tvp.pl informacje sport kultura rozrywka vod serwisy tvp.pl program telewizyjny

Barcelona vs. Chelsea, czyli historia burzliwej rywalizacji

We wtorek dojdzie do hitowego starcia w Lidze Mistrzów – Chelsea podejmie Barcelonę. Będzie to kolejne spotkanie zespołów w tym stuleciu, a historia pokazuje, że możemy się spodziewać ogromnych emocji...
Piłkarze Chelsea i Barcelony, rok 2012 (fot. Getty Images)

Liga Mistrzów: Sevilla – Manchester United [transmisja od 20.30 w TVP 1 i online w SPORT.TVP.PL]

Londyńczycy mierzyli się w tym stuleciu z Katalończykami aż dziesięciokrotnie. Osiem spotkań toczyło się już w fazie pucharowej Ligi Mistrzów i z każdym dwumeczem wiąże się osobna historia.

Gdy w lutym 2005 roku The Blues przyjechali na Camp Nou, trudno było przewidzieć rezultat tego meczu. Londyńczycy dopiero stawiali pierwsze kroki na salonach, budowali swoją potęgę w oparciu o ogromne zasoby finansowe Romana Abramowicza i wciąż nie było wiadomo, czego się po nich spodziewać.

Eidur Gudjohnsen w pojedynku z Ronaldinho (fot. Getty Images)

Po jednej stronie pojawili się świeżo sprowadzeni do Chelsea Claude Makelele, Didier Drogba, Damien Duff czy Ricardo Carvalho. Naprzeciwko mieli jednak największą gwiazdę ówczesnej piłki, czyli Brazylijczyka Ronaldinho, którego powstrzymać nie potrafiła praktycznie żadna defensywa świata.

Mecz wyśmienicie zaczął się dla gości – w 34. minucie samobójczego gola strzelił Juliano Belletti. Po przerwie jednak piłkarze z Wysp wpadli w spore tarapaty – najpierw czerwoną kartkę ujrzał Drogba, a potem dwie bramki zdobyła Blaugrana.

Do historii przeszedł jednak rewanż, który dwa tygodnie później rozegrano na Stamford Bridge. Głodni rewanżu londyńczycy już w 19. minucie prowadzili 3:0, ale wtedy sprawy w swoje ręce wziął Ronaldinho. Brazylijczyk dwukrotnie pokonał Petra Cecha, a szczególnej urody był gol na 3:2 – zatańczył przed polem karnym i sprytnym uderzeniem nie dał szans bramkarzowi.

Taki wynik premiował awansem gości, ale w końcówce w polu karnym rywali odnalazł się John Terry i z najbliższej odległości strzelił gola.

Piłkarze Barcelony świętujący gola (fot. Getty Images)

Okazja do rewanżu nadarzyła się szybciej niż można się było tego spodziewać. Zespoły wpadły na siebie już rok później i znów stawką był awans do ćwierćfinału. Tym razem Chelsea była gospodarzem w pierwszym meczu, a kibice mieli prawo wierzyć, że wzmocniony jeszcze zespół zdoła znów pokonać Barcelonę.

Na Stamford Bridge doszło jednak do sensacji. Asier del Horno już w 37. minucie musiał opuścić boisko za brutalny faul, co znacznie skomplikowało plany taktyczne Jose Mourinho. I choć za sprawą samobójczego trafienia Thiago Motty Chelsea objęła prowadzenie, to ostatecznie bramki Johna Terry'ego (samobójcza) oraz Samuela Eto'o pozwoliły Blaugranie osiągnąć świetny rezultat na wyjeździe.

Przed własną publicznością Barcelona zremisowała 1:1 i tym samym to ona awansowała do ćwierćfinału. W tamtej edycji zresztą piłkarze Franka Rijkaarda jeszcze raz zmierzyli się z londyńskim zespołem. W finale Barcelona pokonała Arsenal 2:1.

Samuel Eto'o i Andres Iniesta (fot. Getty Images)

Prawdopodobnie najszerszym echem odbił się dwumecz z 2009 roku. Po pierwszych 90 minutach w nieco korzystniejszej sytuacji byli londyńczycy, którzy zremisowali na Camp Nou 0:0. Jeszcze lepej zaczął się rewanż – w 10. Minucie fantastycznym golem popisał się Michael Essien.

Z czasem jednak atmosfera na Stamford Bridge gęstniała. Piłkarze Chelsea mieli coraz większe pretensje do prowadzącego spotkanie Toma Ovrebo, który podejmował niezbyt jasne decyzje, a londyńczycy nie potrafili podwyższyć prowadzenia. Prawdziwa katastrofa miała jednak dopiero nadejść...

W ostatnich sekundach spotkania piłkę przed polem karnym otrzymał Andres Iniesta i technicznym strzałem pokonał Petra Cecha. Tym sposobem Barcelona awansowała do finału, gdzie pokonała 2:0 Manchester United.

Pilkarze Chelsea świętujący awans na Camp Nou (fot. Getty Images)

W 2012 roku obie drużyny znów spotkały się w półfinale. W pierwszym meczu 1:0 wygrała Chelsea i na Camp Nou nawet remis premiowałby awansem londyńczyków.

Katalończycy nie mieli jednak zamiaru czekać i już po 43 minutach prowadzili 2:0. Przed przerwą kontaktową bramkę zdobył Ramires, co w znacznie bardziej uprzywilejowanej sytuacji stawiało The Blues. Nic więc dziwnego, że po zmianie stron czas upływał pod znakiem nieustających ataków gospodarzy...

Piłkarze Pepa Guardioli nijak nie potrafili jednak pokonać Cecha. Goście dzielnie się bronili, a w doliczonym czasie gry wyprowadzili ostateczny cios. Obrońcy posłali długie zagranie do Fernando Torresa, ten uciekł obrońcom, minął Victora Valdesa i bez problemu trafił do bramki. 2:2. W finale Wyspiarze wygrali po serii rzutów karnych z Bayernem Monachium.

Jak będzie tym razem i kto wyjdzie z tej batalii zwycięsko? Przewidzieć wynik dwumeczu jest piekielnie ciężko i choć w znacznie lepszej formie wydaje się być Barcelona, to historia pokazała już, że starcia tych zespołów są niezwykle specyficzne i nieprzewidywalne...

najpopularniejsze

Złowione w sieci: echa skandalu w Buenos Aires. Raków gratuluje Robertowi Kubicy

Pierwsza konferencja Nawałki: praca w Lechu Poznań to wyzwanie

Grupa marzeń i śmierci Jerzego Brzęczka. Selekcjoner wybrał rywali w eliminacjach

Co dalej ze Stocznią Szczecin? "Titanic tonie"

Podanie Slaughtera i "czucie gry" Mateusza Ponitki. Piękna akcja Polaków