tvp.pl informacje sport kultura rozrywka vod serwisy tvp.pl program telewizyjny

Brazylijskie asy niechętnie trenują następców

Wielcy piłkarze, z nazwiskami w historii brazylijskiego futbolu, unikają pracy trenerskiej jak diabeł święconej wody. Mistrzowie świata, zdobywcy Copa America i klubowych trofeów chętniej występują w roli komentatorów, agentów, a coraz rzadziej szkoleniowców. Ba, Ronaldo, Rivaldo, Cafu, Ronaldinho nawet nie rozważają takiej opcji!

Brazylijskie asy niechętnie trenują następców

Wielcy piłkarze, z nazwiskami w historii brazylijskiego futbolu, unikają pracy trenerskiej jak diabeł święconej wody. Mistrzowie świata, zdobywcy Copa America i klubowych trofeów chętniej występują w roli komentatorów, agentów, a coraz rzadziej szkoleniowców. Ba, Ronaldo, Rivaldo, Cafu, Ronaldinho nawet nie rozważają takiej opcji!
Ronaldinho i Ronaldo (fot. Getty Images)

W latach 1994-2004 reprezentacja wygrała dwa razy mistrzostwo świata, trzy razy mistrzostwo kontynentu, po jednym razie była wicemistrzem świata i Ameryki Południowej. Ronaldo i Rivaldo wybierani byli najlepszymi piłkarzami globu, kolejni mieli tytuły króla strzelców w Italii, Hiszpanii, Francji i Bundeslidze.

Tłok w reprezentacji był tak wielki, że w 2002 roku Elber, as Bayernu, nawet nie był w szerokiej kadrze na mundial! A Brazylia wygrywała mistrzostwo świata bez pary Sonny Anderson – Juninho Pernambucano, która odgrywała kluczowe role w zespole mistrza Francji, Olympique Lyon. Nie jechał na turniej także szalejący we Włoszech Emerson, as AS Romy, czy Marcio Amoroso, król strzelców Bundesligi, a wcześniej włoskiej Serie A...

Zdawać by się mogło, że dziś "brazylijska piłka" powinna czerpać garściami z doświadczeń tej cudownej generacji. Przecież ci zawodnicy w czasie największej transformacji (spowodowanej "prawem Bosmana") byli największymi postaciami światowego futbolu, brylowali w najbogatszych ligach świata i zdobywali bezcenne doświadczenia, pracując pod komendą trenerów z różnych krajów. Niestety, próżno dziś szukać na ławkach trenerskich brazylijskich klubów tamtych asów! Gros z nich nigdy nawet nie spróbowało sił w roli trenerów!

Cafu (fot. Getty Images) Ci z 1994

Z mistrzowskiej paczki Carlosa Alberto Parreiry najbardziej znanymi trenerami są Dunga i Leonardo. Obaj brali udział w finałach w 1998, kiedy reprezentacja dotarła do finału, przegranego 0:3 z Francją. Dunga ma dwa epizody z drużyną narodową i półroczną przygodę z Internacionalem Porto Alegre. W 2007 wygrał nawet Copa Americę, ale podczas mundialu 2010 w RPA, w kuriozalnych okolicznościach reprezentacja pożegnała się z imprezą, po ćwierćfinałowym 1:2 z Holandią. Od kilkunastu miesięcy 55-letni pan nie pracuje na żadnym trenerskim stanowisku.

Równie znaną postacią na rynku był do niedawna Leonardo, młodszy od kolegi o kilka lat. Ten wyśmienity technik, odnosił spektakularne sukcesy klubowe, gdzie tylko podpisał kontrakt. Po zakończeniu przebogatej kariery piłkarskiej związał się z Milanem, pracował jako skaut na rynku południowoamerykańskim, potem dyrektor sportowy, aż wreszcie w sezonie 2009/10 prowadził pierwszą drużynę. Po tym jak przeszedł w trakcie sezonu 2010/11 do Interu stał się w Italii na kilka lat persona non grata. Został co prawda dyrektorem sportowym w przejętym przez szejków PSG, ale karierę szkoleniowca przerwała dyskwalifikacja na dwa sezony za uderzenie barkiem sędziego. Od 2013 roku nie pracuje na stanowisku trenerskim ani menadżerskim.

Jedynym, który tej pracy warsztatowej się nie boi jest znakomity boczny obrońca Jorginho, rocznik 1964. Niesamowity pracuś był drugim trenerem Brazylii za kadencji Dungi w latach 2007-2010, potem wziął się za trenerkę samodzielną w klubach. Do dziś jest jedynym z paczki mistrzów świata 1994 czynnym trenerem! Oczywiście, można wspomnieć, że bramkarz mistrzów Taffarel jest trenerem bramkarzy kadry narodowej od wielu lat. I słuszna będzie to uwaga, lecz pierwszym trenerem nigdy nie był i takowych ambicji nie zgłasza, a ma przecież 55 lat...

Bebeto (fot. Getty Images) Ci z 1998

Z drużyny prowadzonej przez legendarnego Mario Zagallo (jako zawodnik wygrał mundiale w 1958 i 1962, jako trener w 1970, a jako koordynator w 1994), oprócz opisywanych Dungi, Taffarela i Leonardo do zawodu szkoleniowca poszedł tylko pomocnik Doriva, rocznik 1972. Kariera zaczęła się obiecująco, lecz ostatnimi czasy 45-latek nie miał szczęścia do klubów i... kolejne epizody nie trwały dłużej niż kwartał! Dziś pracuje w mało znanym klubiku Novorizontino, chociaż jeszcze niedawno był w Atletico Paranaense, Vasco da Gama i Sao Paulo FC.

A pozostali? Najczęściej wybrali role telewizyjnych celebrytów - Denilson i Goncalves w BAND, Edmundo w FOX Sports. Inni są  menedżerami, jak choćby Emerson i Anderson Cruz. Trener? Już łatwiej zostać politykiem i odcinać kupony od dawnej sławy, przekonuje kariera trzykrotnego uczestnika mundiali, króla strzelców La Ligi, Bebeto.

Ci z 2002

Na mundial w Japonii i Korei Brazylia się wczołgała. Luis Felipe Scolari ostentacyjnie nie sięgnął po tego, który uratował "kanarkom" skórę, czyli genialnego Romario. 36-latek przez kilka lat nie bywał powoływany, lecz kiedy groźba absencji stała się realna, Felipao przerwał jego reprezentacyjną banicję, a z powrotem "Baixinho" wróciły wygrane. Strzelał gole jak automat! Brazylia awansowała, Romario nie pojechał, ale mundial i tak "canarinhos" wygrali.

Postaciami tamtej kadry byli: znani z poprzednich mistrzostw Cafu (po zakończeniu kariery komentator tv i twarz kampanii charytatywnych), Roberto Carlos (trzy nieudane przygody trenerskie, dziś „ambasador” Realu Madryt), Ronaldinho (niedawno zakończył karierę, ale od razu zapowiedział, że trenerka nie jest dla niego), Ronaldo (prowadzi agencję impresaryjną gwiazd sportu i estrady) i Rivaldo (był prezydentem klubu Mogi Mirim, teraz jest ambasadorem FC Barcelony i menedżerem syna).

Prawie nikt z nich nie zdecydował się na pracę szkoleniową. Co ciekawe, oprócz Rivaldo także Vampeta i Juninho Paulista zostali prezydentami klubów (odpowiednio Audax Osasco i Ituano), ale trenerem został tylko jeden spośród mistrzów, pomocnik Ricardinho, rocznik 1976. Jak dotąd jest bez sukcesów, zwalniany przez prezesów co kilka miesięcy.

Nie chodzi o to, że dawni i sławni nie chcą pracować w branży, czy przez myśl im nie przechodzi szkolenie młodszych. W końcu Roque Junior ma uprawnienia, zaliczył staże w Brazylii i Europie. Podobnie jak Beletti, strzelec gola w finale Ligi Mistrzów 2006 dla FC Barcelona. Problem jest zdumiewająco prosty, wyjaśnił to podczas mundialu w Brazylii tenże Beletti, wówczas komentator SporTv.

Zico (fot. Getty Images) Mamy dorobek, nazwiska, renomę, ale nikt nie chce ryzykować w klubach, gdzie wymienia się trenerów trzy razy w roku. Nawet nie masz szans wprowadzić zmiany, a już tracisz posadę.

Między innymi dlatego nigdy w roli trenera nie wystąpił na własnym podwórku jeden z największych futbolistów, legenda Flamengo, Zico. Owszem, przez kilka lat był selekcjonerem Japonii, prowadził Fenerbahce, CSKA Moskwa, Olympiakos, ale mimo wielu propozycji nie zdecydował się na prowadzenie klubu, którego jest największym graczem w historii. Kiedy w maju 2015 roku odwiedził Polskę, zapytałem o plany trenerskie w Brazylii. 62-letni wówczas as futbolu zbył pytanie, po czym przeszedł płynnie do opowieści o współpracy z ligą indyjską.

Fakty są dla Brazylijczyków bolesne: w pierwszej lidze europejskiej nie pracuje dziś żaden trener z tego kraju, podczas gdy z sąsiedniej Argentyny szukają trenerów do La Liga, Premier League i Ligue 1. Mało tego, Francja, która przerwała passę mistrzowskich tytułów Brazylii w 1998 roku, ma już dwóch selekcjonerów z mistrzowskiej kadry Aimee Jacqueta.

Laurent Blanc poprowadził PSG w najlepszym sezonie w historii francuskiej piłki (mistrzostwo, puchar kraju, puchar ligi i superpuchar, rekord punktów, goli i najwyższa przewaga nad konkurencją w historii ligi). Obecny trener, Didier Deschamps, ma na koncie finał Ligi Mistrzów z Monaco (ostatni francuski finał w europejskich pucharach), pracę w Marsyli i Juventusie. Dwie Ligi Mistrzów wygrał z Realem Madryt Zinedine Zidane. I to z rzędu, co jest ewenementem w 25-letniej historii rozgrywek.

Za trenerkę wziął się nawet 40-letni Thierry Henry, chociaż na razie jako asystent. 41-letni Patrick Viera trenuje już od prawie dwóch lat z powodzeniem amerykański New York City FC. Trenerskie i menedżerskie licencje ma też najmłodszy z tamtych mistrzów świata, David Trezeguet, lat 40. Ostatnio, o mały włos, a zostałby dyrektorem sportowym sławnego River Plate, lecz kandydat na prezydenta klubu, który na niego stawiał, przegrał wybory. Francuz zapowiedział jednak "działalność w branży", czyli pewnie niedługo zobaczymy go przy jakimś znanym zespole.

A Brazylijczycy chętniej zostają ambasadorami hiszpańskich klubów niż własnego "jogo bonito". Wielki futbol mieszka teraz w Hiszpanii, a nie Ameryce Południowej.

Bartłomiej Rabij

najnowsze opinie

Piotr Dębowski Kluczowy był brak Michała Kubiaka

Sebastian Mila Liga Mistrzów – dla najlepszych i najbogatszych

Maciej Iwański Real – Roma to spektakl, którego nie trzeba reklamować

Maciej Szczęsny Lech Poznań... stoi na stacji