tvp.pl informacje sport kultura rozrywka vod serwisy tvp.pl program telewizyjny

Przybecki jak Wenta? "To nie zależy tylko ode mnie"

Ostatnie miesiące były szczególnie trudne dla Piotra Przybeckiego. Najpierw porażka z kadrą w prekwalifikacjach do MŚ 2019, a później zwolnienie z Wisły Płock. Objął reprezentację w trudnym momencie, bo musiał budować zespół od zera. Zapewnia, że przyszłość piłki ręcznej nie rysuje się w ciemnych barwach, mimo że nie ma szans na powrót doświadczonych graczy Vive Kielce. Przy okazji zdradził, kiedy na jego twarzy pojawi się uśmiech...
Piotr Przybecki: inni też mieli lata posuchy. Nie jesteśmy w średniowieczu!
Piotr Przybecki, Krzysztof Lijewski (fot. TVP; Getty Images)

Polski talent o hejterach: nie słucham gimnazjalistów

Damian Pechman: – Niemcy, Izrael i Kosowo... To losowanie dobre, bardzo dobre czy idealne?
Piotr Przybecki, trener kadry piłkarzy ręcznych: – Bardzo dobre. Zespoły Izraela i Kosowa nie znaczą dużo na arenie międzynarodowej, ale musimy podejść z respektem do każdego przeciwnika i każdych zawodów. Niemcy z kolei są zespołem klasowym, którego nikomu nie trzeba przedstawiać.

– To będą pierwsze mistrzostwa w poszerzonej formule, na których zagrają 24 zespoły. Czy wyobraża pan sobie, że mogłoby nas tam zabraknąć?
– Oczywiście, że nie. Patrząc na zmiany, które zaszły w naszym zespole i które wciąż w nim zachodzą, dla nas najważniejsza jest gra w największych turniejach. Dlatego te eliminacje to pierwszy krok.

– Gdyby porównać siłę poszczególnych zespołów z tej grupy, to Niemcy wydają się poza zasięgiem, a drugie miejsce zarezerwowane jest dla Polaków.
– Tak to wygląda teoretycznie, jednak my w meczach z Niemcami będziemy walczyli o pełną pulę. Oczywiście to oni będą faworytem, ale nasz zespół będzie się rozwijał właśnie poprzez takie spotkania. Mam nadzieję, że postawimy się im w tym dwumeczu.

– Tym bardziej, że oni też mają swoje problemy – po zdobyciu mistrzostwa Europy i medalu w Rio rozegrali dwa słabsze turnieje. Są do ogrania?
– W dzisiejszym świecie piłki ręcznej dystans dzielący zespoły z czołówki bardzo się zmniejszył. Nie zapominajmy jednak, że Niemcy zmienili w ostatnim czasie trenera. Po nieudanych mistrzostwach w Chorwacji w kraju była duża debata na temat przyszłości Christiana Prokopa. Zdecydowano się, by kontynuował pracę. Mam nadzieję, że mając wszystkie materiały na ich temat, będziemy w stanie wykorzystać je w trakcie meczów.

Przyszłość pod znakiem zapytania. Co dalej z polskimi szczypiornistami?

– W Niemczech debatowano czy Prokop jest odpowiednim człowiekiem na odpowiednim miejscu. Podobnie było też w Polsce po przegranych prekwalifikacjach do MŚ...
– Być może, ale nie można tego w żaden sposób porównywać. Po prostu jesteśmy na innych etapach. Niemcy mają grupę młodych zawodników, ale jednocześnie ogranych już w Bundeslidze, Lidze Mistrzów czy reprezentacji. A do tego nie tak dawno zdobyli mistrzostwo Europy i wywalczyli medal na igrzyskach w Rio. Natomiast co do Prokopa, to trener młodego pokolenia, który ma nowe pomysły na grę drużyny i musi je wdrożyć. Na tym polega proces budowania drużyny.

– Po powrocie z Portugalii nie miał pan chwili zwątpienia?
– Nie, nie miałem. Oczywiście byliśmy przybici wynikiem, bo do awansu zabrakło niewiele. Musimy jednak zdawać sobie sprawę, że Portugalczycy są u siebie bardzo groźnym przeciwnikiem. To było widać już we wcześniejszych eliminacjach, gdzie po wyrównanej walce przegrali w samej końcówce z Niemcami, a zremisowali choćby ze Słoweńcami.

– Ostatnie miesiące były chyba najtrudniejszymi w pana trenerskiej karierze. Najpierw porażka w prekwalifikacjach, potem rozstanie z Wisłą Płock. Dokonał pan już rachunku sumienia i odpowiedział sobie na pytanie: dlaczego nie wyszło?
– Czy nie wyszło? Niech ocenią inni. Te wydarzenia stanowią dla mnie bogate doświadczenie. Jeśli jednak chce się być trenerem, to trzeba być przygotowanym na takie sytuacje. Wyciągam i będę wyciągał z nich wnioski. Życie idzie jednak do przodu. Mamy bardzo dużo do zrobienia na polu reprezentacji – nie mówię wyłącznie o pierwszej drużynie, ale również o młodzieżówce i reprezentacjach juniorów. Chcemy dalej to koordynować – tak, by jak najwięcej młodych zawodników trafiło do pierwszej kadry.

– Zanim objął pan reprezentację mówił, że łączenie obowiązków, czyli praca w kadrze i klubie, są dobre, ale tylko na krótką metę – przez rok lub dwa, bo później się to nie sprawdza.
– Na pewno jest to trudne zadanie. Z perspektywy czasu mogę to trochę inaczej określić, ale ten pierwszy rok był bardzo intensywny. Brakowało mi czasu na analizę, rozmowę z trenerami klubowymi i wyjazdy na mecze ligowe. Teraz ta zmiana na pewno będzie dla reprezentacji dobra.

– Będzie łatwiej prowadzić kadrę?
– Nie ująłbym tego w ten sposób, bo wyzwania wciąż są ogromne. Na pewno jednak będę miał więcej czasu do spożytkowania wyłącznie dla kadry.

Łączenie obowiązków? Pierwszy rok był intensywny. Brakowało czasu na analizę, rozmowy z trenerami czy wyjazdy na mecze. Teraz będzie inaczej. Zmiana w kontekście reprezentacji jest więc dobra. Piotr Przybecki

– Czy po meczach z Czechami można powiedzieć, że mamy zespół gotowy powalczyć w eliminacjach, a później w ME?
– Drużyna musi jeszcze dojrzeć. To zresztą było widać na boisku w pierwszym meczu z Czechami. Dla nas było to pierwsze spotkanie po dłuższym okresie w klubach, które poprzedziło jedynie krótkie zgrupowanie. Widać było brak zrozumienia i proste błędy. Wynikały z tego, że na tym poziomie trzeba ze sobą grać nieco dłużej. Porównując do turnieju w Portugalii, w meczach z Czechami miałem w zespole sześciu zawodników, którzy wracali po kontuzjach. Potrzebujemy jak najwięcej gier z zespołami na takim poziomie jak Czesi, którzy wrócili z mistrzostw Europy z doskonałym szóstym miejscem. To będzie dawało naszej drużynie progres.

– Gdzie mamy największe braki? Wydaje mi się, że im dalej od bramki, tym gorzej...
– W piłce ręcznej o poziomie sportowym zespołu w głównej mierze decydują rozgrywający. My wciąż szukamy alternatyw na środku rozegrania. Mamy też chłopaków, którzy tak jak Piotrek Chrapkowski i Rafał Przybylski grają w ciekawych zespołach w silnych ligach. Potrzebujemy jednak więcej takich zawodników, którzy w newralgicznych momentach przejmą role liderów. W Serbii, w meczu eliminacji mistrzostw Europy, w końcówce mieliśmy dwie lub trzy sytuacje na wygranie meczu. Podobnie było w Portugalii, gdzie nie dobiliśmy przeciwnika. W tych aspektach trzeba szukać poprawy.

– Przez wiele lat nie martwiliśmy się o obsadę środka rozegrania, bo mieliśmy na tej pozycji kilku zawodników światowej klasy. Od kilku lat nie potrafimy jednak znaleźć takiego gracza. Dlaczego?
– To trudne pytanie. Musimy czekać, by alternatywy na tej pozycji się pojawiły, ale też czerpać z tych chłopaków, którzy grają teraz w lidze i dość wolno czynią postępy. Trzeba też patrzeć w kierunku młodzieżówki, bo tam też dużo się dzieje. Dla przykładu jest tam Maciej Zarzycki, który w Gwardii stawia pierwsze kroki w Superlidze, a do tego gra w kadrze. To oczywiście tylko przykład. Będziemy się starali kontrolować sytuację. Nie mamy plejady zawodników na tej pozycji, ale są gracze, którzy będą mogli nam pomóc.

– Wspomniał pan też o pozycji lidera zespołu. Czy będzie pan szukał jednego lidera czy może kilku?
– Obecnie musi się to rozłożyć na kilka postaci. Na pewno ze względu na doświadczenie i liczbę rozegranych meczów takimi osobami są Piotrek Chrapkowski i Adam Malcher. Do tego dodać należy Przemka Krajewskiego, Michała Daszka, Rafała Przybylskiego i Pawła Paczkowskiego. Chciałbym, by te niektóre osoby jeszcze bardziej przyjęły rolę liderów na boisku i pomagały tym, którzy na tym poziomie są jeszcze "zieloni".

ME 2020 przełomowe dla Polaków? Awans realny

– Jak bumerang wraca temat szkolenia. Dlaczego nie potrafiliśmy wychować następców Przybeckiego, Lijewskich, Bieleckiego? Wina leży po stronie związku, klubów czy trenerów młodzieży?
– To nie czas by debatować na takie tematy. Należałoby się zastanowić, co stało się w ciągu tych ostatnich 10 lat. Wiemy dobrze, że grupa zawodników, która grała o najwyższe laury, decydowała praktycznie o poziomie sportowym naszej dyscypliny. Ale też nie jesteśmy pierwszą federacją czy reprezentacją, która po odejściu tzw. złotej generacji trafiła na lata posuchy. Musimy skoordynować wszystkie działania na każdym poziomie szkoleniowym. Tak by pewne automatyzmy wypracowane na niższych poziomach wykorzystywać później w pierwszej reprezentacji. To będzie ułatwiało zawodnikom grę w seniorskiej kadrze.

– Nie przespaliśmy najlepszego momentu? Zachłysnęliśmy się sukcesami pierwszej drużyny zapominając, że jej liderzy kiedyś zakończą karierę i trzeba będzie znaleźć ich następców...
– Rzeczywiście, większość ludzi związanych z piłką ręczną tak twierdzi. Moim zdaniem należałoby zasięgnąć opinii ludzi, którzy w tym okresie byli związani z reprezentacjami. Nieprzespanie takiego okresu nie zawsze jest możliwe. To wszystko związane jest z tym, jakie kadra ma zaplecze i jakie pojawią się talenty. Oczywiście, chcemy jak najszybciej zagrać na dużej imprezie. W naszym przypadku nastąpił moment, kiedy musimy być cierpliwi i dać tej drużynie kredyt zaufania.

– Mamy w Polsce zdolną młodzież? Pytam ekspertów i trenerów w Superlidze i wszyscy odpowiadają: tak. Kurtuazja czy szczera prawda?
– Nie jest to kurtuazja, bo rzeczywiście mamy zdolnych młodych chłopaków. Być może niektórych z nich trzeba jeszcze odkryć, innych lepiej poprowadzić czy wykorzystać w sensie kadry. Nie zawsze też bardzo dobry zawodnik ligowy jest dobrym reprezentantem, co pokazała nam już historia. Z drugiej strony, gdybyśmy porównali się z Niemcami, Francuzami czy Skandynawami, to cale nie mamy tak dużej grupy tych zawodników...

– Poproszenie Bogdana Kowalczyka, by przerwał emeryturę i przejął kadrę młodzieżową, nie było krzykiem rozpaczy?
– Postać Bogdana Kowalczyka jest bardzo znana w polskim szczypiorniaku i wszyscy dobrze wiemy jak długo pracował na różnych szczeblach w Polsce czy w Islandii. To był decyzja związku, by do reprezentacji młodzieżowej wprowadzić człowieka o ogromnym doświadczeniu. Pod jego wodzą kadra rozegrała ostatnio bardzo fajny turniej w Szczyrku. Pokonała tam wszystkie zespoły, w tym Rumunów i Czechów. To był dla nich dobry sprawdzian. Teraz przygotowują się do mistrzostw, ale mają niedużo czasu, by zgrać pewne elementy. Mam nadzieję, że ta współpraca będzie z dobrym pożytkiem dla naszej reprezentacji.

– Wspomniał pan, że każdej kadrze przytrafia się kryzys. Wspominał też o tym poprzednik, Tałant Dujszebajew, który porównał to do sinusoidy – raz jesteś u góry, raz na dole. Skoro mieliśmy kilkanaście tłustych lat, to jak długo będziemy wracać na szczyt?
– Mam nadzieję, że jak najkrócej. Trener Dujszebajew to człowiek o wielkim doświadczeniu i doskonale wie, co mówi. Trzeba mieć cierpliwość i bardzo dużo pracować, by było lepiej. Staramy się robić jak najwięcej, stąd choćby zgrupowania dla zawodników z Superligi również w czasie trwania rozgrywek ligowych. To wszystko zmierza w kierunku, by w nasza praca z młodymi chłopakami była jak najbardziej efektywna.

Szanuję i cenię chłopaków z Vive, bo zrobili bardzo dużo dla piłki ręcznej w Polsce. Jeśli chodzi o ich powrót do reprezentacji, to nic się nie zmieniło. Piotr Przybecki

– Jest pan zadowolony z poziomu Superligi? Dominuje jeden zespół, za jego plecami są trzy, a reszta nie ma szans, nie jest niczym dobrym.
– Tyle, że nie jest to domena wyłącznie naszej ligi. We Francji, Niemczech czy Skandynawii, gdzie liga jest bardzo wyrównana, to efekt wielu lat pracy. Teraz to już maszyny marketingowe. My natomiast możemy się porównywać do Węgier i z takim stanem musimy sobie poradzić. Z jednej strony musimy się cieszyć, że mamy takie zespoły jak VIVE czy Wisła, które grają w Lidze Mistrzów. Nie dość, że przyciągają w ten sposób kibiców, to też zachęcają młodych chłopaków czy dzieci do uprawiania tej dyscypliny. Z drugiej jednak strony wszyscy życzylibyśmy sobie, by między zespołami była większa rywalizacja. Dlatego jako trener nie mogę być do końca zadowolony z poziomu Superligi. To jednak początek tej ligi. Przecież dopiero ona powstała, a już są pierwsze przesłanki ku temu, że rozwija się w dobrym kierunku.

– Zamknięcie ligi na dwa sezony pozwoliło, by młodzi zawodnicy mogli się ogrywać i nieco "szerszą ławą" wejść do klubów. Zastanawia mnie jednak czy takie mecze jak te z VIVE, przegrane różnicą 20 bramek, pomagają się rozwijać...
– Patrząc tylko i wyłącznie na wyniki – nie. Ale niech mi pan uwierzy, bo też byłem młodym zawodnikiem, który grał w takich meczach, że mierzenie się z tego typu zespołami to ogromne doświadczanie, mimo że kończy się bolesną porażką. Sam fakt przyjazdu takich drużyn do Głogowa, Lubina czy Piotrkowa jest bardzo ważny, dlatego nie widziałbym w tym wielkiego problemu. Jasne, w dłuższej perspektywie spadki z ligi muszą powrócić, bo mecze muszą mieć swoją stawkę. O tym jednak rozmawiano na ostatnim spotkaniu i do reformy ligi na pewno dojdzie. Moim zdaniem będzie ona zmniejszona. Tak by stała się lepsza, bardziej efektywna i interesująca dla kibiców.

– W jakim miejscu jest polska piłka ręczna? Krzysztof Lijewski w głośnym wywiadzie powiedział, że brak awansu na mistrzostwa świata oznacza cofnięcie do średniowiecza. Rzeczywiście wróciliśmy do tych mrocznych lat 90., które pamięta pan z boiska?
– Nie, nie cofnęliśmy się do średniowiecza. Po odejściu zawodników, którzy ciągnęli kadrę jesteśmy teraz w newralgicznym momencie. Szkoda, że niektórych z nich nie mogli z różnych względów kontynuować gry, bo mogliby bardzo dużo pomóc młodym zawodnikom – nie tylko poprzez rozmowy, ale też w działaniu na boisku. Powtórzę to, co mówiłem wcześniej: musimy jak najszybciej zakwalifikować się do imprezy dużej rangi – a dzięki temu losowaniu będzie mieli ku temu okazję – a oprócz tego wychować młodych zawodników, którzy będą atakowali te najbardziej wartościowe pozycje w kadrze.

Piłka ręczna, mecz towarzyski Polska - Czechy (skrót)

– Spodziewał się pan, że będzie tak trudno, gdy obejmował pan kadrę? Że nie będzie to przebudowa, a budowa od nowa?
– By odpowiedzieć na to pytanie, trzeba wrócić do momentu, gdy przejmowałem drużynę. Decyzję podjąłem w trakcie trwania eliminacji mistrzostw Europy 2018. Mieliśmy wtedy do rozegrania dwa mecze – z Serbią i Rumunią. W zespole nastąpiły bardzo duże zmiany i wielu zawodników zostało rzuconych na głęboką wodę, z marszu zajmując miejsce zasłużonych reprezentantów. Spodziewałem się, że nie będzie łatwo, ale nie było to tylko moje zdanie, bo wszyscy trenerzy zajmujący się w kraju piłką wiedzą, z czym się borykamy i jakie wyzwania przed nami stoją. Z drugiej jednak strony właśnie to jest bardzo ciekawe w tej pracy, by dysponując tym potencjałem w jak najszybszy sposób ułożyć drużynę, która będzie w stanie rywalizować z najlepszymi.

– Wiem, że często słyszy pan to pytanie... Nie ma jakichkolwiek nadziei, by Lijewski, Karol Bielecki, Michał Jurecki czy Mariusz Jurkiewicz wrócili i zagrali jeszcze w reprezentacji?
– Nic się tu nie zmieniło. Znam ich, szanuję i cenię, bo zrobili bardzo dużo dla piłki ręcznej w naszym kraju.

– To była jednorazowa rozmowa, tuż po objęciu kadry? Usłyszał pan "nie" i uznał temat za zamknięty?
– Tak. Z każdym z nich rozmawiałem indywidualnie, każdy z nich miał swoje powody i trzeba to zrozumieć.

– Nie jest tak, że zawodnicy VIVE obrazili się na reprezentację?
– To pytanie do nich, nie do mnie.

– Sławomir Szmal, ich kolega z Kielc, wrócił do kadry i w reprezentacji zagrał choćby w Portugalii. Powiedział też ważne słowa: to nie zawodnik rezygnuje z reprezentacji, ale reprezentacja z niego. Pan się pod tym podpisze?
– To ciekawe stwierdzenie, tylko trzeba się zapytać co się pod nim kryje i co Sławek miał dokładnie na myśli. W mojej ocenie bardzo ważne, by to ich doświadczenie, jeśli już nie zagrają w kadrze, wykorzystać w pracy z młodzieżą, z drużynami ligowymi czy z zespołami, które grają na wyższym poziomie w pucharach czy w Lidze Mistrzów. To jest nasze dobro. Ci zawodnicy dysponują ogromnym doświadczeniem i na pewno będą chcieli wykorzystać to w sensie szkoleniowym.

– To już się dzieje. Marcin Lijewski pracuje w Wybrzeżu, Bartłomiej Jaszka w Lubinie, a Rafał Kuptel w Opolu. To "dobra zmiana" w piłce ręcznej?
– Oczywiście, że tak. Mam nadzieję, że ci zawodnicy, którzy wiążą swoją przyszłość z trenerką wejdą do ligi jak "najszerszą ławą" i będą robili to, co Marcin robi z młodymi chłopakami w Gdańsku, Rafał w Opolu czy Bartek w Lubinie. To wszystko będzie z pożytkiem dla reprezentacji. Tyle, że to jest proces i tym chłopakom trzeba dać czas. Oni już dużo zrobili, ale potrzebują więcej cierpliwości. Tak jak i my na poziomie reprezentacyjnym.

Jesteśmy w trudnym momencie po odejściu zawodników, którzy przez lata ciągnęli reprezentację. Nie widzę jednak przyszłości w ciemnych barwach. Mamy zdolną młodzież. Musimy tylko poczekać, jak się rozwinie. Piotr Przybecki

– Jak długo będziemy musieli mówić o cierpliwości i czekać na kolejne sukcesy? Nie rozmawiać o tym, co było, ale co jest teraz?
– Mam nadzieję, że jak najkrócej. Pierwszy krok to zakwalifikowanie się do dużej imprezy. Znamy warunki, wiemy z kim gramy. To dla mnie najważniejszy cel. Następne kroki będziemy wykonywać po tym, jak zagramy na turnieju. Tam będzie widać rzeczywistą wartość tej drużyny w porównaniu z najlepszymi zespołami w Europie. Nie uważam, by nasza przyszłość rysowała się w ciemnych barwach, bo wiem, że mamy młodych zawodników, którzy są w stanie wejść na jeszcze wyższy poziom. Jak się to rozwinie – zobaczymy.

– Kiedy przyjdzie czas na ocenę pana pracy? Mistrzostwa Europy 2020 to taki punkt graniczny?
– Myślę, że tak. To jeden z najważniejszych punktów. Zawsze musi nastąpić weryfikacja i po takim turnieju to dobry moment.

– Piotr Przybecki to trener na lata? Tak jak Bogdan Wenta, który pracował przez osiem lat.
– Wszystko zależy od wyników i rozwoju drużyny. To decyduje o tym, czy federacja jest zadowolona ze współpracy. Ja oczywiście chciałbym, żeby ta współpraca była kontynuowana, ale w sporcie, a zwłaszcza tym profesjonalnym, są pewne kryteria, które trzeba wypełnić. Najważniejsze jest, by ci zawodnicy rzeczywiście robili krok do przodu z każdym meczem. Nie jest ważne, czy to mecz o punkty, czy takie towarzyskie granie jak to z Czechami. Pierwszy mecz kompletnie nam wtedy nie wyszedł, ale już po dwóch dniach widać było reakcję i zagraliśmy zupełnie inne zawody. Mam nadzieję, że ta zmiana będzie widoczna w dłuższym czasie.

– Zauważyłem, że bardzo rzadko się pan uśmiecha. Czy po awansie do ME 2020 roku albo dobrym wyniku w tym turnieju zobaczymy w końcu uśmiechniętego trenera Przybeckiego?
– Obiecuję, że będę próbował.

Rozmawiał – Damian Pechman
Współpraca – Maciej Wojs

najpopularniejsze

Święty-Ersetric: liczę na kolejny przełomowy sezon w mojej karierze

Majewski: Nawałka jest perfekcjonistą we wszystkim

Bayern Monachium – Real Madryt w TVP1, SPORT.TVP.PL i aplikacji mobilnej [transmisja]

Liga Mistrzów: oglądaj studio i skróty półfinałów

Stefan Majewski: przed MŚ w Rosji tak, jak przed Euro 2016