tvp.pl informacje sport kultura rozrywka vod serwisy tvp.pl program telewizyjny

Szalony sezon w Lidze Mistrzów. Co z niego zapamiętamy?

Kurz po sobotnim finale Ligi Mistrzów powoli odpada, a to oznacza że warto podsumować minioną edycję tych elitarnych rozgrywek. Edycję pełną kapitalnych spotkań, zaskakujących rezultatów i meczów, które na długo zapadną w pamięci kibiców.
Loris Karius i Gareth Bale (fot. Getty Images)

Zmiany w LM. Inne godziny spotkań, szersza ławka rezerwowych

W Dortmundzie i Lizbonie na zero z przodu

Do pierwszych niespodzianek doszło już w fazie grupowej, bowiem kilka zespołów zaprezentowało się z wybitnie słabej strony. Atletico zgromadziło ledwo siedem punktów i "spadło" do Ligi Europejskiej, podobną wpadkę zaliczyło Napoli. Prawdziwego blamażu doświadczyli jednak piłkarze Benfiki oraz Borussii Dortmund.

Portugalczycy w dwóch poprzednich sezonach kończyli rozgrywki w fazie pucharowej, a teraz... nie zdobyli nawet punktu. Co więcej – strzelili tylko jednego gola! Benfica przegrała wszystkie mecze, a o jej słabości najlepiej świadczy fakt, że dała się pokonać pozornie gorszej Bazylei aż 0:5.

Nie popisała się również Borussia Dortmund. Finaliści LM sprzed pięciu lat również nie zaznali smaku zwycięstwa, a dwa jedyne remisy padły w meczach, w których przeciwnikiem był APOEL Nikozja. Drużyna z Zagłębia Ruhry błyskawicznie więc pożegnała się z Champions League, ale szansę na rehabilitację otrzyma już za kilka miesięcy.

Kadr z meczu Borussia – APOEL (fot. Getty Images)

Teatr dramatyczny im. Massimiliano Allegriego

W trakcie sezonu włoskie media określiły Juventus "najbardziej cynicznym zespołem w historii" i trudno się takim epitetom dziwić. W tym sezonie fani Starej Damy wielokrotnie utyskiwali nad sposobem gry zespołu, ale koniec końców nie mieli prawa narzekać na osiągane wyniki.

Fazę grupową udało się jeszcze przebrnąć bez większych turbulencji. Prawdziwych emocji dostarczały jednak mecze Juve w kolejnych rundach, a najtrafniejszym obrazem tego zespołu był dwumecz z Tottenhamem Hotspur. Gospodarze w pierwszym spotkaniu prowadzili po 10 minutach już 2:0 i wydawało się, że są jedną nogą w ćwierćfinale. Koguty zdołały jednak doprowadzić do wyrównania, a gdy przy prowadzeniu 1:0 w rewanżu nie wypuszczały rywala z jego połowy. I fani z Włoch zaczęli godzić się z porażką.

Okazało się jednak, że piłkarze z Półwyspu Apenińskiego z premedytacją usypiali rywala, by w najmniej spodziewanym momencie zadać mu bolesny cios. Najpierw jeden, za sprawą Gonzalo Higauina, a po chwili drugi – autorstwa Paulo Dybali. Tym samym Juve wywalczyło awans, po czym znów zafundowało kibicom kolejną emocjonalną huśtawkę.

Na półmetku rywalizacji z Realem Madryt, Hiszpanie wygrywali 3:0. Na Bernabeu jednak niespodziewanie... po godzinie gry prowadzili w identycznym stosunku. I dopiero dramatyczna końcówka z faulem w polu karnym i wykorzystaną przez Cristiano Ronaldo "jedenastką" w 98. zniszczyła marzenia o awansie...

Massimiliano Allegri (fot. Getty Images)

Ofensywne show The Reds

To, co charakteryzowało zespół Juergena Kloppa w tej edycji, to rozmach z jakim drużyna przeprowadzała akcje w ofensywie. Niemiecki szkoleniowiec, jeszcze w czasach gdy prowadził Borussię Dortmund, opowiadał że lubi gdy jego zespół stanowi heavy metalową kapelę. I przyznać trzeba, że ta z Anfield grała w ostatnich miesiącach wyjątkowo ciężką dla rywali muzykę.

The Reds strzelili bardzo dużo goli, potrafili w niektórych spotkaniach dać prawdziwy popis gry ofensywnej. Spartakowi Moskwa strzelili siedem goli na Anfield, Mariborowi siedem na wyjeździe, Porto pięć na Estadio do Dragao, Manchesterowi City trzy przed własną publicznością, a Romie – również na Wyspach – pięć. Nic więc dziwnego, że kibice zachwycali się tercetem Salah – Firmino – Mane, a obrońcy drżeli mając stawić im czoła.

Kompromitacja Kariusa

Fenomenalny atak nie wystarczył jednak do wygrania Ligi Mistrzów. W meczu finałowym dramatycznie spisał się bowiem Loris Karius, który najpierw w niewyjaśnionych okolicznościach rzucił piłką w Karima Benzemę, a potem odbił strzał Garetha Bale'a do bramki. Dla niemieckiego bramkarza to z pewnością najgorszy mecz w karierze.

Sadio Mane i Mohamed Salah (fot. Getty Images)

Rzymscy gladiatorzy

Przez długi czas AS Roma była niedoceniana. Grupę nawet wygrała, ale uznano to za łut szczęścia połączony z gorszą dyspozycją Chelsea i Atletico Madryt. Dwumecz z Szachtarem Donieck w 1/8 finału wygrała wyłącznie dzięki zasadzie o bramkach zdobytych na wyjeździe. Aż w końcu nadeszła konfrontacja z Barceloną...

Już w starciu na Camp Nou, które rzymianie przegrali 1:4, zespół Eusebio Di Francesco wyglądał co najmniej dobrze. Stworzył sobie sporo okazji bramkowych, sam też pomógł rywalowi katastrofalnymi błędami indywidualnymi. A w rewanżu doszło jednak do rozstrzygnięcia, którego nie spodziewał się prawdopodobnie nikt. Włosi zwyciężyli 3:0 i przebojem wdarli się do półfinału.

Tam znów pokazali charakter. 2:5 w Liverpoolu udało się "wyciągnąć" na 4:2 w Rzymie, ale ostatecznie do awansu zabrakło bramki.

najpopularniejsze

Groźby, kontrowersje, innowacje. Superpuchar Hiszpanii jakiego nie było

Poprawa stanu zdrowia Ronaldo. "Wszystko pod kontrolą"

Bartosz Kwiecień: lepiej nie jechać, niż odfajkować ten rewanż

Capriotti opuszcza Lubin. Cuprum z nowym trenerem

Rabiot grozi PSG. Francuz chce wymusić transfer