tvp.pl informacje sport kultura rozrywka vod serwisy tvp.pl program telewizyjny

Aleksandra Jagieło: w 2003 roku wykrzyczałam mistrzostwo Europy!

Tydzień temu rozegrała ostatni mecz w karierze, zajmując z BKS-em Bielsko-Biała 7. miejsce w Lidze Siatkówki Kobiet. Następnie poinformowała, że jej ponad 20-letnia kariera sportowa dobiegła końca. Aleksandra Jagieło to jedna z najwszechstronniejszych i najlepiej wyszkolonych siatkarek w historii tej dyscypliny w Polsce. Nie bez powodu ma na koncie dwa złota i brąz mistrzostw Europy oraz osiem tytułów mistrzyni kraju.
Aleksandra Jagieło (fot. CEV.LU)

Znakomita polska siatkarska zakończyła karierę

Rafał Bała, SPORT.TVP.PL: – Długo kiełkowała w twojej głowie myśl o końcu kariery?
Aleksandra Jagieło: – Rok temu, decydując się na grę w Bielsku-Białej wiedziałam, że to będzie mój ostatni sezon. Miałam więc czas, by oswoić się z tą myślą. Było mi łatwiej, bo nie musiałam robić żadnych przeprowadzek, tylko mieszkałam w swoim domu, niedaleko Bielska-Białej. Moja córeczka chodzi do przedszkola, tu zostajemy na stałe. W Buczkowicach bardzo nam się podoba, nie wyobrażam sobie, żebym mogła mieszkać gdzie indziej. Okolica jest piękna, mam tylko cztery kilometry do Szczyrku, więc zapraszam do siebie nasze kadrowiczki. Jeśli będą przebywały w Szczyrku na zgrupowaniu, mogą wpaść rowerem na grilla i na kawę. Mam widok na Skrzyczne, a więc jest pięknie!

– Od końca lat 90-tych XX wieku, właściwie do bieżącego sezonu – zawsze byłaś znakomicie dysponowana i gotowa do gry. Skąd u ciebie tak stabilna forma?
– Miałam ogromne szczęście, bo całą swoją karierę przeszłam bez poważniejszej kontuzji. Przez 20 lat miałam tylko dwukrotnie skręcony staw skokowy! Pierwszy raz w 1997 roku, jako juniorka podczas turnieju w Tajlandii, a później w 2000 roku, kiedy grałam pierwszy sezon w Bielsku-Białej. W Warszawie zdobyłyśmy brąz, pokonując Skrę, a ja wróciłam do domu z gipsem na nodze. Dziś takie kontuzje leczy się inaczej, ale wtedy na każdą skręconą kostkę zakładano gips.

– Oszczędzałaś się na treningach, czy po prostu wiedziałaś co robić, by uniknąć kontuzji?
– To w dużej mierze zasługa dobrych genów. Poza tym, zawsze przykładałam wagę do ćwiczeń siłowych, wspomagających wytrzymałość mięśni i stawów. Ale na pewno miałam też w tej materii szczęście, bo jest przecież dużo siatkarek, które dbają o zdrowie, a mimo to zdarzają im się kontuzje.

– Jak zaczęła się twoja przygoda ze sportem?
– Było w tym trochę przypadku. W szkole podstawowej, tuż obok mojego bloku, organizowano zajęcia z tańca. Mama zapisała na nie moją siostrę i mnie. Ale nie spodobało mi się to. Od trzeciej klasy organizowano tam nabór do sekcji siatkówki. Poczułam, że to coś dla mnie. I nie zawiodłam się, od razu złapałam bakcyla. Co ciekawe, kiedy zaczynałam grać byłam jedną z wyższych zawodniczek. Miałam 180 cm wzrostu, a trenerzy ustawiali mnie na prawym skrzydle. Dziś szuka się na ataku znacznie wyższych siatkarek. Pamiętam, że w 2003 roku trener Andrzej Niemczyk przestawił mnie na lewe skrzydło i z perspektywy lat bardzo się z tego cieszę.

Andrzej Niemczyk (fot. FIVB) – Pochodzisz z miejscowości Jeżowe na Podkarpaciu. Tam urodzili się m.in. znany trener piłkarski Mieczysław Ożóg i była rekordzistka Polski w rzucie oszczepem, Genowefa Patla.
– Oczywiście nie wypieram się swoich korzeni, ale prawda jest taka, że w Jeżowem mieszkaliśmy z rodzicami krótko. Kiedy skończyłam 3 miesiące tata dostał pracę w Tychach i tam przeprowadziliśmy się już na stałe.

– Stamtąd trafiłaś do Sosnowca, czyli do Szkoły Mistrzostwa Sportowego. Tam szlifowano talenty takich mistrzyń jak Katarzyna Skowrońska, Izabela Bełcik, czy Agnieszka Bednarek.
– Polska była wtedy podzielona na Makroregiony, z których przeprowadzano nabór do SMS-u. Miałam propozycję, by pójść do szkoły w Sosnowcu od pierwszej klasy, ale wtedy musiałabym dołączyć do dziewcząt starszych o rok. Bardzo mi to nie pasowało, szukałam więc wymówki. Poszłam do lekarza, który znalazł u mnie mankament: napisał, że jedną nogę mam krótszą od drugiej o... centymetr. To wyeliminowało mnie z naboru do SMS-u na rok. Ale 12 miesięcy później wszystko było już w porządku i z wielką radością zostałam uczennicą szkoły w Sosnowcu.

– Pojawiły się juniorskie sukcesy w reprezentacji i pierwsze powołanie do seniorskiej kadry. Pamiętasz je?
– Tak. Przyjechałam na zgrupowanie drużyny prowadzonej przez trenera Jerzego Skrobeckiego, ale nie grałam wtedy w oficjalnych meczach. Za to rok później zadebiutowałam w kadrze trenera Zbigniewa Krzyżanowskiego.

– Wtedy po raz pierwszy zagrałaś w mistrzostwach Europy. To był 2001 rok. Jednak największe sukcesy odniosłaś pod okiem Andrzeja Niemczyka.
– Do końca życia zapamiętam pierwszy trening z Niemczykiem. Kiedy dowiedziałyśmy się, że trener Krzyżanowski zrezygnował z funkcji selekcjonera, usłyszałyśmy nazwisko jego następcy. Wstyd się przyznać, ale nie miałam pojęcia, kim jest Andrzej Niemczyk. Na moje szczęście, on też nie wiedział, z kim ma do czynienia. Na pierwszym treningu siedziałyśmy w hali w Szczyrku na drewnianej ławce. On podchodził do nas i się witał. Kiedy stanął przy mnie powiedział: "a ty dziewczynko, jak masz na imię?" Tym mnie rozbroił.

– Jaka była tajemnica sukcesu waszej drużyny z 2003 i 2005 roku?
– Przyznam, że nie spodziewałam się, iż osiągniemy aż tyle. Ale później, gdy zaczęłyśmy treningi, grupa była wspaniała. Poleciałyśmy do Turcji na mistrzostwa Europy. Po dwóch meczach miałyśmy na koncie zwycięstwo i porażkę. Do naszego hotelu w Antalyi przyszła turecka dziennikarka z tamtejszej telewizji. Poprosiła nas, byśmy poszły do hotelowego basenu, wskoczyły do wody i krzyczały "Poland Champion!". Śmiałyśmy się do rozpuku, kiedy to robiłyśmy. A tydzień później okazało się, że wykrzyczałyśmy to mistrzostwo dla Polski.

Jagieło: to był mój ostatni mecz w reprezentacji – Niektórzy twierdzą, że sukces z 2003 roku, czyli pierwszy w historii złoty medal mistrzostw Europy dla polskiej siatkówki, nie został wykorzystany.
– Nie do końca się z tym zgodzę. Ten medal otworzył naszą żeńską siatkówkę na świat. Pojawili się sponsorzy, transmisje telewizyjne. Oczywiście w pewnym momencie poszło to w absurdalnym kierunku. Kwoty kontraktów, transfery. Teraz jesteśmy w trudnym punkcie, bo brakuje sukcesów reprezentacji. My kilkanaście lat temu byłyśmy w podobnym punkcie. Nikt o nas nie mówił, nie było dużej presji. Dziś dziewczyna zagra jeden, dwa dobre mecze, od razu robi się z niej gwiazdę. Ona – chcąc nie chcąc – zaczyna tak myśleć. A droga do sukcesu jest pełna ciężkiej pracy. Do tego dochodzi internet, w którym pełno krytyki. Niektóre zawodniczki sobie z tym nie radzą i trudno się dziwić.

– Patrząc na twoją karierę, trudno nie odnieść wrażenia, że zawsze wybierałaś te kluby, które miały solidną markę i walczyły o medale mistrzostw Polski. Zresztą, masz na koncie aż osiem tytułów mistrzowskich. Był też epizod w dość słabym klubie włoskim…
– Tak. W 2004 roku trafiłam do Rivergaro pod Mediolanem. Miałam pięcioletni kontrakt z BKS-em Bielsko-Biała, przedłużyłam na kolejny rok, rozpoczęłam studia. Ale wtedy pojawiły się dwie propozycje z zagranicy. Chodziło o Cannes i Rivergaro. Liga włoska zawsze była dla polskich siatkarek wielkim marzeniem. Na szczęście udało się załatwić formalności i wyjechałam na Półwysep Apeniński. Z Serie A2 awansowałyśmy do Serie A, później spadłyśmy. Zespół był bardzo fajny, klub dobrze zorganizowany. To były trzy wspaniałe lata, które wspominam z sentymentem.

– Z reprezentacją grałaś w mistrzostwach Europy, mistrzostwach świata, ale nie udało ci się wystąpić w igrzyskach olimpijskich. To duże rozczarowanie?
– Na pewno mogę powiedzieć, że byłabym zawodniczką spełnioną, gdybym zagrała na igrzyskach. Teraz pozostaje pewien niedosyt, ale tak widocznie miało być. Szkoda nieudanych kwalifikacji olimpijskich w Azerbejdżanie w 2004 roku, bo wtedy byłyśmy naprawdę blisko. Później, kiedy dziewczyny leciały do Pekinu z trenerem Bonittą mnie już w kadrze nie było. Nie ukrywam, że 2 lata temu zdecydowałam się na powrót do reprezentacji właśnie dlatego, żeby spełnić to olimpijskie marzenie. Ale kwalifikacji w Ankarze nie wywalczyłyśmy i igrzyska pozostaną niedoścignionym marzeniem.

– Wspomniałaś trenera Andrzeja Niemczyka. Miał duży wpływ na to, jak potoczyła się twoja kariera?
– Nigdy nie miałam problemów z trenerami. Może nie z każdym się zgadzałam, dyskutowałam, ale wychodziłam z założenia, że trzeba się dostosować. W końcu to właśnie trener bierze odpowiedzialność za wynik. Rzeczywiście, dla mnie wzorem zawsze będzie Niemczyk z pierwszych dwóch lat w reprezentacji. To był człowiek, który potrafił wszystko połączyć tak, żeby grało. Kiedyś trener Skrobecki stawiał tylko na doświadczone zawodniczki. Później trener Krzyżanowski chciał postawić na młode. Niemczyk znalazł równowagę, odpowiednie proporcje. Miał charakter, nigdy się nie bał o swoje stanowisko. Nie bał się zaryzykować, wziąć odpowiedzialność na siebie, zdejmując ją z zawodniczek. Powtarzał: "nie przejmujcie się, najwyżej mnie zwolnią, a nie was! Trudno, ich strata…"

Andrzej Niemczyk (fot. Getty) – W 2016 roku wróciłaś do reprezentacji na prośbę trenera Jacka Nawrockiego. Jak mówiłaś, chciałaś jeszcze raz powalczyć o awans na igrzyska. Nie żałujesz tego powrotu?
– Absolutnie. Oczywiście, na początku miałam wątpliwości, bo moja córeczka była mała, ale już bardzo świadoma. A wyjazd na kadrę wiązał się z trzytygodniową rozłąką. Mimo wszystko daliśmy radę i nie było problemu. Fajnie, że się zdecydowałam, szkoda tylko, że się nie udało wygrać tego turnieju.

– Dziś twoja córka, Agnieszka ma 6 lat. Widać już u niej siatkarski talent po mamie?
– W ogóle nie garnie się do siatkówki! Myślę, że na razie robi to z przekory. Ja ciągle powtarzam, że fajnie byłoby, żeby poszła na treningi siatkówki. Ale ona wzbrania się jak tylko może. Kiedyś miałam o niej rozmowę z panią przedszkolanką. Okazało się, że ta mądrala oznajmiła wychowawczyni, że nie lubi się męczyć i pocić. To by wszystko wyjaśniało… Na razie ma 6 lat, zobaczymy czy jej się zmieni to negatywne nastawienie do siatkówki.

– Może zmieni zdanie pod wpływem sukcesów żeńskiej reprezentacji. Myślisz, że w najbliższych latach jest na to szansa? Podoba ci się takie radykalne odmłodzenie kadry?
– Przez wiele lat grałam w reprezentacji, dziś jestem kibicem. I bardzo zależy mi na tym, by siatkarki znów były na fali wznoszącej. Ale nie można było odkładać w nieskończoność odmłodzenia drużyny. Trener Nawrocki poszedł w dobrym kierunku. Przecież teraz już naprawdę nie ma kto wracać z tamtej starej, doświadczonej gwardii. Trzeba zrobić miejsce młodym. Niech udowodnią, że stać je na odniesienie sukcesu. Na nas też w 2009 roku nikt nie stawiał, gdy grałyśmy w Łodzi mistrzostwa Europy. Skończyło się na brązowym medalu. Teraz trzeba wierzyć, że znajdzie się jakaś dziewczyna, która da tej drużynie nowe życie.

– Będziesz jej kibicować?
– Oczywiście. Na razie rozpoczęłam studia magisterskie na kierunku marketing i zarządzanie. Spodziewam się dziecka, a więc wszystko układa się wspaniale. Oczywiście o siatkówce nie zapomnę i zawsze chętnie pojawię się na meczach kadry, czy moich byłych klubów.

Rozmawiał Rafał Bała
Redakcja Sportowa Polskiego Radia

najpopularniejsze

Cracovia nadal na dnie. Zagłębie wśród najlepszych

Kapitalny finisz Święty-Ersetic. Polka mistrzynią Europy!

Lekkoatletyczne mistrzostwa Europy. Sztafeta 4x400m kobiet (finał): Polki ze złotym medalem

ME w Berlinie: złoty medal Anity Włodarczyk

75. TdP: "piłkarski" etap z Chorzowa do Zabrza (kronika 06.08.2018)