tvp.pl informacje sport kultura rozrywka vod serwisy tvp.pl program telewizyjny

Piotr Reiss: Bjelica jest ofiarą. Najłatwiej poświęcić trenera

Do 30. kolejki minionego sezonu, Lech Poznań był faworytem do zdobycia tytułu mistrzowskiego. Na finiszu popadł jednak w marazm, co poskutkowało katastrofalnymi wynikami, zmianą szkoleniowca i fatalną atmosferą na trybunach. – Mówienie w kontekście Lecha o jakiejkolwiek strategii, planie transferowym, to zakłamywanie rzeczywistości – tłumaczy były piłkarz Kolejorza, Piotra Reiss, który ocenia również zatrudnienie Ivana Djurdjevicia, wpływ na Lecha środowiska menedżerskiego i napięte relacje klubu z kibicami.
PIOTR REISS (FOT. PAP)

Piotr Reiss: Lech nie ma już takiej duszy jak kiedyś

Marcin Borzęcki, SPORT.TVP.PL: – Czy to był pana zdaniem najsłabszy sezon w historii ekstraklasy?
Piotr Reiss: – Z pewnością jeden ze słabszych. Biorąc pod uwagę budżety czołowych klubów, Lech i Legia powinny skończyć z dużą przewagą punktową nad resztą stawki. Stało się inaczej i to nie dlatego, że sport ma w sobie pierwiastek nieprzewidywalności. Niestety, ale wynikło to z niefrasobliwości w doborze zawodników, trenerów oraz w źle obranych kierunkach. Na obecnym etapie rozwoju ligi, poświęciłbym nawet kilka sezonów na to, by budować siłę klubów w oparciu o polskich zawodników. Na to jednak nie pozwolą niektórzy menedżerowie, dla których ścieżka kariery zawodnika nie zawsze jest najważniejsza, co staram się uświadamiać chłopcom w mojej Akademii. Stworzyliśmy ciągłość szkolenia z szybkim wejściem utalentowanych zawodników do seniorów, bo to przecież zupełnie inna piłka niż juniorska. Wracając jednak do Ekstraklasy – uważam że warto również postawić na polską szkołę trenerską, obdarzyć zaufaniem tych ludzi i dać im szansę.

– Co było przyczyną tak fatalnej postawy Lecha na finiszu? Po rundzie zasadniczej Kolejorz miał punkt przewagi nad Legią i aż cztery mecze do rozegrania na własnym stadionie. Koniec końców stracił do stołecznych aż 10 oczek...
– Tytuł nigdy nie był tak blisko, bo przecież zależał wyłącznie od trenera i zawodników. W normalnej lidze i przy takiej różnicy finansowej na tle ligi, o której wspomniałem, byłoby to niedopuszczalne. Lech i Legia teoretycznie osłabiały w ostatnich latach konkurencję – trafiali do tych zespołów najlepsi zawodnicy z Lechii czy Jagiellonii, a finalnie okazało się, że największy potencjał tkwi w polskich zawodnikach z niższych lig, co udowodnili choćby w Białymstoku i Zabrzu. Oczywiście takie kluby jak Legia czy Lech nie mogą eksperymentować, muszą wygrywać "na już", dlatego niezwykle trudno jest wprowadzać dużą liczbę wychowanków do zespołu. W tym kontekście należy pochwalić oba kluby, choć wydaje się że i tak sporej grupie utalentowanych zawodników kariery sypią się przez to, że zbyt długo funkcjonują w tych zespołach z nadzieją regularnej gry. Generalnie nie mam zamiaru pastwić się nad Kolejorzem, bo to klub który mam w sercu, ale umówmy się – mówienie o jakiejkolwiek strategii, planie transferowym to zakłamywanie rzeczywistości. Jedyne co się sprawdza z tej koncepcji to pomysł, by piłkarza szybko wprowadzić i sprzedać z zyskiem.

Oprawa kibiców w trakcie ostatniego meczu sezonu z Legią Warszawa (FOT. PAP/JAKUB KACZMARCZYK)

– Latem 2015 roku Piotr Rutkowski powiedział w rozmowie z portalem Weszlo.com: "Odjechaliśmy Legii i powstaje pytanie, jak bardzo jej jeszcze odjedziemy. (...) O naszą przyszłość jestem spokojny." Rzeczywistość brutalnie jednak te słowa zweryfikowała.
– Nie można kopać leżącego, więc zostawię to bez komentarza. Powiem tylko, że sport, a zwłaszcza zarządzaniem takim klubem jak Lech, wymaga pokory, budowania relacji, słuchania nie tylko głosu wąskiej grupy. Rzekomo wszystko było "naj", a praktycznie jeden dzień obnażył wszystkie problemy. Zarządzający nie do końca zdają sobie sprawę z konsekwencji czynów. Tworzą projekt w oparciu o kibiców, który kochają Lecha i tak czy owak kupią karnety na sezon. Nikt jednak nie zadał sobie prostego pytania: dlaczego w regionie, w którym ma się monopol na poważną piłkę, średnia widzów to raptem kilkanaście tysięcy? Dlaczego nikt nie zapytał matki z dzieckiem, czy po tym, co się wydarzyło na ostatnim meczu, przyjdzie na stadion? Coś o tym wiem, bo ten stary Lech, w którym jeszcze grałem, odbudowywał wizerunek klubu, którego stadion był uznawany za jeden z najniebezpieczniejszych pod koniec lat 90. I nagle ja, jako kibic, nie mogę wyrazić swojej opinii? Właśnie tego chyba brakuje w klubie z ulicy Bułgarskiej – słuchania. Jestem przekonany, że gdyby na miejscu na co dzień był Jacek Rutkowski, Lech doklejałby drugą gwiazdkę nad herbem. Podkreślę to jeszcze raz – w drugiej lidze chodziło więcej kibiców na Lecha, a gdyby stadion był większy to średnia wahałaby się wokół 30 tys.

– Nie przebiera pan w słowach, podobnie jak podczas naszej ostatniej rozmowy.
– Być może wybrałem wówczas zły moment, bo przecież Lech był liderem i wielu mocno mnie krytykowało. Pewnie powiedziałem nieco za dużo, ale chyba intuicja, a może doświadczenie, podpowiadały mi, że w trosce o przyszłość tego klubu warto podjąć dyskusję. Tak naprawdę natknąłem się na tyle samo głosów poparcia, co krytyki. W sporcie jest niestety tak, że sukces – nawet chwilowy – potrafić przysłonić całą otoczkę i zatuszować ewentualne pomyłki. Zarzucano mi, że wspomniałem o Amice Wronki... A przecież ci sami, którzy mnie wówczas atakowali, tuż po straceniu szans na mistrzostwo wrzucali zdjęcia zniszczonych kuchenek, pisali o licencji i tak dalej... Czyli każdego kibica tego klubu coś boli, ale nikt nie wie jak to wyrazić. A ja przecież życzę Lechowi jak najlepiej.

– Uważa pan, że zastąpienie Nenada Bjelicy Rafałem Ulatowskim miało w ogóle sens?
– Jakie znaczenie miała ta zmiana na tym etapie sezonu? Doprowadziła do jeszcze większej eskalacji emocji wewnątrz drużyny, a przecież do końca rozgrywek były dwie kolejki i trzeba było je rozegrać. Pytanie powinno dotyczyć tego, czy szanujący się w Europie klub wyraża zgodę na pracę trenera w tym samym sezonie, w innym klubie. Bo przecież Chorwat zdobył właśnie z Dinamem dwa trofea. Oczywiście Bjelica jest ofiarą, bo w Polsce najłatwiej jest poświęcać trenerów, w dalszej kolejności dyrektorów, a dopiero później zawodników, o menedżerach nie wspominając. Dziś się z tego śmiejemy, ale opinia o polskiej lidze w Europie, u szanowanych szkoleniowców, jest mizerna. Produkt buduje się latami, a z Polski ucieka nawet Stanisław Czerczesow. I co on może powiedzieć kolegom po fachu? Panowie, odpuśćcie, nie ma co się użerać. Oczywiście koniec końców nie musi to być złe, budujmy markę polskiego szkoleniowca na świecie. Ale róbmy to z rozsądkiem i klasą. Proszę zobaczyć na różnicę pomiędzy tym, jak mówi o byłym trenerze mówi Dariusz Mioduski, a jak Piotr Rutkowski. Prezes Legii wie po prostu, że w przyciągnięciu znanego nazwiska nie jest najważniejsza kasa, ale również opinia, szacunek i renoma.

Piotr Rutkowski (fot. TVP Sport)PAP/Jakub Kaczmarczyk

– Jak w takiej sytuacji powinni zareagować rządzący klubem? Może podać się do dymisji? Piotr Rutkowski był na ostatniej konferencji niezwykle zdenerwowany, wielu domagało się jego zwolnienia, ale on kategorycznie wykluczył taki scenariusz.
– Rutkowscy zrobili wiele dobrego dla tego klubu, ale również wiele dostali od miasta i społeczeństwa, a mam wrażenie, że czasami nie potrafią tego uszanować. Zabijają wszystko, co poznańskie, regionalne – a z tymi cechami trzeba się albo urodzić, albo się ich nauczyć i zrozumieć. Zdenerwowanie i podsycanie atmosfery w obecnej sytuacji nie jest potrzebne –zabrakło mi na przykład w tej wypowiedzi analizy, gdzie zostały popełnione błędy. Bo tak, jak już mówiłem – poświęcenie Bielicy to czysty zabieg wizerunkowy, oczyszczenie się po nieudanym sezonie. A przyczyn niepowodzenia jest pewnie kilkanaście albo kilkadziesiąt. Jesteśmy pięknym miastem, w którym kibice, w odróżnieniu od wielu innych ośrodków, maja dużą wiedzę na temat piłki nożnej, ale także mechanizmów funkcjonowania biznesu. Tym ludziom naprawdę nie da się zamydlić oczu. Nowy właściciel otrzymał kredyt zaufania już 12 lat temu. Klub jest czymś więcej, nie tylko elementem gry rynkowej. Lech reprezentuje wartości i przeróżne grupy społeczne. Ktoś napisał po poprzednim sezonie, że o porażkach kibice szybko zapominają. Hmmm, dziwię się temu rozumowaniu, bo czy można zapomnieć kolejno o Tereku Groznym, Miedzi Legnica, Stali Mielec, Arce Gdynia, Islandczykach, najgorszej serii porażek w historii? Mamy swoją dumę. Choć jestem przekonany, że w przyszłym sezonie Lech znowu będzie dominował, będzie silniejszy, bo tak to już jest w sporcie. Tylko że niestety w tym klubie nie ma nawet takiego cyklu, w którym sezony lepsze przeplatałyby się gorszymi. Dyskusja nie powinna dotyczyć tego, czy Lech będzie miał trudność w zdobyciu mistrza. Dyskusja powinna dotyczyć tego, kto – Legia czy Lech – w jakim stylu oraz z jaką przewagą punktową nad resztą stawki zakończą sezon. Jeśli raport o kondycji finansowej jest prawdą, to te dwa kluby dzieli od reszty taka przepaść, jak Bayern Monachium i pozostałe drużyny w Bundeslidze.

– Jak zapatruje się pan na zatrudnienie Ivana Djurdjevicia?
– Szanuję Ivana. Wbrew pozorom ma dobrą sytuację wyjściową, co z pewnością brano pod uwagę. Jeśli sam prezes, po kilku latach budowania drużyny, mówi że jest ona w rozsypce, to cokolwiek nie zrobisz – gorzej nie będzie. Próbowano tę sytuację rozegrać umiejętnie wizerunkowo przez posypanie głowy popiołem i poświęcenie poprzedniego trenera, tylko dlaczego na tej konferencji musiał pojawić się również Ivan? Z szacunku dla jego przeszłej i przyszłej pracy, należy mu się dedykowane spotkanie i prezentacja, a nie przedstawienie w atmosferze niesmaku po wspominaniu przegranego sezonu. Czasami mam wrażenie, że wiele rzeczy w tym klubie robionych jest na opak. Prezes nie powinien przecież mówić o tym, co mówili zawodnicy. Zwłaszcza że według niego podobno mieli zadowolić się trzecim miejscem. Wierzy pan w to? Grałem wiele lat w piłkę i to jest jakieś totalna abstrakcja. Na konferencji nie słyszałem natomiast, kto odpowiadał za politykę transferową, jaki wpływ na Lecha ma środowisko menedżerskie, jak teraz funkcjonuje skauting. Umówmy się – na niektóre pozycje w składzie lepszych zawodników znajdziemy w pierwszej albo drugiej lidze.

IVAN DJURDJEVIĆ (L) I ROBERT LEWANDOWSKI (FOT. ARCHIWUM PAP)

– Czy to nie jest tak, że Lech boi się zaryzykować w kluczowych momentach? Na razie poszczycić się może koniec końców tylko zielonymi słupkami w Excelu po sprzedaży młodych piłkarzy, zaś Legia w ostatnich latach totalnie zdominowała krajowe podwórko i wygrywa mistrzostwo nawet z 11 porażkami na koncie. A to przecież pełna gablota się liczy.
– Dużo osób wycofuje się ze sponsorowania piłki, bo ludzie widzą, co się dzieje – zarówno na boisku, jak i na trybunach. Żadnej poważnej firmy nie będzie stać na sponsorowanie rozgrywek przy takim ryzyku, bo to inwestycja w słaby produkt. Jeśli prawa transmisyjne zostaną sprzedane za większą kwotę niż aktualnie to będzie to mistrzostwo świata. Dlatego uważam, że zbilansowany budżet to duży sukces zarządzających. My jednak, kibice, nie znamy wszystkich szczegółów. Lech kiedyś opublikował raport specjalnie dla fanów, który dotyczył wydatków i przychodów, co zostało bardzo pozytywnie odebrane. W tym obszarze uważam, że Kolejorz jest jedynym, albo jednym z kilku klubów sportowych w Polsce, gdzie po wycofaniu się jednego czy drugiego sponsora, klub nie upadnie nawet jeśli będzie stał za tym gorszy wynik sportowy. I za to należą się działaczom słowa uznania.

– Jak zareagować na sytuację z kibicami?
– Czegokolwiek bym nie powiedział, to i tak cześć będzie mnie krytykowała. Tak czy owak uważam, że do wielu sytuacji doszło za zgodą i przyzwoleniem władz. A może nawet za ich namową. I nie mówię tylko o transparentach, które dotyczyły również mnie. Mnie żadne słowa i flagi już nie przestraszą i nie zniszczą. Wstydziłbym się jednak na miejscu klubu, ale nie mówimy tutaj o zupełnym przypadku.

Jak pan widzi przyszłość poznańskiego Lecha? Zwłaszcza biorąc pod uwagę, że klub straci sporo pieniędzy wskutek pustego stadionu w wielu meczach.
– Prezes jest akurat dobrym ekonomistą, więc z pewnością sobie poradzi. Nie wiem w jakiej kondycji finansowej jest firma, ale ambicja Rutkowskich nie pozwoli dopuścić do zapaści. Czy ta kara pomoże, cokolwiek zmieni? Myślę że Lech, po tylu latach, powinien dojrzeć i zrozumieć pewne mechanizmy, zauważać że struktura osób na trybunach się zmieniła. Wspominałem ostatnio o studentach na stadionie i krytykowali mnie ci, którzy nie zdają sobie sprawy, że coraz trudniej jest przyciągnąć młode pokolenie na trybuny, bo ono powoli żyje w wirtualnym świecie. A chyba nikt nie sądzi, że na tę chwilę magnesem jest poziom sportowy. Tak, jak było to choćby za czasów Franciszka Smudy. Dlatego cieszą inicjatywy klubu dla młodszych grup, ale pytanie ilu z nich wróci od razu albo za kilka lat na stadion. Lechowi jest dużo łatwiej gdyż profesjonalny sport w Poznaniu nieco podupadł i praktycznie jest tylko Kolejorz. Ja na przykład doskonale pamiętam lata, gdy po meczach Lecha szło się pieszo do areny na mecz koszykówki i to były znakomite czasy!

Kamil Jóźwiak w starciu z Michałem Kucharczykiem (fot. PAP/Jakub Kaczmarczyk)

– Na zakończenie – jak ocenia pan podejście do młodych zawodników w piłce? Zwłaszcza z perspektywy człowieka, który prowadzi własną akademię.
– Bardzo mocno pracujemy nad jakością, w tym roku zamknęliśmy ciągłość szkolenia od 4-latka do seniora, bo pierwsi 16-latkowie, nasi wychowankowie, próbują sił już w dorosłej piłce. Startuje klasa w liceum, mamy już szkołę podstawową do której codziennie jest przywożonych specjalnymi busami ponad 30 zawodników z regionu, którzy wracają o godzinie 15 do domu i korzystają z życia rodzinnego. Nie zamykamy w internacie poza miastem, nie zmuszamy do tego, bo psychika w tym wieku jest najważniejsza. Mamy pomysły, koncepcje, brakuje tylko jeszcze kilku lat bo funkcjonujemy niespełna od siedmiu. A jeśli chodzi o szkolenie to wszyscy patrzą przez pryzmat starszych zawodników taktyki, treningów specjalistycznych, a ja cały czas powtarzam: obudźmy się, bo czasy się zmieniły, głównym zmartwieniem jest zatrzymać i zachęcić do sportu pięcio- czy sześciolatka. Granica wiekowa bardzo się przesunęła. W tych kategoriach pracują najważniejsi dla piłki trenerzy, a ich praca jest naprawdę trudna. Mam bardzo dobrych trenerów w Akademii Piłkarskiej Reissa i ściśle współpracujących w Akademii Piłkarskiej Falubaz i AP Stal Gorzów i za zaangażowanie im dziękuję. Zgłaszają się do nas kluby i gminy, które nie mają ścieżki szkolenia dla najmłodszych i robimy to dla nich. Stawiamy na jakość i podnoszenie kwalifikacji, co nie jest łatwe bo często kursy czy nawet studia nie przygotowują do pracy z najmłodszymi.
Ponadto założyliśmy wraz z kilkoma akademiami Stowarzyszenie PASS pod hasłem "Razem dla piłki". Chcemy przekonywać władze do zmian systemowych, przeprowadziliśmy badania rynku i nie jest tak kolorowo jakby się wydawało. Stowarzyszenie jest otwarte i zapraszam wszystkich do współpracy – zarówno małe szkółki, jak i te większe, bo w grupie możemy więcej. Dzielimy się wiedzą. Cieszy też, że kilka naszych postulatów, PZPN wprowadził. Na przykład zniesienie opłat czy przerzucenie sporych środków do niższych lig z systemu PRO Junior System, który faworyzował najsilniejszych i stwarzał podwaliny często nieetycznej walki o młodzieżowców.

najpopularniejsze

Choroba cywilizacyjna sportu? Dlaczego depresja nadal zabija

Lettieri: Miedź ma przewagę już przed meczem

Klasówka z Legii. Zagłębie jak Dudelange?

Probierz: piłkarz za darmo czy za milion? Nie ma różnicy

Wielkie Atletico, poniżony Real. Echa Superpucharu Europy