tvp.pl informacje sport kultura rozrywka vod serwisy tvp.pl program telewizyjny

Koniec "El Grafico". A "Przegląd Sportowy" wychodzi…

Najsłynniejsza gazeta sportowa Argentyny, a pewnie i całej hiszpańskojęzycznej większości kontynentu, przestanie ukazywać się w wersji papierowej. Po blisko stu latach, legendarne "El Grafico" pozostanie już tylko jako portal internetowy. Koniec świata! Starego świata...

Koniec "El Grafico". A "Przegląd Sportowy" wychodzi…

Najsłynniejsza gazeta sportowa Argentyny, a pewnie i całej hiszpańskojęzycznej większości kontynentu, przestanie ukazywać się w wersji papierowej. Po blisko stu latach, legendarne "El Grafico" pozostanie już tylko jako portal internetowy. Koniec świata! Starego świata...
Reprezentacja Argentyny po przegranym finale MŚ w 2014

Kiedy kilka lat temu podobną decyzję ogłosili Amerykanie wydający Newsweeka, pisał o tym cały świat. Ostatnio pojawiła się plotka o wycofaniu z papierowej wersji Playboya, ale faktycznie wycofało się "El Grafico". Sprawa wręcz bolesna, bo za rok gazeta obchodziłaby 100-lecie istnienia!

Upadek giganta

Przez dekady była to najbardziej opiniotwórcza gazeta sportowa w Argentynie. Do ery telewizji, a potem założenia portali internetowych, "El Grafico" było niekwestionowanym numerem jeden. Im popularniejszy stawał się futbol, tym bardziej rosła popularność pisma. Stare numery, jeszcze sprzed II wojny światowej, poświęcały mnóstwo miejsca boksowi, sportom olimpijskim i różnym rekordom przełamującym ograniczenia organizmu.

Powrót na arenę międzynarodową reprezentacji (Argentyna ze względu na bojkot nie startowała w eliminacjach do mundiali w 1934, 1938, 1950 i 1954 roku) nakręcił sprzedaż pisma. Między początkiem lat 30. a końcem lat 50. futbol stał się zdecydowanie ulubionym sportem Argentyńczyków. Każdy wyjazd na finały mistrzostw świata oznaczał podwyższenie nakładu.

Apogeum było przyznanie Argentynie organizacji mundialu w 1978 roku, opisywanie życia reprezentacji, trenerów i zawodników, przygotowań do imprezy było jak serialowy tasiemiec. W kulminacyjnym momencie sprzedano ponad 596 tysięcy egzemplarzy tygodnika. Oczywiście po zwycięskim finale mistrzostw w Buenos Aires. Ten sukces zapewnił "El Grafico" wyjście poza Amerykę Południową. Na pismo powoływali się piszący o argentyńskich sportowcach w Europie i Ameryce Północnej. Tygodnik przeżywał okres prosperity.

Jego wysłannicy jeździli na imprezy po całym świecie, a nie już tylko po kontynencie, bywali przy okazji mundiali i igrzysk olimpijskich. Wygrana w finałach mistrzostw świata 1986 roku pozwoliła pobić kolejny rekord, tym razem było kilka wydań ze sprzedażą powyżej 600 tysięcy egzemplarzy. A punkt kulminacyjny w historii: 691 tysięcy po finale, wygranym 3-2 z Niemcami.

"El Grafico" było wówczas najpopularniejszą gazetą sportową Ameryki Południowej. Wpływowi na męską część populacji poświęcano książki i artykuły, jej dziennikarze pisali do zagranicznych periodyków, gościli w telewizjach, "El Grafico" miało chilijską wersję (miesięcznik), wchodziła w różne alianse z wielkimi wydawcami z innych krajów, umożliwiając przedruki. Idylla zdawała się nie mieć końca...

Diego Maradona (w środku, fot. Getty Images) Koniec

Ale nic nie trwa wiecznie. Pismo przechodziło kolejne zmiany, w tym własnościowe, stawało się grubsze, kolorowe, było wydawane na coraz lepszym papierze, ale... argentyński sport nie nadążał za zmianami na świecie. Mniej spektakularnych walk bokserskich z udziałem tamtejszych pięściarzy i piłkarskich sukcesów jakoś ubyło. W połowie lat 90. gigantyczna recesja doprowadziła Argentynę do ekonomicznej klęski. Wydawcy gazet dostali solidnie w kość, sprzedaż pism spadała na łeb na szyję. Regres nie ominął "El Grafico". W 1996 roku, w odpowiedzi na spadający popyt na "grube", kolorowe pisma, pełne długich analiz, pojawił się dziennik "Ole". Krótkie, treściwe teksty, głównie o futbolu lokalnym. Gazeta przebojem wdarła się na rynek! Drogie "El Grafico" dostało drugi cios. Cios tak poważny, że w 2002 roku pismo z tygodnika stało się miesięcznikiem. Ówczesnym wydawcą był TyC, znany na rynku przede wszystkim jak nadawca telewizyjny, w tym ligi argentyńskiej w kodowanych kanałach sportowych. Mariaż z telewizyjnym gigantem nie wyszedł El Grafico na dobre.

Argentyński sport, bez wielkiego wsparcia sponsorów, wyraźnie podupadał. Co więcej, kiedy w 2002 roku reprezentacja kraju w sensacyjnych okolicznościach wygrała z amerykańskimi gwiazdami NBA podczas mistrzostw świata w koszykówce, to "Ole" było na miejscu i już następnego dnia krzyczało okładką, że "Jesteśmy lepsi od Jankesów". Dla Argentyńczyków, którzy za gospodarczy upadek obwiniali Amerykanów (peso było "zależne od kursu dolara", co położyło na łopatki tę walutę) był to miód na serce. "El Grafico" było spóźnione!

Pismo zostało zmarginalizowane. "Ole" rosło w siłę, bo pisało codziennie o piłkarzach, którzy w "El Grafico" pojawiali się od wielkiego dzwonu, bo ledwie raz w miesiącu. Pewnie, że takie rubryki jak wywiady-ankiety "100x100" były najlepszymi w sportowym dziennikarstwie Argentyny, ale kolorowe, dosyć drogie pismo w kraju pogrążonym w ciągnącym się latami kryzysie nie miało wzięcia. Chociaż jego przedstawiciele pojawili się w Polsce! Dariusz Kurowski ściągnął do pisania o Argentynie, do nieistniejącego już "Magazynu Futbol", Martina Mazura. Inni pisali dla pism z Hiszpanii i Włoch, bo przecież ligi tych krajów, po uwolnieniu transferów w 1996 roku, wypełniły się Argentyńczykami.

Igrzyska roku 2004 przyniosły następny dowód na błąd decyzji o zmianie periodyczności. Argentyna znowu ograła zawodowców z NBA i została jako pierwsza – i dotąd jedyna – drużyna z Ameryki Łacińskiej, mistrzem olimpijskim w koszykówce. Scola i Ginobli zapewnili sobie wieczną chwałę i sławę jak najwięksi w futbolu. Ole biło rekordy sprzedażowe, a "El Grafico" sprzedawało już tylko 1/10 tego, co po wygraniu mundialu w Meksyku!

Ba, wydawcy przespali kolejną ważną zmianę – nadejście portali internetowych. Tytuł miał gigantyczną bazę, ale dopiero po mundialu w Niemczech zaczęli udostępniać w sieci teksty. Stare i we fragmentach. Bazę numerów i okładek przygotowano w 2009 roku, kiedy działało już w sieci "Ole", rozpychała się Terra (portal z Chile), a sportowe wiadomości udostępniały "La Nacion" i "Clarin". Lata mijały, pojawiły się kolejne portale, "La Nacion" przygotowała serwis Canchallena, TyC wersję Sports, sportowe serwisy z informacjami z Argentyny miały ESPN Deportes i FOX Sports. W internecie nadawały już radia, takie jak Mitre, La Red i Continental, a "El Grafico" ciągle skąpiło, nie udostępniało szeroko starych tekstów, ociągając się z portalem.

Ani się obejrzeli, a pokolenie młodych dziennikarzy piszących o szalejących w Europie argentyńskich piłkarzach i trenerach, za pewnik przyjęło, że najlepszym źródłem informacji o lokalnym futbolu są "Ole" i Sportia – internetowy serwis TyC Sports. A największym skarbem "El Grafico" były stare teksty, ciągle nie zdigitalizowane...

Lionel Messi (L) i Diego Maradona (fot. Getty Images) Retro

Koniec "El Grafico" oczywiście przypomina nam o tym, jak kiepsko jest z prasą sportową także u nas. W kraju o podobnej liczbie mieszkańców co Argentyna ostał się jeden piłkarski tygodnik, jeden dziennik ogólnokrajowy i jeden regionalny. W takiej Hiszpanii, gdzie również jest około 40 mln mieszkańców, dzienników sportowych wychodzi sześć. Zgoda, nie wszystkie są ogólnokrajowe. Także w Brazylii nie ma już co szukać kolorowych gazet. Kilka lat temu ESPN powtórzył manewr TyC z "El Grafico", czyli kupił pismo Trivela, któremu zmienił periodyczność i nazwę na Revista ESPN, a następnie sprowadził je do poziomu marginalnego pisemka. Dziś Trivela jest już tylko w sieci... A dziennik jest jeden i to lichy bulwarowiec.

O ile jednak w Brazylii pisma sportowe nie mają długiego żywota (starych, sprzed epoki dominacji korporacji Globo nie ma), o tyle "El Grafico" ze 99-letnią bazą tekstów jest skarbem. Widać jednak, że niektóre skarby, jak Polskie Nagrania, są do wzięcia za grosze...

I pomyśleć, że w dobie dziesiątków książek i albumów o Marcelo Bielsie, Diego Maradonie, Leo Messim, Sergio Aguero i Jorge Sampaolim, największa baza danych ledwie dyszy i ucieka z wersji papierowej, chociaż w wersji cyfrowej jest uboższa od konkurencji.

Było 135 okładek z Diego Armando Maradoną, swoistym "chłopakiem reklamowym" pisma. Za nim najczęstszym "bywalcem" był Daniel Passarella, potem Beto Acosta, a czwarte miejsce zajął całkiem niedawno Messi. W wielkiej trójce pisma już się nie znajdzie. Ironia losu, nieprawdaż? Tuż przed ostatnim mundialem w karierze, facet walczący o pogodzenie Maradony i Pelego w wyścigu o piłkarza wszystkich czasów nie będzie na okładce najbardziej znanego pisma sportowego w historii Argentyny! Na pamiątkę i pocieszenie ma jedną z ostatnich, kiedy to El Grafico przedstawiło go jako świętego, zbawiającego Argentynę i dającego jej awans do rosyjskiego mundialu.

najnowsze opinie

Sebastian Mila Młodzi piłkarze nie grają. To hamuje ich rozwój

Przemysław Babiarz Zadzwonił telefon. Odechciało się jeść

Robert Podoliński Czas zdać sobie sprawę z siły naszego futbolu

Joanna Sakowicz-Kostecka Radwańskiej zabrakło... meczów