tvp.pl informacje sport kultura rozrywka vod serwisy tvp.pl program telewizyjny

Finał Ligi Mistrzów: żółtodziób zdominował Europę. Tajemnice sukcesu Zidane'a

Rok 2016, 4 stycznia, w Realu Madryt wybiła godzina zmian w dobie wielkiego kryzysu – zatrudniony przed sezonem Rafael Benitez zostaje zwolniony. W kilka miesięcy zdążył skłócić się z piłkarzami, nie potrafił wydobyć z nich potencjału, nie pasował do nich. W jego miejsce przyszedł Zinedine Zidane… nikt nie spodziewał się, jak wiele wniesie do klubu.
Zinedine Zidane (fot. Getty Images)

Finał Ligi Mistrzów: Doktor Jekyll i pan Hyde. Historia Juergena Kloppa

Początkowo Florentino Perez był krytykowany za postawienie na Francuza. Wszyscy znali jego nazwisko, pamiętali z boiska, wiedzieli, że był liderem i sercem zespołów, w których był... jako piłkarz. Trener Zidane, nie dał zresztą czasu, aby poznać się od tej strony. Prowadził tylko rezerwy Realu Madryt, zespół Castilli… i wcale nie osiągał znakomitych rezultatów. Wcześniej był "przybocznym" Carlo Ancelottiego, gdy Królewscy w 2014 roku zdobywali Ligę Mistrzów.

W tamtym czasie zatrudnienie Zidane’a uznano za kolejny chaotyczny ruch. "Kolejny", bo w 2015 roku Perez zwolnił ze stanowiska trenera Ancelottiego, choć stała za nim szatnia, kibice, a częściowo także wyniki. Nie zdołał wywalczyć zwycięstwa w Lidze Mistrzów i lidze hiszpańskiej, ale zespół był bliski sukcesu, a pierwsze trofeum zdobył w sezonie debiutanckim... Prezes argumentował koniec pracy z Włochem "poszukiwaniem nowego impulsu".

Jose Mourinho (fot. Getty Images)

Madryt nieprzyjazny "żelaznym sierżantom"

Tym miał być Benitez. Trener zupełnie różny od Ancelottiego – taktyk, człowiek liczb, który z wielkim futbolem kontakt miał tylko od strony szkoleniowej. I dla takich ludzi w futbolu jest miejsce – ogromne sukcesy odnosił Jose Mourinho, sam Benitez, a kiedyś Arrigo Sacchi, ale niekoniecznie znajduje się ono w Realu Madryt, czyli jednym z najbardziej specyficznych klubów na świecie.

W najnowszej historii Królewskich nie zdarzyło się tak, żeby trener z twardą ręką, "żyjący" z taktyki, sprawdził się na dłuższą metę. Nawet Mourinho, po którym obiecywano sobie bardzo wiele, wytrzymał w Madrycie ledwie trzy lata, nie spełniając pokładanych w nim nadziei. Żaden z szkoleniowców – ani Capello, ani Mourinho, ani Benitez – nie zdołał wygrać z Realem Ligi Mistrzów. Sprawdzali się tylko "dobrzy wujkowie", którzy zamiast krzyczeć i wymuszać swą wolę na graczach, szukają dialogu.

Podstawą sukcesu nie było ścisłe egzekwowanie założeń taktycznych, ale dobra atmosfera w zespole. Innymi słowy coś, co w znakomitej większości klubów nie wystarczyłoby do osiągania dobrych rezultatów, w Madrycie sprawdziło się idealnie. Ligę Mistrzów od 1998 roku wygrywali Jupp Heynckes, Vicente del Bosque, Carlo Ancelotti i Zinedine Zidane – wszyscy bliżsi tej bardziej przyjaznej charakterystyce.

Nawet w tym gronie Zidane jest zresztą trenerem wyjątkowym… I Heynckes, i Del Bosque, i Ancelotti mimo pogodnej natury są trenerami, którzy potrafią świetnie przygotować zespół taktycznie. Od Mourinhów tego świata różni ich jednak podstawowy zamysł – ich zespoły po pierwsze grają pięknie, po drugie skutecznie, nie odwrotnie. Długoletnie doświadczenie procentowało, bo ich drużyny mimo pięknej gry pozostawały zdyscyplinowane. Zidane pod tym kątem jest dopiero oseskiem, w tej stronie trenerki wciąż raczkuje...

Zinedine Zidane i Florentino Perez (fot. Getty Images)

"Wciąż się uczę"

Zidane nie kryje – w tym fachu stawia pierwsze kroki, nie jest nieomylny. Uczy się szczególnie taktycznej warstwy trenerki… ze średnim skutkiem. W najważniejszych spotkaniach rzadko eksperymentuje, ale w lidze czasem próbuje zaskoczyć ustawieniem i wpada na osobliwe, nie do końca sprawdzające się pomysły. Wystawianie dwóch lewych obrońców na boisku naraz jest jednym z przykładów. Między innymi dlatego i w lidze eksperymentów taktycznych raczej unika, choć kadrowy aspekt to zupełnie inna sprawa.

Francuz sporo czerpie od Ancelottiego, z którym pracował w sezonie 2013/14. Wtedy jego rola w zespole nie było jasno zdefiniowana, był drugim trenerem, ale nie asystentem – tym był Paul Clement. Podstawowy cel był prosty – nauczyć się od Włocha jak najwięcej, a potem spróbować zaadaptować to do Realu Madryt Castilla. Los chciał, że nauki bardziej doświadczonego szkoleniowca Zidane uskuteczniał raczej w pierwszym niż filialnym zespole.

Tuż po przyjściu, w styczniu 2016 roku, Zidane zmienił zespół… przywracając mu stare nawyki. Od zwolnienia Ancelottiego nie minęło sporo czasu, zawodnicy doskonale więc pamiętali, jak grali pod jego wodzą. Pomysły Beniteza zostały szybko odrzucone. Do dziś drużyna opiera się na zrębie wypracowanym przez włoskiego trenera.

Zinedine Zidane (fot. Getty Images)

Siła prostoty

Sekret Zidane’a tkwi w prostych, racjonalnych metodach i decyzjach. Francuz pamięta grę w Realu, dlatego dobrze wie, czego potrzebują zawodnicy w tym klubie. Gdy objął zespół, na treningi we wzmożonym stopniu wróciła na przykład praca z piłką, długie gry w "dziadka" – coś, co Królewscy lubią, ale czego także potrzebują w grze. W Hiszpanii piłka musi być wymieniana szybko, dokładnie, bez zbędnego namysłu i szkoleniowiec położył na to nacisk.

Największym sukcesem Zidane’a jest budowanie atmosfery w zespole… w sposób totalny. W Realu graczy niezadowolonych jest coraz mniej. Szansę dostają wszyscy, rotacja jest szeroka, a nawet gdy ktoś decyduje się na odejście, nie robi tego, będąc zwaśnionym z trenerem. Tak było z Alvaro Moratą, który przeszedł do Chelsea, czy z Mariano Diazem grającym obecnie w Olympique Lyon.

Wspomniana rotacja była problemem Królewskich od lat. Kadrę zawsze budowano szeroko, w teorii była przepełniona dobrymi zawodnikami, w praktyce grali "ci sami". I to się nie zmieniało. Trenerzy różnie motywowali swoje decyzje, ale przyszedł Zidane, postawił na wszystkich i pokazał – "widzicie, myliliście się".

Nie jest za to geniuszem taktycznym, przynajmniej na razie, ale potrafi jedno – zauważyć na jakiej pozycji i w jakiej roli piłkarz będzie spisywać się najlepiej. Zawodnicy, z których korzysta najczęściej, nie okupują konkretnych sektorów na murawie z przymusu – biegają w tych strefach, w których czują się dobrze. To wpływa na rezultaty… pozytywnie.

Cristiano Ronaldo (fot. Getty Images)

Moc przekonywania

Francuz to piłkarski autorytet – wszyscy zawodnicy, którzy grają obecnie zawodowo w futbol, doskonale pamiętają go z boiska, czują do niego respekt. To pomaga w docieraniu do gwiazd Realu Madryt, dzięki temu jest też ich w stanie przekonać do rzeczy, których nie chcieli robić u innych trenerów.

Przykładem Cristiano Ronaldo – Portugalczyk od początku kariery chciał grać w każdym meczu, strzelać jak najwięcej goli. W Realu przed Zidane'em nie odpoczywał niemal nigdy – występował w spotkaniach z Levante, Bilbao czy Realem Sociedad nawet, jeśli zaraz trzeba było grać w Lidze Mistrzów. Nie docierało do niego, że się starzeje i aby pokazywać się z jak najlepszej strony w najważniejszych rozgrywkach potrzebuje odpoczynku….

Do tego zdołał go namówić Zidane. Efekt? Choć w tym i poprzednim sezonie Portugalczyk grał mniej, nadal strzela multum goli, szczególnie w Lidze Mistrzów. W zeszłym roku skompletował hat-trick w meczach ćwierćfinałowych i półfinałowych z Bayernem Monachium i Atletico. W tym sezonie znów jest najskuteczniejszym strzelcem w rozgrywkach.

Zinedine Zidane (fot. Getty Images)

Głos, którego się słucha

To sprawia, że Real Zidane’a nie ma problemu, aby zebrać się, gdy sytuacja tego wymaga. W normalnych warunkach trudno namówić ofensywnych piłkarzy Królewskich do pełnego zaangażowania, bo wiedzą, że nawet grając na "pół gwizdka", są w stanie wygrać niemalże z każdym zespołem z Primera Division.

W Lidze Mistrzów cały zespół rusza jednak do zorganizowanego pressingu… I to wystarcza – wybieganie, a także umiejętności indywidualne i zgranie, sprawiają, że Real jest niemal nie do zatrzymania. Dlatego zespół staje przed szansą wygrania rozgrywek po raz trzeci z rzędu.

W wyjątkowy sposób potrafi też zmotywować zespół w trakcie meczu, zareagować. Dowodem zeszłoroczny finał Ligi Mistrzów – do przerwy było 1:1, ale w drugiej połowie to Real był zespołem znacznie lepszym od Juventusu i wygrał 4:1. Pomogła przemowa Zidane’a z szatni – to ona poderwała zespół do ataku. Zareagował i wyciągnął wnioski. Ma też rękę do zmian – wprowadzani przez niego gracze niezwykle często potrafią wnieść wiele na boisku, z dokonywaniem korekt nie czeka zresztą do osiemdziesiątej minuty meczu.

Francuz jest trenerem idealny skrojonym pod Real Madryt – prawdopodobnie na tym etapie kariery nie zdołałby osiągnąć podobnych wyników gdziekolwiek indziej. W pełni oddaje mentalność tego klubu. Potrafi łączyć medialną kurtuazję – choć naprawdę posiada także bardziej burzliwą twarz – z umiejętnym zarządzaniem grupą. Wreszcie uwolnić potencjał "samograja", którego nie potrafiły rozkręcić bardziej uznane marki na rynku trenerskim. A wcale nie musiało tak być…

(fot. Getty Images)

Człowiek, który nie chciał zostać trenerem

Niewiele brakowało, aby przygoda Zidane’a na ławce nie zaczęła się wcale. – Kiedy skończyłem karierę, wcale nie pragnąłem być trenerem – mówił Francuz. – Chciałem się zatrzymać, żeby robić coś innego, ale wtedy zdałem sobie sprawę, że muszę kontynuować tę drogę życiową – dodawał. Był do tego przygotowany…

W 2006 roku Francja wywalczyła srebrny medal na mundialu w Niemczech. Drużynę trenował Raymond Domenech, ale… w rzeczywistości prowadził ją Zidane. Na boisku drużyna słuchała się pomocnika, ustawiała tak jak chciał, szła do celu, bo on chciał tam iść.

Sama jego obecność sprawiała, że Trójkolorowi spisywali się lepiej. Zawodników o podobnych umiejętnościach jak on nie było wielu, ale takich, którzy byliby w stanie łączyć to z charakterem przywódcy, zwycięską mentalnością, prawie w ogóle.

Nie ulega wątpliwościom, że to trener idealnie skrojony pod Real. Ma wady, jak każdy w tym fachu, ale ma także zalety pasujące do klubu o ogromnej tradycji, z jedną z najmocniejszych kadr na świecie. Teraz może napisać historię i wygrać Puchar Europy trzy razy z rzędu, czego żaden trener z Madrytu nie dokonał od ponad 50 lat.

najpopularniejsze

Oficjalnie: filar reprezentacji Chorwacji odchodzi

75. TdP: "piłkarski" etap z Chorzowa do Zabrza (kronika 06.08.2018)

Kapitalny finisz Święty-Ersetic. Polka mistrzynią Europy!

Lekkoatletyczne mistrzostwa Europy. Sztafeta 4x400m kobiet (finał): Polki ze złotym medalem

ME w Berlinie: złoty medal Anity Włodarczyk