tvp.pl informacje sport kultura rozrywka vod serwisy tvp.pl program telewizyjny

Monika Stachowska: największe rezerwy tkwią w obronie

Dwa ostatnie mundiale polskie piłkarki ręczne kończyły na 4. miejscu. Tym razem było gorzej, bo zajęły 17. lokatę. Monika Stachowska, uczestniczka udanych MŚ 2013 i 2015, próbuje znaleźć przyczyny słabszego występu drużyny. Zwraca też uwagę na poważne kłopoty dyscypliny, czyli brak zawodniczek, które mogłyby zastąpić liderki tej reprezentacji...
Leszek Krowicki/Kinga Grzyb/Karolina Kudłacz-Gloc, Kinga Achruk/Monika Michałów, Joanna Szarawaga i Karolina Kudłacz-Gloc (fot. PAP)

Iwański i Nowiński o występie Polek: to był turniej na "108"

Damian Pechman, SPORT.TVP.PL: – 17. miejsce i Puchar Prezydenta IHF. Czy to odzwierciedla możliwości zespołu?
Monika Stachowska: – Znam dziewczyny i wiem, że oczekiwania były dużo wyższe. Przed mistrzostwami świata wygrały towarzyskie mecze z silnymi rywalkami, czyli Rumunią i Brazylią, a w pierwszym spotkaniu okazały się lepsze od Szwedek, które zagrają o medale. Na pewno turniej przyniósł wiele materiału do przemyśleń zarówno zawodniczkom, jak i trenerowi.

– Kłopoty zaczęły się po zwycięstwie nad Szwedkami, którego nikt wcześniej nie zakładał…
– Należało wygrać z Czeszkami lub Węgierkami, aby wyjść z grupy. Miałyśmy zostać rewelacją mistrzostw, a teraz nasze miejsce zajęły właśnie Czeszki. Czy po zwycięstwie ze Szwedkami, polski zespół poczuł się zbyt pewnie? Absolutnie nie. Dziewczyny prowadziły z Czeszkami już 18:13, a przegrały 25:29… Nie potrafiły sobie poradzić w kryzysowej sytuacji. Trzeba się zastanowić, co zrobić, aby się to nie powtórzyło i nie trwonić takiej przewagi w ważnym meczu.

– Podstawowa siódemka nie opuszczała boiska.
– Niestety, to duży problem. Norweżki często się zmieniały i czołowe zawodniczki mogły złapać oddech. Często powtarzam: jesteś tak dobry, jak twoje najsłabsze ogniwo. Siedem zawodniczek może wygrać jeden mecz, ale całego turnieju już nie. Trudno oczekiwać, że dziewczyny, grając po 60 minut w każdym meczu, będą rzucać po 6-7 bramek. Są tylko ludźmi! Brakuje nam też typowej snajperki. Kogoś, kto wszedłby na kilka minut i rzucił ważne bramki.

Leszek Krowicki: mentalnie musimy jeszcze dużo poprawić

– Taką mogła być Alina Wojtas, ale nie znalazła się w kadrze.
– Myślę, że szkoleniowiec doskonale wiedział, co robi, gdy postanowił, że nie zabierze jej na mistrzostwa. Miał okazję do sprawdzenia jej na treningach. Alina doznała bardzo poważnej kontuzji, po której czasami nie wraca się do dawnej formy. To niesamowite, że wróciła do gry.

– Dlaczego Leszek Krowicki nie korzystał w trakcie turnieju z innych zawodniczek?
– Może na ławce nie miał godnych zmienniczek? Gdybym ktoś mnie postawił na miejscu trenera, to nie wiem, czy wybrałabym inne nazwiska. Pamiętam, że na ostatnich mistrzostwach świata, gdy zajęłyśmy czwarte miejsce, miałyśmy jedną z najstarszych drużyn. Zmiany były nieuniknione. Niestety, powiem ze smutkiem: nasza liga jest z każdym rokiem coraz słabsza. Świadczą o tym występy drużyn w europejskich pucharach.

– Puchar Prezydenta wydawał się idealną okazją do sprawdzenia młodszych, mniej doświadczonych reprezentantek.
– Oglądałam turniej jako kibic, ale staram się wyobrazić, co czuły zawodniczki i trener. Może dla kogoś z zewnątrz nie ma znaczenia, czy zakończyły mistrzostwa świata na 17. czy 19. miejscu. Dla nich było inaczej. Lepiej wrócić do Polski po dwóch zwycięstwach w Pucharze Prezydenta. Dla psychiki różnica jest naprawdę kolosalna. Mistrzostwa świata, niezależnie od fazy turnieju, nie są okazją do eksperymentów. To można zrobić jedynie w meczach towarzyskich i na treningach.

Polskie szczypiornistki z Pucharem Prezydenta IHF

– Drużyna jest w przebudowie. Wyjściową siódemkę już mamy. Jak zapełnić ławkę?
– To pytanie do trenerów i odpowiedzialnych za system szkolenia w Polsce. Karolina Kudłacz i Kinga Achruk nie będą grać wiecznie. Musimy się przygotować i wcześniej znaleźć zmienniczki. Trzeba pamiętać jeszcze o jednym: jesteśmy kobietami i musimy mieć czas na macierzyństwo. Niezależnie czy jest to planowane czy nie, trener musi się z tym liczyć i powinien mieć w odwodzie następczynie.

– Ma pani uwagi do taktyki?
– Odpowiem dyplomatycznie: gdy zespół wygrywał, to taktyka bardzo mi się podobała; gdy przegrywał, to już mniej. Najłatwiej jest osądzać. Na pewno ten zespół ma rezerwy w grze obronnej. Ze Szwedkami, mimo znakomitego wyniku, nasze dziewczyny straciły 30 bramek. W pozostałych meczach było podobnie, a przecież bramkarki grały na dobrym poziomie. Lepsza obrona oznacza też lepszą skuteczność bramkarek i otwiera drogę do kontrataków. To z kolei oznacza więcej goli i lepsze wyniki.

– Polki chciały chyba wygrać klasyfikację fair play. W piłce ręcznej nie zawsze przekłada się to na wyniki.
– Na pewno w niektórych sytuacjach należało się pokusić o bardziej zdecydowaną i twardą obronę. Agresywna gra zmusza przeciwnika do wysiłku. O ile w ataku można sobie pozwolić na kreatywność, o tyle w obronie trzeba w 100 proc. realizować schematy. Nie wiem, czy właśnie tak miała wyglądać gra drużyny, czy może dziewczyny nie realizowały tego, czego oczekiwał trener. Nie chcę nikogo skrzywdzić, dlatego wolę nie oceniać, kto zawinił.

Kudłacz-Gloc: to był mecz godny ćwierćfinału

– Powinniśmy na razie zapomnieć o sukcesach?
– Tego nie powiedziałam. W nas też nikt nie wierzył. I nic dziwnego, bo nie było do tego podstaw. Sukces to wypadkowa wielu czynników. Zarówno poziomu sportowego, jak i atmosfery, trenera, taktyki, sztabu medycznego… Nie bez znaczenia są też ligi i kluby, z których wywodzą się zawodniczki. Podam przykład: nauczyłam się gry w obronie dopiero, gdy wyjechałam do Francji. W wieku 29 lat! Wiele dała mi także współpraca z Kimem Rasmussenem, byłym selekcjonerem naszej reprezentacji. Nie należy nikogo skreślać. Wierzę, że dziewczyny grające w Polsce trafią w końcu na trenera, który je nauczy, jak wygląda gra w obronie we współczesnej piłce ręcznej. Albo wyjadą do innej, mocniejszej ligi.

– Czyli apeluje pani do młodych zawodniczek: wyjeżdżajcie!
– Tak! W innych ligach gra się mocniej, agresywniej, jest szybsze tempo. Dobrą szkołą życia są także treningi. Gdy się do tego przywyknie, to później jest łatwiej na zgrupowaniu reprezentacji czy na takim turnieju jak mistrzostwa świata. Dużym szokiem może być nie tylko wyjazd z Polski, ale także powrót. Często okazuje się, że twarda gra w obronie nie spotyka się ze zrozumieniem sędziów.

– Najważniejszym celem pozostaje awans na igrzyska w Tokio. Czy wystarczy czasu, aby zbudować mocny zespół?
– Jestem przekonana, że tak. Aby się dostać na igrzyska, trzeba dobrze wypaść w kolejnych mistrzostwach świata. Tylko drużyny, które znajdą się co najmniej w ćwierćfinale, powalczą o bilet do Tokio. Reprezentacje z Europy mają niestety trudniej. Mimo że wygrywamy z Angolą i mamy lepszy zespół, to rywalki pewnie zagrają w turnieju olimpijskim, a my musimy się mocno starać.

* * *

Monika Stachowska – grała na pozycji kołowej. Wystąpiła w ponad 100 meczach w reprezentacji Polski. Brała udział w mistrzostwach świata w 2013 i 2015 roku, w których drużyna narodowa zajęła 4. miejsce. Jako zawodniczka Handball Arvor 29 zdobyła m.in. mistrzostwo Francji. W 2017 roku zakończyła karierę. Jej ostatnim klubem był AZS Łączpol AWFiS Gdańsk.

MŚ kobiet: Polska – Brazylia (skrót)

najpopularniejsze

Dzień przerwy z grami wideo. "Bułgarzy robią pod górkę"

GOL! Polska – Irlandia 1:1: bramka Mateusza Klicha

Mecz towarzyski: Polska – Irlandia 1:1 (skrót meczu)

Boks: walka o pas WBC International, Filip Hrgović – Amir Mansour

MŚ siatkarzy: Polacy zagrają z Bułgarią o awans z pierwszego miejsca w tabeli