tvp.pl informacje sport kultura rozrywka vod serwisy tvp.pl program telewizyjny

Formuła 1: młody mistrz wraca do domu. "Ferrari? Czemu nie?"

Każdy kierowca, który kiedykolwiek dostał się do Formuły 1, traktuje wyścig o Grand Prix Monako jako jeden najbardziej wyczekiwanych momentów sezonu. Dla każdego z zawodników rywalizacja po ulicach Monte Carlo ma wspaniały smak, ale dla 20-letniego Monakijczyka – Charlesa Leclerca – będą jeszcze bardziej wyjątkowe. Po raz pierwszy będzie mógł się pokazać się domowej publiczności.
Charles Leclerc (fot. PAP/EPA)

Pochwały dla Kubicy. "Ma dużą wartość dla zespołu"

Widoki z okna

Mieszkając w Monako, trudno nie poczuć atmosfery wyścigu Formuły 1. Leclerc obserwował najlepszych kierowców już jako czteroletnie dziecko. – Pamiętam to dobrze, siedziałem w apartamencie najlepszego przyjaciela, tuż przy pierwszym zakręcie. Marzyłem, aby pewnego dnia uczestniczyć w tym wydarzeniu i to w końcu nastąpiło. Nie mogę się doczekać, kiedy wsiądę za kółko – powiedział.

Do mieszkania kolegi nie musiał długo maszerować. Razem z rodziną mieszkał przy samej trasie – niedaleko prostej start-meta. Jego ojciec – Herve – także był kierowcą. Jeździł w latach osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych w Formule 2 i 3. Porzucił jednak ściganie, gdy na świat przyszło jego drugie dziecko.

Charles już od małego wiedział, co chce robić w życiu. Pasją zaraził się jako dziecko. – Pewnego dnia powiedziałem tacie, że jestem zbyt chory, aby pójść do szkoły. Przekonałem go jednak, aby zabrał mnie na gokarty. Jechałem aż do wyczerpania paliwa, a w drodze powrotnej powiedziałem mu, że właśnie tym chcę się w przyszłości zajmować.

Charles Leclerc (L, fot. Getty Images) Przyjaciel i spadkobierca

Pierwsze lekcje brał od... Julesa Bianchiego, który był bliskim przyjacielem rodziny Leclerców. Choć dzieliło ich osiem lat, to szybko zaczęli traktować się jak rodzeni bracia. Gdy Francuz wygrywał po raz pierwszy Formułę Renault, Leclerc miał dopiero 10 lat.

Sam pierwsze sukcesy odnosił już w 2004 roku, jeżdżąc w gokartach. Zdominował rywalizację przez kolejną dekadę. Do wyścigów samochodowych przeniósł się w momencie, w którym Bianchi rozpoczął ściganie się w Formule 1. Fantastyczną przyjaźń przerwał jednak tragiczny wyścig w Japonii, po którym Francuz już każdego dnia walczył o życie. Ostatecznie przegrał…

Śmierć najlepszego kolegi była ogromnym ciosem. – Nigdy się z tym nie pogodziłem i najprawdopodobniej nigdy się to nie stanie – mówił Leclerc, lecz nie pomyślał o zmianie profesji. – Nie miałem wątpliwości, że dalej chcę się ścigać. To było to, czego zawsze chciałem.

Poszedł śladami przyjaciela. W 2016 roku dołączył do akademii Ferrari – podobnie jak sześć lat wcześniej Bianchi. W debiutanckim sezonie w F3 zdobył mistrzostwo, co szybko wywindowało go do F2. Miało to miejsce tuż po testach w bolidzie zespołu z Maranello. Tam także zaprezentował się niesamowicie, zapewniając sobie tytuł na trzy wyścigi przed końcem. Wygrał aż siedem rund mistrzostw – więcej niż Hamilton i Rosberg.

Charles Leclerc (fot. Getty Images) Wsparcie z nieba

Odejście Bianchiego to nie jedyna tragedia, która mogła podłamać młodego Charlesa w drodze do Formuły 1. W 2017 roku – na kilka dni przed Grand Prix Baku w Formule 2 – w wieku 54 lat zmarł jego ojciec. Herve walczył wiele miesięcy z chorobą.

Charles wiedział jednak, że najlepsze, co może w tym momencie zrobić, to dać z siebie wszystko i wygrać wyścig w Azerbejdżanie. – Kiedy przyjeżdżałem drugi, to mój ojciec nie był najszczęśliwszy. Skupiłem się więc na wygrywaniu, aby być pewnym, że wciąż się uśmiecha.

Koncentracja na osiąganiu sukcesów doprowadziła także do zwycięstwa w Baku. Leclerc pojechał w specjalnym kasku, aby uhonorować zmarłego ojca. W najbliższy weekend uczyni to ponownie, aby przypomnieć wszystkim również o Bianchim. – Mój tata i Jules uczyli mnie, abym wciąż twardo stąpał po ziemi i nigdy nie przestawał dążyć do celu. Myślę, że patrzą na mnie i są dumni – zapewnił.

Charles Leclerc (fot. Getty Images) Sauber zbyt ciasny

Mimo że to pierwszy sezon Leclerca w Formule 1, to już media widzą go w znacznie szybszym bolidzie. Według tzw. power rankingu, w którym F1 uwzględnia formę kierowcy, nie wliczając możliwości bolidu, Monakijczyk zajmuje czwarte miejsce w stawce. Pierwsze trzy wyścigi nie były najlepsze w jego wykonaniu, ale w Azerbejdżanie zajął wysokie, szóste miejsce. Punktował także dwa tygodnie temu w Hiszpanii, gdzie był 10. W klasyfikacji kierowców jest 13.

– Gdy ja wchodziłem do F1, nie miałem takiego rozgłosu. Ale to zrozumiałe, sam nigdy nie triumfowałem w GP2 – stwierdził Sebastian Vettel, którego media już widzą u boku Leclerca w Ferrari w niedługim czasie. Plotki nie są zupełnie pozbawione prawdy. 20-latek ściga się bowiem w bolidzie Saubera, który korzysta z jednostek napędowych włoskiej stajni.

Charles Leclerc (L) i Sebastian Vettel (Fot. Twitter/Charles Leclerc)

Nie wiem, czy będzie ścigał się ze mną w jednym zespole, ale dlaczego miałoby tak nie być? Oczywiście, ma przed sobą więcej lat kariery niż my wszyscy. Na razie jeździ bardzo dobrze, wykorzystuje okazje i zdobywa punkty samochodem, który raczej nie jest do tego stworzony. Robi wszystko, co może – chwalił rywala Vettel.

Podobnego zdania jest Lewis Hamilton, aktualny mistrz świata. – Oglądam inne serie i obserwowałem go. To, co robił w ostatnich latach jest niezwykłe. Ma potencjał, aby robić wielkie rzeczy, a wejść w Formułę 1 to nie jest łatwa sprawa. To drogi sport, gdzie nie zawsze talent wygrywa z pieniędzmi. Życzę mu jednak, aby nadal pozostał na ziemi, trzymał się blisko rodziny i po prostu cieszył się jazdą – stwierdził Brytyjczyk.

Wyścig o Grand Prix Monako zaplanowano na niedzielę. Start o 15:10. W zeszłym sezonie na ulicznym torze w Monte Carlo triumfował Vettel przed Kimim Raikkonenem i Danielem Ricciardo.

Kask, w którym Leclerc będzie ścigał się w Monaco (fot. Twtter/Charles Leclerc)

podobne informacje

Ważny rok Roberta Kubicy. "Gdyby Williams był w środku stawki, być może cierpiałbym bardziej"

Kalendarz Formuły 1 na sezon 2019 potwierdzony. Kubica zacznie w Australii

Nowe wieści ws. Michaela Schumachera. "Oglądałem z nim GP Brazylii"

Formuła 1: najpierw Racing Point, później zmiana nazwy