tvp.pl informacje sport kultura rozrywka vod serwisy tvp.pl program telewizyjny

Valverde "udusił" Barcę. "Nie wyciągamy wniosków"

Trzeci rok z rzędu Barcelona odpada z Ligi Mistrzów po rozczarowującym występie w ćwierćfinale. Wydawało się, że po triumfie 4:1 na własnym stadionie wicemistrzom Hiszpanii nie grozi taka klęska. Katalończycy przegrali jednak starcie… już w szatni, a kolejne błędy były jedynie następstwami. Za porażkę odpowiada zawsze cały zespół, ale tym razem głównego winowajcy należy szukać na ławce trenerskiej.
Leo Messi i Ernesto Valverde (fot. Getty Images)

"Fiasko bez wymówek". Iniesta: otrzymaliśmy maksymalną karę

Ernesto Valverde szybko zaskarbił sympatię kibiców Barcelony. Przed rewanżem z Romą nic nie wskazywało na to, że jego drużyna w tak łatwy sposób sprezentuje rywalowi awans. Ligowe spotkanie z Sevillą mogło stanowić alarm dla zespołu, ale dzięki niezwykłej postawie Lionela Messiego został on zignorowany.

Argentyńczyk nie może jednak wygrywać wszystkiego sam. Tym bardziej, że w decydujących momentach Ligi Mistrzów często nie pomaga dostatecznie drużynie. W ostatnich dziewięciu dwumeczach, kiedy Barcelona żegnała się z Ligą Mistrzów, Messi nie strzelał żadnego gola. W Rzymie aż 19 razy tracił piłkę, oddał pięć strzałów, z czego zaledwie dwa były celne.

Lionel Messi (fot. Getty)

Pozbawieni stylu

Barcelonie w Rzymie wystarczył tak naprawdę jeden gol, aby zapewnić sobie awans do półfinału. Zespół Luisa Enrique lub Pepa Guardioli na jednym by nie poprzestał, ale Valverde postawił na typowy dla siebie konserwatyzm i postanowił przede wszystkim bramki nie stracić, angażując w mecz jak najmniejsze siły. Stąd też na boisku pojawiło się czterech nominalnych środkowych pomocników (Busquets, Rakitić, Iniesta i Sergi Roberto).

Plan spalił na panewce już w pierwszych minutach, kiedy Marca-Andre ter Stegena pokonał Edin Dzeko. Przy tym trafieniu było widać to, co ostatnich dniach doskwierało Barcelonie – brak świeżości. Żaden z czterech pomocników nie był w stanie doskoczyć do Daniele De Rossiego, który miał mnóstwo wolnego miejsca. Na domiar złego Jordi Alba i Samuel Umtiti byli zupełnie rozkojarzeni, co skutkowało stratą gola.

W zeszłym sezonie odpadliśmy w podobny sposób, więc nie mogę powiedzieć, że tamta porażka czegoś nas nauczyła… Sergio Busquets

To był właściwy moment na reakcję. Jeden gol w obliczu dwumeczu nie zmieniał nic, a Barcelona otrzymując szybki cios była jeszcze w stanie wstać z desek i się otrząsnąć. Valverde uznał jednak, że to był jedynie wypadek przy pracy i postanowił – błędnie – trzymać się swojego planu, czyli defensywy.

Valverde jak... Smuda?

Hiszpan dostał jednak drugą szansę, aby zmienić coś w taktyce. W drugiej połowie na boisku powinien pojawić się ktoś, kto zmusiłby trenera Romy do zastanowienia się nad skupieniem większej liczby zawodników w obronie. Kimś takim mógłby być Ousmane Dembele, który wyszedł na boisku od pierwszej minuty w meczu z Chelsea. Nie dość, że stanowił zagrożenie w ofensywie, to także często wracał na własną połowę i wślizgami przerywał akcje rywala. Gdy Francuz na boisku pojawił się, było już za późno. Roma miała odpowiedni wynik i w końcówce mogła całkowicie zamknąć dostęp do własnej bramki.

Pierwszą zmianę Valverde zrobił jeszcze przed utratą trzeciego gola. Andre Gomes wszedł za Andresa Iniestę, co dobitnie świadczy o tym, że Hiszpan nie miał ochoty zaryzykować, a ta roszada mogła jedynie "ukraść" kilka sekund.

Na pomeczowej konferencji prasowej trener, co było do przewidzenia, wziął na siebie winę za blamaż. – Szkoleniowiec zawsze jest winny takim rzeczom, bo to on ustawia skład, planuje zmiany… Kiedy wszystko się źle układa, to także powinien reagować – stwierdził. Wnioski przyszły jednak zdecydowanie za późno.

Gerard Pique (fot. Getty Images)

W nieswojej skórze

Valverde jest odpowiedzialny za to, co stało się w Rzymie, ale nie można zapomnieć o tym, że niektórzy piłkarze już od dawna nie byli w tak dramatycznej formie. Jordiemu Albie zabrakło płuc – zupełnie nie był sobą. W akcjach ofensywnych nie było go widać, a z tyłu był rozkojarzony. Busquets nie mógł odnaleźć odpowiedniego rytmu, Umtiti gubił krycie, a Suarez zaistniał tylko wtedy, gdy otrzymał w nierozsądny sposób żółtą kartkę.

Wśród masy zdezorientowanych piłkarzy wyróżniła się dwójka – ter Stegen i Gerard Pique. Pierwszy z nich mimo straty dwóch goli popisał się kilkoma interwencjami, dzięki którym Roma nie zwyciężyła wyżej. Z kolei środkowy obrońca starał się trzymać w ryzach rozbitą defensywę. Sprokurował rzut karny, ale jego występ można ogólnie uznać za nie najgorszy. Wśród zawodników Barcelony najczęściej był przy piłce.

To właśnie on, jak sugerują media w Hiszpanii, miał odwagę w trakcie meczu wytknąć Valverde, że należy zaatakować wyżej Romę. Trener miał jednak nie posłuchać jego rad, biorąc samemu odpowiedzialność za wynik...

Od lewej: Nelson Semedo, Stephan El Shaarawy i Marc-Andre ter Stegen (fot. Getty)

Niechciane oszczędności

Jak bardzo bolesna jest ta porażka dla Barcelony, tak przed nią jeszcze kilka ważnych spotkań i możliwość zakończenia sezonu z dwoma trofeami w gablocie. Do tego potrzebne jest zachowanie koncentracji i niepozwolenie na to, aby odbiło się to na lidze i finale Pucharu Króla. Słowa Sergio Busquetsa mogą jednak zaskakiwać.

To kolejne złe doświadczenie. W zeszłym sezonie odpadliśmy w podobny sposób, więc nie mogę powiedzieć, że tamta porażka czegoś nas nauczyła… Taki jest futbol – stwierdził pomocnik Barcelony, choć dodał: – Musimy iść po pozostałe trofea. To nie będzie zły sezon, lecz nadszarpnięty przez to, co zrobiliśmy w Rzymie.

Barcelona nie tylko pozbawiła się możliwości zdobycia trypletu, ale wzbogacenia się o około 15 milionów euro. Połowa tej sumy pochodziłaby od UEFA za awans do półfinału, około 2,5 miliona klub zarobiłby na biletach, pakietach VIP i innych zmiennych. Resztę kwoty wyłożyłby sponsor – Rakuten, który miał wypłacić pięć milionów, gdyby zespół sięgnął po trofeum. Z drugiej strony, Barcelona oszczędzi na… premiach za zdobycie potrójnej korony. Choć to nie jest żadnym pocieszeniem.

najpopularniejsze

GOL! Polska – Irlandia 1:1: bramka Mateusza Klicha

Mecz towarzyski: Polska – Irlandia 1:1 (skrót meczu)

Mistrzostwa świata: Polacy zagrają z Serbią o pozostanie w turnieju

Polacy mogą przegrać i awansować? Sprawdź sytuację w tabelach grupowych

MŚ: Polaków mecz o wszystko. Spotkanie z Serbią w TVP [transmisja online]