tvp.pl informacje sport kultura rozrywka vod serwisy tvp.pl program telewizyjny

Kapitan Sandecji: stadion? Mija rok, a łopata niewbita

Nie mają własnego stadionu, o nowy nie mogą się doprosić i od 22 kolejek nie dopisali na konto trzech punktów. Pierwszy w historii Sandecji sezon w Ekstraklasie zaczął ją wyraźnie przerastać. – Słyszymy, jaka jest otoczka wokół klubu, jak jest on postrzegany od strony organizacyjnej i jak się ma sytuacja z tym nieszczęsnym stadionem. Każdy nam życzy, żebyśmy spadli, bo tutaj nic się nie dzieje i rok po awansie nawet łopata nie jest wbita – mówi w rozmowie ze SPORT.TVP.PL kapitan drużyny Dawid Szufryn.
Dawid Szufryn, stadion w Niecieczy i kibice Sandecji (fot. PAP)

Przełamanie Śląska. Wygrana po czterech miesiącach

Adrianna Kmak, SPORT.TVP.PL: – Rozmawialiśmy kilka miesięcy temu…
Dawid Szufryn: – Tak. Pamiętam i nadal nic się nie zmieniło.

– Z czego to wynika?
– Dzieje się to, co się dzieje już od dłuższego czasu, czyli nie możemy wygrać meczu. Jak się nie wygrywa 22 spotkań z rzędu, to o czymś to świadczy. Patrząc na to nie ma co myśleć o pozytywnym rezultacie, jaki mamy założony, czyli o utrzymaniu w lidze.

– Rozmawialiśmy przed przerwą zimową. Mówiłeś, że bardzo się wam ona przyda, zregenerujecie siły. Czego nadal brakuje?
– Brakuje na pewno trochę szczęścia, ale jest też takie przysłowie, że szczęście sprzyja lepszym, więc chyba nie jesteśmy lepsi od nikogo. A druga rzecz, której brakuje, to gra w Nowym Sączu.

– To główny powód?
– Mecz na wyjeździe a mecz u siebie to są dwie różne sprawy. Już kiedyś to powtarzałem. My gramy wszystkie mecze na wyjazdach. U siebie zna się każdy kąt boiska, zakamarek, czuje się doping swoich kibiców. My w tej chwili tego nie mamy. Jeździ do Niecieczy garstka najzagorzalszych kibiców, ale to nie jest to samo, co na Kilińskiego, gdzie jak robiliśmy awans chodziło po 6 tysięcy osób i jeszcze wiele ludzi stało na ulicy, bo nie było już miejsca.

– Czas nie sprawił, że przyzwyczailiście się do boiska w Niecieczy?
– Może po części masz rację, że czas mógł nas przyzwyczaić, ale to nie jest nasz dom. To tylko stadion, na którym nawet nie mamy okazji trenować. My przyjeżdżamy tam tylko na mecz.

- Do tej pory nawet na kilka treningów tam nie jeździcie? Narzekałeś na to już na początku sezonu.
– Nie zrobiliśmy tam ani jednego treningu. Przyjeżdżamy, wychodzimy na mecz, a potem do domu, do Nowego Sącza. Tam trenujemy.

– Przez to znajomość boiska jest mniejsza?
– Z perspektywy czasu trochę się już do niego przyzwyczailiśmy, ale to nigdy nie będzie to samo co swój stadion. Nie można też jednak zwalać winę tylko na to. Od początku wiedzieliśmy, jak wygląda sytuacja w Nowym Sączu w kwestii budowy stadionu. Może po prostu jesteśmy słabi i tyle.

– Protesty kibiców odnośnie budowy nowego stadionu mają na was wpływ?
– Na pewno mamy to gdzieś z tyłu głowy, ale myślę, że nie ma to większego wpływu na naszą postawę.

Piłkarze Sandecji (fot. PAP)

– Macie gdzieś z tyłu głowy taką myśl, że miasto w Was nie wierzy, że się utrzymacie, dlatego sytuacja z nowym stadionem wygląda jak wygląda?
– Nie chcę się wypowiadać na ten temat. Na tę chwilę pewne jest jedno – nie jesteśmy w stanie wygrać meczu. Na temat budowy stadionu i kwestii formalnych się nie wypowiem.

– Kazimierz Moskal dokonał jakichś kluczowych zmian, które odczuliście na boisku w porównaniu z trenerem Mroczkowskim?
– Na pewno trener Kazimierz miał na nas plan. Kiedy się pojawił na początku przygotowań, próbował wpoić nam swoją filozofię gry. Niestety na początku rundy rewanżowej nie przynosiło to żadnych efektów. Przegrywaliśmy mecz za meczem i był zmuszony skorygować to ustawienie i dobrać je do ludzi, jakich posiada w zespole. Dzisiaj wygląda to inaczej, gramy piątką z tyłu.

– Do tego pierwszego po przerwie ustawienia nie mogliście się przystosować?
– Może nie tyle co nie potrafiliśmy się przystosować, co nie dawało ono jakichś wymiernych efektów. Może też personalnie trener nie miał ludzi do ustawienia, jakim by chciał grać, czyli kombinacyjnej, ofensywnej piłki.

– Patrząc na to, co wydarzyło się w okienku zimowym, możesz powiedzieć, że Sandecja zrobiła wystarczające wzmocnienia?
– Nie chcę się też na ten temat wypowiadać.

– Ok, ale spodziewaliście się, że będzie tych wzmocnień więcej, mniej?
– Przyszła dość spora liczba zawodników, na którą na przykład trener Mroczkowski chyba nie mógł sobie pozwolić. Okazało się, że jednak da się ściągnąć jeszcze kilku piłkarzy do kadry. W tej chwili jest ona dość szeroka jak na nasze możliwości, ale nie przekłada się to w żaden sposób na wyniki.

– Jesteś w stanie sobie to jakoś racjonalnie wytłumaczyć? Znasz tych chłopaków, jesteś kapitanem, widzisz, co się dzieje na boisku. To rzeczywiście tylko kwestia szczęścia?
– Na pewno w niektórych meczach tak. Prowadziliśmy i potraciliśmy głupio punkty. Gdybyśmy w tych meczach zwyciężyli, bylibyśmy 5 czy 7 punktów wyżej i nie mówiłoby się o Sandecji, że nie wygrała od 22 kolejek.

Wojciech Trochim (L) i Łukasz Burliga (P) (fot. PAP/Jacek Bednarczyk)

– Na początku sezonu pokazaliście, że potraficie wygrywać. To wręcz niesamowite, co się z Wami później stało, bo tak naprawdę trzon zespołu nadal stanowią ci sami zawodnicy.
– Tak, ale tu też dochodzi kwestia mentalna. Wszystko siedzi w głowie. Jesteśmy poblokowani. Jak dostaniemy bramkę, to już ciężko nam się podnieść.

– Wierzycie, że jeszcze jesteście w stanie się utrzymać?
– Ciężko, ciężko będzie…

– Tli się jeszcze jakaś nadzieja, że da się z tego zespołu coś więcej wycisnąć?
– Analizując trzy ostatnie mecze z Górnikiem, Wisłą i Śląskiem, to w każdym z nich nie byliśmy słabsi, a zdobyliśmy tylko dwa punkty. Nie chcę zwalać wszystkiego na szczęście, ale my tego szczęścia nie mamy.

– W szatni cały czas rozmawiacie o tej wygranej, nakręcacie się na nią, czy już wolicie o tym nie mówić?
– Na tę chwilę każdy skupia się na przygotowaniach, bo ile można mówić jedno i to samo. Ciężko, naprawdę ciężko.

– Myślisz o dalszej przyszłości w Sandecji po tym sezonie?
– Szczerze mówiąc na razie o niczym nie myślę. Nie mam nawet ochoty myśleć, co będzie. Jest teraz, tutaj i liczy się następny mecz. Zostało 6 spotkań, a my zrobimy wszystko, żeby się przełamać i godnie zaprezentować. Potrzeba nam jednego meczu przełamania, bo największy problem jest w głowie. Chcemy bardzo, ale nie wychodzi.

– Dochodzą do Was głosy, że Sandecja musi spaść przez to co się dzieje na boisku i wokół klubu?
– Słyszymy, co się wokół klubu dzieje, jaka jest otoczka, jak jest on postrzegany od strony organizacyjnej, jak się ma sytuacja z tym nieszczęsnym stadionem. Każdy nam życzy, żebyśmy spadli jak najszybciej, bo się tutaj nic nie dzieje i rok po awansie nawet łopata nie jest wbita. Staramy się jednak od tego odciąć, bo mamy swoje problemy na boisku. Jakbyśmy chcieli się jeszcze tym przejmować, to moglibyśmy w ogóle nie wychodzić na mecz, bo byłoby tyle na głowie, że masakra.

– Jesteś w Sandecji trochę dłużej, znasz ten klub od podszewki. Ta kwestia organizacyjna, to dla klubu rzeczywiście aż taki przeskok?
– Jeżeli chodzi o organizację wszystkiego w Ekstraklasie, to nam niczego nie brakuje. Klub stanął na wysokości zadania i mamy zapewnione wszystkie niezbędne do normalnego funkcjonowania rzeczy, tak jak każdy inny zespół.

– Poza boiskiem...
– Dokładnie, poza jedną najważniejszą rzeczą – grą u siebie. Jeżeli chodzi o finanse itd., to klub funkcjonuje chyba najlepiej w historii.

– Miejmy nadzieję, że nawet, jeśli zakończy się to spadkiem, Sandecja przede wszystkim wyciągnie wnioski na przyszłość, a klub potraktuje to jaką dużą lekcję do rozwoju.
– Dokładnie. My nie składamy broni, ale patrząc realnie będzie ciężko o to utrzymanie. Może jakaś nauka dla nas wszystkich z tego jednak popłynie.

"Jozakowi zabrakło umiejętności trenerskich"

najpopularniejsze

GOL! Polska – Irlandia 1:1: bramka Mateusza Klicha

Mecz towarzyski: Polska – Irlandia 1:1 (skrót meczu)

Mistrz olimpijski w biathlonie otrzymał listy z pogróżkami

MŚ siatkarzy: z Argentyną po awans do najlepszej "szóstki"

NFL: pierwsza wygrana Cleveland Browns od grudnia 2016 roku