tvp.pl informacje sport kultura rozrywka vod serwisy tvp.pl program telewizyjny

Nic nie musi, a i tak jest pod presją... Halilhodzić zagra z Polską

Vahid Halilhodzić nie ma w Japonii łatwego życia. Media z kraju grupowych rywali Polaków wypominają mu nieprzekonujący awans, kontrowersyjną selekcję i nawołują do dymisji. Doświadczony trener już nic nie musi, ale na 100 dni przed mundialem nadal mu się chce. Wierzy, że znów wygra z przeciwnościami i powtórzy sukces z ostatnich mistrzostw świata.
Vahid Halilhodzić (L) (fot. Getty)

Stu najważniejszych piłkarzy mundiali: miejsca 100 – 91

Wspaniała algierska publika była wobec mnie lojalna od pierwszego do ostatniego dnia. Na zawsze zapamiętam niezwykłe przywitanie, jakie zgotowała nam po powrocie z mundialu 2014. Ale nigdy nie zapomnę też – i nie wybaczę – zachowania niektórych przedstawicieli prasy, którzy od początku do końca próbowali zwalczać nie tylko mnie, ale i moją rodzinę – mówił Halilhodzić tuż po mistrzostwach świata w Brazylii, gdy postanowił nie przedłużać kontraktu i opuścić Maghreb.

Z Pustynnymi Lisami osiągnął największy sukces w piłkarskiej historii tego kraju. Najpierw w dość przekonującym stylu wyszli z grupy H, w której przegrali 1:2 z Belgią, wygrali 4:2 z Koreą Południową i zremisowali 1:1 z Rosją. Później postawili zacięty opór Niemcom. Po 90 minutach remisowali z późniejszymi mistrzami świata 0:0, by przegrać 1:2 po dogrywce. Po mundialu trener uznał, że więcej w Algierii nie osiągnie i ruszył w poszukiwaniu "nowych, sportowych wyzwań".

Vahid Halilhodzić (Ś) i reprezentanci Japonii (fot. Getty) Najpierw na krótko objął Trabzonspor, który prowadził już wcześniej, na przełomie 2005 i 2006 roku (współpracował wtedy z Mirosławem Szymkowiakiem). Zdążył m.in. przegrać 0:1 z Legią w fazie grupowej Ligi Europejskiej i został zwolniony po niecałych trzech miesiącach.

Niedługo później wylądował na Dalekim Wschodzie. Zastąpił Meksykanina Javiera Aguirre, którego japońska federacja zwolniła za korupcyjną przeszłość. W debiucie – 2:0 z Tunezją – gole strzelali Keisuke Honda i Shinji Okazaki. Ironia losu, bo dziś nie ma ich w kadrze. Ale do tego jeszcze wrócimy...

Pierwszą fazę eliminacji do mundialu 2018 Japończycy przeszli gładko – z 22 punktami na 24 możliwe i bilansem bramek 27:0. "Schody" zaczęły się w drugiej... Po porażce 1:2 ze Zjednoczonymi Emiratami Arabskimi w pierwszym meczu media rozpoczęły krytykę selekcjonera. Krytykę, która trwa do dziś. Ostatecznie Japonia zdołała awansować na mundial z pierwszego miejsca (6 zwycięstw – 2 remisy – 2 porażki) z punktem przewagi nad Arabią Saudyjską oraz Australią, ale styl gry Samurajów pozostawiał wiele do życzenia.

Keisuke Honda (L) i Vahid Halilhodzić (fot. Getty) "Najgorszy mecz, jaki widziałem"

Halilhodzić odszedł od tradycyjnej taktyki japońskiej reprezentacji, opartej na krótkich podaniach i posiadaniu piłki w kierunku bardziej bezpośredniej gry i agresywnego pressingu. Ale najwięcej kontrowersji wywołały jego decyzje personalne. Z biegiem czasu coraz częściej sadzał na ławce najbardziej znanych reprezentantów występujących w Europie.

Chcę piłkarzy, którzy są w dobrej formie fizycznej, a niektórzy zawodnicy z Europy nie grają regularnie w klubach i widzę, że nie są w dobrej kondycji – tłumaczył. Na październikowe mecze towarzyskie, pierwsze po zakończeniu eliminacji, nie powołał Hondy (który wcześniej był u niego kapitanem), choć ten akurat zaczął regularnie grać po przenosinach z Milanu do meksykańskiej Pachuki, oraz Okazakiego, choć napastnik ten regularnie trafiał w Premier League mimo problemów Leicester.

Efekt? Wymęczone 2:1 z Nową Zelandią po golu w 87. minucie i 3:3 z Haiti po wyrównującym golu w 92. minucie. – To był nasz najgorszy mecz za mojej kadencji, najgorszy mecz jaki kiedykolwiek widziałem – mówił. Bramkę, która uchroniła Japonię od haitańskiej kompromitacji, zdobył Shinji Kagawa. Efekt? Na listopadowe mecze towarzyskie nie otrzymał powołania. Jak sam przyznał, nie miał pojęcia dlaczego. I znów – akurat w momencie, w którym częściej i coraz lepiej grał w Borussii Dortmund.

W listopadzie Japonia przegrała 1:3 z Brazylią i 0:1 z Belgią.

Vahid Halilhodzić (fot. Getty) Więcej pytań niż odpowiedzi

To nie był jednak koniec zeszłorocznych testów Samurajów. W grudniu wystąpili w 7. edycji mistrzostw Azji Wschodniej, kiedyś znanych jako East Asia Cup, dziś noszących enigmatyczną nazwę EAFF E-1 Football Championship. Turniej odbył się poza oficjalnym terminem FIFA, więc Japończycy – gospodarze tej edycji – nie mogli skorzystać z zawodników występujących za granicą, podobnie zresztą jak ich rywale. Ale selekcja Halihodzicia i tak znowu wzbudziła kontrowersje.

"Po tym turnieju zostaje więcej pytań niż odpowiedzi" – pisał Scott McIntyre zajmujący się japońską piłką w Fox Sports. "Selekcjoner w pierwszym meczu z Koreą Północną (1:0 – red.) wystawił w bramce świetnego, młodego Kosukę Nakamurę, by później odsunąć go od składu na rzecz 31-letniego Masaakiego Higashiguchiego, który wpuścił trzy bramki z Haiti. Niespodziewanie dał szansę debiutu 32-letniemu obrońcy Shuto Yamamoto, przywrócił do kadry 34-letniego Yasuyukiego Konno i powołał 31-letniego Yojiro Takahagiego zamiast spróbować bardziej utalentowanych piłkarzy. 21-letni pomocnik Kento Misao, który był w tym roku rewelacją w lidze, zagrał przez cały turniej przez kwadrans, a najlepszy japoński napastnik młodego pokolenia – Yuma Suzuki – w ogóle nie został powołany" – oceniał McIntyre.

Po zwycięstwach 1:0 z Koreą Północną i 2:1 z Chinami gospodarzom wystarczył remis w decydującym meczu z Koreą Południową. Przegrali jednak aż 1:4. To była najwyższa domowa porażka z odwiecznym rywalem od 1954 roku. Niewiele znacząca w kontekście sportowym (z drużyn, które wystąpiły w grudniu w Tokio niewielu zawodników ma szansę na występ na mundialu), ale bardzo bolesna pod względem prestiżowym, dla całego narodu.

Nie mogłem spać po tym meczu. Leżałem w sypialni i biłem się z myślami. Przez całą karierę trenerską moje zespoły nie straciły u siebie czterech goli w jednym meczu. Nie był to nasz zespół A. Być może nie był to nawet zespół B, C ani D. Ale powołałem najlepszych możliwych zawodników i celowałem w zwycięstwo – zapewniał krytykowany selekcjoner.

Essaid Belkalem (L) i Vahid Halilhodzić (fot. Getty) Cierpliwa Algieria

Wiem, że na mój temat powstało wiele krytycznych artykułów. Słyszałem też, że krytykują mnie nawet trenerzy juniorskich reprezentacji Japonii. To wszystko sprawia jedynie, że jeszcze bardziej zależy mi na odniesieniu sukcesu – uciął. To mocna deklaracja ze strony trenera, który nieraz dowodził już swej fachowości i który mógłby spokojnie udać się na emeryturę albo skorzystać z jednej z wielu lukratywnych ofert, które napływają m.in. znad Zatoki Perskiej.

Na razie zostaje jednak na stanowisku, również dzięki cierpliwości japońskiej federacji. Na pewno zna ona dotychczasowe losy Bośniaka, którego los rzucał już od Paryża po Wybrzeże Kości Słoniowej. Ze Słoniami nie przegrał meczu przez półtora roku, ale zwolniono go po porażce z Algierią w ćwierćfinale Pucharu Narodów Afryki, na cztery miesiące przed mundialem 2010.

Na PNA 2013 prowadził już... Algierię. Zaczął od odświeżenia składu, dał szansę m.in. młodym Sofiane'owi Feghouliemu czy Riyadowi Mahrezowi, wówczas nieznanym zawodnikom. Mistrzostwa kontynentu okazały się jednak fiaskiem – zespół Halilhodzicia zdobył jeden punkt i zajął ostatnie miejsce w grupie. Mimo krytyki, władze algierskiego związku nie zwolniły go i po mundialu 2014 raczej nie żałowały tej decyzji.

Nie potrafię opisać, czego doświadczyłem ze strony algierskich mediów po tym jak postanowiłem powołać 23-letniego Mahreza na mistrzostwa świata. Krytyka była bezpodstawna, niektórzy nawet uważali, że Riyad mi zapłacił, żebym zabrał go na mundial – wspominał. Historia przyznała rację Bośniakowi.

Vahid Halilhodzić (L) i Didier Drogba (fot. Getty) Nic na siłę

Halilhodzić sam był doskonałym napastnikiem, dwukrotnym królem strzelców francuskiej Ligue 1. Choć początkowo w ogóle nie planował być piłkarzem. Ostatecznie uległ jednak namowom brata i zaczął treningi w Velezie – zespole z Mostaru, gdzie szkolił się na elektryka. Z czasem został legendą klubu, dla którego strzelił 253 gole w 376 meczach.

Francję podbijał w kanarkowych barwach Nantes, ale gdy dowiedział się, że jego ojciec jest poważnie chory, postanowił nie przedłużać umowy. Ostatecznie przyjął "ofertę nie do odrzucenia" z PSG, ale w Paryżu nie wypełnił rocznego kontraktu. Na wieść o śmierci matki, w wieku 35 lat zakończył karierę i wrócił do Bośni. Na Parc des Princes pojawił się ponownie w 2003 roku – w sezonie 2003/04 poprowadził klub do Pucharu Francji i wicemistrzostwa kraju za niedoścignionym Lyonem. Wtedy – na kilka lat przed erą katarskich inwestorów – był to wielki sukces.

Po zakończeniu piłkarskiej kariery wcale nie spieszno mu było na trenerską ławkę. Zanim zaczął pracę szkoleniowca, przez pięć lat odpoczywał od piłki. W 1993 wyjechał do Francji uciekając przed wojną domową.

Tak zaczęła się jego podróż głównie po francuskojęzycznych krajach. Kultura Japonii jest dla niego nowością. Nadal się jej uczy, czego dowodem są słowa zachwytu nad grą Korei Płd. po bolesnej, grudniowej porażce. – Koreańczycy zdominowali nas pod każdym względem, grali wspaniale – mówił. Japońskie media uznały to za upokorzenie.

Nakamura, Valderrama, Diouf... Legendy naszych rywali Wygrywać dla siebie

Porównując presję w Japonii do innych krajów, tutaj jest ona dużo niższa. Zdecydowanie bardziej niż kibice tworzą ją dziennikarze. Niektórzy boją się presji medialnej, ale ja wiem, jak przekuć ją w pozytywną motywację – zapewniał podczas eliminacji. Dziś dziennikarze sugerują, że być może kadrę do mundialu powinien przygotowywać ktoś inny.

"Na rynku jest dostępnych kilku dobrych trenerów, m.in. Marcelo Bielsa. Japońska federacja musi rozważać inne opcje, jeśli chce skorzystać z prezentu od losu, jakim jest całkiem łatwa grupa z Kolumbią, Senegalem i Polską" – pisze McIntyre.

W Kraju Kwitnącej Wiśni Polska uznawana jest za stosunkowo najsłabszą z drużyn w grupie H. Trochę tak jak nad Wisłą Japonia... Halilhodzić po losowaniu nie ukrywał, że z biało-czerwonych kojarzy tylko Roberta Lewandowskiego, Kamila Glika i Arkadiusza Milika. Za faworyta uznał Kolumbię.

Mecz Polska – Japonia będzie dla obu drużyn ostatnim w grupie. Nawet jeśli Samuraje nie będą już wtedy mieć szans na awans, na pewno Halilhodzić (jeśli nadal będzie ich trenerem), zrobi wszystko, by zgarnąć trzy punkty. Wbrew wszystkim, dla siebie. Choć przecież już nic nie musi.

Ceremonia losowania fazy grupowej mistrzostw świata 2018

najpopularniejsze

GOL! Polska – Irlandia 1:1: bramka Mateusza Klicha

Mecz towarzyski: Polska – Irlandia 1:1 (skrót meczu)

Mistrzostwa świata: Polacy zagrają z Serbią o pozostanie w turnieju

Polacy mogą przegrać i awansować? Sprawdź sytuację w tabelach grupowych

MŚ: Polaków mecz o wszystko. Spotkanie z Serbią w TVP [transmisja online]