tvp.pl informacje sport kultura rozrywka vod serwisy tvp.pl program telewizyjny

Kamil Majchrzak: nie mamy tak lekko jak koledzy z Zachodu [WIDEO]

– TOP 70, TOP 50 – to miejsca, gdzie nie dokłada się do interesu, a zarabia – stwierdził Kamil Majchrzak w rozmowie ze SPORT.TVP.PL. Reprezentant Polski w Pucharze Davisa opowiedział także o finansach w tenisie, warunkach do treningu i grze w kadrze. Wywiadu można również posłuchać w serwisie Soundcloud.
Kamil Majchrzak: Puchar Davisa wywołuje niesamowite emocje
Kamil Majchrzak (fot. Getty)

Maciej Łuczak, Hubert Błaszczyk, SPORT.TVP.PL: – Kiedy Tomasz Iwański zaczynał z tobą współpracę powiedział, że funkcjonujesz w "polskim burdelu". Jak to odebrałeś?
Kamil Majchrzak: – Na początku te słowa były dla mnie szokiem. Mimo wszystko wydawało mi się, że mam dużo dobrych cech. Trener nie powiedział mi tego w zły sposób, ale wskazał miejsce na rozwój. Pokazał uderzenia, które mogą dać mi postęp. Jesteśmy w trakcie realizacji tego planu.

– Bardziej odebraliśmy to tak, że otoczenie, w którym funkcjonujesz jest trudne. Masz odpowiednie warunki do trenowania?
– Nie da się ukryć, że nie jest nam lekko. Biorąc jednak pod uwagę, że trenuję w Polsce, to układ mam najlepszy z możliwych. Jestem w najlepszym miejscu do trenowania. Czasami brakuje sparingpartnerów. Jest ciężko o to, bo w kraju nie ma zbyt wielu osób grających na najwyższym poziomie. Każdy chce też pracować ze swoim trenerem tenisowym i od przygotowania fizycznego. W związku z tym nie zawsze możliwe są wyjazdy. Często rozjeżdżamy się po różnych turniejach, mamy inne plany startowe. To obecnie jest największe utrudnienie.

– Czy dzięki współpracy z trenerem Iwańskim warunki do treningu poprawiły się?
– Mam wszystko poukładane na odpowiednim, światowym poziomie. Mogę skupić się na postępie. Zapewnieni są sparingpartnerzy, a wcześniej często zdarzało się tak, że odbijałem piłki z trenerem, co jest strasznym utrudnieniem. Szkoleniowiec musi kontrolować uderzenia, a nie pełnić rolę sparingpartnera. Wcześniej jednak nie było takich możliwości. Teraz jest lepiej, cały czas poprawia się też gra.

– Myślałeś kiedykolwiek o wyjeździe do zagranicznej akademii tenisowej?
– Finanse mi nie pozwoliły myśleć o tym w żaden sposób. Wiążę swoją przyszłość z Polską. Mam tutaj dobry, światowy układ.

Ja i cały tenisowy świat wokół mnie uważał, że mój styl gry będzie lepszy na mączkę. Później okazało się, że na betonie potrafię grać równie dobrze, a nawet lepiej. Kamil Majchrzak

Kamil Majchrzak (fot. Getty) – Mówisz o problemach ze sparingpartnerami. Trenujecie z Jerzym Janowiczem?
– Jeżeli akurat graliśmy turnieje na tej samej nawierzchni i byliśmy w Łodzi, to staraliśmy się grać ze sobą. On też boryka się z takim samym problemem...

– Był okres, w którym grałeś tylko Futuresy, mimo że mogłeś mierzyć wyżej. Czy teraz masz dowolność w wyborze turniejów?
– Trener zawsze powtarza mi, że jak chcesz grać w wielkich turniejach, to musisz w nich startować. Jeśli z moim rankingiem łapię się do dobrych imprez, to staram się do nich zgłaszać. Paradoksalnie naszą współpracę rozpoczęliśmy wyjazdem na turniej ATP, kiedy w trzy dni z nawierzchni ziemnej przestawiłem się na trawę. Szkoleniowiec lubi odważne decyzje, a ja odważnie grać.

– Czym było spowodowane przywiązanie do Futuresów? Grałeś praktycznie tylko na ziemi.
– Ja i cały tenisowy świat wokół mnie uważał, że mój styl gry będzie lepszy na mączkę. Później okazało się, że na betonie potrafię grać równie dobrze, a nawet lepiej. Zdecydowanie nie mogę unikać gry na tej nawierzchni, wręcz przeciwnie muszę ją wykorzystywać. Może być moim atutem.

– Miałeś mocne wejście do zawodowego tenisa. Później nastąpił zastój. Dlaczego?
– Często kiedy łapałem dobrą formę, to pojawiały się problemy zdrowotne. Zdarzało się, że poleciałem na turniej i skręciłem kostkę lub bolało mnie kolano. Przydarzyło mi się też kilka błędnych decyzji dotyczących wyboru turniejów oraz ich rozgrywania. Za szybko wracałem na kort. Wszystko sprowadza się do tego, że brakowało pieniędzy. Nie mogłem polecieć wszędzie tam, gdzie chciałem. Nie mamy tak lekko jak koledzy z Zachodu.

Kamil Majchrzak (fot. Getty) – Teraz jest lepiej? Nie musisz martwić się o finanse?
– Tak było rok temu. Od stycznia mam wszystko zapewnione od deski do deski. Bardzo pomaga mi AZS Łódź. Dostałem też – wraz z Hubertem Hurkaczem i Magdą Fręch – wsparcie od Międzynarodowej Federacji Tenisowej. Zakwalifikowałem się do programu Team 100 oraz wspiera mnie Polski Związek Tenisowy. Jestem więc zabezpieczony z kilku źródeł.

– Gdzie jest granica, po której przekroczeniu nie trzeba martwić się o finanse?
– Trzeba być w setce, albo nawet jeszcze wyżej, żeby kwalifikować się do turniejów głównych. Wtedy nie trzeba przebijać się przez eliminacje. TOP 70, TOP 50 – to są miejsca, gdzie nie dokłada się do interesu, a zarabia.

– Miejsca w okolicach 100-120 miejsca w rankingu nie dają spokoju finansowego?
– To jest cały etap. Nie ma przecież przeciwwskazań, żeby będąc na 110 miejscu na świecie awansować jednym turniejem do czołowej setki. Jeśli całą karierę będzie się w okolicach 120-150 miejsca, to można wyjść na zero.

– Z czego biorą się urazy, o który wspominałeś?
– Kontuzje mają źródło w początkach tenisowej edukacji. Nie byłem prowadzony we właściwy sposób. Nie miałem bazy przygotowania fizycznego. W momencie, kiedy zacząłem grać więcej i mocniej, to każdy element zaczął się odzywać. Zawsze daje o sobie znać najsłabsze ogniwo. Wierzę, że nie będę już zmagał się z urazami.

– Wrócmy do turnieju ATP w Antalyi. Jak dużo ci brakuje, żeby regularnie grać na tym poziomie?
– Nie zawsze jestem w stanie załapać się do kwalifikacji. Wierzę, że to się szybko zmieni. Brakuje ogrania z najlepszymi zawodnikami. Im więcej meczów się z nimi zagra, tym więcej będzie zwycięstw i pewności siebie. To wszystko będzie się nakręcało...

Majchrzak w transie. Trzy asy z rzędu – Gdzie pod względem tenisowym widzisz największe pole do rozwoju?
– Przed wszystkim muszę być solidniejszy, operować dokładniejszą i mocniejszą piłką. Powinienem też trochę lepiej serwować. I tak poprawiłem już serwis, ale to cały czas jest droga do wzoru, który zakładamy. Procent trafianego podania musi być wyższy. Cały czas poprawy wymaga gra w ataku.

– W kwalifikacjach Australian Open grałeś z Rubenem Bemelmansem. Ten mecz rozegrał się w kwestii tenisowej czy mentalnej?
– Nie uważam, żeby brakowało mi wiele, by być dużo wyżej w rankingu. Jeśli ustabilizuje wszystko w swoim tenisie i zdrowie dopisze, to regularnie będę szedł do przodu. Nie czułem, że Bemelmans jest o klasę lepszym zawodnikiem. O tym meczu zadecydowały detale, kilka moich niewykorzystanych szans, które na pewnym poziomie się mszczą. Jeżeli coś się wywalczy, trzeba to trzymać do końca. Rywal nie wybaczy – to jest wojna.

– Zaprzątasz sobie głowę rankingiem czy skupiasz się po prostu na kolejnych turniejach?
– Zawsze są wyznaczone cele rankingowe i trzeba do nich dążyć. Generalnie skupiam się na tym co jest tu i teraz, czyli każdym kolejnym ćwiczeniu na treningu. To jest najważniejsze. Pracę wykonaną na treningach będą mógł przekładać na mecze. Jeżeli tylko będzie zdrowie i dopisze sportowe szczęście, to ranking wraz z dobrą grą będzie się poprawiał.

– Jakie były przedsezonowe założenia?
– Przed początkiem sezonu stwierdziliśmy, że po pół roku chcemy, żebym był w okolicach 150-170 miejsca na świecie. To byłaby dobra baza wyjściowa do gry w turniejach ATP w Europie. Chciałbym brać udział w kwalifikacjach do nich i Wielkich Szlemów. Natomiast początek roku był nie do końca udany. Półrocze się jednak nie skończyło, dlatego zakasam rękawy i gram dalej.

– Mówisz o nieudanym początku sezonu. Znowu przeszkodziło zdrowie...
– Przede wszystkim powodem było zdrowie. Na szczęście w meczu Słowenia – Polska w Pucharze Davisa dołożyłem cegiełkę do zwycięstwa. Cieszę się, że mogłem pomóc drużynie. W moich indywidualnych startach nie wykorzystałem szansy w Australii. W następnych turniejach po powrocie z Mariboru zdrowie nie pozwalało mi rywalizować. Grałem z blokadami, nie byłem w stanie pobiec w stu procentach do każdej piłki. Wszystko pogłębiało się z każdą kolejną minutą. Powinienem zejść z kortu i porządnie się wyleczyć...

Pucharu Davisa nie można traktować tak jak indywidualnych startów. To zupełnie inna rozgrywka. Pojawia się przyjemny stres. Kamil Majchrzak

Radość Kamila Majchrzaka po zwycięstwie nad Florianem Mayerem (fot. Getty) – Jak będą wyglądać plany na najbliższe tygodnie? Wiemy, że wrócisz do rywalizacji w Chinach...
– Wylatuję na dwa turnieje do Chin. Z Azji polecę bezpośrednio do Francji, a później czeka mnie Puchar Davisa w Sopocie. Oczywiście, jeżeli powoła mnie kapitan...

– Tego chyba możesz się spodziewać... Jak traktujesz grę w kadrze? To inny rodzaj rywalizacji niż podczas turniejów.
– Pucharu Davisa nie można traktować tak jak indywidualnych startów. To zupełnie inna rozgrywka. Pojawia się przyjemny stres. Nie gramy tylko dla siebie, a całej Polski, kolegów, którzy siedzą na ławce, kibiców i orzełka na piersi. Takie zwycięstwa jak nad Blazem Rolą budują, są bardzo cenne. Oby jeszcze przydarzyło mi się wiele takich wygranych, bo to są emocje nie do opisania.

– Łatwiej rozgrywa się takie spotkania? Czy może trudniej? Bo czuje się oczekiwania kolegów...
– Nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Łatwiej, bo nie można odpuścić. Ławka na to nie pozwoli. Cały czas ma się wsparcie kolegów z drużyny. Wreszcie po trzech latach zagramy przed własną publicznością w Polsce. Będzie to jeszcze większe oparcie. To jest zdecydowanie na plus.

– Uważasz, że realny jest awans grupę wyżej?
– Najpierw trzeba skupić się na najbliższym meczu. Zimbabwe nie będzie prostym rywalem. Dojdzie fakt, że pierwszy raz od kilku lat my będziemy faworytem meczu. Trzeba rozstrzygnąć tę rywalizację na naszą korzyść. Już na początku roku ustaliliśmy cel, którym jest awans. Nie widzę innej opcji, jak po prostu zrobić to.

– Atmosfera w kadrze jest zawsze wyjątkowa. Wcześniej doping rozkręcał Jerzy Janowicz. Teraz prym wiedzie Mateusz Kowalczyk...
– Mateusz Kowalczyk kibicuje nam na swój sposób. Nakręca nas i napędza do lepszej gry. Każdy ma inny styl tak zwanego dopingu...

Puchar Davisa: Majchrzak lepszy od Mayera! Zobacz piłkę meczową

najpopularniejsze

Podoliński: Szczęsny jest numerem jeden kadry

Aliou Cisse: nie jedziemy do Rosji jako turyści

Gorąco w Niemczech! "On traktuje piłkarzy jak idiotów"

Awantura na konferencji. Szpilka kontra Binkowski

Artur Wichniarek: mogłem swoją karierę wykorzystać bardziej