tvp.pl informacje sport kultura rozrywka vod serwisy tvp.pl program telewizyjny

Paris Saint-Germain, klub, który nikogo nie obchodzi, na drodze VIVE do Final4 Ligi Mistrzów

W piłce ręcznej nikt nie dysponuje budżetem większym od nich. Grają dla nich największe nazwiska nie tylko francuskiego, ale i światowego szczypiorniaka. W ciągu pięciu ostatnich sezonów zdobyli 11 trofeów. Mimo to, na ich mecze w Lidze Mistrzów przychodzi niewiele więcej osób, niż na spotkania PGNiG Superligi w Kaliszu. Paris Saint-Germain HB, drużyna, która dla mieszkańców Paryża równie dobrze mogłaby nie istnieć, stoi na drodze PGE VIVE Kielce do Final4 Ligi Mistrzów.
Od lewej: Mikkel Hansen, Nikola Karabatić, Uwe Gensheimer (fot. Getty)

Przybecki jak Wenta? "To nie zależy tylko ode mnie"

Nikola Karabatić, Mikkel Hansen, Thierry Omeyer, Daniel Narcisse, Uwe Gensheimer i Luc Abalo – to zawodnicy, których nazwiska kojarzą nawet osoby nieinteresujące się piłką ręczną. W świecie szczypiorniaka to gwiazdy najwyższego formatu. W sumie zdobyli ponad 100 medali największych światowych i krajowych imprez. Czterech z nich – Karabatić, Hansen, Omeyer i Narcisse – w ostatniej dekadzie siedem razy wybieranych było przez Międzynarodową Federację Piłki Ręcznej (IHF) piłkarzem ręcznym roku. Łączy ich jedno – wszyscy grają dla PSG.

60 lat nicości

Sekcja szczypiorniaka w paryskim klubie istnieje dziś wyłącznie ze względów politycznych. Powstała w 1941 roku, ale przez ponad 60 lat funkcjonowała jedynie w świadomości nielicznych. Paryżan bardziej interesowała piłka nożna, rugby, koszykówka czy boks. Piłka ręczna nigdy nie cieszyła się dużym zainteresowaniem, tym bardziej, że klub nie miał żadnych sukcesów.

Pierwszą próbę wyciągnięcia go z nicości podjęto w 1987 roku, gdy klub otrzymał wsparcie finansowe rady miasta. Kolejną – pięć lat później, gdy sekcję jako jedną z kilku wprowadzono w struktury Paris Saint-Germain. W drużynie zaczęli pojawiać się dobrzy gracze – karierę rozpoczynał tu Jackson Richardson, w zespole grali też Patrick Cazal, Stephan Stoecklin, Denis Lathoud i Gael Monthurel, którzy w 1995 roku wywalczyli z reprezentacją Francji mistrzostwo świata.

W 2002 roku PSG zrezygnowało jednak z finansowania sekcji i klub stanął na skraju upadku. W ciągu kolejnych 10 lat do takiej sytuacji miało dojść jeszcze dwukrotnie.

Louis Nicollin (fot. Getty)

Król śmieciarzy

We wspomnianym 2002 roku uratował go Louis Nicollin, właściciel Grupy Nicollin, największej w kraju firmy zajmującej się zbiórką śmieci. We Francji nazywany był "królem śmieciarzy". Nicollin pochodził z Montpellier, kochał piłkę nożną, był prezesem tamtejszego klubu. Finansowo wspierał też szczypiornistów z tego miasta. W zespół z Paryża zainwestował tylko dlatego, bo liczył że dzięki temu zyska popularność w kilku miejskich dzielnicach, co pomoże mu wygrać przetarg na wywóz śmieci ze stolicy. Z tego powodu dwa lata wcześniej przejął też paryskich koszykarzy. Plan okazał się skuteczny, bo wkrótce Grupa Nicollin otrzymała kontrakt w stolicy.

Za jego prezesury Paris Handball weszło do krajowej czołówki. Pieniądze Nicollina pozwoliły klubowi sprowadzić kilka znanych nazwisk. Do Paryża przenieśli się m.in. reprezentant kraju Bruno Martini, obiecujący juniorzy Cedric Sorhaindo i Kevyn Nyokas oraz doświadczony Robert Lis, wtedy kapitan reprezentacji Polski, a obecnie trener szczypiornistek MKS Perły Lublin. Zespół walczył wówczas o medale.

W tamtych czasach trudno było konkurować z Montpellier, które miało pieniądze na zupełnie innym poziomie niż wszyscy inni. Dla nich zarezerwowane było mistrzostwo, a reszta biła się o dwa pozostałe medale. Nam raz udało się zdobyć srebro, raz przegraliśmy je w ostatniej kolejce – wspomina Lis.

Oprócz dwóch medali mistrzostw kraju, Lis wygrał też z Paris Handball Puchar Francji. Przez cztery sezony klub występował w europejskich pucharach. Na jego mecze w Lidze Mistrzów przychodziło średnio 2150 kibiców.

Robert Lis jako trener MKS Perły Lublin (fot. PAP)

Problemy rozpoczęły się w 2008 roku. – Gdy Nicollin wiedział już, że nie ma już szans na wygranie nowego przetargu, przestał inwestować w klub. Wszystko odbywało się przy jak najmniejszym nakładzie kosztów. Od tego rozpoczęła się degrengolada – mówi.

Polak opuścił wtedy drużynę i przeniósł się do Istres. Paris Handball, ze zdecydowanie mniejszymi środkami niż wcześniej, rozpoczęło zjazd. W 2009 roku klub spadł do drugiej ligi. Nicollin osiągnął co chciał – mógł teraz pozbyć się klubu, zasłaniając się słabymi wynikami. Swoje udziały chciał sprzedać już wcześniej, w 2004 roku, ale wtedy nie znalazł chętnego. – To skandal zająć tak żałosne miejsce. Jeśli ktoś chce ten klub, oddam go od razu. Nie dam na niego już choćby centa – zapowiedział.

Katarska manna

W marcu 2010 roku udziały Nicollina przejęła grupa Paris Handball Development, ze wspomnianym wcześniej Martinim na czele. Klub szybko wrócił do pierwszej ligi, ale finansowe problemy sprawiły, że mimo wywalczonego utrzymania w sezonie 2010/11, zespół miał zostać wycofany z rozgrywek. Pieniądze udało się znaleźć w ostatniej chwili, ale przyszłość klubu była niepewna.

Sytuacja uległa zmianie w 2012 roku wraz z przejęciem sekcji przez Katarski Fundusz Inwestycyjny i prezesa Nassera al-Khelaifiego. O wszystkim znów decydowała polityka – tak jak i przeprowadzony rok wcześniej zakup piłkarskiego Paris Saint-Germain był zaczątkiem ocieplenia wizerunku Kataru przed organizowanymi w 2022 roku mistrzostwami świata, tak inwestycja w drużynę szczypiornistów była kolejną reklamą emiratu, tym bardziej trafną, że w 2015 roku w Katarze miały przecież odbyć się mistrzostwa świata piłkarzy ręcznych.

Nasser al-Khelaifi (fot. Getty)

Jeden przelew z konta al-Khelaifiego uczynił PSG najbogatszym klubem piłki ręcznej na świecie. Zespół, który sezon wcześniej ledwo utrzymał się w lidze, w pierwszym roku panowania Katarczyków zdobył mistrzostwo kraju. Od razu trafiły do niego wielkie nazwiska – Luc Abalo, Didier Dinart, Marko Kopljar czy Mikkel Hansen. Ostatni z nich, Duńczyk, jako pierwszy szczypiornista w historii, otrzymał za sezon gry 1 mln euro.

Naj, naj, naj...

Pięć lat rządów al-Khelaifiego dało PSG 11 trofeów. Tego najważniejszego – zwycięstwa w Lidze Mistrzów – wciąż jednak brak. I to mimo wielkich inwestycji. Dwa lata temu za rekordowe w świecie piłki ręcznej 2 mln euro do klubu sprowadzono Nikolę Karabaticia. Francuz otrzymał kontrakt jeszcze lepszy niż Hansen, dzięki czemu miesięcznie zarabia 120 tysięcy euro (Duńczyk 100 tys.). – Dwóch najlepszych i najdroższych szczypiornistów mistrza Francji zarabia tyle, co w Kielcach cały zespół – stwierdził rok temu prezes VIVE Bertus Servaas.

Budżet klubu zarządzanego przez Holendra wynosi około 6-7 mln euro. PSG natomiast ma do dyspozycji 17,7 mln euro. To przepaść. Tyle, że zawodnicy, którym nie zależy wyłącznie na pieniądzach, do gry dla Paryża wcale się nie garną. Przykładem niech będzie bramkarz Andreas Wolff, lider reprezentacji Niemiec. PSG za sezon występów oferowało mu 960 tysięcy euro (80 tys. miesięcznie). VIVE dało o połowę mniej, a mimo to Wolff wybrał Kielce.

Andreas Wolff w akcji (fot. Getty)

Choć pieniądze Katarczyków dały PSG możliwość gry o najważniejsze trofea, to nie zdołały kupić klubowi sympatii kibiców. Bo Francuzi nie lubią PSG. Na tyle, że gdyby al-Khelaifi z dnia na dzień wycofał się ze sponsorowania zespołu, grupa zasmuconych tą decyzją byłaby niewielka.

Kibice w Paryżu nie identyfikują się w żaden sposób z PSG. Jedną rzeczą jest to, że zainteresowanie piłką ręczną nie jest tam duże, ale dochodzą do tego inne czynniki – tłumaczy Kevin Domas, francuski dziennikarz współpracujący z Europejską Federacją Piłki Ręcznej (EHF) i krajowym portalem handnews.fr. – Klub nie miał w swej historii dużych sukcesów, przez co nie ma bazy fanów kibicujących mu od lat. Bilety na mecze są drogie, bo kosztują 20 euro lub więcej. PSG zbudowało wszystko dzięki pieniądzom, a Francuzi nie lubią takiego podejścia. To dlatego kibicujemy tym, którzy stworzyli kluby dzięki systematycznej i ciężkiej pracy – dodaje.

Jego słowa potwierdzają liczby. W tym sezonie mecze PSG w Lidze Mistrzów ogląda średnio 2825 widzów. To o dwie osoby (!) więcej niż rok temu i ledwie o 300 osób więcej niż przychodzi na mecze beniaminka PGNiG Superligi, Energii MKS Kalisz. Klub nie ma też żadnego fan clubu, na meczach głośno dopinguje go grupa niespełna 100 osób. I co ważne – hala, w której PSG rozgrywa swoje spotkania w Lidze Mistrzów, po raz ostatni była zapełniona w sezonie 2015/16. Jeśli VIVE wyeliminuje paryżan z rozgrywek, we francuskich domach rozpaczy nie będzie. Będzie za to złość w gabinetach katarskiego szefostwa klubu.

***

Robert Lis o rywalizacji VIVE – PSG: – Moim zdaniem nieznacznym faworytem dwumeczu będzie PSG. To dlatego, że rewanż odbędzie się we Francji. Dyspozycję VIVE trudno ocenić na podstawie meczów 1/8 finału, ale też nie można porównać jej do tej z dwóch grupowych spotkań z PSG, które kielczanie przegrali. One w żaden sposób nie oddają rzeczywistej siły mistrzów Polski. Widać, że Tałant Dujszebajew świetnie przygotował zespół na wiosnę i Kielce są w formie. Pytanie czy wystarczy to na awans do Final4.

najpopularniejsze

Kapitalny finisz Święty-Ersetic. Polka mistrzynią Europy!

Lekkoatletyczne mistrzostwa Europy. Sztafeta 4x400m kobiet (finał): Polki ze złotym medalem

ME w Berlinie: złoty medal Anity Włodarczyk

"Tajemnice sportu": przedłużenie ręki pięściarza, czyli rękawice bokserskie

Chorwat Ivan Strinic przerywa aktywność sportową. Powodem kłopoty z sercem