tvp.pl informacje sport kultura rozrywka vod serwisy tvp.pl program telewizyjny

Jedną ręką do gwiazd. Nowy bohater Ameryki

To jedna z najbardziej niezwykłych historii tego roku. Shaquem Griffin nie ma ręki, ale nie przeszkodziło mu to w zostaniu 141. zawodnikiem wybranym w tegorocznym drafcie NFL. Trafił do Seattle Seahawks. O tym, że ma duże szanse na angaż pisaliśmy już w marcu. Przypominamy tekst poświęcony 22-latkowi o wielkim harcie ducha.
Shaqueem Griffin (fot. Getty)

Gdy miał cztery lata, pobiegł do kuchni, chcąc pierwszym z brzegu nożem odciąć to, co pozostało mu po lewej ręce. We wrześniu może spełnić marzenie połowy amerykańskich nastolatków i zadebiutować w NFL. Wcale nie z litości… Wbrew niej.

Tangie Griffin cieszyła się na wieść o bliźniakach. Wraz z mężem, Terrym, byli na to przygotowani i finansowo, i psychicznie. "Szczęścia nigdy za wiele". Poza tym, to przecież ich pierwsze dzieci.

Werdykt ultrasonografu nie zmącił radości. Zespół pasm owodniowych zdarza się rzadko, rzadziej niż raz na tysiąc, ale przytrafił się jednemu z ich nienarodzonych jeszcze synów. Doktorzy brali pod uwagę interwencję, z zastrzeżeniem jednak, że ratowanie ręki może doprowadzić do znacznie poważniejszych konsekwencji. Nie musi, ale może. – Mogliśmy spróbować i modlić się, by w ogóle przeżyli, ale nawet nie brałam tego pod uwagę – tłumaczyła potem Tangie Khadrice’owi Rollinsowi ze "Sports Illustrated". – Zastanawialiśmy się, jak poradzimy sobie z wychowaniem dziecka ze zdeformowaną ręką i… doszliśmy do wniosku, że zrobimy to tak samo, jak z drugim. Nigdy nie pozwolimy mu poczuć, że ma jakieś bariery.

Shaqueem i Shaquill Griffinowie przyszli na świat 20 lipca 1995 roku. Choć ten drugi jest o niecałe 60 sekund starszy, życie znacznie bardziej doświadczyło pierwszego z nich.

Shaqueem, Shaquill i Tangie Griffinowie (fot. Flickr.com) Małe porażenia

Trudne były szczególnie pierwsze cztery lata. Zdeformowana ręka sprawiała mnóstwo bólu, a że chłopcy nie należeli do najspokojniejszych, Shaqueem co rusz odczuwał “małe rażenia piorunem”. – Dłoń “płonęła” za każdym razem, gdy czegoś dotykałem. W dotyku była jak żelki owinięte w rękawiczkę – wspomina.

Ostateczne wyładowanie nastąpiło nocą, latem 1999 roku. Z pokoju dzieciaków dobiegł przeraźliwy krzyk – nic nowego, Tangie przywykła do tych przymusowych pobudek. Nim jednak zdążyła pocieszyć syna, podać mu tabletki przeciwbólowe i utulić do snu, zorientowała się, że nadszedł czas. Trzymał nóż, załamany i zdesperowany, nie mogąc poradzić sobie z tym, co go spotkało. Trzeba było podjąć decyzję.

Poszło szybko i sprawnie. Jak wspomina Shaqueem, jedyne co pamięta z pobytu w szpitalu to… ulga. Zabrano mu połowę ręki, ale w pakiecie wzięto też przeraźliwy ból. Uczciwa transakcja.

Bracia Griffinowie (fot. OrlandoSentinel.com) Jedni na milion

Biorąc pod uwagę popularność futbolu amerykańskiego w USA, liczbę szkół, liczbę uczniów i miejsc dostępnych w NFL, szansę na spełnienie marzeń dostaje nie tyle procent, co promil aspirujących. Większość chwyta się każdej możliwej opcji, by choć na chwilę zaistnieć: stypendium na jednym z kilkudziesięciu liczących się uniwersytetów to gratka dla wybranych, spośród których większość i tak odpada w procesie weryfikacji. Reszta musi liczyć, że ktoś dostrzeże ich “gdzieś na końcu świata”. Lub po prostu na… cud.

Gdy więc nadchodzi szansa – jakakolwiek, skądkolwiek – każdy rozsądny amerykański licealista chwyta za walizkę, żegna z rodziną i robi wszystko, by za kilka lat wrócić z czekiem na okrągłą sumę.

Bracia mieli na tę sprawę zupełnie inny pogląd. Trzeba wiedzieć, że jako nastolatkowie byli już w futbol całkiem nieźli: na tyle, że marzenia o poważnej karierze przestały być tylko bujaniem w obłokach. Przynajmniej w przypadku Shaquilla. Shaqueem, pomimo niekwestionowanych umiejętności, dla wielu pozostawał tylko ciekawostką…

Wtedy chłopcy poprzysięgli sobie, że dopóki dany uniwersytet nie zechce ufundować stypendium obu, dopóty nie trafi tam żaden. Starszy, “ten w pełni sprawny”, był wśród obserwatorów znacznie bardziej popularny. Oferty może nie spływały strumieniami, ale na pewno było ich sporo. Obietnicy jednak dotrzymał: i tak, 27 lipca 2012 roku, obaj trafili na Uniwersytet Środkowej Florydy (UCF). Żaden szczyt, ale też nie peryferia.

Shaqueem Griffin (fot. Getty) "On lata!"

Minęło prawie sześć lat. Shaquill swoje marzenie już spełnił: został wybrany w trzeciej rundzie ubiegłorocznego draftu przez Seattle Seahawks. Gwiazdą ligi co prawda (jeszcze?) nie jest, ale ma za sobą udany debiutancki sezon i wielkie perspektywy. Biorąc pod uwagę roszady w zespole, za chwilę będzie czołowym graczem w składzie na swojej pozycji. W skrócie: jest dobrze, prawdopodobnie będzie tylko lepiej.

Że istnieje Shaqueem, całe Stany Zjednoczone dowiedziały się właściwie dopiero w lutym. Ale za to w jaki sposób!

Przed draftem, który przypada zwykle na ostatni weekend kwietnia, organizowane są pewnego rodzaju skoordynowane “castingi” dla aspirujących. Setki młodych ludzi, pod czujnym okiem wykwalifikowanych obserwatorów, wykonuje serię identycznych ćwiczeń (wśród nich m.in. bieg na 40 yardów, wyciskanie 105 kilogramów czy skok z miejsca w dal i wzwyż), by dać pogląd na prezentowaną dyspozycję fizyczną.

Różne pozycje, różne wymagania, ale “siła” i “szybkość” to wartości uniwersalnie ważne i potrzebne. I tu Shaqueem zachwycił najbardziej. Chłopak z protezą zamiast ręki podniósł 105-kilogramowy ciężar rekordowe dwadzieścia razy. Dwadzieścia! Jego zdrowemu bratu udało się to 17-krotnie.


Gdy wydawało się, że buzie kibiców i ekspertów nie mogą być już bardziej rozdziawione, 22-latek stanął na bieżni i znów dokonał cudów. Najlepszy w historii wynik na 40 yardów to 4,22 (John Ross). Średnia na jego pozycji (linebacker) to ok. 4,76. 22-latek z Florydy przebiegł natomiast ten dystans w… 4,38. Nie będzie dużym ryzykiem stwierdzenie, że Kamil Grosicki miałby problem z wykręceniem podobnego wyniku.


Nic więc dziwnego, że reakcje jego kolegów po fachu były takie, a nie inne…






Shaqueem nie pozostawia niczego przypadkowi. Poza doskonałym przygotowaniem do “scouting combine” i świetnymi występami w trakcie kariery uniwersyteckiej, postanowił więc również… napisać list. List otwarty do wszystkich generalnych menadżerów w NFL, którzy z tyłu głowy wciąż myślą o jego widocznym i wyraźnym defekcie.

Opowiada w nim, jak to w wieku ośmiu lat po raz pierwszy usłyszał, że “futbol to sport dla ludzi z dwiema rękami”. O walce, poświęceniu, pasji, zaangażowaniu. O tym, że od zawsze miał ciężko, ale też nigdy się nie poddawał. Że rozumie wszystkich, którzy wątpią w to, czy mu się uda. I że… dziękuje tym, którzy wierzą, że tak będzie. “Doceniam to i nie mogę się doczekać, by móc dla Was zagrać i pokazać, że się nie myliliście”.

Granie z jedną sprawną ręką jest dla niego znacznie mniejszym problemem niż przekonywanie ludzi, że może to robić. Jeśli dostanie szanse (a wszystko wskazuje na to, że dostanie), we wrześniu wszystkie oczy będą skierowane na niego… I tylko na to czeka.

najpopularniejsze

GOL! Polska – Irlandia 1:1: bramka Mateusza Klicha

Mecz towarzyski: Polska – Irlandia 1:1 (skrót meczu)

MŚ koszykarek: zespoły z Afryki chcą poprawić bilans

MŚ w kolarstwie szosowym: poznaliśmy reprezentację Polski

WTA Tokio: Naomi Osaka i Karolina Pliskova zagrają w finale