tvp.pl informacje sport kultura rozrywka vod serwisy tvp.pl program telewizyjny

Loteryjna Letalnica. Trzy paradoksy kwalifikacji

Zdaniem wielu to najpiękniejszy przystanek Pucharu Świata w skokach narciarskich. Czwartkowe kwalifikacje nie były jednak najlepszą reklamą lotów. Nie brakowało zaskoczeń i rozczarowań.
Gregor Schlierenzauer (fot. PAP/EPA)

CZWARTEK NA LETALNICY – NASZA RELACJA

A zaczęło się obiecująco. Najpierw wybornie skakali zawodnicy ze słoweńskiej grupy krajowej. Robert Kranjec, Jurij Tepes, Cene Prevc miewali w tym sezonie problemy w zawodach niższej rangi. Na swojej Letalnicy pokazali jednak świetne loty. Wszystkich przebił jednak Gregor Schlierenzauer. To był błysk jak za jego najlepszych czasów. Austriak poleciał najdalej w historii słoweńskiego mamuta – 253,5 metra i... to z nim wiąże się pierwszy z paradoksów.

1. Rekord życiowy, ale nie skoczni

Schlierenzauer zakończył lot podpórką, którą wyłapało trzech z pięciu sędziów, co oddają noty "15,5; 11,5; 11,5; 12; 15". Nikt nie miał wątpliwości, że jego próba nie będzie rekordem Letalnicy – ten należy do Stocha i wynosi 251,5 m. Przedstawiciele Międzynarodowej Federacji Narciarskiej początkowo zachowali rekord Polaka, ale równocześnie... zmienili także "życiówkę" Austriaka na 253,5 m...

Trudno było doszukać się tu logiki. Przykład? Dmitrij Wasiljew, który w 2015 roku uzyskał 254 metry w Vikersund (skok zakończył upadkiem) w protokołach FIS ma wpisywany rekord życiowy z tego samego sezonu, ale wynoszący 233,5 metra.

Lista startowa piątkowego konkursu początkowo przedstawiała się następująco....

fot. FIS.COM

Dopiero po przeszło dwóch godzinach od zakończenia kwalifikacji FIS zmienił ostatecznie rekord życiowy Schlierenzauera na 243,5 metra, które uzyskał w Vikersund w 2011 roku. Wynik z czwartku nie został zatem uznany. Skończyło się na zamęcie dotyczącym protokołu.

Gregor Deschwanden (fot. PAP/EPA) 2. 30 metrów za punkt K i... brak awansu

Przeliczniki, zmiany belek startowych często dają jury możliwość przeprowadzenia zawodów bez restartu po kilkudziesięciu skokach jak bywało w przeszłości. Bonifikaty znacznie utrudniają jednak odbiór rywalizacji, a wietrzne korytarze nie zawsze są sprawiedliwe. Gregor Deschwanden uzyskał 230 metrów i... nie awansował do konkursu, zajmując w kwalifikacjach 42. miejsce.

Szwajcar rywalizował z ósmej belki startowej, zebrał kiepskie noty za styl (zaliczono 3x17) i stracił aż 22,5 punktu za wiatr. Sumarycznie wszystko jest jasne. Tyle, że w skokach, w których od zawsze chodzi o odległości, od Deschwandena dalej poleciało jedynie pięciu zawodników, a nie zdołał on wywalczyć awansu. Znak czasów.

Daniel Andre Tande (fot. Getty Images) 3. Konkurs bez mistrza

Przeliczniki nie są doskonałe. Nie ukrywa tego nawet Walter Hofer, ale w czwartek boleśnie przekonało się o tym kilku czołowych zawodników. Mniej więcej od 57. na liście startowej Tilena Bartola "liczby" nie oddawały dobrze sytuacji na skoczni. W trudnych warunkach odpadli między innymi Piotr Żyła (po raz pierwszy w tym sezonie), Domen Prevc (lotnik znający Letalnicę) oraz Daniel Andre Tande (mistrz świata w lotach).

Absencja tego ostatniego w połączeniu z odpadnięciem Andreasa Wellingera (ten akurat jest po prostu w złej formie) sprawia, że Richard Freitag jest już bardzo blisko drugiego miejsca w klasyfikacji Pucharu Świata jeszcze przed pierwszym konkursem w Planicy. W piątek na skoczni zabraknie trzeciego i czwartego zawodnika "generalki" – Tandego i Wellingera.

podobne informacje

Jakub Wolny: wolałbym latać niż być na pikniku

Mistrzowi znudziło się skakanie? Stjernen bliski zakończenia kariery

Kolejny skalp Kamila Stocha! Wygrał turniej Planica 7

W pogoni za Niemcami. Konkurs drużynowy w sobotę rano w TVP [transmisja]