tvp.pl informacje sport kultura rozrywka vod serwisy tvp.pl program telewizyjny

Boiskowy "brutal, cham i prostak". Vori kończy karierę. Teraz pokaże inną twarz?

"Kawał chama, gdy wychodził na boisko" – napisał jeden z kibiców, gdy na Twitterze zapytałem o opinie nt. Igora Voriego. Chorwacki kołowy był swego czasu najbardziej znienawidzonym szczypiornistą w Polsce. Ale jest też jednym z najlepszych obrotowych ostatnich 10 lat. W czerwcu zakończy karierę. Nową pracę w handballu już ma i w niej będzie mógł pokazać inną, nieznaną kibicom, twarz.
Igor Vori (fot. Getty, Instagram, SEHA)

Szwed, który nie znosi piłki ręcznej, wraca do gry. Przez osiem miesięcy zwiedzał świat

Na temat tego, jaki 37-latek jest naprawdę, opinie są podzielone. Jedni oceniają Voriego mając wzgląd wyłącznie na jego aparycję i boiskowe zachowania. "Cham, prostak, burak" – to te łagodniejsze określenia. Inni podkreślają, że był graczem wybitnym. Ci, którzy znają go spoza parkietu, jak na przykład Marcin Lijewski, który występował z Chorwatem w HSV Hamburg, mówią z kolei: "Wspaniały człowiek. Olbrzym, o wielkim sercu".

Chorwat to doskonały przykład sportowego odpowiednika Dr Jekylla i Mr Hyde'a. W trakcie meczów nie bierze jeńców. Lubi prowokować, grać na emocjach rywala, bo nadrzędny jest cel – zwycięstwo – a nie środki potrzebne do jego osiągnięcia. Poza halą to oaza spokoju, domator, dla którego największą wartością jest rodzina.

Manią wygrywania zaraził się w Barcelonie. Do stolicy Katalonii trafił w 2005 roku. Miał wtedy 24 lata i złoto igrzysk olimpijskich oraz tytuł mistrza świata w dorobku. W klubie na nikim nie robiło to jednak wrażenia, bo takich jak on, było w zespole pełno. I każdy chciał być najlepszy. – Nieważne, w co graliśmy. Rzutki, bilard, poker - każdy z graczy chciał we wszystkim być najlepszy – opowiadał.

Igor Vori, 2004 rok (fot. Getty)

Z Barcelony odszedł po dwóch sezonach i po raz drugi w karierze wrócił do ukochanego Zagrzebia. Tam zresztą wszystko się zaczęło. Na pierwsze zajęcia szczypiorniaka poszedł, bo tę dyscyplinę trenowali wszyscy jego kumple. Wcześniej próbował się w tenisie i piłce nożnej, ale rola bramkarza nie przypadła mu do gustu.

Gdy już pojawił się na treningu piłki ręcznej, Boris Dvorsak, trener drugiej drużyny klubu z Zagrzebia, spojrzał na blisko dwumetrowego drągala i uznał, że to dobry materiał na rozgrywającego. Szybko jednak zmienił zdanie. Chłopak sprawiał wrażenie pokracznego; był wolny na nogach i niezbyt skoczny. Decyzja mogła być jedna. – Zostaniesz kołowym – stwierdził, po czym nieco na wyrost dodał. – Najlepszym na świecie. Kilkanaście lat później Vori odebrał nagrodę dla MVP i najlepszego obrotowego rozgrywanych w ojczyźnie mistrzostw świata 2009.

Może to zapewnienie o talencie, a może późniejsze odrzucenie sprawiły, że Chorwat z czasem zaczął pokazywać twarz Mr Hyde'a. Bo choć w Zagrzebiu snuto przed nim wizję wielkiej kariery, to długo nie dawano mu szans. Na tyle długo, że kołowy chciał skończyć grę i szukał sobie nowego zajęcia. Wtedy jednak dłoń wyciągnął do niego Lino Cervar, wówczas jeszcze trener na dorobku, ale już wkrótce twórca największych sukcesów w historii chorwackiego szczypiorniaka.

Miałem 20 lat. Zadzwonił do mnie Lino i zapytał, czy chcę występować u niego we Włoszech. Italia i piłka ręczna – to nie brzmiało najlepiej, ale Lino mówił, że ma niezły zespół, a poza tym prawie w ogóle nie grałem wtedy w Zagrzebiu. A we Włoszech miałem występować w każdym meczu. Liga była słaba, ale najważniejsze było, że mogę grać – tłumaczy Vori.

Igor Vori (L), Lino Cervar (PG), reprezentacja Chorwacji (PD) (fot. Getty)

Z Cervarem od razu złapali nić porozumienia; jak dwa podobne charaktery nadające na tych samych falach. – Igor to zodiakalna panna, tak jak ja. Nie potrzebowaliśmy wiele czasu, by się dogadać, choć wtedy było to niezdarne, dwumetrowe dziecko. Nie wzbudzał zaufania, ale wiedziałem, że jest w nim coś niezwykłego. Zadzwoniłem do Zagrzebia i zapytałem czy puszczą go do Włoch. Odpowiedziano mi: "Lino, możesz go wziąć, ale pod jednym warunkiem: niech nigdy nie wraca". Dwa lata później najlepsze kluby zabijały się o Igora – opowiadał po latach.

Cervar znał Voriego właśnie z Zagrzebia, gdzie obaj współpracowali przez dwa lata. Kolejne dwa spędzili we Włoszech. W międzyczasie Cervar objął seniorską reprezentację i od razu dał w niej szansę kołowemu. W 2003 roku Chorwaci, z Vorim w składzie, wywalczyli mistrzostwo świata, a rok później złoto igrzysk w Atenach. Po tej imprezie trener wrócił z Włoch do Zagrzebia i pociągnął za sobą Igora. Gdy ten trzy lata później "odbił się" od Barcelony, Cervar znów wyciągnął do niego dłoń i zaprosił do Zagrzebia.

Sielanka nie trwała jednak długo, bo w 2009 roku chorwacki klub popadł w finansowe tarapaty. W kolejce po Voriego stały już jednak najlepsze kluby Europy. Obrotowy wybrał ofertę HSV Hamburg, choć by odejść do Niemiec, musiał zrezygnować z wypłaty zaległych 40 tys. euro w Zagrzebiu. Decyzji jednak nie żałował, bo w krótkim czasie zdobył z klubem mistrzostwo, puchar i superpuchar Niemiec oraz wygrał rozgrywki Ligi Mistrzów. Był na szczycie.

W swych najlepszych czasach budził postrach. 203 cm wzrostu, grubo ponad 100 kg wagi, długie ręce, potężne dłonie. Dla wielu stał się wzorem obrotowego. – Gdy stawiał zasłonę, był nie do ruszenia – wspomina Lijewski. A że nie przebierał przy tym w środkach, to niewielu go tolerowało. Grzegorz Tkaczyk: – Nie darzę go sympatią ze względu na to, co wyprawiał na boisku, lecz z własnego doświadczenia wiem, że dobrze mieć w zespole gościa, który będzie grał na nerwach przeciwników. Vori sprawdzał się w tym doskonale.

Vori w czasach gry w HSV Hamburg. Po prawej z Marcinem Lijewskim (fot. Getty)

Chorwat ceniony był wówczas nie tylko za grę w ataku, ale też w obronie. W 2008 roku wybrano go nawet najlepszym defensorem mistrzostw Europy. Z tym, że indywidualnie obrońcą był fatalnym. Tak przynajmniej twierdzi Lijewski. – Nie widziałem słabszego zawodnika w obronie w grze jeden na jednego. Ale parametry, zasiąg ramion i waga sprawiały, że jako wysunięty obrońca robił niesamowite wrażenie. W tym objawił się geniusz Cervara, że podczas gdy wszyscy ustawiali na "jedynce" niskiego i ruchliwego gracza, on postawił na mało zwrotnego "konia". Dla przeciwników to był szok – wspomina.

Wtedy powszechnie znana była już jednak twarz Mr Hyde'a. Zaczęło się w 2009 roku, podczas wspomnianych mistrzostw świata. Mecz o złoto, rywalem Chorwatów – Francuzi. 15 tysięcy kibiców w Arenie Zagrzeb zdziera gardła dla Ivano Balicia i spółki, ale Trójkolorowi pod dowództwem Nikoli Karabaticia psują miejscowym święto. Wygrywają 24:19. Na minutę i 36 sekund przed końcem, przy stanie 23:19, Vori, sfrustrowany bezsilnością i jego zdaniem błędną decyzją duńskiego sędziego Larsa Ejby Pedersena, trzymając piłkę wykonuje zamach, jakby chciał ustrzelić arbitra w głowę. Ten natychmiast wyrzuca go z boiska.

Kolejne ekscesy pochodzą już z czasów, gdy Vori był zawodnikiem Paris Saint-Germain. Najpierw w 2015 roku, podczas mistrzostw świata w Katarze, w meczu 1/8 finału z Brazylią, Chorwat powstrzymuje jednego z rywali kilkukrotnie łapiąc go za pośladki, a następnie wkładając mu palec w odbyt. W kolejnym spotkaniu – przeciwko Polsce – w końcówce pierwszej połowy podchodzi do powalonego na boisko Kamila Syprzaka i pięścią dociska jego twarz do parkietu.

Skandaliczne zachowanie Chorwata. Doszło do przepychanek

Po meczu chorwackie media, sfrustrowane porażką swych szczypiornistów, nazywają Voriego największym brutalem turnieju. Nad Wisłą kołowy staje się wrogiem publicznym.

Półtora roku później, Chorwat przypomniał o sobie podczas turnieju Final4 Ligi Mistrzów. Jego PSG grało w półfinale z Vive Tauronem Kielce. Minutę przed końcem, przy dwubramkowym prowadzeniu Vive, Vori podczas walki o pozycję z premedytacją uderzył łokciem skrzydłowego mistrzów Polski Tobiasa Reichmanna. I przeszedł do historii, bo po jego zagraniu sędziowie po raz pierwszy w historii skorzystali z pomocy powtórek wideo, po czym oczywiście pokazali mu czerwoną kartkę.

Tym zagraniem Chorwat pożegnał się z Paryżem, bo po sezonie, po raz trzeci, powrócił do Zagrzebia. Choć w Europie miał już opinię boiskowego brutala, to w ojczyźnie wciąż był uwielbiany. Przed styczniowymi "domowymi" mistrzostwami Europy pozował do zdjęć jako "Captain Hrvatska". Udzielał wywiadów, występował w programach śniadaniowych. W ten sposób powoli przygotowywał się do roli, jaką szykował dla niego Cervar.

W poniedziałek 5 marca, na konferencji w Zagrzebiu, 67-letni trener przedstawił Voriego jako nowego dyrektora sportowego reprezentacji. Kołowy siedział na prawo od Cervara, w czarnym golfie i eleganckiej tweedowej marynarce. Wyglądał... nienaturalnie. Ale bił od niego spokój. – Dziękuję za zaufanie. To dla mnie nowa rola, ale będę traktował ją tak profesjonalnie, jak traktowałem występy na boisku. Przede nami nowe wyzwania – stwierdził. Pracę zacznie w czerwcu, gdy oficjalnie zakończy karierę.

Jako dyrektor kadry częściej będzie mógł pokazywać twarz Dr Jekylla – stonowanego i opanowanego. Takiego, jak podczas Euro 2018, gdy w jednym z meczów... w przyjacielskim uścisku objął sędziego. I takiego, jakiego zobaczyć można na filmach z rodzinnych wypraw po Europie, na które decyduje się, mimo że boi się latać.

(fot. Instagram)

Marcin Lijewski o Igorze Vorim:Kochany gość! Mówi się, że im człowiek jest większy, tym większe serce ma w klatce. I tak jest z Igorem. Absolutnie nie podpiszę się pod tym, co na jego temat mówią inni. Igor to jeden z najfajniejszych ludzi, z jakimi miałem okazję spędzać czas za granicą. Przykro mi słuchać, że ludzie w dość ostry sposób komentują jego zachowania. Z niektórymi przesadził, ale to nie powinno kreować go na chama czy negatywną postać. W żadnym wypadku nie ma też nic wspólnego z tym, jakim jest człowiekiem. A to wspaniały facet.

Osiągnięcia: złoty i brązowy medalista olimpijski; mistrz, dwukrotny wicemistrz i brązowy medalista mistrzostw świata; dwukrotny wicemistrz i brązowy medalista mistrzostw Europy. Triumfator Ligi Mistrzów. Był mistrzem Chorwacji (dziewięć razy), Włoch (raz), Hiszpanii (raz), Niemiec (raz) i Francji (dwa razy). Wygrał 20 krajowych pucharów w pięciu państwach. Indywidualnie wybierany MVP mistrzostw świata oraz najlepszym obrotowym i obrońcą turniejów mistrzowskich. W 2009 roku nominowany do nagrody dla piłkarza ręcznego roku – przegrał ze Sławomirem Szmalem.

najpopularniejsze

Mundial 2018. Portugalia – Maroko 1:0: gol Cristiano Ronaldo

Mundial 2018. Jan Bednarek: nie wiem jakim cudem sędzia wpuścił Senegalczyka…

Mundial 2018. Iran – Hiszpania: Irańczycy bliscy wyrównania, Pique ograny jak dziecko

Mundial 2018. Okiem Cenzora: Szczęsny wybrał się na przebieżkę do kiosku z napojami wyskokowymi

Mundial 2018. Rafał Rostkowski: zasłanianie się winą sędziego jest nie na miejscu