tvp.pl informacje sport kultura rozrywka vod serwisy tvp.pl program telewizyjny

Japonia jak Brazylia. 20 lat bez przerwy na mundialach

Oprócz Brazylii jest tylko jedna drużyna, która od swojego debiutu na mistrzostwach świata awansowała nieprzerwanie na wszystkie kolejne. To Japonia. Grupowy rywal reprezentacji Polski to od 20 lat stały gość mistrzostw świata, na których na zmianę odpada po fazie grupowej albo po 1/8 finału.
Reprezentanci Japonii (fot. Getty)

Były trener Japonii odpiera zarzuty. "Czuliśmy się jak w rodzinie"

1998 – faza grupowa
2002 – 1/8 finału
2006 – faza grupowa
2010 – 1/8 finału
2014 – faza grupowa

Gdyby zachować ciągłość cyklu, to Japończyków w tym roku znów czeka wyjście z grupy. Trafili do wyrównanej i silnej stawki z Polską, Kolumbią i Senegalem, ale mają już doświadczenie w sprawianiu niespodzianek. Tak było choćby w RPA – na mundialu, który biało-czerwoni oglądali w telewizji. Ale zacznijmy od początku.

Hidetoshi Nakata (Ś) na mundialu 1998 (fot. Getty) Frycowe

Przez lata dalekowschodni futbol odstawał poziomem od zachodniego. Do 1994 roku na mundial awansowały po dwie najlepsze drużyny z azjatyckiej strefy eliminacji. Przed MŚ 1998 liczba miejsc wzrosła do trzech z automatu i jednego w barażach ze strefą Oceanii. W efekcie do Francji pojechały aż cztery zespoły: Korea Południowa, Arabia Saudyjska, Iran i debiutująca Japonia.

W grupie H los skojarzył aż trzech debiutantów: oprócz Japonii, również Chorwację i Jamajkę. Azjaci okazali się najsłabsi z nich. Przegrali wszystkie mecze. O ile porażki po 0:1 z Argentyną i Chorwacją wstydu nie przynosiły, o tyle przegrana 1:2 z Jamajką była niemiłym rozczarowaniem.

Cztery lata później Japończycy grali u siebie. Byli w cieniu współgospodarza – Korei Południowej, która sensacyjnie doszła aż do półfinału – ale również mogli być z siebie zadowoleni. Z siedmioma punktami wygrali grupę H. Zaczęli od remisu 2:2 z Belgią, by następnie pokonać 1:0 Rosję i 2:0 Tunezję. Odpadli w 1/8 finału po porażce 0:1 z Turcją, późniejszym brązowym medalistą.

Gwiazdą tamtej drużyny był Hidetoshi Nakata. Do dziś żaden japoński piłkarz nie dorównał jego popularności. – Wtedy niewielu naszych zawodników grało za granicą. A ja byłem najbardziej doświadczony i czułem, że muszę wziąć na siebie odpowiedzialność. To nie było łatwe – przyznawał w materiale FIFA TV. Nakata był pierwszym piłkarzem z Japonii, który na dłużej zaistniał w Europie. Grał m.in. w Perugii, Romie i Fiorentinie.

W dzieciństwie planowałem uprawiać baseball, który był wtedy dużo bardziej popularny. Piłka nożna dopiero raczkowała. Ale gdy zacząłem czytać komiksy o Kapitanie Tsubasie, wiedziałem już, że chcę być wyłącznie piłkarzem – wspominał.

Reprezentacja Japonii na mundialu 2006 (fot. Getty) Punkt (nie)zwrotny

Nakata zakończył karierę po mundialu w Niemczech, którego Japończycy nie wspominają dobrze. Do 84. minuty pierwszego meczu grupowego prowadzili z Australią 1:0, ale później Tim Cahill strzelił dwa gole, jednego dołożył John Aloisi i Australijczycy wygrali 3:1. Potem przyszedł remis 0:0 z Chorwacją i porażka 1:4 z Brazylią. – Jeden punkt w trzech meczach to przygnębiający wynik – przyznał ówczesny selekcjoner, Zico – doskonały piłkarz i dużo słabszy trener.

W 2007 roku stery w kadrze znów przejął Takeshi Okada, który prowadził Samurajów na mundialu we Francji. Tym razem osiągnął dużo lepsze rezultaty. Nowe pokolenie, na czele z Keisuke Hondą, prezentowało widowiskowy, szybki futbol i w grupie pokonało Kamerun 1:0, przegrało z Holandią 0:1 i w decydującym meczu wygrało z Danią 3:1. Przez 120 minut meczu 1/8 finału z Paragwajem gole nie padły, a w karnych wystarczył jeden błąd Yuichiego Komano, by dalej przeszli piłkarze Gerardo Martino.

Mimo wszystko, Japończycy zostawili po sobie świetne wrażenie. Był to jak dotychczas ich najlepszy występ na mundialu. – To punkt zwrotny dla naszego futbolu – zapowiadał Daisuke Matsui, ważny element tamtej drużyny, później znany polskim kibicom z epizodu w Lechii Gdańsk.

Nie wszystko poszło jednak tak, jak planowano. W Brazylii piłkarze Alberto Zaccheroniego przegrali 1:2 z Wybrzeżem Kości Słoniowej (mimo gola Hondy na 1:0), bezbramkowo zremisowali z Grecją i ulegli Kolumbii aż 1:4. Zajęli ostatnie miejsce w grupie, a na kolejnym mundialu znów czeka na nich Kolumbia (w pierwszym grupowym meczu w Sarańsku), następnie Senegal, a na koniec Polska.

podobne informacje

Trener Japonii martwi się o zdrowie Kagawy

Mundialowy radar: blaski i cienie Ligi Mistrzów

Mundialowy radar: jedni w kryzysie, drudzy na fali

"Krychowiak to cichy lider polskiej reprezentacji"