tvp.pl informacje sport kultura rozrywka vod serwisy tvp.pl program telewizyjny

Odbił się od dna i na nie wrócił. Spowiedź byłej gwiazdy

Steve Francis był jednym z najbardziej fascynujących koszykarzy przełomu wieków. Choć w NBA brylował krótko, kibice pamiętają go i kochają do dziś. Na łamach portalu "The Players Tribune" podzielił się historią swojego wzlotu i licznych upadków...
Steve Francis (fot. Getty)

Nie ma w historii upadku Francisa niczego niezwykłego: kłopoty ze zdrowiem, problemy z psychiką, talent zaprzepaszczony na rzecz używek i 108 milionów dolarów roztrwonione w głupi, nieodpowiedzialny sposób. Gdy skończył z koszykówką, do mediów raz na jakiś czas docierały informacje o kolejnych aresztowaniach, jeździe pod wpływem alkoholu, narkotykach... "Skończony", skreślony. Jak wielu przed nim i – niestety – wielu po nim.

Niezwykły był natomiast wzlot, o którym były koszykarz napisał na łamach "The Players Tribune". – W wieku 18 lat sprzedawałem narkotyki na rogu Takoma Park. Cztery lata później ściskałem po drafcie dłoń komisarza NBA. Tylko o tym pomyślcie....

Steve Francis (fot. Getty) Ojciec Francisa był w więzieniu, zanim ten zaczął chodzić. Za napad na bank dostał 20 lat. Starsi bracia poszli podobną ścieżką. – Byłem strasznie mały, więc gdy moi rodzice się rozstali, mama prosiła rodzeństwo tylko o jedno: nie Steve, nigdy Steve... On musi być inny.

Nie posłuchali. – Waszyngton to było wielkie "pudło" z narkotykami, pistoletami, bójkami... Każdy wiedział, że musi sobie jakoś poradzić. Mama była pielęgniarką, a przybrany ojciec zbierał śmieci. Żeby kupić sobie coś fajnego, żeby zaimponować starszym kolegom, musiałem się czymś zająć.

W tzw. półświatku działał od 10. roku życia. Całe dnie spędzał na ulicy, w chwilach nudy... rzucając piłką do budki telefonicznej. – Zerwaliśmy z niej dach, przez co powstała mała kwadratowa przestrzeń. Trzeba było rzucać naprawdę wysokim łukiem i naprawdę dokładnie, by piłka tam wpadła. Robiłem to jakieś milion razy dziennie.

W liceum nie grał właściwie wcale. – Przyszedłem na zajęcia, pewny siebie i swoich umiejętności, a trener odesłał mnie do zespołu rezerwowego, bo... byłem za niski. To mnie zabiło. Zszedłem z parkietu i nigdy tam nie wróciłem.

Steve Francis (fot. Getty) Chciał podbijać świat. Poznać Janet Jackson, być sławny, bogaty i świetnie się bawić. Skoro nie grał w liceum, skoro żaden koledż o niego nie zabiegał, to co mógł zrobić? Wymyślił, że najłatwiej będzie zbudować "narkotykowe imperium". – Uratował mnie trener Tony Langley. To byly policjant, który miał w sobie dużo mądrości. Zwrócił moją uwagę, że do końca życia będę oglądał tych samych ludzi, na tej samej ulicy, robiąc to samo. Że mogę inaczej.

Odezwała się do niego uczelnia klasy B, może nawet C. San Jacinto College w Teksasie. Z dala od domu, z dala od przyjaciół i "przyjaciół". Babcia dała mu trochę pieniędzy i bilet do Houston. "Tego chciałaby twoja matka" – mówiła. Matka, która kilka miesięcy wcześniej zmarła na raka...

Poszło lepiej, niż ktokolwiek mógł się spodziewać: – "Zabijałem" na parkiecie. Byłem naprawdę świetny, ale wiedziałem, że to tylko przeciętny koledż. Wtedy moim marzeniem było dostanie się na prawdziwy uniwersytet. Chodzić z plecakiem, czuć się studentem... Tylko tyle i aż tyle.

Niedługo później trafił do Maryland. – Ojczym dostał pracę przy metrze, niedaleko hali. Wszystkim się chwalił, że jestem jego synem. Gdy szedłem na mecz, krzyczał na mój widok. Nigdy nie widziałem w niczyich oczach większej dumy.

Steve Francis grał świetnie. Na tyle, że Houston Rockets zdecydowali się wziąć udział w wielkiej wymianie i oddać kilku zawodników po to, by wybrać go z numerem drugim w drafcie. – Cztery lata wcześniej sprzedawałem narkotyki na rogu, a teraz leciałem jednym samochodem z Hakeemem Olajuwonem i Charlesem Barkleyem. To było niesamowite.

Steve Francis (fot. Getty) 41-letni dziś Francis grał w NBA przez dziewięć sezonów. W 2000 roku został wybrany najlepszym debiutantem, trzykrotnie grał w Meczu Gwiazd. W najlepszym okresie zdobywał średnio powyżej 20 punktów, notując przy tym 7 zbiórek i 6,4 asysty. – Co się stało ze Steve'em Francisem? Piłem na umór – to się stało. W ciągu kilku lat straciłem koszykówkę, straciłem tożsamość, straciłem też ojczyma, który popełnił samobójstwo...

W listopadzie 2016 roku zdecydował się pójść na odwyk. Półtora roku później opowiedział światu swoją historię. Po co? – To szalone, że grałem w NBA choćby przez minutę... To jedyna rzecz, którą chcę, żeby ludzie zapamiętali – zakończył.

***

"The Players Tribune" to platforma komunikacji sportowców z kibicami. Bez dziennikarzy, bez cenzury, bez wtrącających swoje trzy grosze edytorów. Inicjatywa – zapoczątkowana przez słynnego baseballistę Dereka Jetera – cieszy się coraz większą popularnością. Skorzystali z niej m.in. Kobe Bryant, Ronaldo czy Maria Szarapowa.

Całą historię można przeczytać tutaj.

najpopularniejsze

Szybko i (prawie) niezawodnie. Tak działał VAR na mundialu

Ekstraklasa: Śląsk Wrocław – Pogoń Szczecin 0:0. Bez emocji na zakończenie 5. kolejki

Jerzy Brzęczek nie powołał piłkarzy. Skład reprezentacji Polski poznamy później

Valtonen: gdybym nie był optymistą, nie siedziałbym tu

Wybryk Nainggolana. Naraził się kibicom