tvp.pl informacje sport kultura rozrywka vod serwisy tvp.pl program telewizyjny

Cztery złote medale z jednej porodówki

Dzięki Spale mamy medale – to znane powiedzenie oddaje niepodważalne atuty tego Ośrodka Przygotowań Olimpijskich. O niebo bardziej magiczny jest jednak Nasielsk, leżący 50 km na północ od Warszawy. Tam właśnie przyszło na świat, w jednej sali porodowej, aż... pięć olimpijskich medali. I to jakich!
Tomasz Majewski i Renata Mauer–Różańska (fot. Getty)

Życie po karierze. Parafianie Kubaccy

Dwie wielkie postacie sportu. No, jedna wielka, druga nieco mniej... On – potężny, 204 cm wzrostu. Ona – miniaturka, 155 cm. On miotał kulą ważącą 7,26 kg, najczęściej na poletko między 21. a 22. metrem. Ona mniejsze kulki ładowała do karabinu, by trafiać nimi w "dychę". Oboje wywalczyli po dwa olimpijskie złota na dwóch kolejnych igrzyskach, choć ona trafiła jeszcze brąz. I oboje czterokrotnie wybierali się z olimpijską misją. On do Aten (2004), Pekinu (2008 - złoto), Londynu (2012 - złoto) i Rio de Janeiro (2016), ona do Barcelony (1992), Atlanty (1996 – złoto i brąz), Sydney (2000 – złoto) i również Aten.

Tomasza Majewskiego i Renatę Mauer-Różańską łączy miejsce urodzenia. Nasielsk. – Mało tego, myśmy się rodzili w tej samej porodówce – precyzuje kulomiot. – Gdy Tomek przychodził na świat, to być może w tej sali pracowała jeszcze moja mama. Nie mam już jednak możliwości, by ją o to zapytać – dodaje strzelczyni. Jego wieziono tam ze Słończewa, a ją od drugiej strony, z wioski o nazwie Krzyczki Szumne.

Dziś w miejscu tego zasłużonego dla polskiego olimpizmu szpitala stoi Ośrodek Zdrowia, a jedną ze ścian zdobi pamiątkowa tablica o treści:

"Nasielsk ul. Sportowa 2. Tu urodziło się dwoje mistrzów olimpijskich. Renata Mauer Różańska ur. 23.04.1969 r., STRZELECTWO, 20.07.1996 Atlanta, 20.09.2000 Sydney; Tomasz Majewski ur. 30.08.1981 r., LA (PCHNIĘCIE KULĄ), 15.08.2008 Pekin, 3.08.2012, Londyn."

Tablicę odsłonięto 14 czerwca 2014 roku w obecności Renaty Mauer–Różańskiej. Tomasz Majewski myślał jeszcze wtedy o zdystansowaniu koleżanki. Trenował. Reprezentowali go mama Anna oraz brat Michał z małżonką.

Na środku Renata Mauer–Różańska ze złotym medalem w Atlancie (fot. Getty)

Andrzej Kłopotowski, pierwszy polski finalista olimpijski w pływaniu (Rzym 1960), mawiał, że sportowiec umiera dwa razy. Najpierw, gdy kończy karierę, a później w sposób naturalny, jak wszyscy. Dziś nasi wybitni olimpijczycy są już po sportowej śmierci, lecz wciąż blisko umiłowanej dziedziny życia. Majewski to wiceprezes Polskiego Związku Lekkiej Atletyki, natomiast Mauer–Różańska, od blisko trzech dekad wrocławianka, wykłada m.in. na tamtejszej AWF, jest miejską radną i aktywną postacią Regionalnej Rady Olimpijskiej. A jak się im żyje w stanie sportowego spoczynku?

"Nie muszę już niczym rzucać, mięsem też nie

Czy nie korci, by sobie czasem czymś porzucać? – Nie. Sądziłem, że będzie inaczej, jednak w nowym życiu niczego mi nie brakuje. Choć to się podobno z czasem zmienia. Nie jest też tak, że nic nie robię, bo przecież po tylu latach kariery organizm trzeba utrzymywać i w ryzach, i w ruchu. Czasem zajrzę do siłowni, a ostatnio rzucałem z synem do kosza, ale... No, brakowało mi czucia. Pozostaje kibicowanie i oglądanie basketu w telewizji – mówi zapiekły fan koszykówki.

Kiedy pchał jeszcze kulą, mógł sobie przy okazji porzucać i mięsem. Znany był z tego, że lubił ją obrażać, wyzywać, np. "leć, ty zdziro". Czy zyskiwał jakiś dodatkowy centymetr, może nawet dwa?

Wynik to sprawa wtórna, krzyczałem na kulę wtedy, gdy czułem, że technicznie próba nie była wybitna – tłumaczy. A dziś nie ma potrzeby, by w inny sposób dawać upust emocjom. – Bo ja nigdy nie byłem wybuchowy. Nie mam tak, że muszę się na siłę gdzieś się wyładować, mam teraz inne życiowe aktywności. Jeden rozdział zamknąłem, coś się kończy, a coś innego zaczyna. Wciąż odwiedzam stadiony, nadal jeżdżę na zawody, ale startować nie muszę i nie przeszkadza mi to – zapewnia.

Stagnacji w życiu państwa Majewskich nie ma. Od trzech miesięcy syn Mikołaj jest już w rodzinie starszym synem. Ma braciszka, Antoniego. – Mikołaj to żywe dziecko, warunki fizyczne będzie miał dobre, ale na razie nie wykazuje wielkiego zamiłowania do sportu. Czas pokaże, w którą stronę pójdzie – tłumaczy niespełna 37-letni tata. Produkcja już zamknięta? – Może jeszcze nie. Trzeba odchować, co mamy, a później będziemy myśleć. My jesteśmy na tak, zobaczymy – nie ukrywa.

Czy jako pracownik PZLA musi się odnajdywać w pracy za biurkiem? – Czasem też siadam, ale raczej mam inne zadania i ileś różnych aktywności. Ciągle jestem w środowisku i w sporcie, który kocham. Mogę się przyczyniać do jego rozwoju, to najważniejsze – podkreśla wiceprezes związku. Wyżej w związkowej hierarchii zasiada już tylko 65-letni Henryk Olszewski, a więc były trener podwójnego mistrza olimpijskiego. Skoro kiedyś szykował go na sportowe sukcesy, to może teraz przygotuje na swojego następcę? – Zobaczymy, trochę czasu do wyborów zostało – uspokaja wicemistrz świata z Berlina (2009), mistrz Europy z Barcelony (2010), a także absolwent Wydziału Nauk Historycznych i Społecznych Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego. No i znany pożeracz książek. Nie jest jednak nałogowcem biografii piłkarzy, lecz głównie miłośnikiem fantastyki, m.in. apokaliptycznej. – Mam teraz z dziesięć pozycji do przeczytania, był ostatnio dobry czas na ciekawe zakupy – przyznaje.

Latem PZLA zamierza wysłać liczną reprezentację na mistrzostwa Europy do Berlina, a czy na igrzyskach w Tokio znów będą w cenie polscy kulomioci? – Wszystko w rękach Michała Haratyka i Konrada Bukowieckiego – zastrzega Majewski, choć uchodził za sportowca, którego największa siła była w głowie, nie w rękach. – Finalnie pewnie tak. Miałem dobrą karierę i fajnie się wszystko poukładało, bo do najlepszych rezultatów dochodziłem w najważniejszych momentach — wspomina były zawodnik AZS-u AWF-u Warszawa, który przestał wyzywać kulę w wieku 35 lat. Tak sobie zaplanował, że karierę zakończy po olimpijskim sezonie 2016. Mógł to uczynić z podniesioną głową, bo w Rio de Janeiro zajął szóstą lokatę, będąc tam najlepszym z naszych i z Europejczyków. Do podium zabrakło 64 centymetrów.

Tomasz Majewski (fot. Getty)

Dziś 35 lat na karku i medalowe plany na Tokio ma stary przyjaciel Majewskiego – dyskobol Piotr Małachowski. Ostatnio zasugerował: – Zapytaj "Długiego", co sądzi o moich ewentualnych walkach w MMA i trenowaniu innych.

Ja już zapowiedziałem, że będę stał w narożniku Piotrka z ręcznikiem, by go w odpowiednim momencie rzucić – dworuje sobie Majewski. I już na poważnie dodaje: – Jeśli Piotrek chce na siłę coś udowodnić, to proszę bardzo. Na razie jest jednak dyskobolem, a karierę ma piękną, długą i owocną. Niech ona trwa. Przeciwko MMA nic nie mam, gale oglądam, na paru byłem, ale udziału w czymś takim, rzecz jasna, nie wezmę. Żeby walczyć na odpowiednim poziomie, trzeba to robić przez całe życie. No, ale wszystko jest kwestią doboru przeciwnika.

Gdy chodzi o ewentualną przygodę trenerską, to ostatnio Małachowski odrzucił intratną ofertę z dalekich krajów, gdzie miał szkolić za petrodolary. Odrzucił, bo do igrzysk w Tokio zamierza się skupić na celach zawodniczych. Tę robótkę też mu Majewski odradza? – Nie, do tego się Piotrek nadaje, bo umie podpowiedzieć i przekazać wiedzę. Pytanie tylko, czy by mu starczyło cierpliwości, bo co innego jest pomagać komuś na wysokim poziomie, a co innego trenować na co dzień – zastanawia się Majewski.

Jemu niczego nie brakuje. – Mam normalne, przyziemne cele, chcę spokojnie i szczęśliwie żyć. To wszystko – przekonuje.

"Zawsze miałam skłonności do perfekcji"

Dla Majewskiego igrzyska w Atenach były pierwszymi (18. miejsce), dla Mauer–Różańskiej – ostatnimi. Chciała tam stanąć na pudle, lecz wracała na tarczy. Reprezentantka Śląska Wrocław była dziewiąta w karabinie pneumatycznym.

Niewiele zabrakło do finału. Były cztery dziewiątki i 396 pkt. Cztery lata wcześniej taki wynik dawał finał, nawet dobre w nim miejsce, ale w Grecji poziom był dużo wyższy. Z tych czterech "9" trzy miały zapis 9,9. Czyli ułamek milimetra od dziesiątki. Pecha miałam też z innego powodu. Na treningu zauważyłam, że mam na stanowisku nierówną podłogę. Zgłosiłam to sędziemu, wyznaczył mi inne, skrajne, z prawej strony. A później, w dniu startu zobaczyłam, że zmieniono całą podłogę. Staliśmy nie na wylewce, były panele. Najpewniej na innych stanowiskach też musiały być nierówności i protesty. I na tym skrajnym stanowisku stanęłam twarzą do wszystkich fotoreporterów, "wzięłam" na siebie wszystkie obiektywy. Poza tym nie zatykam uszu, więc wszystko słyszałam – tłumaczy po latach wrocławianka, która całe dorosłe życie spędziła w stolicy Dolnego Śląska. Przyjechała do tego miasta jako młoda zawodniczka i tu odnalazłam swoją małą ojczyznę.

Tak jak w Nasielsku rodziły się przepiękne życiorysy, tak na oczach Mauer–Różańskiej, przy okazji rywalizacji o medale igrzysk, zawiązywały się najbardziej romantyczne i najpiękniejsze historie damsko–męskie.

Katerina Emmons to złota i srebrna (Pekin) oraz brązowa (Ateny) medalistka igrzysk. W Atenach – jeszcze jako Katerina Kurkova z Czech – poznała Amerykanina Matthew Emmonsa. On zdecydowanie prowadził przed ostatnim strzałem (złoto dawało mu ledwie 7,2!), by w efektowny sposób – myśląc, że stawia kropkę nad "i" – przedziurawić na koniec dziesiątkę. Tyle że... w tarczy należącej do rywala z boku. Z pierwszego miejsca spadł na czwarte. Ona komentowała to wówczas jako ekspertka dla czeskiej telewizji. I też była wstrząśnięta tą porażką. Na tyle że zapragnęła pechowca poznać, a w 2007 roku już za Emmonsa... wyjść. Amerykanin zdobył wówczas złoto w innej konkurencji, a w Pekinie – gdzie wywalczył srebro – znów przeżył szok. Przed ostatnią rundą rywalizacji w trzech postawach wyprzedzał Ukraińca Sukorukowa (o 3,3 pkt) i Chińczyka Qiu Jiana (o 3,4). Znów miał złoto przed nosem. W ostatniej próbie trafił jednak 4,4. Powód? Karabin wypalił sam. Zanim Amerykanin wycelował. – Po prostu sam wystrzelił – wyjaśniał. Wyprzedzili go Ukrainiec, Chińczyk i jeszcze Słoweniec.

W Pekinie Katerina też ten występ Amerykanina komentowała. Pamiętam jej minę. Zatkało ją – przypomina sobie Mauer-Różańska. W Atlancie, gdzie sięgnęła po pierwsze złoto, jej konkurencja (karabin pneumatyczny 40 strzałów) otwierała program igrzysk. Pierwsza konkurencja i złoto dla Polski. Pierwsze w historii naszego żeńskiego strzelectwa sportowego. Na szyję włożył je ówczesny szef MKOl-u, Juan Antonio Samaranch.

Ceremonii otwarcia nie mogła obejrzeć, bo nazajutrz szła na pierwszy ogień. A właśnie w czasie tej ceremonii zmarł ówczesny szef misji olimpijskiej Eugeniusz Pietrasik. Doprowadził ekipę na stadion i w tunelu serce mu pękło. – Startując, nie wiedziałam o tym. Z samego rana pojechaliśmy przecież na strzelnicę. Nikt z naszej grupy o tym nie wiedział – tłumaczy.

Kiedy przed rokiem rozgrywano we Wrocławiu 10. Światowe Igrzyska Sportowe The World Games 2017, pierwszy medal dla Polski wywalczyła w pływaniu podwodnym Alicja Tchórz, również olimpijka, bo na co dzień pływaczka klasyczna. Wiecie, kto jej wręczał medal? Oczywiście, że Mauer-Różańska i miało to wymiar symboliczny.

Plebiscyty i konkursy

Do wyborów Przeglądu Sportowego Majewski szczęścia nie miał. W 2008 roku przegrał nie tylko z popularnością Roberta Kubicy, ale i z innym złotym "londyńczykiem" – Leszkiem Blanikiem. Cztery lata później, znów jako mistrz olimpijski, uległ na finiszu Justynie Kowalczyk. Mauer-Różańska okazała się natomiast jedynką w podsumowaniu za 1996 rok, wyprzedziła Pawła Nastulę. Cztery lata później znalazł się przed nią tylko Robert Korzeniowski.

Ja już od dziecka miałam skłonności do precyzji, wszystko musiałam dopracowywać w detalach – przekonuje absolwentka Akademii Ekonomicznej we Wrocławiu oraz tamtejszej AWF. I chyba się opłaciło, bo dzięki tak precyzyjnemu strzelaniu wygrała pięć samochodów: cinquecento, seicento, fiata brava oraz dwa fiaty panda. I nadal jest kobietą ciężko pracującą. Wykłada na wrocławskiej AWF i w Dolnośląskiej Szkole Wyższej (Instytut Dziennikarstwa). Jest członkinią Komisji Zawodniczej i Komisji Sportu Kobiet przy PKOl-u, a także przewodniczącą Komisji Upowszechniania i Rozwoju Strzelectwa Sportowego w PZSS. Jest wreszcie żoną Pawła i matką 22-letniej Natalii oraz 8-letniego Mateusza. I pewnie też perfekcyjną panią domu.

Chcecie, by wasze dziecko zostało wielką postacią igrzysk? Jedźcie panie na poród do Nasielska. To podobno zwiększa szanse.

najpopularniejsze

Cracovia nadal na dnie. Zagłębie wśród najlepszych

Kapitalny finisz Święty-Ersetic. Polka mistrzynią Europy!

Lekkoatletyczne mistrzostwa Europy. Sztafeta 4x400m kobiet (finał): Polki ze złotym medalem

ME w Berlinie: złoty medal Anity Włodarczyk

75. TdP: "piłkarski" etap z Chorzowa do Zabrza (kronika 06.08.2018)