tvp.pl informacje sport kultura rozrywka vod serwisy tvp.pl program telewizyjny

Prezes PZT: Radwańska zagra na Stadionie Narodowym

– Jak pozyskamy sponsora strategicznego a od niego 14-15 milionów złotych rocznie, to tenis będzie wielki i przeżyjemy ogromne emocje. Warto, bo nasza dyscyplina jest bardzo widowiskowa, spektakularna, chętnie pokazywana przez wszystkie stacje telewizyjne – powiedział Mirosław Skrzypczyński, prezes Polskiego Związku Tenisowego. Rozmowa do posłuchania w całości w serwisie Soundcloud.
Mirosław Skrzypczyński: Radwańska zagra na Stadionie Narodowym
Jerzy Janowicz, Agnieszka Radwańska (fot. Getty)

Iwański: tenisowe życie w Polsce jest na śmiesznym poziomie

– Hubert Błaszczyk, SPORT.TVP.PL: – Przejmował pan związek w trudnej sytuacji finansowej. Było zagrożenie obcięcia dotacji, a drużyny spadły w rozgrywkach międzynarodowych na obrzeża światowego tenisa. Co udało się zrobić?
Mirosław Skrzypczyński: – Łagodnie pan to określił, bo w czerwcu 2017 roku – miesiąc po wygranych wyborach – groził nam wniosek o upadłość. W takiej kondycji organizacyjnej i finansowej zastaliśmy związek. Dzięki dużej operatywności, staraniom oraz zaufaniu Ministerstwa Sportu i Turystyki udało się wyjść z kłopotów. W tak trudnej sytuacji Polski Związek Tenisowy nigdy nie był. To pokłosie wieloletnich zaniedbań i braku kompetencji. Dzisiaj powoli łapiemy powietrze. Nie mamy długów i problemów finansowych. Cały czas działamy spokojnie i wszystko liczymy. Najważniejsze jest, żeby związek zachował płynność finansową, bo to pozwala zabezpieczyć stronę sportową.

– Mówił pan, że potrzebuje pół roku na wyjście z kryzysu, a w połowie 2018 roku związek zacznie działać normalnie. Czy tak się stanie?
– W tej chwili przygotowujemy i realizujemy przedsięwzięcia, których nie było. Przede wszystkim projekt upowszechniania tenisa, który wprowadziliśmy do 24 ośrodków. Za chwilę w 50 miejscach nauka tenisa będzie bezpłatna. Dzieci dostają piłki, rakiety, a my opłacamy trenerów. To historyczny program na miarę nie tylko dyscypliny, ale polskiego sportu. Wystarczy spojrzeć na stronę internetową związku, żeby zobaczyć, że mamy udziały w produkcji wody, izotonika. Powstał też sklep kibica, gdzie można kupić repliki strojów. Polski Związek Tenisowy pozyskał też bardzo dobrych, wiarygodnych partnerów. Sytuacja się stabilizuje, mamy zyski, a do tego wszystkiego dochodzi ogromna pomoc i zaufanie Ministerstwa Sportu i Turystyki. Nie dzieje się to bez podstaw, bo pokazujemy, że warto na nas stawiać.

– Do wyborów przystępował pan z ogólnym planem. Po kilku miesiącach widać, że jednym z filarów będzie upowszechnianie...
– Nie wyobrażam sobie wyników sportowych, jeśli nie będzie upowszechniania i barierą pozostaną finanse. My po prostu chcemy tę przeszkodę likwidować. Już powoli znika bariera finansowa. W szkoleniu podstawowym już jej właściwie nie ma. Wchodzimy też na pułap dużej pomocy najzdolniejszym zawodnikom, bo bez niej nie będziemy mogli zrobić dużych wyników. One za chwilę przyjdą... Powoli wychodzimy z regresu. Jeśli ktoś śledzi rezultaty młodych tenisistów, to widzi, że ich talenty eksplodowały. Pojawiają się niebywałe sukcesy, za chwilę będziemy mogli je eksponować w tenisie seniorskim.

– Jak sprawić, żeby działania miały charakter systemowy? Obecnie zawodnicy osiągają sukcesy dzięki determinacji rodziców.
– Potrzebujemy wsparcia sponsora strategicznego. Zabiegamy o niego. Pokazujemy przejrzystość, uczciwość, realizujemy Kodeks Dobrych Praktyk oraz kierunek sportowo-biznesowy. Jeżeli otrzymamy pomoc finansową, to po roku zniknie bariera finansowania najlepszych zawodników. Zrewanżujemy się bardzo dobrymi wynikami. System już przygotowujemy. W związku pracują nad nim najlepsi ludzie, jacy są możliwi na polskim rynku. Przygotowania są w ostatniej fazie.

16 września na Stadionie Narodowym organizujemy Narodowy Dzień Tenisa. Zostanie zbudowany kort centralny. Na nim dyscyplinę będą promować Agnieszka Radwańska, Jerzy Janowicz, Łukasz Kubot – nasi najlepsi tenisiści. Mirosław Skrzypczyński

Mirosław Skrzypczyński – prezes PZT (fot. PAP) – Miał powstać centralny ośrodek szkolenia. Kiedy powstanie?
– Centralny ośrodek szkoleniowy to jeden z elementów całej układanki. W nim będzie miało miejsce szkolenie podstawowe, najlepszych zawodników oraz kadr. W takim obiekcie powinna być też siedziba Polskiego Związku Tenisowego. W tej chwili pracujemy nad tą kwestią z naszymi partnerami – Warsaw Sports Group. To są nasi przyjaciele, którzy zajmują się nie tylko szkoleniem początkowym, ale też współpracują z najlepszymi tenisistami w kraju – Igą Świątek, Kacprem Żukiem. Wspólnie chcemy, żeby ośrodek powstał przy ulicy Myśliwieckiej w Warszawie. W tym roku ma odbyć się przetarg na operowanie tym obiektem. Weźmiemy w nim udział. Chcemy dokapitalizować to centrum, poprawić infrastrukturę. Na taki ośrodek zasługuje nie tylko polski tenis, ale też stolica.

– Pierwotnie taki ośrodek miał być w Łodzi. Dlaczego do tego nie doszło?
– To nie tylko była Łódź, miast było więcej. Rozmawialiśmy też o Wrocławiu oraz innych lokalizacjach. Doszliśmy do wniosku, że taki ośrodek musi być w centrum Polski. Ważna jest też infrastruktura i nie ukrywam, że decydują finanse. To co już jest na Legii sprawiło, że postawiliśmy ten obiekt na pierwszym miejscu. Praktycznie z biegu można tam organizować duże imprezy dla kobiet, mężczyzn i juniorów. Mówię o turniejach rangi międzynarodowej. Zawszę patrzę, z kim mam współpracować, a nasz partner jest najlepszy z możliwych.

– Mówi pan o turniejach. Tych nie ma w Polsce zbyt wiele. Czy w planach Polskiego Związku Tenisowego jest stworzenie międzynarodowej imprezy?
– Mamy już challengera o wspaniałej renomie w Szczecinie, który organizuje Krzysztof Bobala. Co roku tam przyjeżdżam i czuję się bardzo dobrze. Chcemy organizować na początku turnieje niższej rangi z pulą nagród do 100 tysięcy euro. Promujemy też Futuresy z pulą nagród 15 tysięcy dolarów, które w tym roku będą rozgrywane w Ustroniu. One też są ważne, pomagają zawodnikom, którzy robią pierwszy krok. Nie rzucamy się na głęboką wodę i organizację turniejów ATP i WTA. To bardzo duże przedsięwzięcia. Nie stać nas na nie pod względem organizacyjnym. Jeżeli tenisiści będą osiągać sukcesy, to dlaczego nie... Bardzo chciałbym, żeby taka impreza była w Polsce i z naszymi młodymi zawodniczkami mogła zagrać Agnieszka Radwańska.

– Radwańska nie występuje teraz w reprezentacji. Przespano okres jej największych sukcesów. Czy jest plan wykorzystania pani Agnieszki w popularyzacji tenisa?
– Nie chcę mówić o poprzednikach, bo tam wszystko było prowizoryczne. Dlatego związek nie wykorzystał tych sukcesów pod każdym względem – organizacyjnym, sportowym i finansowym. Nie lubię obrażać ludzi, ale osoby, które wtedy zarządzały PZT nie miały o tym pojęcia. My chcemy wykorzystać nawet te wyniki, które są dziś. 16 września na Stadionie Narodowym organizujemy Narodowy Dzień Tenisa. Rozłożymy 50 kortów do mini tenisa, na których będą grały dzieci z 50 ośrodków, uczestniczących w programie upowszechniania. Zostanie zbudowany kort centralny. Na nim będą promować dyscyplinę Agnieszka Radwańska, Jerzy Janowicz, Łukasz Kubot – nasi najlepsi tenisiści. Być może jeszcze inni, którzy za chwilę osiągną bardzo dobre wyniki na turniejach w Paryżu i Londynie. To wielka impreza, z wielkim budżetem. Przygotowujemy się na nią przy pomocy Ministerstwa Sportu i Turystyki oraz władz stadionu. Liczymy, że pozyskamy partnera strategicznego, który jest potrzebny do organizacji przedsięwzięcia. To będzie cykliczne wydarzenie. Planujemy na nim wręczyć Puchar Prezydenta Rzeczypospolitej Andrzeja Dudy, który otrzyma najlepszy zawodnik w historii polskiego tenisa.

Kamil Majchrzak: nie mamy tak lekko jak koledzy z Zachodu [WIDEO]

Hubert Hurkacz (fot. PAP/EPA) – W Polsce mamy zawodników światowej klasy, ale pomiędzy nimi a resztą jest przepaść. Dlaczego gubimy talenty?
– Problem jest wielotorowy. Najłatwiej powiedzieć, że przeszkodą są pieniądze. Jest nią również szkolenie, odpowiednie kadry trenerskie i system. Przede wszystkim trzeba mieć odpowiedniej klasy szkoleniowców. Zdobyliśmy uprawnienia Międzynarodowej Federacji Tenisowej i nasze kursy trenerskie mają takie same referencje jak te w Anglii i Niemczech. To historyczny moment. Zagraniczni wykładowcy pozwolą podnosić poziom naszym trenerom. Szkolenie musi się spiąć, to nie tylko upowszechnianie, ale też odpowiednie kompetencje i wiedza. Do tego dochodzą finanse. Staramy się pomagać najlepszym zawodnikom w różny sposób. Hubert Hurkacz, Kamil Majchrzak i Magdalena Fręch otrzymali od nas duże środki, które pochodzą z Ministerstwa Sportu i Turystyki, programu Team 100 i ITF-u. Jest też nasz wkład własny. Ci tenisiści są zabezpieczeni w 2018 roku jak nikt inny. Robimy wszystko, żeby załatać dziury. W kolejce są następni świetni gracze jak Wojciech Marek i Iga Świątek. Oni czekają na naszą pomoc i za chwilę ją otrzymają.

– Czy zawodnicy w zamian za wsparcie mają jakieś zobowiązania wobec Polskiego Związku Tenisowego?
– Jeśli prosimy ich o cokolwiek, to nie ma żadnych problemów. Chcemy zbudować taki system, że najlepsi zawodnicy sponsorowani przez nas, będą w przyszłości finansowo wspierać młodzież, która dopiero wchodzi na szczyt. Będzie dla nich pomoc związku, ale też największych gwiazd jak bywa to na całym świecie. Taki system jest budowany w Niemczech, gdzie mam przyjaciół w narciarstwie alpejskim. Na podobnych zasadach działa tez czeski tenis. Tego u nas nie ma, organizujemy się w inny sposób, ale zawodnicy się nam rewanżują. Nigdy nam nikt nie odmówił. Za to serdecznie dziękuję również Agnieszce Radwańskiej i Jerzemu Janowiczowi.

– System miałby działać podobnie jak w Czechach? Najlepsi zawodnicy oddawaliby część wygranych w zawodowych turniejach?
– Przygotowujemy tego typu system. To powinno być na zasadzie znaczącej pożyczki. Później zawodnik miałby zrewanżować się, oddając procent z nagród. Oczywiście mówimy o dużych sumach, bo jeśli związek wspiera tenisistę kwotą siedmiu tysięcy złotych, to o takim rewanżu nie może być mowy. Ten sponsoring był kiedyś średni. Wszystko zależało od rodzica. Być może za rok, za dwa będziemy mieli wprowadzone "koło samofinansujące się".

– Jakimi pieniędzmi dysponuje Polski Związek Tenisowy?
– Jeszcze w zeszłym roku związek nie miał żadnej działalności gospodarczej. Pieniądze wpadały z jakiegoś meczu, wszystko było przypadkowe. Budżet wynosił około dwa i pół miliona złotych. Zawsze rano przeglądam dokumenty, raporty księgowe i na tę chwilę mówimy o budżecie w granicach siedmiu, ośmiu milionów złotych. Jak pozyskamy sponsora strategicznego i 14-15 milionów złotych rocznie, to tenis będzie wielki i przeżyjemy ogromne emocje. Warto, bo nasza dyscyplina jest bardzo widowiskowa, spektakularna, chętnie pokazywana przez wszystkie stacje telewizyjne. Wygrać Wimbledon, Roland Garros to wielki zaszczyt nie tylko dla zawodnika, ale przede wszystkim dla kraju.

Chcemy organizować wielkie turnieje, ale przede wszystkim szkolić. Mamy do tego fachowców – naszych partnerów i szkoleniowców kadr narodowych. Wierzę, że kiedy władze Warszawy zobaczą naszą ofertę to wyciągną odpowiednie wnioski. Skrzypczyński o centralnym ośrodku szkolenia

Iwański: Radwańska musi szukać nowych rozwiązań i mocno trenować – Powiedział pan przed wyborami, że "środowisko tenisowe nigdy nie było tak zjednoczone". Nadal jest ta jedność?
– Środowisko zjednoczyło się na wybory wokół jednego celu. Gdyby go nie było, to w czerwcu przestałby istnieć Polski Związek Tenisowy. Wprowadzamy szereg zmian, żeby nigdy nie doszło do takiej sytuacji. Chcemy zmienić statut, ordynację wyborczą, która była kulawa i archaiczna. Nie dawała szans mniejszym. Następuje reorganizacja i nie wszystkim się to podoba, ale jeśli tenis ma być dyscypliną szkolącą mistrzów, ludzie muszą to zrozumieć. Niektórym przychodzi to trudno... Tenis nie miał też dobrego PR-u. Był w szarej strefie. Chcemy z niej wyjść, wszystko musi być jawne i transparentne. Polski Związek Tenisowy sam tego nie zrobi. Musi być wspierany przez kluby i prywatne osoby. Trzeba skończyć z prowizorką. Niektórym nie podoba się, że muszą mieć kasę fiskalną i wystawiać paragony. Kolejną sprawą są licencje trenerskie i klubowe. To wszystko zaczyna się dziać – nasz pociąg ruszył. Mieliśmy 200 licencji trenerskich w Polskim Związku Tenisowym, teraz jest około 500. Podobnie sytuacja wygląda z licencjonowanymi klubami, których liczba wzrosła o 100 procent. Środowisko zaczyna reagować na zmiany. Kto na nie zareaguje będzie robił wielkie rzeczy i szkolił znakomitych zawodników. Wtedy dyscyplina urośnie. Wiem, że jest to trudne. Tłumaczymy i pokazujemy, że można. Powstają liczne programy, m.in. rozbudowy infrastruktury tenisowej. Każdy klub może w tym uczestniczyć – wyremontować korty, hale oraz wybudować nowe. Do tej pory było tak, że każdy myślał tylko o sobie, a tak się nie da...

– Zapytałem o środowisko, bo z różnych rozmów wyłania się obraz wielu podziałów. Trudno wznieść się ponad swój interes i współpracować. Dotyczy to klubów, trenerów i działaczy...
– Cały czas pracujemy nad tym, żeby to zmienić. Najlepszym przykładem jest to, co chcemy zrobić z ośrodkiem w Warszawie, gdzie z naszym partnerem – Warsaw Sports Group – dogadaliśmy się w dwie minuty. Pokazaliśmy, że możemy sobie zaufać. To są moi koledzy od wielu lat i mogę na nich polegać. W związku pracują ludzie, do których mam bardzo duże zaufanie. Jeśli go nie będzie, to nie zrobi się wielkich rzeczy.

– Nie boi się pan konfliktów w związku po przejęciu obiektów Legii? Obecnie działa tam Stowarzyszenie Klub Tenisowy Legia.
– To nie jest przejęcie... Dzisiaj nic się tam nie dzieje. Nie ma szkolenia z prawdziwego zdarzenia. Obiekt niszczeje. Już teraz wymaga poprawy infrastruktury, wielu inwestycji. Muszą być tam korty nie tylko o nawierzchni ziemnej, ale też sztucznej. Jesteśmy w stanie doinwestować i podnieść ten ośrodek. Chcemy organizować wielkie turnieje, ale przede wszystkim szkolić. Mamy do tego fachowców – naszych partnerów i szkoleniowców kadr narodowych. Wierzę, że kiedy władze Warszawy zobaczą naszą ofertę to wyciągną odpowiednie wnioski. Jeśli stolica chce być tenisowo na wysokim poziomie, to bez wahania postawi na Polski Związek Tenisowy. Po naszej stronie jest wizja i szansa sportowa dla tego miejsca.

Tomasz Iwański (fot. TVP) – Ważną osobą w przedwyborczych zapowiedziach był Robert Piotr Radwański. Jaka jest jego rola?
– To mój przyjaciel, którego bardzo szanuję. Mam ich niewielu, bo muszą zasłużyć na zaufanie. Piotrek nie pracuje w Polskim Związku Tenisowym, ale nas ciągle wspiera. Jest moim doradcą, z którym konsultuję wiele decyzji. Nie naciska na mnie, bo jestem trudnym, upartym i zawsze dochodzę do celu. Lubię mieć wokół siebie mądrych. Finalną decyzję zawsze podejmuję jednak sam. Nie mamy lobbingu, ale spotykamy się w Warszawie. Siadamy, rozmawiamy, roztaczamy wizję i staramy się je realizować. Radwański nie bywa na posiedzeniach zarządu, bo ma swoje sprawy. Jest dobrym duchem. Może w przyszłości będzie pracował i miał funkcję. Dążę do tego, bo to dobry człowiek i wielki fachowiec. Zrobił już bardzo dużo dla tenisa.

– Szefem wyszkolenia miał zostać Tomasz Iwański. Dlaczego do tego nie doszło?
– Na wszystkie stanowiska ogłaszamy konkursy. Każdy ma zasady i trzeba spełnić te warunki. Wizje to jest za mało, należy zgłosić kandydaturę. Jeśli ktoś nie startuje w konkursach, to go nie ma. Nie przyjmuję zasady: zrób mnie szefem wyszkolenia, bo razem szliśmy w wyborach. Okej, ale ty masz pełnić funkcję i dostawać pieniądze publiczne, które otrzymujemy z dofinansowania Ministerstwa Sportu i Turystyki. Kodeks Dobrych Praktyk mówi jasno – musi być konkurs. Akurat na to stanowisko było trzech kandydatów. Wybraliśmy Rafała Chrzanowskiego ze Szczecina. To bardzo dobry fachowiec i tyle. Koniec dyskusji. Cały czas się docieramy, niekiedy na siebie warkniemy, ale to jest rozmowa, która doprowadza nas do wspólnego celu. Z takimi pracuje się najlepiej. Nie toleruję kogoś, kto nie potrafi rozmawiać. Jeśli ktoś uważa, że jest najmądrzejszy i ma patent na wiedzę, to tak nie jest. Bo nikt go nie ma, dlatego otaczam się doradcami. Jednym z nich jest Wojciech Andrzejewski, bardzo doświadczony człowiek, który przez wiele lat piastował stanowisko szefa wyszkolenia. Jeszcze raz powtórzę, że w Polskim Związku Tenisowym nie ma koleżeństwa. Są kompetencje i ciężka praca...

– Zamierza pan podążać tą drogą, którą wskazał przed wyborami. Na pierwszym miejscu jest przejrzystość.
– Nie może być inaczej. Nie rzucam słów na wiatr, bo jak będę wyglądać za rok, za dwa, jeśli nie zrealizuję obietnic? To co mówiłem, cały czas się realizuję. Wyśmiewano nas, kiedy mówiłem, że będziemy mieli okulary, sklep kibica... Na stronie Polskiego Związku Tenisowego już jest biało-czerwono. Ktoś powie, że to są małe rzeczy, ale takimi działaniami buduje się duże rzeczy. Chcieliśmy ustabilizować sytuację finansową, jest już ustabilizowana. Chcemy sponsora strategicznego – walczymy, padniemy, ale zdobędziemy go. Nie poddamy się, bo jest potrzebny polskiemu tenisowi. Jeśli dopniemy tę klamerkę to tenis będzie wielki.

Kamil Majchrzak: Puchar Davisa wywołuje niesamowite emocje

najpopularniejsze

Bosiek: celem są mistrzostwa świata juniorów. Mam nadzieję, że trafię z formą

Co dalej ze Stocznią Szczecin? "Titanic tonie"

Podanie Slaughtera i "czucie gry" Mateusza Ponitki. Piękna akcja Polaków

ME 2018 piłkarek ręcznych. Polska – Serbia: "no look pass" Kingi Achruk i bramka Kingi Grzyb [WIDEO]

ME 2018 piłkarek ręcznych. Polska – Dania: czerwona kartka dla Karoliny Kochaniak [WIDEO]