tvp.pl informacje sport kultura rozrywka vod serwisy tvp.pl program telewizyjny

Lijewski: Jurecki to ikona VIVE. Zasłużył na lepsze traktowanie

Michał Jurecki, kapitan PGE VIVE Kielce, po zakończeniu przyszłego sezonu opuści szeregi mistrza Polski i przeniesie się do występującego w Bundeslidze SG Flensburg-Handewitt. Ponad dekadę temu sześć lat w klubie z północy Niemiec spędził Marcin Lijewski, dwukrotny medalista mistrzostw świata i kolega Jureckiego z reprezentacji. – Ludzie we Flensburgu kochają piłkę ręczną. Polecam Michałowi tak miasto, jak i sam klub. Ale też dziwię się, że VIVE nie powalczyło o niego – mówi.
Michał Jurecki (L) (fot. PAP), Marcin Lijewski (P) (fot. PAP/Getty)

Jurecki: zawsze chciałem grać w najlepszej lidze świata

Lijewski grał dla Flensburga w latach 2002-2008. Z "Wikingami", jak potocznie nazywany jest klub, zdobył mistrzostwo Niemiec i dwukrotnie wygrał rozgrywki krajowego pucharu. Dwa razy zagrał też w finale Ligi Mistrzów. I na ponad dekadę stał się ostatnim Polakiem, który trafił do SG.

Prócz niego, w ciągu ostatnich 20 lat, we Flensburgu występowało jeszcze dwóch innych rodaków. Karierę zawodniczą w latach 1998-2000 kończył tam Bogdan Wenta, a roczny epizod w zespole zaliczył w sezonie 2003/04 Damian Moszczyński. Później, w 2012 roku, szansę wyjazdu do Flensburga miał Piotr Wyszomirski, ale zgody na jego przenosiny do Niemiec nie wydały Azoty Puławy, dla których bronił wówczas reprezentacyjny golkiper.

Teraz, a dokładniej w lipcu 2019 roku, grono to powiększy Jurecki. Kapitan PGE VIVE w poniedziałek ogłosił, że po zakończeniu przyszłego sezonu odejdzie z Kielc. Z szefostwem klubu nie dogadał się w sprawie nowego kontraktu – VIVE proponowało mu umowę na rok, on chciał kontraktu na co najmniej 24 miesiące. Taki (na dwa lata, z opcją przedłużenia o kolejny rok) otrzymał we Flensburgu. Ofertę przyjął.

Jurecki: żal odchodzić z Vive, ale polityka klubu jest taka jaka jest

Jego decyzja o wyjeździe do Niemiec była dla środowiska piłki ręcznej w Polsce sporą niespodzianką. Nie tylko dlatego, że VIVE pozwoliło na odejście swojego kapitana i zarazem ulubieńca kieleckich kibiców, ale też ze względu, że Jurecki w wieku blisko 35 lat – gdy wielu myśli o sportowej emeryturze – przeniesie się do najbardziej wymagających rozgrywek Europy. – Będzie tam "tańczył na trzech weselach". Ale skoro podjął taką decyzję, to wie, że jego ciało na to stać – mówi Lijewski.

Maciej Wojs, SPORT.TVP.PL: – Michał Jurecki w lipcu 2019 roku zamieni VIVE na Flensburg. Zaskoczony?
Marcin Lijewski: – Nawet bardzo. Ale nie tym, że Flensburg chce "Dzidzię", bo to taki zawodnik, który w każdym klubie na świecie zostałby przyjęty z otwartymi rękami.

– Dwa lata temu chciała go Barcelona.
– Dokładnie. Szczerze mówiąc, myślałem że Michał jest już takim "przypisanym" kielczaninem; że zapuścił tam korzenie i nigdzie się już nie ruszy. Ale też fajnie, że podjął taką decyzję. We Flensburgu będzie miał dużo ważnego grania na co dzień. Z VIVE gra w Lidze Mistrzów, ale poza tymi rozgrywkami zostaje mu nasza liga, której poziom jest, jaki jest. Zawodnik, który ma taki potencjał jak on, marnuje się w Polsce. A w Niemczech będzie mógł spełniać marzenia. Tym bardziej, że trafi do drużyny, w której jak to mówią Niemcy, będzie "tańczył na trzech weselach", czyli walczył o mistrzostwo i puchar Niemiec oraz Ligę Mistrzów. Wydaje mi się, że o to Michałowi chodzi, by tych tytułów zdobywać jak najwięcej.

Ja jako stary Flensburger, bo spędziłem w klubie sześć lat, mogę polecić Michałowi tak miasto, jak i klub. Flensburg nie jest dużą miejscowością, ale ma fajny klimat. Klub z kolei to profesjonalna organizacja i praca tam jest czystą przyjemnością.

Dziwi mnie, że w Kielcach nie zaoferowano mu dłuższego kontraktu, bo "Dzidzia" wyrósł na ikonę klubu i zasłużył na godne traktowanie. Marcin Lijewski

– Zawsze pozytywnie wypowiadasz się na temat Flensburga. Co czyni ten klub jest specjalnym?
– Pamiętam, że gdy podpisywałem tam kontrakt, pierwsze słowa, jakie powiedział do mnie ówczesny menedżer, Mani (Manfred) Werner, to: "Witaj w rodzinie Flensburga". I rzeczywiście, to "familiaere Verein", czyli rodzinny klub. Tę atmosferę czuć na każdym krok. Miasto jest małe, ale praktycznie wszyscy identyfikują się z klubem, bo poza piłką ręczną, nie ma tam innego sportu na wysokim poziomie. Dochodzi do takich sytuacji, że gdy w klubie brakuje pieniędzy, to piekarze czy sklepikarze odejmują po 100 euro ze swojego budżetu i dają na klub. Ludzie po prostu kochają tam piłkę ręczną. Zresztą widać to oglądając mecze Flensburga, bo na każdym spotkaniu jest tam komplet ponad pięciu tysięcy kibiców. Po to człowiek uprawia piłkę ręczną, by grać przed pełnymi trybunami. A w Bundeslidze na każdym meczu trybuny wypełnione są w co najmniej 90 procentach. Przy takich kulisach zapominasz o zmęczeniu i bólu. To coś pięknego.

– Decyzja Jureckiego jest pewnym paradoksem. Podczas gdy przez lata przyzwyczailiśmy się, że Polacy grający za granicą w wieku 34 czy 35 lat wracają do kraju, on zdecydował się na wyjazd do najtrudniejszej ligi świata.
– Michał to walczak. Widać to w każdym meczu, kiedy zawsze walczy do samego końca o wszystko, co jest na parkiecie. To cecha, którą powinni mieć wszyscy piłkarze ręczni. Trudno mi komentować jego decyzję bez rozmowy z nim, ale mam w głowie dwie rzeczy. Po pierwsze, jeżeli zdecydował się na taki krok, musi być świadomy możliwości swojego ciała. Bo w Niemczech obciążenia nie są duże, tylko ogromne i częściej niż wypoczęty, będzie poważnie zmęczony. Ale on o tym wie.

Myślę też, że Michał może jeszcze chcieć udowodnić sobie, że stać go na wygranie trofeów, których jeszcze nie zdobył. "Dzidzia" grał przecież w Bundeslidze – jakiś czas był w Hamburgu, ale tam niezbyt mu się powiodło, bo był jeszcze młody i boiskowo niedojrzały. Gdy już jednak poszedł do Luebbecke, to był dobrym zawodnikiem, ale z kolei towarzystwo, które miał obok siebie, nie pomogło mu w zdobywaniu pucharów. Być może po prostu chce zostać mistrzem Niemiec albo zdobyć puchar.

Marcin Lijewski (fot. Getty)

– Mówisz o "tańcu na trzech weselach" i ogromnych obciążeniach. A przecież gdy rok temu Jurecki rezygnował z gry w reprezentacji, kwestia zmęczenia również była poruszana.
– Wydaje mi się, że Michał miał bardzo trudny okres, gdy rezygnował z kadry. Przypomnę, że z igrzysk w Rio wrócił z poważną kontuzją, którą długo leczył. Rehabilitacja i powrót do formy kosztowały go cały sezon. Myślę, że bardziej niż fizycznie, był zmęczony psychicznie. Z własnego doświadczenia wiem, że nieudane igrzyska i trudny sezon, który rozegrało się przed igrzyskami, skłaniają właśnie do takich refleksji. Ja sam w 2008 roku podjąłem decyzję o zakończeniu gry w reprezentacji właśnie po igrzyskach w Pekinie, gdy poziom zniechęcenia i frustracji sięgnął u mnie maksimum. Szybko mi jednak przeszło, bo atmosfera, którą tworzyli ludzie w kadrze była niespotykana. Tęskniłem przede wszystkim za chłopakami. Nie za wspólnymi treningami czy meczami, ale czasem, który spędzaliśmy na zgrupowaniu. Tak było w moim przypadku. Michał, o ile będzie chciał, sam może skomentować, dlaczego podjął taką decyzję. Mnie dziwi jedynie, że w Kielcach nie przedstawiono mu jakiejś dłuższej propozycji, bo na przestrzeni lat "Dzidzia" wyrósł na ikonę klubu i zasłużył na godne traktowanie.

– Wydaje się, że to nie Bielecki czy Szmal, a właśnie Jurecki jest medialną i sportową twarzą tej drużyny.
– I do tego ma pozytywny wizerunek.

– Jego odejście zbiega się w czasie z kadrową i pokoleniową rewolucją w VIVE. Na lewe rozegranie zaraz dołączy Kulesz, wkrótce karierę skończy Bielecki. W 2019 roku z wypożyczenia wróci Dujshebaev, z klubem dogadany jest już ponoć Gębala, a w odwodzie pozostają jeszcze Sićko i Mamić, który gra jednak głównie w obronie. To już tłok, ale i tak zaskakujące jest, że mimo wszystko zaproponowano Jureckiemu tylko roczny kontrakt i w efekcie puszczono go lekką ręką.
– Polityka transferowa Kielc nie jest moją broszką, ale jestem zdania, że zawodnik, który zostawił tyle zdrowia i w tak dużym stopniu przyczynił się do największych sukcesów w historii VIVE, zasługuje na to, by to on podjął decyzję czy chce grać dalej dla klubu.

***

Marcin Lijewski – były piłkarz ręczny, reprezentant Polski, dwukrotny medalista mistrzostw świata. Grał na pozycji prawego rozgrywającego. W drużynie narodowej wystąpił 251 razy (3. wynik w historii), rzucił 711 bramek (5. wynik). Wybrany najlepszym prawym rozgrywającym mistrzostw świata 2007 i 2009, gdzie kadra wywalczyła kolejno srebrny i brązowy medal. Grał m.in. w SG Flensburgu-Handewitt i HSV Hamburg. Mistrz Niemiec i zwycięzca Ligi Mistrzów. W 2014 roku był II trenerem młodzieżowej reprezentacji Polski. Obecnie prowadzi Wybrzeże Gdańsk.

Prezes Vive: na miejscu Jureckiego zrobiłbym to samo

najpopularniejsze

Szybko i (prawie) niezawodnie. Tak działał VAR na mundialu

Ekstraklasa: Śląsk Wrocław – Pogoń Szczecin 0:0. Bez emocji na zakończenie 5. kolejki

Jerzy Brzęczek nie powołał piłkarzy. Skład reprezentacji Polski poznamy później

Valtonen: gdybym nie był optymistą, nie siedziałbym tu

Wybryk Nainggolana. Naraził się kibicom