tvp.pl informacje sport kultura rozrywka vod serwisy tvp.pl program telewizyjny

Dzika karta na MŚ dla Polaków? "Będzie o to trudno"

− Poziom, jaki obecnie reprezentujemy, nie zapewnia nam dużych szans. Ale jeśli będzie możliwość, podejmiemy starania − mówi o ubieganiu się o dziką kartę na mistrzostwa świata 2019 prezes Związku Piłki Ręcznej w Polsce Andrzej Kraśnicki. Kadra w 2018 roku ma zagrać towarzysko z mistrzami Europy, Hiszpanami. Federacja z kolei wkrótce powinna uzyskać nowego dużego sponsora.
Od lewej: Piotr Chrapkowski, Kamil Syprzak, Arkadiusz Moryto (fot. PAP)

Jurasik: bronią mnie wyniki. Plotki? Podobno biję i...

Maciej Wojs, SPORT.TVP.PL: Minione dwa tygodnie to bolesny czas dla polskiej piłki ręcznej...
Andrzej Kraśnicki, prezes ZPRP: − Bardzo dobrego wywiadu udzielił niedawno Tałant Dujszebajew, który ma rozeznanie i wiedzę na temat piłki ręcznej nie tylko w Polsce, ale i na świecie. Zgodnie z jego słowami, każda dyscyplina ma okresy, w których może odnieść sukces, w których musi się przygotować do tego sukcesu i takie, w których następuje zmiana pokoleniowa. My dzisiaj jesteśmy właśnie na tym etapie.

Rok temu, kiedy stanąłem przed faktem rezygnacji z gry w reprezentacji wielu znakomitych zawodników, wspólnie z grupą trenerów podjęliśmy decyzję, że wymieniamy całe pokolenie i tworzymy warunki dla nowej grupy, która będzie musiała bardzo ciężko pracować. Teraz potrzebują czasu, zgrania i dużej liczby meczów. Jestem przekonany, że ten okres − to mogą być dwa lata, może być więcej − będzie sukcesem. Jeśli ma się potencjał, a ja widzę go w tej drużynie, to tylko poprzez systematyczną pracę można osiągnąć sukces.

− Ufa pan Piotrowi Przybeckiemu?
− Trenera kadry narodowej wybieramy spośród trenerów, którzy mają wolę i chcą startować w konkursie o posadę. Ktoś może powiedzieć, że mogliśmy wybrać innego trenera. Ja uważam, że Piotr Przybecki ma ogromne doświadczenie międzynarodowe. Musi mieć jednak czas na przygotowanie drużyny, a drużyna możliwość umiejętnej realizacji zadań i poleceń trenera. Z mojej strony selekcjoner ma pełne zaufanie.

− Po niepowodzeniu w eliminacjach mistrzostw świata 2019 pojawiły się głosy, że reprezentacja powinna skupić się mistrzostwach w 2023 roku, które odbędą się w Polsce i Szwecji. Podziela pan tę opinię?
− Nie, sądzę, że tych pozytywnych niespodzianek z udziałem naszego zespołu będzie więcej i wcześniej niż w 2023 roku pokaże się on z dobrej strony. Niemniej mistrzostwa w 2023 roku dają gwarancję, że polska drużyna na nich wystąpi.

Kraśnicki: Wenta doskonale zna piłkę ręczną

− Wraz z porażką w Portugalii na świecznik trafiła sprawa szkolenia. Trzy lata temu powstały Ośrodki Szkolenia w Piłce Ręcznej, których efekt pracy − zgodnie z założeniami − mamy poznać ok. 2021-2023 roku. Związek ma w planach uruchomienie innych programów?
− Program OSPR rozwijamy co roku, do niego regularnie dołączają nowe oddziały szkół. To ogromna liczba. Docelowo kilkanaście tysięcy dzieci będzie związane z piłką ręczną. Chcemy kontynuować ten program i go jeszcze bardziej rozwijać. Ponadto będziemy wspierali inicjatywy lokalne, oparte o środki samorządów, które dotyczyć będą turniejów i współzawodnictwa. Moim marzeniem jest, by piłka ręczna wróciła do szkół. Namawiamy już szkoły, które nie mają hal sportowych, do organizowania zajęć z piłki ręcznej na boiskach otwartych.

To, co najważniejsze, jest jednak poza nami. Nie wszyscy wiedzą, że środki jakimi dysponuje ZPRP to głównie środki dla reprezentacji. Te, które przeznaczamy na szkolenia, udało się nam pozyskać w ramach konkursu z Ministerstwa Sportu i Turystyki, za co jestem bardzo wdzięczny. Generalnie chcę jednak, by piłka ręczna zaistniała w programach wychowania fizycznego; aby dzieci i młodzież w ramach obowiązkowych zajęć poznały tę dyscyplinę. Dyscyplinę, która niezwykle wszechstronnie rozwija organizm nie tylko w sensie fizycznym, ale też w sensie umysłowym. Jest wiele cech w grach zespołowych, które w procesie wychowania są niezwykle cenne. Będziemy robić wszystko, by tworzyć warunki dla rozwoju naszej dyscypliny.

Sam fakt organizacji takich imprez jak mistrzostwa świata w 2023 roku czy mistrzostwa świata kobiet do lat 18 w 2018 roku świadczy, że światowe władze mają do nas zaufanie. Nie tylko my, ale wiele innych państw miało okresy przejściowe, w których osiągało słabsze rezultaty. Oczywiście, to bolesne, również dla mnie, że nie uczestniczymy w imprezach najwyższej rangi. W Portugalii jednak nie przegraliśmy żadnego meczu, a zabrakło nam jednej bramki. Taki jest sport i musimy się z tym pogodzić. Już wcześniej uważałem, że przyjdzie moment, w którym na 2-3 lata wypadniemy z czołówki. Nie możemy jednak tych lat zmarnować. Należy zrobić wszystko, by ten zespół okrzepł, podniósł się jego poziom i abyśmy w następnych latach mogli się cieszyć z jego gry. Dlatego będziemy grali z najlepszymi. Mamy umowę o współpracy zarówno z aktualnym mistrzem (Hiszpania), jak i wicemistrzem Europy (Szwecja). W tym roku zrobimy wszystko, aby zagrać z Hiszpanią. Trzeba mieć świadomość, że możemy przegrywać z takimi drużynami, ale w tych meczach będziemy bardzo dużo się uczyć. A przyjdzie taki moment, że sytuacja się odwróci.

− Nie ma pan poczucia, że ten program szkolenia powstał za późno? Byli reprezentanci już dawno alarmowali...
− By powstał program, trzeba mieć na niego środki. Decyzja o przyznaniu nam finansowania, to decyzja tego rządu, tego ministerstwa sportu i turystyki. Mamy wielkie marzenia − chciałbym, by w naszym programie nie uczestniczyło 320 szkół, ale tysiące. Do tego trzeba mieć jednak podstawy. To przecież nie tylko kwestia liczby szkół w programie, ale też kwestia tych osób, które te zajęcia będą prowadzić. Dlatego kształcimy przede wszystkim instruktorów, to ogromne przedsięwzięcie. Stworzenie tych warunków to gigantyczna praca i pewne systemowe rozwiązania. Mam nadzieję, że mimo przejściowych trudności, idziemy w dobrą stroną i wkrótce osiągniemy sukces.

Niedługo może pojawić się nowy, bardzo duży i mocny sponsor, który znacząco poprawi naszą sytuację finansową. Andrzej Kraśnicki

− Wspomniał pan, że władze światowej federacji doceniają działania ZPRP. Czy w związku z tym jest możliwość, by polska reprezentacja otrzymała dziką kartę na mistrzostwa świata 2019?
− Myślę, że będzie o to trudno. Poziom, który reprezentujemy nie zapewnia nam jeszcze takich szans. Ale wszystko jest możliwe. Niemniej tego typu działania, jeśli pojawi się ku temu szansa, z pewnością podejmiemy.

− Co sądzi pan o powrocie Bogdana Wenty do piłki ręcznej i jego pracy w związku?
− Bardzo szanuję Bogdana i jego dorobek. Dzisiaj jest politykiem, poza Polską. Wybory do władz naszej federacji odbędą się w 2020 roku, to duża perspektywa. Znamy go jako trenera, znamy go jako europosła i aktywistę. Nie ja będę decydował o wyborze nowego prezesa, ale chciałbym, by na czele związku stała osoba, która kocha piłkę ręczną, zna się na dyscyplinie, ma umiejętności zarządzania i jest niezależna finansowo. Chciałbym, by dla takiej osoby było to wyzwanie. Jeżeli Bogdan spełni oczekiwania wybierających delegatów, to życzę mu jak najlepiej.

− Pana zdaniem to odpowiedni kandydat?
− Jest z tego środowiska i na pewno wyniósł wiele doświadczenia z pracy w europarlamencie. Nie wiem jednak jacy będą inni kandydaci. Osoba starająca się o posadę prezesa związku musi spełnić wiele warunków. Nie zapominamy o Bogdanie; zaproponowaliśmy go do Komitetu Wykonawczego Międzynarodowej Federacji Piłki Ręcznej (IHF). Życzę mu jak najlepiej.

− Teraz, gdy jest jeszcze zajęty polityką, łączenie pracy w europarlamencie i związku byłoby z pewnością trudne.
− Żeby być prezesem trzeba być na miejscu, w Warszawie. Wbrew pozorom, to trudna funkcja. Pracy trzeba poświęcić co najmniej 50 proc. swojego zaangażowania, a na początku nawet i 100 proc. Trzeba być odpornym psychicznie na różnego rodzaju oceny, nie zawsze sprawiedliwe. To też umiejętność współpracy z tymi, którzy są w środowisku. Myślę, że dla młodszych pokoleń jest czas, by być dobrymi zawodnikami, później trenerami i by działać we władzach. Doświadczenie musi być jednak ogromne, bo przecież praca prezesa nie dotyczy tylko kwestii szkoleniowych, ale też pozyskiwania środków i relacji z tymi, którzy te środki zapewniają − z jednej strony z rządem, z drugiej ze sponsorami. To umiejętność łączenia, a nie dzielenia. Ja kończę swoją rolę, ale zawsze będę przy piłce ręcznej, bo kocham tę dyscyplinę. To moja dyscyplina; nigdy nie zrobię nic, co nie będę związane i nie będzie wspierać rozwoju piłki ręcznej.

Bogdan Wenta (fot. Getty)

− Wenta mówi nie tylko o pracy w roli prezesa, ale też tego, który już teraz rozpocznie dyskusję na temat piłki ręcznej w Polsce.
− My cały czas dyskutujemy, tylko nie ma to charakteru dyskusji medialnej. To są spory wewnętrzne, to dyskusje z klubami i ligą. To też rozmowy z Bogdanem, tylko nie zapominajmy, że od rozmowy do realizacji jest długa droga. Trzeba znać nasze możliwości finansowe czy kadrowe. Być może do władz międzynarodowej federacji bylibyśmy w stanie wstawić więcej ludzi, ale ku temu trzeba znać języki obce i umieć poruszać się w tym świecie. Dzisiaj prezes może sprawować funkcję przez dwie kadencje. To za krótki czas, by wejść do światowych władz. By coś załatwić w świecie, trzeba być w tym świecie i znaleźć się blisko decydentów. W pierwszej kadencji te osoby poznają człowieka, a w drugiej wiedzą, że już go dłużej nie będzie. To jest problem. Nie tak dawno rozmawiałem na ten temat ze Zbyszkiem Bońkiem. Podzielamy ten sam pogląd − obaj nie będziemy się ubiegać o przedłużenie naszych kadencji, ale z punktu widzenia pozycji naszych federacji w świecie, te ograniczenie powinny mieć inny charakter. O nich powinny decydować środowiska, a nie dokumenty i ścisłe procedury. Wiele wyzwań przed nami...

− Wspomina pan Zbigniewa Bońka. Jako ZPRP wzorujecie się na działaniach PZPN?
− To dyscyplina, która w sensie organizacyjnym jest najlepiej rozwinięta w Polsce. Ale ma też inną bazę i podstawy. Kiedy przyszedłem do piłki ręcznej (2006 rok), to siedzibą związku było mieszkanie, gdzie nie było miejsca na prowadzenie jakichkolwiek rozmów. Dzisiaj nasz potencjał jest kilkadziesiąt razy większy. Mówimy teraz dużo o aktualnym potencjale męskiej reprezentacji, ale trzeba też pamiętać, że w tym czasie zdobyliśmy trzy medale mistrzostw świata, zajęliśmy 4. i 5. miejsce na igrzyskach olimpijskich, zorganizowaliśmy mistrzostwa Europy w 2016 roku oraz mistrzostwa Europy juniorów i juniorek, a już wkrótce będziemy gospodarzem mistrzostw świata dziewcząt i seniorów. Podjęliśmy wiele działań, obok których nie można przejść obojętnie. Euro 2016 zostało przez europejskie władze ocenione jako najlepiej przeprowadzona impreza piłki ręcznej w historii. Teraz jest taki okres, w którym musimy spokojnie realizować nasze działania, być aktywnym i mieć świadomość, że przed nami ogromna szansa. Ufam, że nowe władze będą to wszystko kontynuować i rozwijać.

− Nie bez powodu zapytałem o PZPN, bo ta federacja premiuje kluby, które stawiają na rozwój młodzieży i wychowanków. W piłce ręcznej kluby od tego uciekają, a to przecież podstawa całej piramidy dyscypliny.
− Podstawą są szkoły, kluby i stowarzyszenia. Często wymienia się liczbę 20 tysięcy osób uprawiających piłkę ręczną w Polsce, ale jest ona nieprawdziwa, bo gra w nią dużo więcej osób, tylko posiadamy inny system licencyjny niż w krajach zachodnich. Tam kluby tworzą zawodnicy, kibice i rodziny. To ogromne liczby. W Danii 42 proc. populacji jest zrzeszone w klubach. Tam jednak mówiąc o klubie myśli się o kibicu i wszystkich wspierających. U nas wygląda to inaczej, stąd mniejsze cyfry. To, co może zrobić związek w tej sprawie, to premiowanie pewnych działań, ale tu na przeszkodzie stają finanse. Pieniądze z budżetu możemy przeznaczyć tylko na reprezentację, a na dodatkową działalność musimy pozyskać sponsorów. To jest ograniczone. Dlatego też nie uruchomiliśmy wcześniej procesu szkolenia, bo nie mieliśmy na to środków. Zrobiliśmy w tym czasie wiele. Oczywiście zawsze ktoś powie, zwłaszcza ten, kto nic nie robi, że można zrobić więcej.

− Skoro rozmawiamy o finansowaniu: nie dalej jak miesiąc temu słyszałem w kuluarach plotkę o dużym sponsorze, który może zainwestować w piłkę ręczną. To prawda?
− Tak. Bardzo niedługo może pojawić się nowy, bardzo duży i mocny sponsor. Nie mogę jednak w tej chwili wymienić jego nazwy. Jesteśmy w zaawansowanych rozmowach. I dlatego wkrótce sytuacja może się bardzo pozytywnie zmienić na korzyść naszego związku i naszych możliwości.

− To dodatkowy sponsor czy pojawi się w miejsce jednego z obecnych?
− Dodatkowy. Chcemy nadal współpracować z PGNiG, mamy pozytywne doświadczenia. Nowy sponsor również jest bardzo zainteresowany współpracą i znacząco poprawi naszą sytuację finansową.

− Mówimy o długiej współpracy?
− Zawsze staram się podpisywać umowy na okres mojej kadencji, choć w kilku przypadkach, zwłaszcza związanych z mistrzostwami świata, podpisaliśmy kontrakty na dłuższy okres. Niewykluczone, że tu będzie podobnie.

* * *


Andrzej Kraśnicki − działacz sportowy; od 2006 roku prezes Związku Piłki Ręcznej w Polsce, a od 2010 roku prezes Polskiego Komitetu Olimpijskiego. W latach 2002–2005 był prezesem Polskiej Konfederacji Sportu. Odznaczony Krzyżem Kawalerskim i Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski.

najpopularniejsze

Kamil Stoch inspiracją dla Gregora Schlierenzauera. "Podziwiam go za to"

Jak skoczkowie będą świętować medal? Kot: Piotrek zadba o rozrywkę...

Stoch: świętować będziemy dopiero po sezonie

Naród chce dyskwalifikacji rywalek Polek. "To hańba"

Eisenbichler uczcił srebro Niemców w nietypowy sposób...