tvp.pl informacje sport kultura rozrywka vod serwisy tvp.pl program telewizyjny

Finał Ligi Mistrzów: Doktor Jekyll i pan Hyde. Historia Juergena Kloppa

Juergen Klopp ma dwie twarze. Na boisku jest wulkanem energii, zachowuje się jak w amoku. Biega, skacze, bezustannie krzyczy i wymachuje rękoma. Kiedy jednak opuszcza bramy stadionu, szuka ukojenia – w długich, samotnych spacerach, modlitwie i słuchaniu ulubionych płyt. Choć fani go kochają i zapewniają, że miałby ich głos nawet w wyborach prezydenckich, to sam nie lgnie do świata celebrytów – zamiast na bankiet, woli iść do osiedlowego pubu i wypić z kibicami piwo.
Juergen Klopp (fot. Getty Images)

Finał Ligi Mistrzów: Real Madryt – FC Liverpool w TVP1, SPORT.TVP.PL i aplikacji [TRANSMISJA]

Klopp z pewnością nie byłby dobrym pokerzystą, bo jego twarz błyskawicznie zdradza emocje. W zależności od przebiegu spotkania, jego mimika albo obrazuje skrajną frustrację, albo skrajną euforię. Prawdopodobnie wzdłuż linii pokonuje podobną odległość co piłkarze na boisku, bo przecież niewiele jest chwil, gdy stoi nieruchomo i obserwuje mecz.

Jeśli na stadionie jest 80 tysięcy kibiców, elegancka powściągliwość na nic się zda. Wiem, że ludzie dziwnie na mnie patrzą, ale ja po prostu żyję meczem. To emocje, których nie da się powstrzymać – wytłumaczył w jednym z wywiadów swój wybuchowy charakter.

Jest w nim pełno pasji, angażuje się w każde spotkanie całym sobą. Ci, którzy poznali go osobiście, twierdzą zresztą, że podobnie potrafi reagować w życiu. I choć przed kibicami tworzy obraz kipiącego emocjami faceta, to w życiu codziennym potrafi być też nadzwyczaj spokojny i rodzinny. Nie jest tak, że wraca do domu i obsesyjnie ogląda do rana powtórki meczów, by wyłapywać błędy w ustawieniu, wprowadzać korekty w taktyce i analizować rywala. Jak ważne przy całym piłkarskim zgiełku jest życie prywatne, zrozumiał gdy był jeszcze piłkarzem.

Kiedy ponad dwie dekady temu zawodowo kopał piłkę, pewnego wrześniowego ranka musiał udać się na trening. Dla niego był to dzień jak każdy inny. Ot, rutyna. O wiele większa tremę czuł wówczas jego kilkuletni syn, który po raz pierwszy szedł do szkoły.

Gdy wróciłem do domu, dotarło do mnie, że zachowałem się fatalnie. Nie potrafię sobie nawet wyobrazić miny mojego syna, który nie miał u boku ojca w tak ważnym dniu – wspominał. Tamtego poranka przewartościował niektóre sprawy, zaczął poszukiwać równowagi między sprawami zawodowymi a prywatnymi.

Pierwszy od prawej – Juergen Klopp (fot. Getty Images)

Juergen Klopp (fot. Getty Images) Gdy więc kilkanaście miesięcy później, już jako trener Mainz, dowiedział się że matka jego piłkarza, Fabiana Gerbera, obchodzi urodziny, odesłał go z budynku klubowego do domu i zakazał udziału w treningu. Innym razem nie oszczędził jednego z członków sztabu, który... nie miał pojęcia o narodzinach dziecka Andy'ego Robertsona, obrońcy Liverpoolu. – Jak mogłeś tego nie wiedzieć?! To najważniejszy moment w jego życiu! – miał wówczas ganić nieświadomego trenera.

Choć przygotowanie fizyczne i taktyka to piekielnie ważne aspekty futbolu, to bledną one i niewiele znaczą, gdy zespół nie stanowi zgranego grona. Klopp stara się jak może, by integrować piłkarzy. Już w Liverpoolu stworzył na WhatsAppie grupę tylko po to, by zawodnicy byli z nim w stałym kontakcie. Jeśli któremukolwiek doskwierał jakiś problem – mógł napisać do szefa i był pewny reakcji oraz zrozumienia.

Biznesowy aspekt piłki nie jest dobry, piłkarze nie czują się w nim optymalnie. A ja chcę, by byli wolni i nie dusili w sobie emocji – wyjawił w rozmowie z portalem goal.com.

Świat sportu to także bezustanne zmaganie się z presją – oczekiwania wobec zawodników mają wszyscy: od trenerów, przez prezesów, aż po kibiców. A Klopp doskonale to rozumie i gdy tylko może – odciąża graczy. Między innymi powtarzając wielokrotnie w wywiadach, że przez obserwatorów futbol traktowany jest zbyt zero-jedynkowo.

Nie może być tak, że widzimy tylko czarne i białe. Jeśli piłkarz strzeli kilka goli, od razu jest chwalony, wznoszony pod niebiosa. Wystarczy jednak chwilowa zapaść formy i już ma się go za słabego zawodnika.

Sam Klopp coś o tym zresztą wie. Piłkarzem był co najwyżej przeciętnym i wcale się z tym nie kryje. Jako młody zawodnik trafił na przykład na treningi Eintrachtu Frankfurt. Był przerażony poziomem, z którym się wówczas zderzył, poważnie rozważał zmianę specjalizacji.

Patrzyłem na Andreasa Moellera i nie potrafiłem pozbierać się psychicznie. Był moim rówieśnikiem, ale jeśli on wówczas prezentował klasę światową, to ja... nie byłem nawet klasą. Pomyślałem, że jeśli on gra w piłkę, to ja zajmuję sie na co dzień zupełnie inną dyscypliną.

Zaciskał jednak zęby i harował. Wykuwał przy tym charakter, co po latach zresztą uznał za kluczowy dla swoich losów epizod. – Nie miałem innej pracy, niewiele potrafiłem. Musiałem stawić czoła presji i nauczyć się z nią żyć. Ta presja nie wynikała ze strony kibiców czy trenera. Tworzyłem ją sam. Byłem sfrustrowany tym, że jestem tak słaby, ale przełom lat 80. i 90. był dla mnie walką o przetrwanie. Jeśli chciałem mieć za co przeżyć, to futbol był jedyną drogą.

Gudio Schaefer, kolega Kloppa z boiska, przyznał po latach, że chociaż Juergen był szybki, zawzięty i ambitny, to technicznie wyraźnie odstawał. Być może dlatego trenerzy nie potrafili znaleźć mu jednej pozycji na boisku i rzucali go po placu w zależności od potrzeb. Zaczynał jako napastnik – raz nawet strzelił cztery gole, dzięki czemu zainteresował się nim Hamburger SV.

Rewelacyjny występ okazał się jednak tylko wypadkiem przy pracy, bo później przez kilkanaście kolejnych spotkań nie potrafił pokonać bramkarza. Gdy więc jeden z obrońców doznał kontuzji, Klopp został nagle przesunięty na prawą stronę defensywy. Tam przynajmniej zespół czerpał większą korzyść z jego cech wolicjonalnych.

Prawdę mówiąc, gdy wędrowała do niego piłka, wszyscy zastanawialiśmy się, co się wydarzy. Mógł przyjąć, mógł stracić, to była loteria. Faktem jest jednak, że fantastycznie rozumiał futbol. Bardzo dużo widział, potrafił przewidywać ruchy rywala. W rozmowach z kolegami podkreślaliśmy, że na bycie zawodnikiem ma za mało talentu, ale w przyszłości może być świetnym trenerem – opowiadał Schaefer.

Szczęście Kloppa, że trafił wówczas na trenera-rewolucjonistę, który wierzył że wymyślił piłkę na nowo, a jego taktyczne rozwiązania są przełomowymi. W czasach, gdy za modne i skuteczne uznawało się granie z libero, Wolfgang Frank ustawiał drugoligowe Mainz w 4-4-2. Aktualny trener Liverpoolu był jego prawą ręką na boisku, a poza nim regularnie rozprawiali o tym, jakie ulepszenia w systemie wprowadzić, czym zaskoczyć przeciwnika.

Juergen Klopp jako trener Mainz (fot. Getty Images)

Właśnie wtedy, gdzieś w połowie lat 90., narodził sie Klopp-trener. Jeszcze przez wiele lat kopał piłkę, ale cały wolny czas spędzał z trenerami i kartką papieru. Gdy koledzy wychodzili na imprezy, on zostawał w domu i albo poświęcał czas rodzinie, albo swojej nowej pasji.

Ożenił się mając 21 lat. Mówiłem mu wówczas, że jest młodym facetem, piłkarzem, powinien korzystać z uroków życia. Ale Juergen wolał zajmować się czymś innym, a do tego od zawsze był człowiekiem bardzo religijnym. Zawsze kończyło się na tym, że po ciężkiej nocy przychodziłem na trening, a on doskonale bawił się, gdy opowiadałem mu historie z minionych kilku godzin – wspominał Schaefer.

Z tamtymi czasami wiąże się też pewna historia, którą znaleźć można w poświęconej charyzmatycznemu trenerowi książce "Klopp: Bring the noise". W 2000 roku Mainz zatrudniło niemieckiego trenera, Eckharda Krautzuna. Działacze klubu byli wręcz oczarowani sposobem, w jaki 60-latek opowiadał im o piłce. Roztaczał wspaniałe wizje, fantazjował o taktyce, sposobie gry. Nie wahali się ani trochę, by podsunąć mu pod nos umowę. Krautzun poprowadził jednak zespół w zaledwie 10 meczach, z czego wygrał zaledwie dwa. Błyskawicznie został wylany.

Minęły trzy tygodnie od zwolnienia, gdy Klopp przypadkowo spotkał się na klubowym korytarzu z prezesem Mainz, który nie potrafił się nadziwić, że tak przygotowany merytorycznie człowiek nie uporał się z zespołem. Jeszcze bardziej zaskoczony był, gdy usłyszał, że Klopp otrzymał wcześniej od Krautzuna telefon z prośbą o wyjaśnienie, jak jego zdaniem powinny grać "Zero-Piątki". Żywiołowa dyskusja trwała trzy godziny, a 60-latek szczegółowo powtórzył ją szczegółowo podczas rozmowy kwalifikacyjnej...

Klopp stratny jednak nie był. Gdy 28 lutego Krautzun stracił pracę, Christian Heidel, dyrektor sportowy klubu, uznał że najlepszym kandydatem na trenera będzie właśnie Klopp. – Wolfgang Frank powiedział mi pewnego razu, bym zbierał notatki z treningów, bo kiedyś zostanę pierwszym trenerem. Ale wtedy w to jeszcze nie wierzyłem – przyznał po latach.

Od jego debiutu w roli szkoleniowca minęło ponad 17 lat. Klopp przeszedł drogę z prowincjonalnej Moguncji, przez prężny piłkarsko Dortmund, aż po jeszcze potężniejszy Liverpool. Jeden z lokalnych dziennikarzy, którzy pamiętają Juergena-piłkarza, napisał kiedyś w podzięce: "W historii tego miasta są dwaj wielcy ludzie – Johannes Gutenberg i właśnie Klopp".

Dziś znamy go jako trenera, który bardzo dużo wymaga od zawodników, ale jednocześnie ma ogromny dystans do otaczającego go świata. W trakcie konferencji prasowych chętnie żartuje, jest wyluzowany. Podobnie zachowuje się w stosunku do piłkarzy, dla których chce być jak najbardziej wyrozumiały. Przede wszystkim zawsze powtarza, że każdą porażkę można naprawić kolejnym meczem. A to myślenie wziął z... komiksów.

W dzieciństwie pochłaniałem serię "Mort & Phil". Uwielbiałem czytać o dwóch agentach, którym notorycznie coś się przytrafiało. Niezależnie jednak od tego, czy zostali przejechani przez walec, czy spadli z wysokiego klifu – zawsze szli dzielnie przed siebie. I tak samo jest w piłce, bo każdą porażkę można poprawić zwycięstwem – opowiadał podczas jednej z konferencji prasowych w 2005 roku, jeszcze jako opiekun Mainz.

Jaki jest więc przepis Niemca na zbudowanie zespołu pod kątem charakterologicznym? Przede wszystkim szczerość i zaufanie. Nie kryje się z niczym – nie tylko przed zawodnikami, ale i dziennikarzami. Kiedy więc został przed sześcioma laty zapytany o to, czy przypadkiem nie przeszczepił sobie włosów, bez namysłu wypalił: – Pewnie, że tak! Wyniki są zresztą świetne, prawda?

(fot. Getty Images)

Innym razem, gdy został już szkoleniowcem Liverpoolu, został zaproszony do lokalnej telewizji na wywiad. Zaproszenie przyjął, zjawił się w studiu wraz z Ianem Ayrem, dyrektorem klubu. W pewnym momencie został zapytany o to, czy zna i ceni Cilli Black, znaną angielską piosenkarkę, pochodzącą oczywiście z miasta Beatlesów.

Szczerze mówiąc, nie jestem jej fanem. Nie przypadł mi do gustu jej głos, a prowadzone przez nią programy były tandetne – wypalił. – Oj, Juergen, Juergen... – spuentował siedzący obok Ayre, a sala wybuchła śmiechem. Kloppa pokochano z miejsca.

Przykładów na jego nadzwyczajną wręcz normalność jest aż nadto. Gdy w ostatnim sezonie pracy w Dortmundzie jego zespół grał kiepsko, postanowił udobruchać kibiców. Zaprosił fanów na spotkanie z piłkarzami przy piwie, tyle że piwo nalewali właśnie zawodnicy. Umiejętnie rozładował napięcie i pomógł zdjąć z zespołu presję. Tak zresztą regularnie postępował jeszcze w Moguncji, gdy wraz z asystentem cyklicznie spędzał wieczory po meczach w pubie przy kuflu i rozmowach o futbolu. A z dosiadającymi się fanami chętnie wdawał się w dyskusje. Sam bowiem sądził, że z takich spotkań można wyciągnąć najwięcej.

Nawet gdy poznawał aktualną żonę, Ullę, kelnerkę z jednej knajp, nie dał po sobie poznać, że jest obiektem uwielbienia kibiców i zarabia naprawdę duże pieniądze. Uwielbiają go zresztą nie tylko fani prowadzonych przez niego zespołów, bo najzwyczajniej w świecie w całych Niemczech ma łatkę kapitalnego faceta. Gdy przed paroma laty stał się twarzą marki samochodów Opel, sprzedaż modelu Insignia wzrosła w 2014 roku aż o... 35 procent.

Taki jest właśnie Juergen Klopp. A właściwie: Juergen Norbert Klopp, co pomogło mu... dostać pracę w Liverpoolu. John W. Henry, właściciel klubu, studiował i pasjonował się onomastyką, czyli nauką o nazwach miejscowości, imionach, nazwiskach. Błyskawicznie skojarzył, że w jednym z germańskich narzeczy personalia szkoleniowca można tłumaczyć jako kombinację słów "północ" i "jasny", co miało być znakiem od niebios. Uznał bowiem, że w takim razie Niemiec z pewnością poprowadzi zespół ku świetlanej przyszłości...

Juergen Klopp w trakcie pierwszego w karierze finału LM. Przegranego 1:2 z Bayernem (fot. Getty Images)

W trakcie przygody z Liverpoolem zdarzały się momenty, gdy Klopp był krytykowany. Podobnie jak w poprzednich latach, uciekał w religię i długie, samotne spacery. Modlitwa daje mu ukojenie zarówno przed meczami, jak i po. Jak sam przyznaje – wyciszenie pozwala mu się najpierw odprężyć, a potem skupić.

Druga z form spędzania czasu pozwoliła mu natomiast zainteresować się chodem sportowym, o którym napisał pracę, którą potem obronił i odebrał dyplom na Uniwersytecie Johanna Wolfganga Goethego we Frankfurcie. – W trakcie pieszych wędrówek wietrzę umysł, a do mojej głowy trafia wiele pomysłów – także tych związanych z piłką nożną.

Wygląda więc na to, że zanim w sobotni wieczór wyprowadzi zespół na boisko stadionu w Kijowie i po raz drugi w karierze powalczy o zwycięstwo w Lidze Mistrzów, będzie się musiał udać w niejedną wędrówkę, bo czeka go potwornie trudne wyzwanie.

Transmisja finału Ligi Mistrzów w sobotę od 20:35 w TVP1, sport.tvp.pl i w aplikacji mobilnej. Mecz skomentują z Kijowa: Dariusz Szpakowski i Andrzej Juskowiak – były reprezentant Polski. Studio poprowadzi Jacek Kurowski, a wśród jego gości znajdą się: były kadrowicz Sebastian Mila i trener Jacek Magiera.

najpopularniejsze

Juergen Klopp: bramka dla Napoli to w dużej części mój błąd

Błyskawiczna robota "Diablo"! Sands znokautowany w 2. rundzie

Puchar EHF: RK Gorenje Velenje – KPR Gwardia Opole (mecz)

Jerzy Brzęczek: nie martwię się o liczbę występów Błaszczykowskiego

Niesamowity karny w Rosji! Zdobył bramkę uderzeniem z... backflipa