tvp.pl informacje sport kultura rozrywka vod serwisy tvp.pl program telewizyjny

Nie da się żyć bez VARu? "Świata nie zbawi..."

Odkąd w Ekstraklasie wprowadzono VAR (system weryfikacji wideo), niemal nieustannie budzi kontrowersje. Tym razem największym problemem będzie to, że go... nie będzie.
Sędzia Piotr Lasyk i piłkarze Legii Warszawa (fot. PAP/Bartłomiej Zborowski)

PZPN ZDECYDOWAŁ: 30. KOLEJKA BEZ VAR

Związek VARu z Lotto Ekstraklasą rozpoczął się wraz z tym sezonem. Kibice i piłkarze wiedzieli, co to takiego, bo system miał już za sobą wielki debiut – czerwcowy Puchar Konfederacji.

Do Polski wchodził powoli. Zaczęto – testowo – od jednego wozu i jednego meczu na kolejkę. Technologię wdrażał nasz eksportowy arbiter – Szymon Marciniak, więc wszyscy mieli poczucie, że inicjatywa jest w dobrych rękach. Aż nadszedł "dzień próby".

Ekrany VAR (fot. Getty) Szybki rozwój

Już w 2. kolejce po raz pierwszy użyto VARu do zmiany decyzji o uznaniu gola. I to aż dwukrotnie! W obu przypadkach "ofiarą" był Krzysztof Piątek z Cracovii, który w normalnych okolicznościach mógłby niemal w pojedynkę pokonać Lechię Gdańsk. A tak – minimalny spalony w jednej akcji, minimalny spalony w drugiej. Zdecydowały centymetry, w dodatku kilkanaście sekund przed kopnięciami dającymi bramki.

Zawodnik eksplodował. – Tych powtórek nie powinno być, to zabija futbol! – mówił przed kamerami. Sytuację uspokajał Michał Probierz, trener Pasów, który słusznie zauważył, że "VAR raz może zadziałać na korzyść, a raz na niekorzyść i trzeba się z tym pogodzić". Żałował tylko, że może być używany zaledwie na jednym stadionie…

Wraz z rozwojem projektu, Polski Związek Piłki Nożnej stać było jednak na kolejne wozy i inwestycje. – Wprowadziliśmy to naprawdę ekspresowo. Od razu rzuciliśmy się na głęboką wodę, zaryzykowaliśmy. Inne kraje powstrzymują właśnie finanse, bo VAR kosztuje. Know-how, zaplecze, ludzie… – tłumaczy Michał Listkiewicz, były sędzia piłkarski i prezes PZPN.

Minęło zaledwie kilka miesięcy, a wokół polskich boisk stoją już cztery odpowiednio zaawansowane technologicznie wozy. Dzięki temu, jak skonstruowany jest terminarz Ekstraklasy, z dobroci przybytku mogą korzystać już wszyscy i wszędzie. Zanim jednak do tego doszło, trzeba było "faworyzować" obsługę pewnych meczów kosztem innych. Jak wyliczył Michał Trela z "Przeglądu Sportowego", najbardziej ucierpieli na tym piłkarze z Płocka i Niecieczy…


I gdy wydawało się, że problem z wybieraniem czegokolwiek zniknął raz na zawsze, nadeszła 30. kolejka – jedyna taka, podczas której osiem meczów rozgrywa się o tej samej porze…

Szymon Marciniak (fot. Getty) "Kuriozalna decyzja"

Zbigniew Boniek, prezes PZPN, zdradził na Twitterze plan, który zakładał przeniesienie czterech meczów na niedzielę. Nie zgodziły się na to kluby, nie zgodził się oficjalny nadawca rozgrywek, w związku z czym rozgorzała dyskusja na temat tego, na które cztery stadiony VAR jechać powinien.

Przypomnijmy, rozkład gier w 30. kolejce wygląda tak:

Cracovia – Zagłębie Lubin
Jagiellonia Białystok – Wisła Płock
Lech Poznań – Górnik Zabrze
Lechia Gdańsk – Arka Gdynia
Legia Warszawa – Pogoń Szczecin
Piast Gliwice – Bruk-Bet Termalica Nieciecza
Sandecja Nowy Sącz – Wisła Kraków
Śląsk Wrocław – Korona Kielce

Można by przeprowadzić ankietę, zdecydować autorytarnie, rzucić monetą… Zamiast tego uznano jednak, że VARu 7 kwietnia nie będzie w ogóle. – I bardzo dobrze! Świetna decyzja, jestem za całkowitym ujednoliceniem – cieszy się Robert Podoliński, trener i ekspert TVP Sport. – Czy jadąc na wycieczkę ubezpieczamy tylko ładne dzieci? – pyta retorycznie. – Gdybym, jak PZPN, nie miał pieniędzy na osiem wozów, czyli w przypadku tego porównania – na ubezpieczenie wszystkich dzieci, to zdecydowałbym się na tańszą polisę. Problem w tym, że tu takiej opcji nie ma. Dlatego cieszę się, że postanowiono wszystkich potraktować równo.

Decyzja spotkała się jednak ze sporym oburzeniem w środowisku dziennikarzy i kibiców. "W czym by zaszkodziło, gdyby VAR był tylko na czterech stadionach?" – pytali. Zdaniem Podolińskiego, to złe podejście do tematu. – Piłka funkcjonowała bez tego, nadal funkcjonuje w wielu krajach i jakoś sobie radzi. Nic się nie stanie, jeśli w jednej kolejce sędziowie będą musieli sobie radzić bez pomocy technologii.

Wtóruje mu były reprezentant Polski, Piotr Świerczewski. – Nie ma rozwiązania idealnego, zawsze ktoś będzie niezadowolony. Jak VAR będzie tylko na czterech meczach, to oburzy się osiem zespołów. Poza tym: doszłoby do niepotrzebnych dyskusji. Czemu ci mają, a ci nie, czemu znowu kluby z górnej półki, a słabsze poszkodowane i tak dalej… – tłumaczy. – Wcześniej jakoś żyliśmy, prawda?

Nenad Bjelica (fot. PAP) Szkoda, że…

Choć ani Podoliński, ani Świerczewski nie uważają, by kolejka bez VARu była gwarancją tragedii i licznych kontrowersji, są – co do zasady – wielkimi zwolennikami tej technologii. – Martwi mnie tylko trochę sposób obsługi, te długotrwałe przerwy… Byłem kilka razy na meczach Legii, na zewnątrz minus dwadzieścia, a sędzia przez kilka minut analizował jedną sytuację. Gdyby działo się to szybciej, bardziej sprawnie, to byłoby idealnie – ocenił były szkoleniowiec m.in. Cracovii czy Dolcanu Ząbki.

– Jeśli chodzi o VAR, to najbardziej żałuję, że nie było go wtedy, kiedy ja grałem w Ekstraklasie. Strzeliłem kiedyś taką piękną bramkę w meczu z Wisłą, niemal z połowy, piłka odbiła się od poprzeczki, wyraźnie przekroczyła linię, a sędzia jej nie uznał. Gdyby wtedy miał do dyspozycji tę technologię, to miałbym dzisiaj bogatszą kompilację na YouTube – podkreślił ze śmiechem Świerczewski.

Choć w teorii VAR ma eliminować z boisk Ekstraklasy kontrowersje, wciąż jest ich całkiem sporo. Ostatnio choćby przy okazji meczu Legii Warszawa z Lechem Poznań, który – być może – będzie miał spory wpływ na losy mistrzostwa Polski. Pod koniec spotkania Szymon Marciniak podyktował rzut karny dla legionistów za zagranie ręką Wołodymyra Kostewycza. Kwestia interpretacji, rzecz do długich analiz i studiowania przepisów. Rzecz w tym, że nasz arbiter… nawet nie podbiegł sprawdzić, czy “jedenastka” powinna być.


Marciniak, jako najbardziej eksploatowany z arbitrów prowadzących mecze z VAR, popełnił w tym sezonie jeszcze co najmniej kilka błędów. Przywołać można choćby sytuację z meczu Lechii Gdańsk ze Śląskiem Wrocław, gdy wskazał na jedenastkę po rzekomym zagraniu ręką Piotra Celebana. Powtórki pokazały, że nic takiego nie miało miejsca, a Marciniak – choć oglądał sytuację na monitorze – zdania, ku zdziwieniu wszystkich obserwatorów, nie zmienił.

Był też mecz Śląska z Cracovią, gdy sędzia dopatrzył się faulu na Michale Chrapku – powtórka wykazała, że o żadnym kontakcie nie było mowy. – “Babola" roku już znamy – komentował wówczas tę sytuację Maciej Szczęsny. Mylili się też oczywiście inni. Nenad Bjelica już jesienią przeklinał VAR i poświęcał mu niemal każdą konferencję prasową. Tak było między innymi po meczu z Wisłą Kraków, gdy dwukrotnie – zdaniem trenera Lecha – w polu karnym faulowany był Maciej Makuszewski. – Pierwsza sytuacja to dla mnie czysty rzut karny. Sędzia Daniel Stefański miał prawo tego nie widzieć, ale skandalem jest, że nie pomógł mu arbiter VAR – grzmiał. – Wszystkie sporne decyzje rozstrzygane były na niekorzyść mojego zespołu.

– Kontrowersje były, są i będą, a VAR świata nie zbawi – tłumaczy Podoliński. – Kwestia przyzwyczajenia. Jeszcze sezon, może dwa i będzie dobrze. Nie wszyscy będą zadowoleni, bo tak się nie da, ale jest to rozwiązanie potrzebne piłce. Sędziowie też nabiorą wprawy.

Szymon Marciniak: nie wyobrażam sobie mundialu bez VAR-u

najpopularniejsze

Trudne początki Henry'ego. "Możliwa pierwsza trójka"

Puchar EHF: RK Gorenje Velenje – KPR Gwardia Opole (mecz)

Niesamowity karny w Rosji! Zdobył bramkę uderzeniem z... backflipa

Żewłakow: Lewandowski potrafi wytrzymać ogromny rygor profesjonalisty

Kowalewski: Lewandowski od zawsze mniej mówił, a więcej robił