tvp.pl informacje sport kultura rozrywka vod serwisy tvp.pl program telewizyjny

Costa, Pogba, Rooney... Mniej i bardziej udane piłkarskie powroty

Diego Costa wrócił pod skrzydła Diego Simeone i już w pierwszym meczu strzelił gola. Powrotu do ukochanego Evertonu raczej nie żałuje też Wayne Rooney, a coraz bliższy ponownej gry w Borussii Dortmund jest Henrich Mchitarjan. Ostatnio na transferowym rynku zrobiło się mocno sentymentalnie. Ale wejście do tej samej rzeki nie zawsze wychodzi piłkarzom na dobre...
Od lewej: Diego Costa, Paul Pogba i Wayne Rooney (fot. Getty)

Co się wydarzy w 2018 roku? Nasze piłkarskie przewidywania

Costa to specyficzny piłkarz, a Simeone to specyficzny trener. Brazylijczyk z hiszpańskim paszportem stworzył świetny duet z "Cholo", ale z innym szalonym trenerem – Antonio Conte – nie potrafił się dogadać i po miesiącach publicznego prania brudów udało się przerwać tę toksyczną relację, ku uciesze obu stron.

W barwach Atleti Costa strzelił 65 goli, a żaden z jego następców (a było ich wielu) nie potrafił "wejść w jego buty". Jego kolejna przygoda z Los Colchoneros zaczęła się obiecująco, ale nie można powiedzieć, że Simeone nie ryzykuje – Costa ma już 29 lat, od pół roku nie grał w piłkę (choć trenował z nowym-starym zespołem), a kosztował, według serwisu Transfermarkt.de, aż 66 milionów euro.

Fernando Torres (fot. Getty) Związki londyńsko-madryckie

Tę samą drogę, tylko w krótszym odstępie czasu, przeszedł Filipe Luis. Brazylijczyk z polskimi korzeniami odszedł do Chelsea latem 2014, ale nie spodobało mu się w Anglii i po roku wrócił do Atletico. W tym przypadku możemy mówić o udanym powrocie – lewy obrońca do dziś jest podstawowym zawodnikiem w drużynie "Cholo" i nie zawodzi.

Kibiców czerwono-białych najbardziej wzruszył jednak powrót Fernando Torresa. Wychowanek i były kapitan Atletico wrócił do domu na stałe w 2016 roku, po dziewięciu latach naznaczonych udanym pobytem w Liverpoolu i dużo mniej udanym w (znowu) Chelsea. Nie nawiązał nigdy do skuteczności sprzed lat, ale kilka ważnych goli i strzelił i dziś, w wieku 33 lat, może już z czystym sercem szykować się powoli do emerytury...

Sentymentalnie zrobiło się również w lipcu, gdy Everton ogłosił, że po 13 latach na Goodison Park wraca Wayne Rooney. Niejeden kibic The Toffees miał przekonanie, że wychowanek – dwa razy starszy niż w czasie debiutu – prochu już nie wymyśli. Tymczasem najlepszy strzelec w historii Manchesteru United i reprezentacji Anglii daje radę. Jak na razie, w 18 meczach zdobył 10 bramek.

Gerard Pique (Ś) (fot. Getty) Katalońskie powroty

Powroty wychowanków upodobali sobie również w Barcelonie. Za pierwszym podejściem nie poznali się na Gerardzie Pique i pozwolili, by podkradł go Manchester United. Na Old Trafford obrońca też jednak się nie przebił i bez żalu oddano go z powrotem do Katalonii, gdzie wyrósł na jednego z najlepszych stoperów Europy.

Mniej udany był powrót Cesca Fabregasa. W Arsenalu spędził osiem lat i w młodym wieku zachwycił Europę. Ale po ponownym sprowadzeniu na Camp Nou (za ponad 30 mln euro) okazał się słabszy o Andresa Iniesty i Xaviego. Po trzech latach wrócił do Anglii, tym razem do Chelsea. Latem Barca próbowała sprowadzić z Londynu kolejnego niedocenionego wychowanka – Hectora Bellerina – ale ostatecznie zdecydowała się na Nelsona Semedo.

Kibice Kanonierów z łezką w oku wspominają krótki, ale udany powrót do Londynu Thierry'ego Henry'ego. Najlepszy strzelec w historii klubu w wieku 34 lat został wypożyczony zimą 2012 roku na dwa miesiące z New York Red Bulls (amerykańska MLS miała wtedy przerwę). Zagrał cztery mecze, w których strzelił dwa, ważne gole.

Powrót synów marnotrawnych

Zespołem, który ostatnio chętnie przygarnia swoich byłych piłkarzy, jest Borussia Dortmund. W 2014 wykupiła z powrotem z Realu Madryt Nuriego Sahina, a z Manchesteru United – Shinjiego Kagawę. Dwa lata później dała drugą szansę Mario Goetzemu. Każdy z nich "odbił się od ściany" w większym klubie, ale po powrocie żaden nie był już tym samym zawodnikiem. Na razie żadnego z tych transferów nie można ocenić jednoznacznie pozytywnie. A tymczasem BVB planuje kolejny powrót – Henricha Mchitarjana, który nie gra w United.

(fot. Twitter.com)

Drogę odwrotną do Goetzego przeszedł Mats Hummels – wychowanek Bayernu, na którym nie poznano się w Monachium. W Dortmundzie grał od 2009 roku, ale w 2016 – gdy wyrobił już sobie uznaną markę – za 35 milionów euro wrócił do Bawarii.

Hummels potwierdza, że Bayern to nie są dla niego za wysokie progi. A tak było w przypadku Lukasa Podolskiego, który po trzech nieudanych latach na Allianz Arena wrócił do 1.FC Koeln. Jego drugi pobyt w klubie, którego jest wychowankiem, był całkiem udany pod względem indywidualnym, ale Koziołki spadły do 2. Bundesligi, a "Poldi" odszedł do Arsenalu.

David Luiz (fot. Getty) Drogo sprzedać, tanio kupić

Pisząc o głośnych powrotach ostatnich lat nie sposób nie wspomnieć o Paulu Pogbie, który przez rok był najdroższym piłkarzem świata. Sir Alex Ferguson się na nim nie poznał, a po czterech latach Francuza w Juventusie Jose Mourinho uznał, że warto wydać na niego ponad 100 milionów euro. Jak na razie nie można powiedzieć, że Pogba się spłacił. Pierwszy sezon miał rozczarowujący, ale w obecnym zaczyna coraz bardziej wpływać na ofensywną grę Manchesteru i nawiązywać do formy z Turynu.

Ciekawym przypadkiem jest David Luiz, który w 2014 roku odszedł z Chelsea do PSG za 50 mln euro (był wtedy najdroższym obrońcą świata), by po dwóch latach wrócić za... 35 mln. Interes życia! Co więcej, pod wodzą Conte prezentował się w obronie dużo lepiej niż w Paryżu. Ale z Włochem nigdy nie wie, oj nie wie się i w tym sezonie Luiz wylądował na ławce.

Mniej medialne, ale bardzo ciekawe powroty ostatnich lat to m.in. przejście Dirk Kuyta do Feyenoordu (tylko dwa sezony, za to bardzo udane), Andrija Szewczenki do Milanu, a potem do Dynama Kijów (pierwszy nieudany, drugi lepszy) i wymuszony przez Dimitriego Payeta transfer do Olympique Marsylia (fiasko).

Kibice poza Europą też lubią widzieć znajome twarze. Boca Juniors chętnie dawało kolejne szanse Juanowi Romanowi Riquelme i Carlosowi Tevezowi. Zwłaszcza ten drugi świetnie odpłacił za zaufanie. Również Brazylijczycy na dorobku zawsze mogą liczyć na wsparcie klubów, w których zaczynali, że wspomnimy choćby Robinho w Santosie czy Adriano we Flamengo. Rzadko kiedy z takich przygód wychodzi coś dobrego.

Udane powroty:
Mats Hummels do Bayernu
Filipe Luis do Atletico
David Luiz do Chelsea
Gerard Pique do Barcelony
Wayne Rooney do Evertonu
Carlos Tevez do Boca
Fernando Torres do Atletico

Nieudane powroty:
Cesc Fabregas do Barcelony
Shinji Kagawa do Borussii Dortmund
Dimitri Payet do Olympique Marsylia
Lukas Podolski do 1.FC Koeln
Nuri Sahin do Borussii Dortmund

Bez oceny (na razie):
Diego Costa do Atletico
Mario Goetze do Borussii Dortmund
Paul Pogba do Manchesteru United

Legia się zbroi na potęgę, rozchwytywany Jach i wielkie pieniądze za Coutinho

najpopularniejsze

Bez fajerwerków w Legnicy. Miedź remisuje z Koroną

Cracovia nadal na dnie. Zagłębie wśród najlepszych

MŚ w wioślarstwie. "Szkoła charakteru" dla Polaków

Sa Pinto: kiedy objąłem Liege było tak samo jak w Legii

BinckBank Tour: Bodnar awansuje w klasyfikacji