczne?
– Personalne.

– Prezes Piotr Rutkowski – w wywiadzie dla "Przeglądu Sportowego" – powiedział, że zimą z niektórymi piłkarzami być może będzie trzeba się pożegnać, bo zrobiło im się w Poznaniu zbyt komfortowo. Pan też dostrzega w drużynie jednostki, które nie są głodne tytułów za wszelką cenę?
– Musimy zrobić taką atmosferę, by wszyscy zawodnicy byli zjednoczeni z klubem.

– A dostrzega pan osoby, które dotychczas nie były?
– Tak, ale to jest normalne w sytuacji, gdy latem przychodzi dziesięciu nowych piłkarzy, w tym siedmiu obcokrajowców. Oni nie mogą od razu wiedzieć, co to jest Lech i jakie tu są ambicje. Potrzeba czasu, by to zrozumieli. Teraz jest na to ostatni moment.

– Czasem obserwując pana politykę wobec Nickiego Bille Nielsena miałem wrażenie, że chce pan na siłę udowodnić wszystkim, że zrobi z niego skutecznego napastnika. Mam rację?
– Na początku sezonu miałem tylko jego do dyspozycji. Christian Gytkjaer przyjechał później, więc szansę dostał Nicki. Nie chcę nic nikomu udowodnić. Każdy piłkarz, który ma z klubem kontrakt jest dla mnie dobry i bez znaczenia, czy jest tu od trzech miesięcy, czy od trzech lat. Potrzebuję w Lechu przynajmniej dwóch dobrych napastników, tak jak to miało miejsce wiosną z Dawidem Kownackim i Marcinem Robakiem.

Bereszyński: za pół roku widzę się w Moskwie – Teraz tak jest?
– Teoretycznie jest, ale na boisku tego nie pokazaliśmy. Powody są różne. Deniss Rakels miał długą przerwę, Nicki co chwilę kontuzje, więc wtedy trudno wrócić do formy. To są dobrzy piłkarze, ale jesienią tego nie pokazali.

– Kończy pan trzecią rundę w roli trenera Lecha. Jak pan ocenia ten czas?
– Zawsze może być lepiej. Niewiele zabrakło, byśmy wygrali Puchar Polski… Trochę więcej dzieliło nas od triumfu w Lotto Ekstraklasie. Latem zrobiliśmy duże zmiany, nie wszyscy dobrze się zaaklimatyzowali. Brakowało też czasu na przygotowania. Teraz nie jestem zadowolony z wyników, ale kiedy analizuję piętnaście miesięcy, to czuję satysfakcję.

– A gdyby miał pan wybrać jedną rzecz, z której jest najbardziej dumny, to byłoby to…?
– Oj, jest tego bardzo dużo.

– Śmiało.
– Objąłem drużynę na dwunastym miejscu, a skończyliśmy na trzecim. Zagraliśmy w finale Pucharu Polski, sprzedaliśmy czterech zawodników za kilkanaście milionów euro. Świetnie przygotowaliśmy zarówno napastników, jak i bramkarzy. Zbudowaliśmy Dawida Kownackiego, który miał swoje problemy, a kilka miesięcy później odszedł do Serie A. Podobnie było z Janem Bednarkiem. Klub może być z nich dumny. Coraz lepiej radzi sobie Robert Gumny, który niedługo może trafić do czołowej drużyny w Europie. Mamy najlepszą defensywę w lidze. Niektórzy widzą tylko katastrofę, bo nie wykorzystujemy sytuacji. Ja to oczywiście akceptuję, ale się nie zgadzam. Wiem, że nie zdobyliśmy tytułów, ale będziemy ciężko pracować i mam nadzieję, że wiosną się to zmieni.

– Wymienił pan sporo pozytywów, a czy jest coś takiego, o czym myśli pan – to mogłem zrobić lepiej?
– Oczywiście, ale to analizuję ze swoim sztabem i nie chcę o tym rozmawiać z dziennikarzami. Trener nie ma czasu. Na początku sezonu od razu dostałem pytanie, kiedy Lech będzie w topowej formie. To było pierwsze pytanie na konferencji! Od razu trzeba wygrywać, od razu wszyscy chcą pucharów. Dobre drużyny buduje się dwa lata, ale oczywiście rozumiem i akceptuję to, że nie mam tyle czasu.

– W trakcie pracy w Lechu sędziowie trzykrotnie usuwali pana z ławki rezerwowych. Gdy wraca pan do domu i na spokojnie analizuje to, co się stało, nie myśli pan czasem "Nenad przesadziłeś"?
– A dlaczego?

NENAD BJELICA (FOT. PAP/JACEK BEDNARCZYK) – Niektórych nachodzi refleksja, np. Juergen Klopp wiele razy mówił, że oglądając się w telewizji nie może uwierzyć, że ten szalony facet na ekranie to on.
– Taki jest mój temperament i inni powinni go zaakceptować. Traktuję to jako swoją moc. Jeżeli sędzia wysyła mnie na trybuny za pytanie "co powiedziałem?", to pokazuje swoją słabość i brak umiejętności zbudowania autorytetu. Od samego początku nie mam żadnych problemów z arbitrami. Staram się normalnie pytać i komunikować. Jeżeli sędziowie źle to odbierają, to jest to ich problem. Akceptuję karę, ale nie zamierzam się zmieniać.

– Na początku powiedział pan, że nie podoba się panu nie tyle VAR, co jego regulamin. Co w takim razie by pan zmienił?
– Nie byłoby decyzji o faulach.

– W ogóle?
– Tak! To jest zbyt indywidualna decyzja, żeby jeden sędzia mógł podpowiadać drugiemu. Każdy ma inne kryterium, więc to nie ma sensu. Niech VAR zajmuje się spalonym oraz tym, czy piłka przekroczyła linię bramkową – to są oczywiste sytuacje i wtedy może to pomóc.

– Polska jest jednym z pionierów VARu. Czy mimo swoich obiekcji dostrzega pan, że ten system działa coraz lepiej?
– Nie, w sierpniu było tak samo źle jak teraz.

– A jest w panu nadzieja, że z czasem się to poprawi? Może jednak nie trzeba będzie wyjeżdżać do ligi, gdzie VARu jeszcze nie ma?
– Lepiej będzie tylko wtedy, gdy skończy się decydowanie o faulach. Jestem w stanie zaakceptować błąd sędziego, jak np. uznanie gola Hamalainena w Warszawie, ale nie to, że w jednym meczu VAR w identycznej sytuacji decyduje, że jest faul, a w drugiej nie. Gramy w piłkę od 120 lat, ale teraz jest najwięcej dyskusji i bałaganu. Nie może być tak, że strzelamy gola w ostatniej minucie, a potem czekamy w nieskończoność, czy zostanie on uznany, czy nie.

– Na początku pracy w Lechu zaimponował mi pan, gdy po jednym z wysokich zwycięstw skrytykował swoich piłkarzy za to, że nie dążyli do zdobywania kolejnych bramek. Mam jednak wrażenie, że to już zamierzchła przeszłość i maksymalizm drużyny zaginął.
– Teraz nie mieliśmy zbyt dużo sytuacji, gdy wysoko prowadziliśmy. Coraz trudniej się wygrywa w lidze. Pracujemy tak, jak pracowaliśmy rok temu, nasze relacje wyglądają identycznie. Nic się nie zmieniło. Moje wymagania też nie.

– Głównym pana rywalem jest Legia Warszawa. To klub, który jest bogatszy, stać go na wyższe pensje. Porównując to z najlepszymi ligami świata mamy w Lotto Ekstraklasie bardziej rywalizację Bayernu Monachium z Borussią Dortmund, a nie Barcelony z Realem. Czy oczekiwanie od pana, że zdobędzie mistrzostwo jest uzasadnione?
– Nie mam z tym problemu. Wiem, że Legia ma więcej pieniędzy i różnica jest spora, ale nie szukamy alibi. Chcemy być lepsi od Legii, ale też Górnika Zabrze, Lechii Gdańsk, Jagiellonii Białystok. Nie zamierzam tłumaczyć ewentualnej porażki tym, że mieliśmy mniejszy budżet. Oczekiwania kibiców są ogromne i chcemy je spełnić.

najpopularniejsze

GOL! Polska – Irlandia 1:1: bramka Mateusza Klicha

Mecz towarzyski: Polska – Irlandia 1:1 (skrót meczu)

Mistrz olimpijski w biathlonie otrzymał listy z pogróżkami

MŚ siatkarzy: z Argentyną po awans do najlepszej "szóstki"

NFL: pierwsza wygrana Cleveland Browns od grudnia 2016 roku