tvp.pl informacje sport kultura rozrywka vod serwisy tvp.pl program telewizyjny

Kryzys polskich panczenów. "Rywale odrobili lekcje i nas zlali"

Brak kwalifikacji męskiej drużyny na igrzyska w Pjongczangu to tylko jedna z oznak kryzysu w polskim łyżwiarstwie szybkim. – Soczi było rewelacyjne, ale nie wiem, gdzie później popełniono błędy. Zawodnicy starali się wykorzystać "pięć minut". Szukali szkoleniowców, próbowali różnych metod treningu, ale raczej to nie pomogło – mówi Jaromir Radke – były panczenista, uczestnik igrzysk olimpijskich – w rozmowie ze SPORT.TVP.PL.
Od lewej: Koen Verweij, Zbigniew Bródka i Denny Morrison (fot. Getty Images)

Jakub Łokietek, SPORT.TVP.PL: – To pytanie jako pierwsze ciśnie się na usta – czy polscy panczeniści mają szansę na jakikolwiek medal w Pjongczangu?
Jaromir Radke: – Nie chcę być złym prorokiem, ale patrząc na ostatnie starty, będzie trudno. Obserwuję zmagania zawodników i zawodniczek. Chciałbym wierzyć w ich słowa, że forma przyjdzie na igrzyska. Tylko że wszyscy tę formę szykują właśnie na luty. Miejmy nadzieję, że wtedy zdarzy się jakiś cud. Mamy kilka nowych rekordów Polski, m.in. Natalii Czerwonki, ale miejsca nadal są odległe.

– Co wydarzyło się przez te ostatnie cztery lata, że wyniki nie są zadowalające?

– Nie ujmując nic Zbigniewowi Bródce i pozostałym łyżwiarzom, którzy zdobyli medale, to z moich obserwacji wynika, że w Soczi światowe łyżwy przechodziły pewien kryzys.

Czerwonka: pojechałam na pełnym luzie, na igrzyskach będzie świetnie – To znaczy?
– Holendrzy dominowali, zdobywali medale praktycznie w każdych wyścigach. Nie było innej tak mocnej reprezentacji. Dzięki temu zdołaliśmy włączyć się do walki z pozostałymi drużynami i wypadliśmy naprawdę dobrze. Każdy wyciąga jednak wnioski. Włosi i Norwegowie odrobili lekcje i teraz po prostu nas "zlali".

– Skąd takie dobre wyniki rywali?

– Złożyło się na to wiele czynników. Do Włochów wrócił trener Maurizio Marchetto, który w Soczi pracował z Rosjanami. Współpraca nie układała się źle, ale drużyna nie była do końca zadowolona, więc mu podziękowano. Wrócił do swojego kraju i nagle reprezentacja odżyła. Podziwiam ich, bo indywidualnie Włosi są mocni na dystansach, ale dobrze spisują się też w drużynie. W Salt Lake City zajęli przecież drugie miejsce.

– A co z Norwegami?
– Też spisują się znakomicie. Pamiętam wypowiedź Johanna Olava Kossa (były norweski łyżwiarz, czterokrotny złoty medalista olimpijski – przyp. red.), z którym rywalizowałem. Po odpadnięciu w ćwierćfinale w Soczi zastanawiał się jak można było przegrać z Polakami... Teraz są w znacznie lepszej dyspozycji.

– Czy można liczyć w takim razie na przełamanie dominacji Holendrów? Kto to może zrobić?

– Igrzyska są w Azji i myślę, że właśnie stamtąd może pochodzić główne zagrożenie dla faworytów. Japończycy będą mocni, ale także Koreańczycy, być może Amerykanie i oczywiście Norwegowie i Włosi. Myślę, że Holendrzy już nie odniosą tak wielu sukcesów.

Katarzyna Bachleda-Curuś (fot. Getty Images) – Kto z kolei może zaskoczyć indywidualnie?
– Koen Verweij, który minimalnie przegrał złoto z Bródką, miał swoje perypetie, nie startował, ale wrócił i jest bardzo mocny. Z pewnością będzie walczył o medale. Jeśli chodzi o najlepszych z poprzedniego sezonu, to na razie nie pokazali nic szczególnego. Mamy przykłady Kjelda Nuisa, ale także Martiny Sablikovej. Niesamowity jest Dienis Juskow. Jego biegi na 1500 metrów są piękne – aż chce się patrzeć. Zaczyna wolniej od rywali, ale utrzymuje tempo do samego końca i stąd jego niedawny rekord świata.

– Nie ma w tym gronie żadnego Polaka. Dlaczego jest nam tak daleko do czołówki?
– Świat nie stanął w miejscu. My gonimy, lecz jesteśmy krok za resztą. Jak udawało nam się zdobywać medale, to cieszyliśmy się – ostatnie igrzyska pod tym względem były rewelacyjne, ale nie potrafię wskazać, gdzie popełniono błędy. Nasi panczeniści starali się wykorzystać "pięć minut", jakie mieli w tamtym czasie. Szukali szkoleniowców, próbowali różnych metod treningu, ale chyba nie do końca im to pomogło.

– Czy możemy w takim razie liczyć na juniorów? Kto dobrze rokuje?

– Jest Karolina Bosiek, którą wspieram, bo podobnie jak ja jest z Tomaszowa Mazowieckiego. Znakomicie prezentuje się na 3000 m, ale także w drużynie. To utalentowana 17-latka, jeśli chodzi o nasze realia, bo na świecie jej wyniki na razie nie są imponujące. Do Pjongczangu pojedzie, aby uczyć się i zdobywać doświadczenie. Być może zabłyśnie na kolejnych igrzyskach, choć trudno trafić z formą raz na cztery lata. Pamiętam, że ja w debiucie olimpijskim w Albertville miałem 14. i 16. miejsce, ale po dwóch latach – w Lillehammer – byłem już jednym z kandydatów do podium. Zabrakło mi trochę szczęścia.

– Skoro będzie trudno o medale, to kto może przynajmniej pozytywnie zaskoczyć?

– Myślę, że może być to Katarzyna Bachleda-Curuś. To doświadczona zawodniczka, utrzymuje dobrą formę, mimo że miała przerwy w startach. Jeśli chodzi o panie, to liczyłbym jeszcze na Natalię Czerwonkę. Wśród mężczyzn może Konrad Niedźwiedzki, choć jak sam zauważył, na każdych kolejnych igrzyskach jest coraz dalej...

Drużyna panczenistów nie wystąpi w Pjongczangu
PŚ w Salt Lake City: start Natalii Czerwonki
"Co weekend jakaś lipa". Waś zdąży z formą przed IO?
Piotr Michalski: czas najwyższy się rozpędzać