tvp.pl informacje sport kultura rozrywka vod serwisy tvp.pl program telewizyjny

Człowiek, który odmienił Hiszpanów. Znów są faworytem

Tak mocnych eliminacji do mistrzostw świata ze strony Hiszpanii nie spodziewał się nikt, a już na pewno nie po ostatnim Euro we Francji. Tymczasem to właśnie drużyna Julena Lopeteguiego wyrosła na jednego z faworytów zbliżającego się turnieju. W drodze do awansu nie przegrała żadnego meczu, była wyraźnie najlepsza w grupie, choć wcale nie trafiła dobrze – musiała się mierzyć z Włochami, którzy... wyeliminowali ją w 1/8 finału we Francji.
Isco (fot. Getty Images)

Stu najważniejszych piłkarzy mundiali: miejsca 100 – 91

Nawet Włosi nie byli dla Hiszpanów żadnym problemem. Na jesieni w Madrycie gospodarze zwyciężyli ich 3:0. Jak to się stało, że w trochę ponad rok po mistrzostwach Europy oblicze tej reprezentacji zmieniło się tak bardzo? Odpowiedź jest prosta – wszystko dzięki Lopeteguiemu. Nowy selekcjoner wprowadził zmiany, świeżość i wreszcie wyniki, których tak brakowało u schyłku kadencji Vicente del Bosque.

Gdy obejmował kadrę, wątpiono w trafność wyboru władz hiszpańskiej federacji. Nie miał doświadczenia i wyników w klubach – jeszcze w styczniu 2016 roku zwolniło go Porto – miał za to rywali. W prasie faworyzowano kandydatury Ernesto Valverde i Luisa Enrique, czyli obecnego i poprzedniego trenera FC Barcelona. Obaj w stolicy Katalonii osiągali świetne wyniki. Rynkowe zainteresowanie obecnym szkoleniowcem nie było zresztą znaczne, bo aby objąć Hiszpanię, musiał zrezygnować z propozycji od... Wolverhampton z angielskiej drugiej ligi.

Podjęto więc znaczne ryzyko. Czas pokazał, że słusznie. W piłce często bywa tak, że pozornie najbardziej wątpliwe decyzje, okazują się być najbardziej trafionymi. W Hiszpanii wątpiono w Lopeteguiego, choć to właśnie tam największe sukcesy w ostatniej dekadzie odnosili trenerzy na dorobku – Pep Guardiola i Zinedine Zidane.

David Villa i Julen Lopetegui (fot. Getty Images) Trzeba stale coś zmieniać. Chcę wymieszać to, co jest najlepsze w kilku piłkarskich pokoleniach – oznajmił Lopetegui tuż po odjęciu posady w 2016 roku. Stagnacja, przywiązanie do nazwisk i zamknięcie na młodych graczy były najważniejszymi kłopotami reprezentacji del Bosque. Siłą byłego trenera było budowanie dobrej atmosfery, umiejętne korzystanie z gwiazd, tyle że z czasem z zalety przeobraziło się to w jego bolączkę.

Do Francji nie pojechali Isco i Dani Carvajal po dobrym sezonie w Realu Madryt. Zabrakło też miejsca dla Saula Nigueza z Atletico. Dało się też odczuć, że zawodnicy z zaplecza walczą tylko o powołanie, bo podstawowa jedenastka została już dawno ustalona. Na własnej skórze przekonał się o tym Koke z Atletico, który musiał ustępować miejsca Cescowi Fabregasowi na zasadzie "bo tak".

Lopetegui "swoich ludzi" nie miał. Zaczął więc od odświeżenia oblicza personalnego w kadrze i robi to do teraz. W jesiennym meczu z Albanią na przykład wszystkie gole strzelili gracze, którzy u Del Bosque albo nie grali dużo, albo wcale. Teraz wiedzą, że mogą znaleźć się w pierwszym składzie. Zdają sobie również sprawę że inni będą im deptać po piętach, bo Lopetegui nie zamyka się na młode talenty – Alvaro Odriozolę, Marco Asensio czy wspomnianego wcześniej Saula Nigueza. Nie zamyka się również na weteranów – ostatnio do gry w kadrze wrócił David Villa.

Vicente del Bosque (fot. Getty Images) Symptomatyczne, że obecnie najważniejszym zawodnikiem w hiszpańskiej kadrze jest Isco. Lopetegui postawił na niego od początku, mimo że wówczas w Realu Madryt grywał znacznie rzadziej, był tylko "pierwszym rezerwowym". Trener zaryzykował i odnalazł kogoś, kto dla każdej drużyny walczącej o mistrzostwo jest niezbędny – lidera z prawdziwego zdarzenia, którego na mistrzostwach Europy brakowało.

Takie ruchy sprawiają, że przypomina Guardiolę. Gdy Katalończyk objął FC Barcelona w 2008 roku, zaczął wprowadzać zmiany. Rewolucji nie było, ale pożegnał się z kilkoma zawodnikami, w tym z Ronaldinho, uczynił Lionela Messiego liderem i odbudował ducha drużyny, sprawiając, że ta wróciła do czasów świetności. To, co zrobił Lopetegui, jest podobne.

Alvaro Morata (fot. Getty Images) Wątpliwości sprzed ogłoszenia wyboru były jednak, przynajmniej w pewnym stopniu, uzasadnione. Jak to jest, że Lopeteguiemu się udało mimo braku powodzenia w klubach? Z trenerami tak już jest – są skrojeni na różną miarę. Jeden nadaje się do prowadzenia wielkiego klubu, drugi mniejszego, trzeci reprezentacji.

Trudno łączyć różne typy. Nie dziwi, że trzeci z nich odnosi największe sukcesy w piłce reprezentacyjnej. Po kolei – Aime Jacquet, Luiz Scolari, Luis Aragones i Joachim Loew – wszystkich tych panów łączy to, że najlepiej radzili sobie właśnie z kadrami narodowymi.

Są wprawdzie wyjątki jak Marcelo Lippi, który w 2006 roku wygrał mistrzostwo świata z Włochami, ale kojarzy się go nadal z wielkim Juventusem lat dziewięćdziesiątych XX wieku. To samo tyczy się Vicente del Bosque i Realu Madryt czy Otto Rehhagela, który odnosił wielkie sukcesy z Werderem oraz sensacyjnie wygrał Bundesligę z Kaiserslautern.

W tym szaleństwie jest metoda. Prowadzenie reprezentacji narodowej znacznie odbiega od wymogów klubowych, bo kładzie nacisk na inne aspekty trenerskiego fachu. I jak pokazuje praktyka – brak osiągnięć w piłce klubowej nie wyklucza sukcesu w reprezentacji, a często wręcz odwrotnie.

Romanczuk wkrótce w kadrze? "Prezes pytał, czy jestem gotowy"