tvp.pl informacje sport kultura rozrywka vod serwisy tvp.pl program telewizyjny

Powrót do przeszłości. VfB znów na drodze do Final Four

Siatkarze ZAKS-y Kędzierzyn-Koźle zagrają we wtorek w rewanżowym spotkaniu ćwierćfinałowym Ligi Mistrzów. W pierwszym meczu mistrzowie Polski pokonali niemiecki VfB Friedrichshafen 3:2. Po 16 latach historie obu klubów znów splotły się na tym samym etapie rozgrywek.
(fot. PAP/Krzysztof Świderski)

Liga bogaczy. Polskie kluby bez szans w starciu z gigantami?

We własnej hali podopieczni Andrei Gardiniego mogli świętować wysokie zwycięstwo nad wicemistrzami Niemiec. ZAKSA po dwóch setach prowadziła już 2:0 i była o krok od zakończenia spotkania z "czystym kontem". Rywale, prowadzeni przed nowego trenera polskiej reprezentacji, Belga Vitala Heynena, w kolejnych partiach zagrali jednak zdecydowanie skuteczniej, wykorzystując błędy gospodarzy. Kędzierzynianie w konsekwencji nerwowej gry przegrali kolejne dwa sety, a w tie-breaku musieli zniwelować czteropunktowe prowadzenie klubu z Friedrichshafen. Ostatecznie dzięki znakomitej serii Rafała Buszka na zagrywce polski klub wygrał piątą odsłonę 15:13 i całe spotkanie 3:2.

– Zagraliśmy bardzo dobrze w dwóch pierwszych setach, później przestaliśmy prezentować jednak swoją siatkówkę. Przeciwnik zaczął grać, a my czekaliśmy kiedy zacznie popełniać błędy. Z taką drużyną jak Friedrichshafen nie można tak walczyć, dla nas to wyjątkowo niewygodny rywal, stąd taki wynik – stwierdził Rafał Buszek, przyjmujący drużyny.

Rafał Buszek (fot. PAP) – Należy pamiętać, że zespół z Friedrichshafen to trudny rywal. Mimo, że nie mają wielkich nazwisk, to są to zawodnicy, którzy potrafią grać w siatkówkę i mają zwycięstwo we krwi – zauważył Sebastian Świderski, prezes ZAKS-y.

Przed rewanżem na wyjeździe sprawa awansu do Final Four pozostaje jednak otwarta. Siatkarze VfB wspierani dopingiem lokalnych kibiców powinni być zdecydowanie groźniejsi niż podczas rywalizacji w Hali Widowiskowo-Sportowej Azoty. Katem dla liderów PlusLigi może okazać się… Bartłomiej Bołądź. Atakujący niemieckiej ekipy podczas spotkania w Kędzierzynie-Koźlu zdobył 20 punktów i był najskuteczniejszym zawodnikiem swojej drużyny, obok Greka Athanasiosa Protopsalitsa.

Zwycięstwo ZAKSY w jakimkolwiek stosunku zapewni jej miejsce w najlepszej czwórce Europy. W przypadku porażki 2:3 do wyłonienia finalisty rozgrywek potrzebny będzie tzw. "złoty set".

– Jedziemy do Niemiec po zwycięstwo. Przed meczem na terenie rywali musimy poprawić tak naprawdę wszystko. Jeśli to zrobimy, to na pewno wygramy – stwierdził środkowy Mateusz Bieniek.

Bartłomiej Bołądź (fot. PAP) ZAKSA Kędzierzyn-Koźle ostatni raz w Final Four Ligi Mistrzów znalazła się w 2013 roku. Podczas rozgrywek w rosyjskim Omsku przegrała jednak oba spotkania i uplasowała się tuż za podium. Klub z Friedrichshafen na awans do czołowej czwórki europejskich rozgrywek czeka jedenaście lat. W sezonie 2006/2007 niebiesko-biali okazali się najlepsi w całych zmaganiach.

W 2002 roku oba kluby zmierzyły się ze sobą w ćwierćfinale LM, z którego zwycięsko wyszła ostatecznie ZAKSA, grająca wtedy jako Mostostal Azoty Kędzierzyn-Koźle. Pierwszy mecz 3:1 wygrali Niemcy, ale w drugiej potyczce w takim samym stosunku zwyciężył klub z Polski. Do wyłonienia triumfatora dwumeczu potrzebne były dodatkowe obliczenia.

– Pamiętam dobre spotkanie Pawła Papke i Roberta Szczerbaniuka, który w jednym z setów wyciągnął wynik serią zagrywek. Także dzięki temu awansowaliśmy do opolskiego Final Four, ale o naszym awansie decydowały małe punkty – wspomina Świderski.

O miejsce w siatkarskiej elicie siatkarze ZAKS-y zagrają we wtorek w ZF-Arena. Jak zdradził menadżer drużyny, Tomasz Drzyzga, wszyscy są gotowi do gry i będą bić się o zwycięstwo. – Jesteśmy tutaj pełnym składem zwarci i gotowi. Nastroje muszą być bojowe, bo nie codziennie jesteśmy na takim etapie rozgrywek Ligi Mistrzów, gdzie od Final Four dzieli nas jedna wygrana. To co ugraliśmy u siebie, to praktycznie żadna zaliczka, dlatego musimy grać o pełną pulę – zwycięstwo. Wszyscy podchodzimy do meczu z takim nastawieniem.

Podczas pierwszego treningu skupiliśmy się na rozgrzewce oraz rozciąganiu. Po długiej podróży samolotem i autobusem nigdy nie jest łatwo. Później więcej czasu poświęciliśmy na grę, przypomnienie zagrywek taktycznych przeciwnika – zdradził Drzyzga w rozmowie ze SPORT.TVP.PL.

Tegoroczny finał odbędzie się w dniach 12-13 maja w Kazaniu, a jego gospodarzem będzie miejscowy Zenit. Blisko awansu obok polskiego klubu są dwie drużyny włoskie – Sir Sicoma Colussi Perugia, która w pierwszym meczu 3:1 pokonała rosyjski Lokomotiw Nowosybirsk oraz Cucine Lube Civitanova, prowadząca 3:1 z Diatec Trentino.

podobne informacje

Liga bogaczy. Polskie kluby bez szans w starciu z gigantami?

Finał siatkarzy: koniec emocji po dwóch setach?!