tvp.pl informacje sport kultura rozrywka vod serwisy tvp.pl program telewizyjny

Nie tylko oczy zielone… Heavy metal futbol

Pytanie o muzykę słuchaną w szatni przynosi zwykle podobne odpowiedzi: hip hop, disco, rzadziej radiowy pop/rock. A jednak w uszach piłkarzy gości też inna, cięższa melodia.
Juergen Klopp (fot. Getty Images)

Crouch, Lineker czy Rasiak? Chelsea szuka napastnika...

Żeby odszukać miłośników heavy metalu wśród graczy trzeba najpierw przenieść się do Ameryki Południowej. Tam kultura piłkarska zostawia piłkarzom i kibicom nieporównywalnie więcej przestrzeni do indywidualizmu, choć ma też granice tolerancji. Na próbę wystawił je w Argentynie wyznawca ekstremalnego metalu Dario Dubois – piątoligowy obrońca, być może najbardziej rozpoznawalny zawodnik z niższych szczebli. Demonstrował przywiązanie do muzyki wybiegając na boisko w pełnym corpsepaint'cie, czyli czarno-białym makijażu typowym dla skandynawskich zespołów blackmetalowych. Przeciwnicy bali się jego demonicznego malunku na twarzy, a trybuny protestowały w obawie o zgubny wpływ na najmłodszych kibiców.

Gdy argentyńska federacja zakazała gry ze scenicznym make-upem piłkarz ograniczył się do prześwitujących przez koszulkę t-shirtów z logami zespołów i… opasek z ćwiekami na nadgarstkach. Był metalowym buntownikiem co się zowie – w torbie nosił z akcesoriami do makijażu także czarną taśmę, służącą do zaklejania reklam na klubowym stroju, a w przerwach między meczami atakował w mediach skorumpowanych polityków. Gdy karierę przerwała mu kontuzja, poświęcił się grze na gitarze basowej w złożonym z boiskowych kolegów prog-rockowym zespole. Zginął tragicznie w wieku 38 lat, śmiercią bardzo pasującą do biografii południowoamerykańskiego piłkarza jak i kontrowersyjnego muzyka – zastrzelony przez nieznanego sprawcę.

Kibice Borussii Dortmund i Schalke 04 (fot. Getty Images)

Ciężka Europa

W Europie relacje heavy metalu z futbolem nie mają tak ekstremalnych form, ale osobliwych związków nie brakuje. W Niemczech z wielkiej piłkarskiej pasji słynie Thomas Such – publice znany głównie jako Tom Angelripper, lider flagowego przedstawiciela teutońskiego thrash metalu, zespołu Sodom. Nie kryje oddania barwom Schalke 04, które przez lata wystawiało go na kpiny ze strony byłych (pożegnanych z końcem 2017 roku) kolegów z kapeli – równie zagorzałych kibiców Borussii Dortmund. Przywiązanie do górniczego klubu nie czyni muzyka przypadkiem tak szczególnym, jak jego specyficzne zaangażowanie w życie amatorskiego Eintrachtu Duisburg zastanawia.

Kiedy przed kilkoma laty w juniorskim zespole tego klubu piłkę kopał Manoli, syn przyjaciela Toma i wieloletniego współpracownika Sodom, Theo Papadopoulosa, basista ufundował komplet strojów. Efekt tego gestu był taki, że 9-letni chłopcy biegali z nazwami Sodom i Onkel Tom (poboczny projekt muzyka) na koszulkach. Młodzi wiedzieli co promują – utwór "Auf immer und ewig" Onkel Toma został nawet hymnem zespołu U10 i rozbrzmiewał przed meczami na stadionie. Zjawisko to tym bardziej absurdalne, że wbrew nazwie – „Wujek Tom” niewiele ma wspólnego z muzyką dla najmłodszych. Pod szyldem Angelripper nagrywał pieśni pod tak wymownymi tytułami jak: "Delirium", "Es gibt kein Bier auf Hawaii" ("Nie ma piwa na Hawajach") czy "Schnaps, das war sein letztes Wort" ("Wódko, to było twoje ostatnie słowo"). Jeśli poszukać bardziej konwencjonalnych przykładów wspólnego marszu heavy metalu i piłki nożnej, to należy skierować się do kolebki – Wielkiej Brytanii. Paradoksalnie, najważniejszymi przedstawicielami heavymetalowej braci w Premier League nie byli jednak miejscowi, wychowani na tych samych ulicach i podwórkach co muzycy Black Sabbath, Iron Maiden czy Judas Priest, a przyjezdni z Europy Środkowo-Wschodniej.

Tomas Rosicky (fot. Getty Images)

Najbardziej wyrazistym "metalheadem" był Tomas Rosicky. Niedawny pomocnik Arsenalu chętnie mówił o uwielbieniu dla muzyki metalowej i wspominał wyprawy na koncerty Metalliki oraz szwedzkich deathmetalowców In Flames, a na boisku manifestował upodobania podkreślając strzelone gole gestem "corny" (czyli "diabelskich rogów"). Po godzinach kilkakrotnie dawał się poznać jako amatorski muzyk (w Internecie można m.in. zobaczyć wykonanie kultowego riffu z "Master of Puppets" Metalliki), co łączy go z Petrem Cechem, regularnie publikującym na YouTube perkusyjne covery znanych rockowych i metalowych utworów.

Z takich upodobań słynie również Slaven Bilić – kiedyś stoper West Hamu i Evertonu, a obecnie menedżer, do niedawna zatrudniony w tym pierwszym klubie. Chorwat od zakończenia kariery piłkarskiej pozostaje aktywnym muzykiem i nie rozstaje się z ukochanym czerwonym Gibsonem Explorerem – w 2008 roku, jeszcze gdy pracował jako selekcjoner reprezentacji Chorwacji, nagrał nawet ze swoim zespołem Rawbau oficjalną turniejową piosenkę kadry na Euro.

Jego niegdysiejszy kolega z drużyny i późniejszy asystent w West Hamie – uwielbiany przez kibiców WHU Julian Dicks, zwany jakże pieszczotliwie "Terminatorem" – przyznał, że przed laty zaprzyjaźnił się z Biliciem właśnie dzięki heavy metalowi, a gdy współpracowali w sztabie trenerskim, to wspólnie chadzali na koncerty. Muzyka służyła im także w pracy – według Dicksa panowie wykorzystali kilka utworów Megadeth jako motywację przed jednym z meczów The Hammers na Anfield. Wtedy pierwszy raz od 53 lat Młoty pokonały Liverpool na wyjeździe – i to aż 3:0.

Jeszcze jako piłkarz Bilić miał okazję poznać jednego z idoli – założyciela i basistę Iron Maiden, Steve'a Harrisa, oddanego kibica West Hamu. Muzyk jako dziecko grał nawet w piłkę w akademii tego klubu, do dziś prezentuje dumnie klubowy herb na najczęściej używanym basie Fendera. Pół żartem, pół serio proponował nawet chorwackiemu trenerowi gościnny występ na koncercie Iron Maiden.

Terry Butcher (fot. Getty Images)

Lider zespołu przyjaźni się także z innym byłym piłkarzem oraz wielkim fanem "Ironów" – Terrym Butcherem. Jego obecność w tym towarzystwie nie może być żadną niespodzianką; przez styl gry oraz nadające się na pseudonim artystyczny nazwisko mógł dla wielu być personifikacją wszystkiego, co odstrasza zwykłych śmiertelników od heavy metalu i jego groźniejszych pochodnych.

Podobnie jak Harrisa, metal odciągnął od futbolu także nieżyjącego już Phila "Philthy Animal" Taylora, perkusistę "klasycznego" składu Motoerhead . To jednak historia z happy endem, bo przyszłego rock'n'rollowca nie pasjonowało piłkarstwo jako takie. Taylor, młodociany chuligan rozbijający się na ulicach ku chwale Leeds United, został bębniarzem dzięki ojcu, który podarował mu zestaw perkusyjny, aby odciągnąć go od okołofutbolowych rozrywek. Odbierając prezent usłyszał: "lepiej tłucz w to, a nie w innych".

Bardzo naciągając tezę można napisać, że futbol towarzyszył heavy metalowi od początku – bo w czasie, kiedy jedno i drugie było rozrywką chłopaków z klasy robotniczej. Wiernym fanem Aston Villi jest Geezer Butler, jeden z ojców chrzestnych gatunku, basista Black Sabbath, zespołu pochodzącego z Birmingham. Gdzieniegdzie podaje się, że kibicem The Villans jest również Ozzy Osbourne. Tym bardziej szkoda, że w roku, gdy legendarni muzycy żegnali się ze sceną, ich lokalny klub po najgorszym sezonie w dziejach spadł z Premier League.

A jak jest na południu Europy? Legendarny kapitan Barcelony Carles Puyol zwykł wprowadzać się w meczowy nastrój muzyką Napalm Death (ojców gatunku grindcore, figurujących w Księdze Rekordów Guinnessa dzięki skomponowaniu najkrótszego utworu w historii). Ten fakt zaskakuje umiarkowanie, bo stoper pozwalał podejrzewać zamiłowanie do podobnej stylistyki. Na scenie, z gitarą basową przewieszoną przez ramię, prezentowałby się nawet okazalej niż na boisku.

Juergen Klopp w czasach, gdy prowadził BVB (fot. Getty Images)

Metal krajowy

Związek piłki nożnej i heavy metalu da się odnaleźć także w Polsce. Piłkarze Pogoni Szczecin od kilku lat wychodzą na boisko przy akompaniamencie hymnu "My Portowcy" napisanego przez kibiców – thrashmetalowy zespół Quo Vadis. Pieśń nie ma wprawdzie wiele wspólnego z regularną twórczością szczecinian, lecz jak na standardy środowiska i tak jest ewenementem. Juergen Klopp porównał kiedyś grę Borussii do "galopady" gitar i perkusji, ale na razie nie da się tego odnieść do Portowców. Może z czasem…

Quo Vadis wydeptało ciężkim krokiem szlak, który blisko pół wieku temu ostrożnie zaznaczyła rockowa grupa Stress. To wielkopolski zespół nagrał w studiu Polskiego Radia pierwszą wersję tekstu Andrzeja Sobczaka do melodii "Yellow Submarine", do dziś pozostającego oficjalnym hymnem Lecha Poznań. Dwaj członkowie tamtej kapeli związali później los z przedstawicielem "wielkiej trójki polskiego metalu", Turbo – Henryk Tomczak przelotnie jako basista, a Janusz Maślak na lata, w roli menedżera. Już w XXI wieku Turbo nawiązało w ramach jubileuszowej kolekcji płyt "Anthology" do tamtych korzeni (i dało upust kibicowskim uczuciom) rejestrując aranżację pieśni "Kiedy wbiega na murawę wielki, ukochany Lech", lansowanej w 2001 roku. jako następca pierwotnego hymnu.

Trochę żal, że drogi narodzonego przed pięcioma dekadami w zagłębiu robotniczym Anglii gatunku muzyki oraz futbolu coraz bardziej się rozchodzą. Heavy metal jako odgłos buntu może jeszcze powróci, ale piłka chyba nieodwracalnie odrywa się od świata realnego, w którym do takiego buntu miałoby dojść. Symptomatyczne jest, że większość wymienionych "piłkarzy-metalowców" stanowili środkowi obrońcy, o których niejeden kibic z nostalgią może powiedzieć: "ech, dzisiaj już takich nie ma". A może po prostu jest za głośno, aby o nich usłyszeć?

najpopularniejsze

GOL! Polska – Irlandia 1:1: bramka Mateusza Klicha

Mecz towarzyski: Polska – Irlandia 1:1 (skrót meczu)

Mistrz olimpijski w biathlonie otrzymał listy z pogróżkami

MŚ siatkarzy: z Argentyną po awans do najlepszej "szóstki"

NFL: pierwsza wygrana Cleveland Browns od grudnia 2016 roku