tvp.pl informacje sport kultura rozrywka vod serwisy tvp.pl program telewizyjny

Szef TVP Sport o Szpakowskim, Smokowskim i... Tsubasie

TVP Sport rozpoczyna cykl, w którym dyrektor stacji Marek Szkolnikowski odpowiada na pytania widzów. Żeby zadać pytanie szefowi sportu w Telewizji Polskiej, trzeba dodać do pytania na portalach społecznościowych #zapytajszefatvpsport. – W tej chwili w Polsce jest czterech komentatorów, którzy są w stanie udźwignąć presję dużego wydarzenia piłkarskiego na antenie otwartej. Bardzo się cieszę, że trzech z nich pracuje w Telewizji Polskiej – powiedział dyrektor Szkolnikowski w pierwszym wywiadzie.
fot. TVP/Getty

MUNDIAL W ROSJI TYLKO W TVP

– Skąd pomysł na tę formę interakcji z widzami?
Marek Szkolnikowski:
– Odnoszę wrażenie, że niektóre osoby pracujące w mediach zapomniały, do czego one właściwie służą i po co zostały stworzone. Według mnie to forma ciągłego dialogu z widzami. Przekazywanie treści, ale jednocześnie słuchanie odbiorców, tak rozumiem rolę medium, którym kieruję. Praca dziennikarza to swego rodzaju służba. Chcemy wiedzieć, co trzeba jeszcze poprawić, co zrobiliśmy dobrze, co źle… Wyciągać wnioski, rozwijać się. Stąd ta inicjatywa. Poza tym ludzie, którzy nie działają w tym środowisku, nie do końca rozumieją, jak to wszystko funkcjonuje. Przykład: "dlaczego nie pokazujemy wtorkowego meczu Ligi Mistrzów?". Po prostu: bo nie mamy do niego praw. "Dlaczego nie pokazujemy skoków narciarskich w internecie?". Znów: poprzednia umowa została tak, a nie inaczej wynegocjowana, w związku z tym niewiele możemy teraz z tym faktem zrobić… Na wiele pytań można odpowiedzieć w bardzo prosty sposób. Jestem przekonany, że choćby dlatego to "spotkanie" z widzami ma sens.

– Skoki narciarskie to częsty temat, jaki podejmowali internauci. Jakie ruchy TVP zamierza podjąć w kontekście walki o prawa do transmisji skoków w najbliższych sezonach?
– To są bardzo trudne tematy. Prowadzimy rozmowy biznesowe, ale że – jak wiadomo – "biznes lubi ciszę", nie mogę powiedzieć, co się dokładnie dzieje. Chciałbym tylko uspokoić widzów, że skoki narciarskie były, są i będą naszą lokomotywą programową. Nie ma możliwości, żeby nie gościły na antenach Telewizji Polskiej. Wiem, że były obawy ze strony widzów, że skoro grupa Discovery przejmuje TVN, to skoki będą transmitowane właśnie tam, ale zapewniam, że wszystko jest na dobrej drodze. Prowadzimy negocjacje, zakrojone szeroko jak nigdy, w związku z czym jest duża szansa, by doszło do bardzo ważnego dla sportów zimowych porozumienia.

Oko w oko: wywiad z Kamilem Stochem

– Czy ma Pan jakiś wzorzec tego, jak powinna funkcjonować telewizja?
– Trudno powiedzieć. Obserwujemy to, co dzieje się na polskim rynku, który jest bardzo wymagający. Jest kilkanaście kanałów sportowych, samo Eleven ma przecież cztery, do tego Polsat, Eurosport, Canal+… Rynek jest bardzo trudny i dynamiczny, ale patrzymy na ruchy konkurencji i wyciągamy wnioski. Czerpiemy oczywiście z innych telewizji: przede wszystkim BBC, ZDF, ARD czy włoskiego RAI. Myślę, że z każdego z tych kanałów można wybrać to, co najlepsze. Niemniej: niektóre pomysły są autorskie, jak choćby "Tsubasa". Wiedziałem, że to będzie strzał w dziesiątkę, ale reakcja widzów przerosła wszelkie oczekiwania.

– Kiedy TVP Sport pojawi się w naziemnej telewizji cyfrowej?
– To jest mój priorytet, zresztą prezesa Jacka Kurskiego też, żeby TVP Sport był kanałem dostępnym w całej Polsce, w każdym polskim domu. To element misji telewizji publicznej. Sprawa jest jednak trudna, wielowątkowa, a ja – zasłaniając się nieco klauzulą tajemnicy biznesowej – nie mogę zdradzić, kiedy wszystko zostanie dopięte na ostatni guzik. Widzowie muszą wiedzieć, że to naprawdę skomplikowany proces, przede wszystkim jeśli chodzi o prawa sportowe. Inaczej negocjuje się je na anteny otwarte, inaczej na kodowane… Dochodzą umowy handlowe, wpływy z dystrybucji w formule płatnej, też choćby kwestia regulacji abonamentowych… Nie ma co ukrywać, że otrzymujemy od poszczególnych dystrybutorów opłaty, z których w obecnej sytuacji telewizji publicznej trudno zrezygnować, jeśli nie znajdziemy innych środków. Zapewniam jednak, że od kilkunastu miesięcy walczymy o szczęśliwy finał. Wierzę, że nastąpi to już niedługo.

– Najważniejszą imprezą roku są piłkarskie mistrzostwa świata. Czy jest szansa na pokazywanie mundialu w 4K?
– Mogę powiedzieć tylko tyle, że trwają bardzo intensywne prace. Ponownie uspokajam widzów: wszystko idzie w dobrym kierunku. Wiemy, jak funkcjonuje rynek, znamy się na tym, co robimy i wychodzimy naprzeciw oczekiwaniom.

– Kiedy poznamy komentatorów i ekspertów na mistrzostwa świata?
– Pracujemy nad tym cały czas. To wielkie wyzwanie logistyczne, prawdopodobnie największe w historii imprez sportowych. Weźmy choćby reprezentację Polski, która co prawda będzie stacjonować w Soczi, ale mecz zagra w Wołgogradzie. To jakieś 800 kilometrów w linii prostej, czyli na rosyjskie warunki w sumie niewiele. Tylko że samochodem tam się przejechać nie da, bo drogi są bardzo złe, pociągiem, w kuszetce, trzeba by zmarnować cały dzień na podróż, a samolotem lecieć przez… Moskwę, czyli znów wielka wyprawa. Reprezentacja tymczasem ma swój czarter i poleci tam w dwie-trzy godziny. To jedna z wielu kwestii, które trzeba dograć. Pod koniec maja mamy zaplanowaną wielką konferencję prasową, na której przedstawimy całą naszą ekipę. Mistrzostwa świata to 64 mecze, więc tych ludzi będzie bardzo dużo. Nie zabraknie wielkich nazwisk polskiej piłki, nie zabraknie niespodzianek… Myślę, że karty będziemy odkrywać powoli.

Polska – Nigeria: emocje komentatorów. "Aj, jak niewiele brakowało"

– Czy wszystkie mecze będą komentowane z Rosji, ze stadionów?
– Nie. Przede wszystkim ze względów logistycznych. Wyprawy do Jekaterynburga, Samary czy Sarańska trwają kilka dni i nie ma sensu organizować ich na jeden mecz. W zasadzie trzeba byłoby mieć jedenaście par komentatorskich, które przez cały mundial siedziałyby w jednym miejscu, ale nie jest to racjonalne. Niektóre spotkania komentowane będą więc z Warszawy, a kilka ze studia w International Broadcast Centre (Centrum Telewizyjnego) w Moskwie. Wielkie wydarzenia fazy grupowej na pewno będą "prowadzone" ze stadionów, podobnie jak spotkania fazy pucharowej, nawet te w najbardziej odległych zakątkach Rosji.

– W trakcie Euro 2016 Polsat prowadził swoje studio od południa. Czy podobne plany ma TVP Sport?
– Studio w TVP Sport będzie zaczynało się o 7:30 i będziemy żyć mundialem właściwie cały dzień, czasem nawet kosztem powtórek poszczególnych spotkań, które emitować będziemy nocami. Chcemy, żeby studio żyło, żeby przychodzili ciekawi goście, będziemy analizować, zapowiadać… Będzie stacja analizy błędów sędziowskich, będzie specjalne miejsce do dokładnej analizy taktycznej, bardzo dużo materiałów prosto z Rosji, codzienne studio w Soczi, czyli sprzed bazy reprezentacji Polski. Sport i jego oglądanie są sposobem spędzania czasu, częścią rozrywki, kwestie eksperckie i merytoryczne chcemy uzupełnić ciekawymi treściami okołopiłkarskimi. W innym stylu niż przy niektórych imprezach w przeszłości, ale z dystansem i poczuciem humoru. Jednym słowem: kompleksowo. Na pewno nie będziemy powielać formatów w stylistyce plażowej lub fabryki czekolady (śmiech). Traktujemy tę imprezę jako najważniejsze wydarzenie roku dla naszej stacji. Biorąc pod uwagę, że szanse kadry na zaistnienie są spore, to może być coś naprawdę wielkiego.

– Czy Telewizja Polska podzieli się prawami do mundialu z inną stacją?
– Byliśmy gotowi do rozmów z innymi nadawcami, ale uznaliśmy, że misją publiczną jest, żeby wszystkie mecze mundialu były ogólnodostępne – bezpłatnie, czy to w telewizji, czy w internecie, czy za pośrednictwem aplikacji mobilnej. Każdy wszędzie może oglądać mistrzostwa świata. Odpowiadając krótko: mundial będzie w Telewizji Polskiej. Dopuszczamy możliwość udostępnienia drobnej sublicencji, ale na bardzo ograniczonych warunkach.

– Pytanie od widza: "kiedy Dariusz Szpakowski zakończy karierę?".
– (śmiech) To jest pytanie do Darka. Bardzo często rozmawiamy i analizujemy transmisje. Myślę, że Dariusz Szpakowski jest dla wielu widzów postacią legendarną, symbolem Telewizji Polskiej… Można go wymieniać jednym tchem z Bohdanem Tomaszewskim, Janem Ciszewskim, Włodzimierzem Szaranowiczem. Wywalczył to miejsce ciężką pracą i ogromnym zaangażowaniem. Jestem jednak przekonany, że i on ma świadomość szybko upływającego czasu i – jak wielcy sportowcy – będzie chciał zakończyć karierę na samym szczycie, zamiast się rozdrabniać. Nastąpi to raczej prędzej niż później, natomiast jeszcze podczas mundialu na pewno będzie naszym filarem, czołową postacią. Gdy jednak powie "pas", nie wyobrażam sobie Telewizji Polskiej bez niego. Chciałbym, żeby pozostał ekspertem, mentorem dla adeptów… Podobną rozmowę prowadziłem zresztą z Włodzimierzem Szaranowiczem: obaj mają wielki wpływ na resztę, obaj są dostępni dla wszystkich, pomagają i nie wyobrażam sobie, żeby nie brali udziału w tym wielkim projekcie, jakim jest sport w TVP.

"Od Lewego do Lewego". Wielkie emocje komentatorów podczas Polska – Korea Południowa

– Kto będzie następcą Dariusza Szpakowskiego w roli pierwszego piłkarskiego komentatora Telewizji Polskiej?
– W tej chwili w Polsce jest czterech komentatorów, którzy są w stanie udźwignąć presję dużego wydarzenia piłkarskiego na antenie otwartej. To jest inna specyfika niż komentowanie meczu w telewizji kodowanej, trzeba to podkreślić. Te cztery osoby to Dariusz Szpakowski , Jacek Laskowski, Maciej Iwański i Mateusz Borek. Bardzo się cieszę, że trzech z nich pracuje w Telewizji Polskiej, więc jeśli chodzi o następców, na pewno jesteśmy zabezpieczeni. Rozmawiałem z Tomaszem Smokowskim, były wstępne plany, by wzmocnił nas w trakcie mistrzostw świata, ale zakaz konkurencji z NC+ sprawił, że wszystko spełzło na niczym. Tomek zresztą, z tego co wiem, planuje – już jako "wolny strzelec" – współpracować z Polsatem. Andrzej Twarowski… Może nas odwiedzi w czasie mundialu jako ekspert, ale on też postanowił bardziej zaangażować się w swoje tematy radiowe. Jak przystało na dobrych trenerów, którzy obserwują zdolnych piłkarzy z innych drużyn, sięgamy wzrokiem też w stronę młodszych kolegów z innych stacji, których rozwój bacznie obserwuję. Zobaczymy, w jakim kierunku pójdą. Ludzie muszą mieć jednak świadomość, że specyfika pracy na antenie otwartej i w telewizji kodowanej to jest coś zupełnie innego. Widzę to szczególnie na Twitterze, gdzie wielu osobom wydaje się, że to, co się tam dzieje, to świat codzienny, że tak jest w każdym domu… Realnych użytkowników tego portalu, korzystających z niego na co dzień, jest około 200 tysięcy, z czego nie wszyscy przecież interesują się sportem. Choć wszystkich szanuję, choć często wchodzę w interakcje, to jest to zaledwie wąski wycinek tego, co dzieje się w rzeczywistości. Musimy brać pod uwagę potrzeby widza, który nie ma tak szczegółowej wiedzy o sporcie, nie ma dostępu do kanałów kodowanych i oczekuje czegoś nieco innego, "prostszego". Dlatego to, paradoksalnie, takie trudne. Poza tym: mówimy często o widowni przekraczającej kilka, a nawet kilkanaście milionów ludzi, a nie kilka czy kilkanaście tysięcy.

– Adrian Celiński zapytał na Twitterze wprost: "co musi zrobić Jacek Laskowski, by zostać pierwszym komentatorem Telewizji Polskiej?".
– A nie jest? To świetny komentator, fantastycznie buduje emocje, ma wielką wiedzę… Wydaje mi się, że od dłuższego czasu funkcjonują z Darkiem Szpakowskim na poziomie dwóch mocnych "jedynek", wymiennie komentują przecież najważniejsze mecze, m.in. reprezentacji Polski. To samo będzie na mundialu. Myślę, że wszyscy będą zadowoleni, bo jest i wierne grono kibiców Jacka Laskowskiego, i jest wierne grono uwielbiających Darka. To taka "rywalizacja", która nikomu nie szkodzi. Jesteśmy telewizją dla wszystkich i chcemy, żeby nasi widzowie byli zadowoleni.

Wraca Kapitan Tsubasa! "Na boisku widać krzywiznę Ziemi"

– Pan Paweł Kwiatkowski pyta: "dlaczego tak często wam się zdarza i dlaczego tak długo trwa synchronizacja dźwięku z obrazem w transmisjach zagranicznych?".
– Złośliwość rzeczy martwych. To nie jest domena wyłącznie TVP Sport, bo zdarza się to również konkurencji, ale mimo, że żyjemy w XXI wieku, to wpadki się zdarzają. Robimy wszystko, co w naszej mocy, by takich problemów było jak najmniej, ale często nie od nas to zależy. Jest sygnał, są pośrednicy, oni też nie robią niczego na złość, nie robią tego specjalnie. Przekaz wideo z dźwiękiem międzynarodowym towarzyszącym rywalizacji dociera najczęściej po satelicie, a komentarz po łączach telekomunikacyjnych – linie ISDN, światłowody. W sytuacji zakłóceń na jednej linii zmienia się droga, którą pokonuje głos komentatora, więc także czas, w którym dociera do studia. Bardzo często synchronizacja wykonywana zawsze na początku przekazu musi być na bieżąco korygowana, a przecież nie przerwiemy komentarza, żeby odliczać i synchronizować. Zespół techniczny reaguje na bieżąco, niestety może to zrobić dopiero, gdy błąd synchronizacji nastąpi.

– Była krytyka, są też słowa pochwały, od razu z pytaniem. Pan Wojciech Nowakowski napisał: "czy możemy liczyć na więcej niszowych dyscyplin w TVP Sport w związku z rozpoczęciem okresu kwalifikacji olimpijskich? Finał PŚ w jeździectwie udowodnił, że potraficie zrobić to dobrze".

– Wszystko jest kwestią pieniędzy. Mamy, niestety, bardzo ograniczony budżet, w przeciwieństwie do naszych komercyjnych rywali na rynku. Każdą złotówkę musimy oglądać dwa razy. Wspominałem choćby o kwestii braku uregulowania sytuacji abonamentowej, a przecież każda produkcja imprezy sportowej kosztuje bardzo dużo: nieważne czy to mecz piłkarski, turniej tenisa stołowego czy zawody w łucznictwie, bo sprzęt zawsze kosztuje tyle samo. Musi być wóz transmisyjny, musi być sygnał w HD, muszą być odpowiednie kamery, grafika… To wszystko kosztuje. Będziemy starać się pokazywać reprezentantów Polski gdziekolwiek walczą o medale, we wszystkich możliwych dyscyplinach, bo to część naszej misji, nasz obowiązek. Jesteśmy otwarci na współpracę z każdym związkiem sportowym. Część imprez działa na zasadzie koprodukcji, gdzie Telewizja Polska wnosi swój określony wkład.

– Czy TVP stanie do walki o pozyskanie Ekstraklasy?
– Tak.

– Kończą się prawa do pokazywania Pucharu Niemiec i Francji. Czy jest szansa na ich przedłużenie i ewentualnie inny Puchar, np. Hiszpanii?
– Puchar Niemiec odpuściliśmy. Z dwóch względów: pieniądze, które były na stole, okazały się za duże – czterokrotny wzrost ceny w porównaniu do poprzedniego kontraktu uznaliśmy za nieuzasadniony i nierynkowy. Poza tym, bierzemy pod uwagę pogłoski o przejściu Roberta Lewandowskiego do Realu Madryt. Intuicja podpowiedziała mi, że to nastąpi, a bez niego, wartość praw do Pucharu Niemiec spada o 90 procent… Prosta matematyka. Co do Pucharu Francji: nie satysfakcjonowały nas wyniki oglądalności, więc zrezygnowaliśmy z kontynuacji. Przyglądamy się oczywiście temu, co dzieje się na rynku, co - mamy nadzieję - widzowie widzą i doceniają. Jak tylko coś się pojawi, będziemy walczyć. Myślę, że jakaś dobra, klubowa piłka zagości na antenie Telewizji Polskiej.

Puchar Niemiec, 1/2 finału: Bayer Leverkusen - Bayern Monachium (skrót)

– Czy TVP rozważa pozyskanie praw do jednej z niszowych lig piłkarskich, np. portugalskiej, szkockiej?
– Nie ma takiej szansy. TVP Sport chce być najlepszym kanałem sportowym w Polsce. Po miesiącach ciężkiej pracy, "sformatowaniu" ramówki, zajmujemy na razie drugie miejsce, wyprzedzając - po raz pierwszy w historii - Polsat Sport, przegrywając tylko z paneuropejskim Eurosportem. Mamy jedną antenę, za którą odpowiadamy w całości – TVP Sport i inne (TVP1, TVP2, TVP3), którym oferujemy wydarzenia wzbudzające największe zainteresowanie. Na miarę naszych możliwości chcemy pozyskiwać racjonalnie wybrane prawa, a nie wszystkie dostępne. Jak by to o nas świadczyło, że u konkurencji liga włoska, angielska czy hiszpańska, a u nadawcy publicznego, który pokazuje mundial, Ligę Mistrzów czy igrzyska olimpijskie, jest liga szkocka? Podobnie z drugą ligą żużlową, która - owszem - może raz na jakiś czas pojawić się w TVP3, ale walczymy o najwyższe cele, najważniejsze produkty. Między innymi dlatego nie interesujemy się też choćby ligą francuską, która ogląda się słabo, jest pod tym względem niszowa, nawet przy okazji meczów Monaco czy PSG. Z tego co wiem, są zresztą duże problemy ze sprzedażą tych praw…

– Jest szansa na organizowane przez Polskę MŚ U20 w TVP?
– Zrobimy wszystko, co możemy. Nie wyobrażam sobie, żeby tak wielka impreza była gdziekolwiek indziej, niż w Telewizji Polskiej.

– A co z prawami do siatkówki?
– Byliśmy bardzo zainteresowani pozyskaniem praw do pokazywania meczów reprezentacji Polski w siatkówce. Pomimo wielu zapowiedzi agencji, która posiadała prawa, zapewnień, że dojdzie do uczciwego przetargu i Telewizja Polska będzie miała szansę złożyć swoją ofertę, okazało się, że federacja podpisała umowę z Polsatem bez przetargu… Bardzo nas to zasmuciło, ale takie są prawa rynku, wieloletnie relacje – również towarzyskie – miały na to pewnie bardzo wielki wpływ… Trudno, nic na to nie poradzimy. Bardzo żałuję, bo to był jeden z moich priorytetów, by wszystkie reprezentacje Polski w sportach drużynowych były u nas, a siatkówka jest jedyną dyscypliną, której nie udało nam się odzyskać. Co do ligi: to sztandarowy program Polsatu, który jest na ten moment bardzo dobrze prowadzonym kanałem siatkarsko-bokserskim. Dobrze się to u nich ogląda. My pozostajemy aktywni na rynku i jeśli będzie możliwość, by za rozsądne pieniądze pozyskać jakieś prawa, to będziemy o nie walczyć. Jeszcze co do reprezentacji: kwota, którą zapłacił za prawa do jej pokazywania Polsat, mimo uprzywilejowanej pozycji, jest w odniesieniu do dyscypliny przerażająca, ogromna… To też pokazuje, że rynek praw sportowych w Polsce jest nieprzewidywalny i nieracjonalny – wręcz szalony.

fot. Twitter/Facebook

– Pan Marek Dudek pyta na Twitterze: "czy to prawda, że hokejowe kluby sportowe płacą TVP za transmisje z meczów ligowych?"
– To informacje wyssane z palca. Telewizja Polska zainwestowała bardzo duże pieniądze w hokej ligowy, w ogóle w hokej – pokazujemy przecież reprezentację Polski, mistrzostwa świata Elity, NHL, PHL, wszystko w HD… Nieprawdą jest, żeby ktokolwiek za te transmisje płacił, chociaż - jak wspominałem wcześniej - stosujemy czasem pewien model koprodukcyjny, gdzie jest i wkład kontrahenta, i Telewizji Polskiej. Tu jednak wręcz przeciwnie, zainwestowaliśmy bardzo dużo pieniędzy i jesteśmy na etapie analizowania, ewaluacji i oceny tego, czy środki, które "włożyliśmy" w PHL, są adekwatne do oglądalności. Nie ukrywam, że bardzo możliwe, że będziemy musieli je nieco ograniczyć.

– Jeszcze jedno pytanie od pana Dudka: "czy to prawda, że PZHL jest winny TVP pieniądze? Jeśli to prawda, to z jakiego tytułu ten dług?".

– Szczerze mówiąc: nie wiem, trzeba by tę kwestię sprawdzić. Tak jak jednak wcześniej mówiłem o tajemnicach handlowych, tak w biznesie bardzo ważne jest, żeby być dżentelmenem. Nawet jeżeli jakieś należności są, to wierzę, że nowe władze Polskiego Związku Hokeja na Lodzie tę kwestię uregulują.

– TVP Sport wygląda już tak, jakby Pan chciał?
– Na pewno jesteśmy na etapie zmian. Czy to jeśli chodzi o kwestie personalne, czy jeśli chodzi o podejście i aktywność na rynku praw sportowych… To nie jest skończony projekt. Praca, praca, praca… Wychodzimy z założenia, że każdy może się rozwijać: być lepszym dziennikarzem, komentatorem, reporterem, kimkolwiek chce być... Mam takie motto, że najwięcej wymagam od siebie, a później od innych. Prowadzenie kanału TVP Sport to kilkanaście godzin codziennej pracy – podkreślam – od poniedziałku do poniedziałku. Chcę, żeby ludzie otworzyli głowy, żeby pojawiały się niestandardowe pomysły… Pokazaliśmy, że można: przykład "wisienki na torcie", "Tsubasy", mamy jeszcze kilka asów w rękawie, kilka ciekawych projektów w zanadrzu. Nie jesteśmy jeszcze Barceloną Guardioli, ale nie jesteśmy też Legią Jozaka.

Rozmawiał Adrian Koliński

Mariusz Czerkawski: nasz cel stał się namacalny

najpopularniejsze

Złowione w sieci: echa skandalu w Buenos Aires. Raków gratuluje Robertowi Kubicy

Pierwsza konferencja Nawałki: praca w Lechu Poznań to wyzwanie

Grupa marzeń i śmierci Jerzego Brzęczka. Selekcjoner wybrał rywali w eliminacjach

Co dalej ze Stocznią Szczecin? "Titanic tonie"

Podanie Slaughtera i "czucie gry" Mateusza Ponitki. Piękna akcja Polaków