tvp.pl informacje sport kultura rozrywka vod serwisy tvp.pl program telewizyjny

Piotr Reiss: nie wszystkim w Lechu zależy na mistrzostwie

Lech Poznań nie wykorzystał szansy, jaką była pozycja lidera Lotto Ekstraklasy po rundzie zasadniczej i po raz kolejny nie spełnił oczekiwań kibiców, pragnących mistrzostwa Polski. – Ubolewam nad tym, że w ostatnich latach Lech, przy ogromnym budżecie, ciągłym zainteresowaniu fanów, tylko dwa razy był mistrzem. Po raz kolejny decydująca okazała się presja wyniku, której lechici, nie tylko piłkarze, nie udźwignęli – powiedział Piotr Reiss, były znakomity napastnik Kolejorza, obecnie prowadzący własną akademię piłkarską.
Tibor Halilović, Darko Jevtić (fot. Michał Klag)

Piotr Reiss: Lech nie ma już takiej duszy jak kiedyś

Bartosz Pilarczyk, SPORT.TVP.PL: – Lech Poznań w niedzielę stracił matematyczne szanse na mistrzostwo Polski. Jednak tak naprawdę przesądziły o tym poprzednie kolejki i cała fatalna runda finałowa. Przed jej startem wydawał się naturalnym kandydatem do mistrzostwa. Udało im się stanąć na pole position przed rundą finałową, mieli najkorzystniejszy terminarz, a wszystko się posypało.
Piotr Reiss: – Runda zasadnicza zakończyła się dla Lecha bardzo optymistycznie. Wydawało się, że jest faworytem na finiszu rozgrywek ze względu na dobry układ gier. Jednak piłkarze i wszyscy w klubie zawiedli kibiców na całej linii. Dlatego jest, jak jest.

– Z czego wynika tak nagły regres formy lechitów? Wcześniej przez rok nie przegrali u siebie, a teraz przegrali na Bułgarskiej wszystko.
– Być może zdecydowała presja wyniku, tego, że jest duża szansa na mistrzostwo. Nie byłem blisko drużyny, więc trudno mi to oceniać. W rundzie zasadniczej Lech grał fatalnie na wyjazdach, a w rundzie finałowej – fatalnie na własnym boisku. Nie zdołał wygrać ligi w sytuacji, w której charakterystyka sezonu była taka, że tak naprawdę nikt "nie chciał" tym mistrzem zostać.

Arvydas Novikovas oraz Darko Jevtić, Łukasz Trałka i Robert Gumny (fot. PAP/Jakub Kaczmarczyk)

– W meczu z Legią Lecha poprowadzi jeszcze Rafał Ulatowski, ale wiadomo, że poszukiwania trenera już trwają. Jaki powinien być nowy szkoleniowiec Kolejorza i czym powinien się różnić od Nenada Bjelicy? Piłkarze go lubili, na konferencjach nigdy ich nie krytykował i mówił o pozytywach nawet przy oczywistych niepowodzeniach.
– Ja postawiłbym na polską myśl szkoleniową. Ostatnio w Lechu zrobiło się bardzo "zagranicznie" – dużo obcokrajowców wśród piłkarzy, cały sztab szkoleniowy również był z zagranicy. Myślę, że nie mamy w Polsce gorszych trenerów. Trzeba by było postawić na stabilizację, czyli kogoś, komu da się szansę zbudowania silnej drużyny. Nie wiadomo jednak jakie są plany zarządu na sezon najbliższy i kolejne. Czy Lech chce być mistrzem Polski, czy miałby tylko "produkować" piłkarzy, których będzie w przyszłości sprzedawał do klubów zagranicznych. Przede wszystkim trzeba odpowiedzieć na to pytanie. Potem przyjdzie czas na poszukiwania sztabu szkoleniowego, który będzie miał za zadanie realizować plan zarządu.

– Już wiadomo, że Lech zajmie w tym sezonie trzecie miejsce. Normalnie w ostatnim meczu zapewne zostałyby wystawione rezerwy, ale na Bułgarską przyjeżdża Legia Warszawa, która chce zapewnić sobie zdobyć tytuł. Pan bardzo długo grał w Lechu i wielokrotnie rywalizował z tym klubem. Czego można się spodziewać po nastawieniu piłkarzy na takie spotkanie? Presja trybun będzie ogromna, by znienawidzony przeciwnik nie świętował na ich stadionie.
– Rzeczywiście, dużej presji nie zabraknie. Jestem ciekaw, czy zawodnicy będą w stanie chociaż w tym przypadku ją udźwignąć. Kibice będą dopingować piłkarzy, bo bardzo nie chcą, by Legia świętowała mistrzostwo przy Bułgarskiej. Tylko zwycięstwo może przekreślić jej szanse. Tytuł zdobyty przez legionistów w Poznaniu na pewno nie będzie powodem do dumy dla sympatyków Kolejorza. Zobaczymy jak to napięcie zniesie zarząd klubu, nowy sztab szkoleniowy i sam zespół. Po sezonie przyjdzie czas na ocenę zawodników, kto dał sobie radę, kto sobie nie poradził, na kim można budować przyszłość. Chciałbym, żeby Lech grał w przyszłości zdecydowanie lepiej.

Oprawa kibiców Lecha podczas meczu z Jagiellonią Białystok (fot. PAP/Jakub Kaczmarczyk)

– Dużo mówi się o mocarstwowych planach Lecha w kontekście, rzecz jasna, polskiego "podwórka". Mistrzostwo w 2015 roku nie okazało się jednak "kopem" pozytywnej energii. Ten tytuł oraz dwa superpuchary są jedynymi trofeami w tej dekadzie. W trzech kolejnych sezonach Kolejorz nie zdołał zdobyć nawet wicemistrzostwa. W sezonie 2015/2016 był siódmy, a przed rokiem, tak jak i teraz, trzeci. Czy to nadzieje przerastają rzeczywistość, czy może rzeczywistość przerasta nadzieje?
– Nadzieja budowana jest przed każdym sezonem. Zastanawiam się z perspektywy czasu, czy obecnemu właścicielowi nie zależy na takiej sytuacji, jaka jest – to znaczy być ciągle w czołówce, mieć nadzieję na mistrzostwo. Gra w europejskich pucharach gwarantuje pewną stabilizację i promocję dla piłkarzy oraz ich transfery z klubu. Tych było dużo i dokonywano ich za bardzo duże pieniądze. A tak naprawdę nie zdobywając tytułu, nie grając w Lidze Mistrzów nie trzeba wzmacniać zespołu i wykładać ogromnych sum. Być może taki cel przyświeca właścicielowi. Kibice co roku wierzą w mistrzostwo, a nie wszystkim w klubie na tym zależy. Ubolewam nad tym, że w ostatnich latach Lech, przy wielkim budżecie, ciągłym zainteresowaniu fanów, tylko dwa razy był mistrzem Polski (poza 2015 także w 2010 – przyp. red.). To trochę mało sukcesów jak na klub, który ma taką rzeszę sympatyków.

– Czyli to w niewystarczających wydatkach na wzmocnienia upatruje pan przyczyn niepowodzeń Kolejorza. Miliony zarobione na sprzedaży Jana Bednarka, Karola Linettego czy Dawida Kownackiego można by spożytkować z większością korzyścią dla gry zespołu.
– To prawda. Transfery z klubu i do klubu cały czas są, natomiast nie decydują o zdecydowanym wzroście poziomu gry zespołu. Ogólnie ten sezon w ekstraklasie oceniam jako mierny. Nie było praktycznie kandydata do zdobycia mistrzostwa kraju i ubolewam nad tym, że polska piłka klubowa z roku na rok jest coraz słabsza. Teraz będzie nam trudniej awansować do faz grupowych europejskich pucharów. Trzeba się zastanowić, w którym kierunku chcemy iść jako dyscyplina. Dzisiaj mamy silną reprezentację, której era zapewne niedługo jednak przeminie. Co dalej? Mam nadzieję, że w Polskim Związku Piłki Nożnej i w klubach ekstraklasy myśli się przede wszystkim o przyszłości.

– Zwolnienie Bjelicy zostało przez wielu odebrane jako odwrócenie złości kibiców od prezesa Karola Klimczaka. Czy formuła, jaką zaproponował klubowi i kibicom się nie wyczerpała?
– Każdy kibic ma zapewne odmienne zdanie. Najczęściej w takich sytuacjach poświęca się trenera, rzadziej z klubu odchodzi prezes. Mi podoba się model niemiecki. Tam zazwyczaj wraz ze szkoleniowcem zwalnia się dyrektora sportowego. Takiej posady obecnie w Lechu nie ma, obowiązki te pełni wiceprezes Piotr Rutkowski. Jest synem właściciela, trudno, by podał się do dymisji, a od kilku lat tak naprawdę to on, wraz z trenerem, w głównej mierze decyduje o transferach. Trzeba się więc zastanowić, czy analizy po sezonach są robione prawidłowo, czy zawodnicy trafiający do Lecha prezentują odpowiedni poziom, by zespół grał zdecydowanie lepiej. Osobiście będę zawsze trzymał kciuki za Kolejorza, żeby zdobywał mistrzostwa Polski. Tą nadzieją żyję.

Arkadiusz Malarz: jestem dumny, że ta końcówka tak wygląda
Damian Kądzior: mundial? Ostatnio zauważyłem, że mam nieważny paszport
Michał Koj: zabrakło szczęścia, mogliśmy wygrać
Piotr Celeban: sezon jest stracony

najpopularniejsze

Juventus Turyn – Frosinone Calcio 3:0. Kolejny gol Cristiano Ronaldo

Ojciec Emiliano Sali: mam nadzieję, że znajdą go jak najszybciej

Puchar Świata w skokach narciarskich: wielki triumf Polaków w Willingen

"Okiem redakcji". Gra Polaków pod lupą

Magazyn piłkarski "4-4-2" (04.02.2019) – Wilkowicz, Żelazny, Engel