tvp.pl informacje sport kultura rozrywka vod serwisy tvp.pl program telewizyjny

Marzenia paraolimpijki. Bez windy do Tokio

Kończą się igrzyska paraolimpijskie. Nasza ośmioosobowa reprezentacja, walczyła o spełnienie marzeń, dając przy okazji chwilę na zastanowienie się nad sensem życia siedzącym w domu.
Edyta Owczarz (L, fot. TVP)

Głogów, oddalony 120 km od Wrocławia, ma mistrzynię Polski. To Edyta Owczarz, niepełnosprawna, która od 5 lat trenuje boccię. Dyscyplinę wymyśloną dla sportowców z porażeniem mózgowym, zanikiem mięśni lub ciężkim uszkodzeniem układu nerwowego. Odmiana włoskich buli jest dla Edyty czymś więcej niż grą. To sposób na życie, bo pozwala marzyć.

Gdyby ktoś zadzwonił do mnie 3-4 lata temu i opowiedział, że będę marzyła o wyjeździe na igrzyska do Tokio, co dzisiaj wcale nie jest takie nieoczywiste, pewnie bym nie uwierzyła – mówi przyszła olimpijka. Choć nie ma żadnej gwarancji, że do Japonii za dwa lata pojedzie, dokłada wszelkich starań, żeby tak się stało. – Na razie oglądam występy naszej reprezentacji w Korei. Dzięki internetowi mam taką możliwość. Jestem zakręcona na punkcie sportu, w domu właściwie prawie 80 procent czasu antenowego to wydarzenia sportowe – uśmiecha się. Domu, dodajmy, który mieści się na pierwszym piętrze, bez windy. Samo wyjście na trening – jest wyzwaniem.

Przymusowy spacer


Pani Edyta cierpi na chorobę genetyczną, rdzeniowy zanik mięśni. Osteoporoza, zaburzenia układu krążenia i oddechowego, duże przykurcze ścięgien... To tylko część z listy, która widnieje w karcie zdrowia mistrzyni bocci. – "Nauczyłam się" tej niepełnosprawności i "normalności" z tym związanej. Jestem taka a nie inna, potrafię być w społeczeństwie, integrować się. Nie ma bariery, żeby wychodzić z domu i podejmować nowe działania. Uprawiając sport, chcę być naprzeciw tych, których ogranicza duża niepełnosprawność i są zależni od innych – mówi. Podaje przykład Kingi Kozy, również grającej w boccię, która dojeżdża na treningi pociągiem 100 km. Ma problemy z poprawnym mówieniem, co komplikuje kolejowe podróże.

(fot. TVP) Najważniejsze jest to, że tacy jak Edyta – chcą przełamywać bariery – i wydostać się z głuchych czterech ścian. – Wielu niepełnosprawnych jest zamkniętych. Nawet rodziny często ograniczają ich aktywność. Bliskim wydaje się, że niewiele można. Takie życie toczy się z dnia na dzień, siedzenie w czterech ścianach i czasem, dla wątpliwej atrakcji, wyjście z niepełnosprawnym na spacer. Dlatego tak ważne jest, by wyciągać te osoby do życia społecznego. Żeby mogły mieć coś dla siebie, przełamując ograniczenia, które często same sobie narzucają – mówi zawodniczka Startu Poznań.

Rynna bez deszczówki


Boccia to sport, który mogą uprawiać wszyscy, niezależnie od stopnia niepełnosprawności. Edyta startuje w kategorii BC3, tych ze znacznymi schorzeniami. – Ten sport jest dedykowany osobom z najpoważniejszymi dysfunkcjami. Np. w przypadku kategorii BC3 do wyrzucenia bili potrzebna jest odpowiednia, specjalistyczna rynna oraz dodatkowo asystent – wyjaśnia Andrzej Maciejewski, instruktor w głogowskim klubie IKSON (którego wychowanką jest pani Owczarz). To on wskazał na Edytę, mówiąc o przykładzie sportowca, który przełamuje bariery niepełnosprawności. Sama stawia sobie kolejne wyzwania. Co jest wymowne, od 8 roku życia porusza się na wózku inwalidzkim, a jej zależność od innych jest oczywista. Mimo tego trenuje regularnie dwa razy w tygodniu, a przed ważniejszymi zawodami – nawet trzy.

Jeden trening to 3-4 godziny wytężonej pracy. Profesjonalny sprzęt do bocci pojawił się z czasem. – To była rekreacja, która zaproponowała nam siostra Małgorzata Malska, przełożona Cichych Pracowników Krzyża w Głogowie. Początkowo graliśmy w ramach zajęć sportowych. Od gier planszowych, przez minigolfa, na tenisie stołowym kończąc. Zależnie od tego, jak kto był sprawny. Pojawiła się jednak boccia i zdominowała nasze zajęcia. Pamiętam, że na początku zamiast odpowiedniej rampy, mieliśmy do dyspozycji taką typową, rynnę dachową – uśmiecha się Edyta. Teraz, będąc w kadrze Polski, trzeba sprostać nowym wyzwaniom. Jak wyglądają treningi? Trudno mówić o typowo fizycznych przygotowaniach, wyjaśnia mistrzyni: – Dużo jest taktyki. Analizuję z jakiego poziomu rampy wypuścić bilę, żeby zagranie było jak najlepsze. Trzeba też przeanalizować twardość samych bil. Do tego dochodzi oglądanie, już w domu, meczów międzynarodowych. Spoglądam na zagrania, jakiej siły użyć, gdzie uderzyć. Czasami widzę jakieś nowe triki, poznaję też potencjalnych przeciwników. Spędzam przy tym wiele godzin, wiem jednak, że dzięki temu jestem coraz lepsza – kwituje mistrzyni z Głogowa.

Anielska cierpliwość

Mama Edyty, jej dobra dusza, przekroczyła siedemdziesiątkę. Jest asystentką ukochanej córki podczas rywalizacji o kolejne medale. – W Polsce dobór asystenta jest bardzo prosty, zazwyczaj jest to ktoś z rodziny. Mama, tata, rodzeństwo, czasami opiekun. To musi być osoba mocno związana ze sportowcem. To wymaga dużego zaangażowania czasowego, treningi, wyjazdy, udział w zgrupowaniach. Musi być to osoba opanowana, która potrafi słuchać, ma anielską cierpliwość. Siedzi podczas meczu tyłem do boiska, nie widzi gry, a emocje się przecież udzielają. Trzeba być w pełnej koncentracji od początku do końca, odciąć się od wszystkiego dookoła – mówi mistrzyni.

Cierpliwość to cecha, której nauczyć musi się niepełnosprawny sportowiec. Kiedy nie można liczyć na dobrze pasujące elementy logistycznej układanki, trzeba rezygnować z treningu. Tak było dzień przed rozmową, kiedy do końca nie wiadomo było, czy Edyta pojedzie do hali sportowej. Pozostała na swoim pierwszym piętrze. – Co jest najtrudniejsze? Logistyka i finanse. Żeby zabrać mnie i cały sprzęt na zawody, potrzebny jest duży bus. Przydałby się też kolejny asystent, żeby zwiększyć intensywność trenowania. Zestaw profesjonalnych bil kosztuje 5000 złotych. Rampa, od 8 do nawet 12 tysięcy. Ja moją mam od 2017 roku, może posłuży mi jeszcze w kolejnych 12 miesiącach – pociesza się.

Ma cel. Podobnie jak nasza ósemka z zimowych igrzysk paraolimpijskich, chce reprezentować Polskę w najważniejszej imprezie sportowej świata. Rok 2018 i 2019 to czas na zbieranie punktów podczas zawodów, dających kwalifikację olimpijską. Marzy zarówno o występie indywidualnym, jak i drużynowym, z aktualnym wicemistrzem Europy w bocci – Damianem Iskrzyckim. Marzenie o wyjeździe do Japonii nie przesłania jednak rzeczywistości. – Tokio to duże wyzwanie. Na razie skupiam się na kolejnych zawodach. Wygrywanie? To ważne, choć mnie bardziej cieszy dobry mecz. Jeśli jestem zadowolona z gry, potrafię utrzymać koncentrację, to jest już dużo. W końcu sport to coś więcej niż wygrywanie. Zwłaszcza w naszym przypadku – kończy Owczarz.

Maciej Piasecki

Wyboista droga do medalu. Historia Igora Sikorskiego