tvp.pl informacje sport kultura rozrywka vod serwisy tvp.pl program telewizyjny

Długi, odejścia, zawieszenie. Tak wygląda mistrz Polski

GTPR Gdynia, występujący do końca zeszłego roku pod nazwą swojego głównego sponsora, Vistalu, to aktualny mistrz Polski kobiecej piłki ręcznej. Tytułu na pewno nie obroni – szanse na to stracił w zeszłą niedzielę, na siedem kolejek przed finałem sezonu. To żadne zaskoczenie. Problemy finansowe po wycofaniu sponsora, zaległości wobec zawodniczek, konflikt szczypiornistek z prezesem, dwie zmiany trenera, przedwczesne zakończenie karier przez reprezentantki Polski, a ostatnio zawieszenie kadrowiczki, Aleksandry Zych – to realia w Gdyni.
Zawodniczki Vistalu Gdynia świętują mistrzostwo w sezonie 2016/17 (fot. PGNIG-SUPERLIGA-KOBIET.PL)

Robert Lis: jeszcze rok temu nie uwierzyłbym, że będę pracował z kobietami

Będący blisko GTPR-u mówią wprost: sytuacja jest dramatyczna. I nie chodzi tylko o stan finansów i ostatnie wyniki, ale przede wszystkim o atmosferę panującą w klubie. Prezes Marek Gutteter sytuacji komentować nie chce, ale nie zaprzecza, że jest dłużny zawodniczkom kilka wypłat. On w tej historii odgrywa jednak nieco inną rolę. I tylko pośrednio chodzi o pieniądze.

Realia kobiecej piłki ręcznej w Polsce są takie, że terminowo wynagrodzenia otrzymują zawodniczki w raptem kilku klubach PGNiG Superligi, czyli najwyższej klasy rozgrywkowej. Nie są to oszałamiające pieniądze, a jedynie dodatki dla piłkarek łączących grę z normalną pracą. Profesjonalizm dotyczy nielicznych. Ale mimo niewielkich pensji, często niewypłacanych na czas, wiele zawodniczek decyduje się na grę z czystej pasji.

Pasja w połączeniu ze świetną atmosferą mogą zaprowadzić klub na ligowe podium, niekiedy nawet i na najwyższy jego stopień. Tak bywało w Lublinie, gdzie mimo problemów finansowych zawodniczki walczyły o najwyższe cele, rok w rok zdobywając medale. Lecz gdy pasja zderza się z marną rzeczywistością, obie strony szukają powodów do rozstania.

Czara pełna goryczy

Małgorzata Gapska i Patrycja Kulwińska to byłe reprezentantki Polski. Z kadrą Kima Rasmussena dotarły w 2013 roku do półfinału mistrzostw świata w Serbii. Tej drugiej sztuka ta udała się też dwa lata później, w Danii. Obie w grudniu 2017 zakończyły karierę. Nagle, z dnia na dzień. Miały dość relacji panujących w – wówczas jeszcze – Vistalu, którego były liderkami na boisku (pierwsza) i w szatni (druga).

Patrycja Kulwińska (L) i Małgorzata Gapska (P) (fot. PAP)

W Gdyni kłopot z terminowymi wypłatami był już od jakiegoś czasu, ale zawodniczki nie zaprzątały sobie tym głowy. Tak jak i tym, że obiecanych premii za mistrzostwo w sezonie 2016/17 też nie dostały. Przymykały oko na różne niedociągnięcia, bo świetnie czuły się w swoim towarzystwie. Lubiły to, co robią.

Krach nastąpił na przełomie listopada i grudnia, gdy w klubie doszło do zmiany trenera. Vistal miał wtedy słabszy czas, przegrał wszystkie sześć meczów w Lidze Mistrzyń, a w krajowych rozgrywkach wygrał tylko osiem z jedenastu spotkań. Pracującą z drużyną od lipca Agnieszkę Truszyńską zastąpił wiekowy Giennadij Kamielin. Klub w oficjalnym komunikacie podał, że współpraca z trenerką została tylko zawieszona i Truszyńska nawet do zespołu wróci, ale w sierpniu, po zakończeniu mistrzostw świata juniorek (jest selekcjonerem juniorskiej kadry Polek). Teraz odchodzi, bo nie jest w stanie łączyć tych funkcji. To było oficjalne stanowisko klubu. Ładne dla mediów i kibiców, ale mijające się z prawdą. W rzeczywistości trenerka miała dość współpracy z prezesem. Dopóki on będzie w klubie, ona nie zamierza wracać.

Dzień po odsunięciu Truszyńskiej, pismo z informacją o zakończeniu kariery zaniosła do biura klubu Gapska. Następnego dnia uczyniła to Kulwińska. One również nie chciały mieć do czynienia z Gutteterem. Usłyszały, że nie chce się im grać, odpuszczają i poddają się przez zaległości finansowe. – Tak ja, jak i Patrycja byłyśmy gotowe dograć sezon bez wynagrodzenia. Mieszkamy na miejscu, pracujemy, lubimy grę. Zrobiłybyśmy tak, bo uważamy, że jeśli człowiekowi na czymś zależy, to tak powinien. Pieniądze nie miały tu znaczenia – stwierdza Gapska.

Zawodniczki już wtedy szukały sposobów na poprawę kondycji finansowej klubu. W planach były spotkania ze sponsorami, stworzenie kalendarza i kilka akcji z wykorzystaniem social mediów. Od Guttetera usłyszały jednak, że nie starają się tak, jak powinny. To przelało czarę goryczy.

Próbowałyśmy znosić to bardzo długo. To nie tak, że prezes stał się taki z dnia na dzień. Tak było wcześniej, ale człowiek przymykał oko na różne kłamstwa. W pewnym wieku trzeba się jednak szanować. Miarka się przebrała – dodaje Gapska.

Rozstały się z drużyną z dnia na dzień. Zespół, już prowadzony przez Kamielina i pod nową nazwą, GTPR, przegrał na starcie 2018 roku wszystkie sześć spotkań Pucharu EHF, a w lidze wygrał cztery z pięciu. Po ostatnim pucharowym starciu Kazach złożył rezygnację. Jego miejsce zajął Marcin Markuszewski, dotychczas pracujący ze szczypiornistami gdyńskiej Spójni.

Tajemnicą poliszynela jest, że Kamielin pracował w Gdyni tylko dlatego, że ma licencję na prowadzenie zespołów w europejskich pucharach. Gdy GTPR zakończył przygodę w Europie (z bilansem 0-12...), "podziękował" za współpracę.

Liderka na cenzurowanym

Z Markuszewskim na ławce zespół dokończył sezon zasadniczy i rozpoczął grę o medale w grupie mistrzowskiej. 28 marca przyjechała do Gdyni na mecz Energa AZS Koszalin. Po pierwszej połowie przyjezdne prowadziły 16:11. Trzy bramki dla GTPR-u rzuciła przed przerwą Aleksandra Zych. Na drugą część meczu już jednak nie wyszła, tak jak i późniejsze rzuty karne. Następnego dnia klub zawiesił ją do końca sezonu.

Aleksandra Zych (fot. PGNIG-SUPERLIGA-KOBIET.PL)

Oficjalny komunikat był enigmatyczny. "Zarząd Klubu GTPR Gdynia informuje, iż zawodniczka Aleksandra Zych została zawieszona w prawach zawodnika do dnia 31.05.2018 r. Przyczyną zawieszenia zawodniczki jest naruszenie regulaminu Klubu GTPR Gdynia". Na stronie internetowej klubu pojawił się dopiero 10 kwietnia (przez awarię strony – mówi prezes), wcześniej opublikowany został wyłącznie za pośrednictwem portalu sport.trojmiasto.pl.

Rozgrywająca sprawy komentować nie chce. Rozmowa jest krótka.

- Dzień dobry, Maciej Wojs z TVP Sport, czy...
- Dzień dobry, witam serdecznie, ale wstrzymuję się od komentarza.

Tym ma być oświadczenie, które być może wyda wraz z menedżerem. Wyjaśnień odmawia też Markuszewski, który odsyła do prezesa. Ale i u niego nie uzyskamy odpowiedzi, które z punktów regulaminu naruszyła Zych. Gutteter nie zdradzi co wydarzyło się w szatni w przerwie meczu z Energą. – To rodzi plotki. Może je pan rozwiać – odpowiadam. – Tak, ale nie będziemy udzielać żadnych informacji. To delikatna sprawa. Nie chcę wypowiadać się na jej temat – słyszę.

Pozostańmy więc przy tym, co dochodzi z Gdyni od będących blisko klubu. W przerwie meczu doszło do wymiany zdań między Markuszewskim i Zych, po której zawodniczka została wyproszona z szatni. Nie padły wyzwiska, nie było kłótni. Dzień później klub zawiesił ją za złamanie regulaminu.

Rozgrywająca to najlepsza strzelczyni GTPR-u (217 bramek w 38 meczach). Ma też jeden z najwyższych kontraktów w zespole. Od lutego wiadomo również, że po sezonie opuści klub i przeniesie się do Francji, gdzie grać będzie dla aktualnego mistrza kraju i jednej z czołowych drużyn Europy, Metz Handball. Zdaniem znających realia gdyńskiej piłki, jej zawieszenie nie jest przypadkiem.

Teraz pozbawiona jest stypendium, klub nie będzie też płacił za jej mieszkanie. Zych nie może ponadto trenować z zespołem, co oznacza, że do czerwcowych meczów reprezentacji Polski w eliminacjach Euro 2018 (z Włoszkami i Słowaczkami) musi przygotować się indywidualnie. O ile jej zawieszenie zatwierdzi Bogusław Trojan, Komisarz Ligi Związku Piłki Ręcznej.

Zgodnie z paragrafem 5 przepisów kwalifikacyjnych ZPRP dla zawodników, "orzeczenie o nałożeniu kar przez kluby macierzyste na zawodników za wykroczenia popełnione w związku z realizacją ich kontraktów sportowych lub obowiązków wynikających z członkostwa w klubie wymagają zatwierdzenia odpowiednio przez (...) Komisarza Ligi ZPRP w odniesieniu do zawodników biorących udział w zawodach seniorów w ramach rozgrywek prowadzonych bezpośrednio przez ZPRP". Klubowe pismo dotarło do centrali we wtorek, ale zostało natychmiast odesłane do Gdyni. Jego treść była równie zdawkowa, co wydanego wcześniej oświadczenia. Ot, klub poinformował, że zawiesza zawodniczkę, bez podawania powodów.

Komisarz Ligi może karę zatwierdzić, uchylić lub zmienić orzeczenie klubu i orzec co do istoty sprawy. Musi jednak poznać szczegóły. Dlatego będzie rozmawiał z Markuszewskim i Zych. Od jego decyzji klub ani zawodniczka nie będą mogli się już odwołać.

Teraz młodzież

Zych czeka na finał sprawy. Na finisz sezonu czekają natomiast inne, które szukają okazji, by odejść z Gdyni. Klub chcą opuścić reprezentantki Polski Aneta Łabuda, Weronika Kordowiecka, Joanna Szarawaga i Joanna Kozłowska (ma oferty z Francji i Niemiec) oraz występująca w kadrze Brazylii Patricia Matieli. Zespół czeka rewolucja. Zostaną te, które mają ważne kontrakty (jak reprezentantka, Katarzyna Janiszewska). Drużyna będzie oparta na młodzieży, którą w Gdyni szkolą na przyzwoitym poziomie. Klub ma zbudowaną piramidę grup juniorskich, ale i w jej fundamentach pojawiają się pęknięcia. Trenerzy pracujący z młodzieżą również nie dostają pensji na czas.

Sympatycy klubu martwią się o jego przyszłość. O nią spokojny jest Gutteter. – Będziemy mieć pieniądze na grę w Superlidze w przyszłym sezonie – zapewnia. W Gdyni walczą o sponsora i przetrwanie. O walce o medale mogą na jakiś czas zapomnieć.

Trener Marcin Markuszewski i zawodniczki GTPR-u (fot. PAP)

***

Maciej Wojs, SPORT.TVP.PL: – Jakie były powody nagłego odejścia Agnieszki Truszyńskiej, Małgorzaty Gapskiej i Patrycji Kulwińskiej?
Marek Gutteter, prezes GTPR Gdynia: – W komunikacie było jasno podane. Współpraca z panią Truszyńską została zawieszona do końca sierpnia, a panie Gapska i Kulwińska zakończyły karierę sportową.

– Nie zadecydowały o tym zaległości finansowe klubu wobec zawodniczek?
– Proszę pana, wydaje mi się, że nie. Nie mogę decydować za kogoś, jeśli ktoś podejmuje decyzję o zakończeniu kariery sportowej. Takie decyzje trzeba uszanować i dalej walczyć na arenie ligowej.

– Wiem od zawodniczek, że były gotowe zostać w klubie do końca sezonu bez wynagrodzenia, ale nie mogły się porozumieć z panem.
– Proszę pana, zostawiam to bez komentarza. Przepraszam, ale nie będę tego typu rzeczy komentował. Szanuję bardzo panie Gapską i Kulwińską, bo to wspaniałe zawodniczki i osoby z dużym wkładem w rozwój polskiej piłki ręcznej. Jeżeli ktokolwiek mnie zapyta, nigdy w życiu nie powiem złych słów na ich temat. To profesjonalistki, podjęły taką decyzję i ja ją uszanowałem.

– Naprawdę nie było możliwości, by się dogadać?
– Odpowiem tak, jak na pytanie, które kiedyś otrzymałem: czy zawodniczki mogą wrócić do klubu? Drzwi dla tych pań zawsze stoją otworem. Nie wypowiem ani pół złego słowa na ich temat. Cenię je, ale dobro klubu powinno stać na pierwszym miejscu. Widocznie tak się to miało potoczyć.

***

GTPR Gdynia – mistrz Polski w sezonie 2016/17 i w sezonie 2011/12. W ostatnich latach czołowa drużyna PGNiG Superligi. Wicemistrz z 2015 roku oraz brązowy medalista z lat 2010, 2011, 2014 i 2016. Trzykrotny triumfator Pucharu Polski. Półfinalista Challenge Cup. Sekcja powstała w 1990 roku. Obecnie to jedyny seniorski klub piłki ręcznej kobiet w Trójmieście. W lipcu z rozgrywek wycofał się AZS Łączpol AWFiS Gdańsk. W XX wieku upadły żeńskie drużyny Wybrzeża, Bałtyku, Startu i AZS AWFiS.

najpopularniejsze

Wisła przegrała z... pogodą. Stoch i spółka muszą zmienić plany

Zamieszanie z kwalifikacjami olimpijskimi siatkarzy. "Nowy system daje Polsce mniej szans"

Błyskawiczna robota "Diablo"! Sands znokautowany w 2. rundzie

Niesamowity karny w Rosji! Zdobył bramkę uderzeniem z... backflipa

Żewłakow: Lewandowski potrafi wytrzymać ogromny rygor profesjonalisty