tvp.pl informacje sport kultura rozrywka vod serwisy tvp.pl program telewizyjny

Trener rekordzistów świata: myślałem, że mój stoper szwankuje [wywiad]

– Fuks, kosmos, przypadek – tak to trzeba określić. Ale ja ten rekord świata i ten złoty medal zamieniłbym na co innego. Ba! Wszystkie swoje trofea zamieniłbym na jeden dziadowski, brązowy krążek olimpijski – mówi Józef Lisowski, trener męskiej sztafety 4x400 metrów, która wywalczyła w Birmingham tytuł halowych mistrzów świata.
Jakub Krzewina (fot. Getty Images)

Prezes PZLA: apetyt rośnie w miarę jedzenia

Wojciech Koerber: – Gratulacje, panie trenerze. To proszę teraz się otworzyć i sprzedać nam jakieś ciekawostki ze szkoleniowego kajetu, które pozwoliły wykręcić rekord świata i ograć na ostatniej prostej Amerykanów.
Józef Lisowski: – Przecież nie będę kłamał, że o czymś takim marzyłem. Fuks, kosmos, przypadek.

– Jak to? Trener deprecjonuje swoją pracę i nazywa to fuksem?

– Wiadomo, że wynik jest efektem pracy, ale realnie w zasięgu było tylko srebro. Amerykanie mieli nad nami cztery sekundy przewagi, bo jeśli zsumować średnie wyniki indywidualne obu sztafet, to o tyle właśnie byli przed nami. Cztery sekundy to jakieś 35 metrów, czyli cała prosta. Zatem teoretycznie tam powinno być nasze miejsce – na zakręcie, o prostą za nimi.

– Czyli, rozwiewając wątpliwości, nie był to siódmy amerykański garnitur. Zlekceważyli nas?

– Nie wiem, czy zlekceważyli. Może za późno przylecieli do Europy, bo to jednak lot na wschód. Poza tym byli po ciężkich eliminacjach. Nawet jeśli ich dyspozycja nie była szczytowa, to każdy powinien stracić jakieś 0,2 sekundy. To wciąż daje im sporą przewagę. Zwracam uwagę, że trzeci na mecie Belgowie poprawili swój poprzedni rekord Europy, a Trynidad i Tobago to aktualni mistrzowie świata z Londynu. Byli tam sami najlepsi, nie wygraliśmy z ogórkami.

Co oni zrobili?! Polacy ze złotem i rekordem świata!

– Jakub Krzewina musiał być chyba bardzo zły po biegu eliminacyjnym, gdy kończył sztafetę i wyskoczył przed niego jeden z trójki braci Borlee.
– To prawda, był zły. Ale jak można motywować do lepszej pracy? To zawsze dobrze robi, gdy ktoś utrze ci nosa. Kubie zdarzyło się to po raz drugi, bo przecież w halowych mistrzostwach Europy, gdzie straciliśmy rekord Starego Kontynentu, też Borlee "przyjechał" przed nim. Tym razem nie popełnialiśmy jednak najmniejszych błędów, chłopcy byli idealni złożeni na wirażach, blisko krawężnika, według obliczeń mojego przyjaciela Zbyszka Króla – trenera Adama Kszczota – nie nadrobili ani pół metra. Po prostu w hali trzeba być blisko krawężnika, a sytuacja wymusza nieraz pokonanie 5-10 metrów więcej. Mieliśmy idealne zmiany na dużej prędkości, nikt nam nie przeszkadzał. Amerykanie ciągnęli z przodu, z tyłu pchali nas Belgowie, a nam pozostało tylko biec. I jeszcze na końcu Jakub poczuł krew, bo widział tracącego energię Amerykanina i jego lekkie potknięcie. Wtedy ruszył. To był wielki szok, nie zwróciłem nawet uwagi, że mamy rekord świata. Dopiero po chwili spojrzałem na stoper i pomyślałem, że coś się nie zgadza. A to dlatego, że wcześniej pożyczyłem ten stoper Zbyszkowi Królowi, bo się jeszcze chłop swojego nie dorobił. I coś mi tak poprzestawiał, że nawet "międzyczasów" nie mogłem zmierzyć. Kszczot przyniósł nam szczęście. Bo oglądał nasz wyścig z góry, a ja się przysiadłem obok.

– By się ogrzać?
– Poniekąd. Nasza była pani prezes, Ircia Szewińska, zawsze powtarzała, że trzeba przesiadywać w sąsiedztwie ludzi sukcesu, bo dobra energia łatwo się przenosi. I ja sobie przypomniałem jej nauki. Widziałem też niedowierzanie na twarzy Marcina Lewandowskiego, który czekał akurat na swoją dekorację. IAAF opublikował filmik, na którym widać, że go całkowicie zmroziło, gdy spojrzał na metę i rezultat. Miło.

– Ale nie zawsze tak było. Pamiętam, że jeszcze kilka lat temu, po operacji kręgosłupa, to pół Krzewiny zostało. Tak zmizerniał.
– Miał ucisk na nerwy i nazajutrz po halowych mistrzostwach Europy w Pradze przeszedł operację w Olsztynie. Wiadomo, że gdy nie można nic robić, to zanik mięśniowy pojawia się bardzo szybko. Przez tę operację kręgosłupa i zmiany napięcia pojawiły się z kolei problemy z tylnymi mięśniami uda. Ale, mam nadzieję, najgorsze już za nim.

Krzewina: ja przebiłem Kamila Stocha? Bez przesady...

– Pamiętam, jak go pan chwalił cztery lata temu, że gdyby miał do wyboru z jednej strony milion dolarów, a z drugiej złoty medal igrzysk olimpijskich czy mistrzostw świata z hymnem, to wybrałby drugą wersję. I że podczas zajęć w siłowni wkurzał pana puszczaniem rapowych przekleństw, po czym mówił "to teraz coś, żeby trenera ułagodzić" i puszczał "My, Pierwsza Brygada" lub "Czerwone Maki na Monte Cassino". Taki patriota.
– Teraz już na co dzień ze mną nie trenuje (z Markiem Rożejem – WoK). Ma bardzo przywódczy charakter, a jest też zapiekłym kibicem Lecha oraz Cracovii. No i kiedyś tak wszystko umiejętnie zorganizował, że mój Śląsk Wrocław przez trzy lata nie wystawiał sztafety w mistrzostwach Polski. Większość się dziwiła, że nie biegamy mając tak dobrych zawodników. A ja do Śląska mam sentyment, w tym roku obchodzę 50-lecie działalności w tym klubie. Grzecznie mówiąc: byłem wtedy na niego wyjątkowo wkurzony. Część win już zmazał. Chociaż dla mnie jeden medal się liczy – olimpijski. Choćby ten dziadowski brązowy, oddałbym za niego wszystkie inne. A co do Krzewinki - o ile w kwestiach polityczno-patriotycznych zgadzam się z nim w stu procentach, o tyle uważam, że z tym kibicowaniem przegina w drugą stronę.

– Krzewina kończył, ale wybornie też zaczął Karol Zalewski. Już cztery lata temu mówił mi pan, że widzi tego sprintera i specjalistę od dwustu metrów na pierwszej zmianie sztafety 4x400 metrów.

– W hali na pierwszej zmianie musi biec ten z największym zapasem szybkości. A od Karola szybsi w Polsce byli chyba tylko Urbaś, Maćkowiak i Plawgo. Najważniejsza rzecz to ustawienie się przy krawężniku.

– Czyli Zalewski to już teraz czterystumetrowiec?
– Taki był warunek PZLA, żeby się szkolił na 400 metrów. Na igrzyska w Rio de Janeiro ćwiczył jeszcze 200 metrów, a resztę miał w czterech literach. Tylko co mu da olimpijski start na 200 metrów? Góra – półfinał.

– No jasne, że nie można mieć w czterech literach sztafety 4x400. Ale grupa pretendentów jest chyba szeroka?
– Jest, owszem. Młody Kajetan Duszyński, Tymoteusz Zimny, Przemek Wasiński i Adamczyk, który biegł w eliminacjach.

Rekordziści świata odebrali złote medale

– Gdyby miał pan porównać obecną grupę rekordzistów świata ze starymi lisowczykami: Maćkowiakiem, Czubakiem, Haczkiem, Rysiukiewiczem, Bocianem, Marciniszynem, to...
– ...obecna grupa jest lepsza. Zawsze uważałem ją za lepszą pod względem motorycznym. Tamci potrafili się jednak sprzedać, mobilizować. A teraz mobilizuję chłopaków podkreślaniem postępów, jakie zrobiły w sztafecie dziewczyny. Świetnie sobie radzą.

– Coś pana zaskoczyło w Birmingham?

– Że Brytyjczycy zachowywali się gorzej od Rosjan i wszędzie tam, gdzie mogli dostać medal w wyniku dyskwalifikacji, bezczelnie to robili. Nawet w Moskwie tak nie było. Żartowaliśmy sobie w sali rozgrzewkowej, że jak jest czwarte czy piąte miejsce, to pachnie dyskwalifikacją. Uważam, że w hali szturchnięcie to normalna rzecz.

– Co teraz – odpoczynek i drugi szczyt formy na mistrzostwa Europy w Berlinie?
– No tak. Chociaż… Najważniejsze to są igrzyska olimpijskie.

– Teraz wierzy pan bardziej w olimpijską blachę?
– Wierzę. Trzeba wierzyć.

Rozmawiał Wojciech Koerber

Święty-Ersetic: nic więcej nie mogłam zrobić
Zabrakło niewiele... Święty-Ersetic tuż poza podium
Piotr Lisek z brązowym medalem mistrzostw świata!
Sztafeta 4x400 metrów: nie mogłyśmy wrócić bez medalu!
Lewandowski: jestem starym lisem. Wszędzie sobie poradzę!
Lewandowski odebrał srebro HMŚ w Birmingham
Dekoracja mistrza. Kszczot odebrał złoty medal HMŚ

najpopularniejsze

Mundial 2018. Kolumbia zaskoczona. Cały mecz w osłabieniu

Mundial 2018. Polska – Senegal 1:2. Fatalny początek MŚ

Mundial 2018. Adam Nawałka: Kamil Glik wykazał się niesamowitym hartem ducha

Karol Linetty: znamy wszystkie mocne i słabe punkty Senegalu

Mundial 2018: Grupa G, Tunezja - Anglia (skrót)