tvp.pl informacje sport kultura rozrywka vod serwisy tvp.pl program telewizyjny

NHL: czas na dogrywkę? Przed nami trzeci mecz finałowy

Przed nami trzeci mecz finałowy NHL. Rywalizacja o Puchar Stanleya przenosi się do Waszyngtonu. We własnej hali Stołeczni staną przed szansą zdobycia przewagi nad Vegas Golden Knights. Transmisja od 1:15 na TVP Sport, SPORT.TVP.PL i w aplikacji mobilnej, a od 1:40 także w TVP 1.
Washington Capitals – Vegas Golden Knights (fot. getty images)

"Obrona stulecia". Owieczkin aż złapał się za głowę

Pierwsze dwa spotkania wielkiego finału NHL odbyły się w T-Mobile Arena. Na własnym terenie drużyna Golden Knights grała ze zmiennym szczęściem. W pierwszym spotkaniu, po zaciętej rywalizacji, zwycięstwo Złotym Rycerzom zapewnił Tomas Nosek. Czech najpierw strzelił na 5:4 w połowie ostatniej tercji, a następnie w samej końcówce ustalił wynik, trafiając do pustej bramki.

W drugim meczu Nosek nie był już tak skuteczny. Tym razem bohaterem spotkania okazał się Lars Eller, który zdobył bramkę dla Washington Capitals i dwa razy asystował przy golach Owieczkina i Orpika. Dzięki temu Stołeczni wygrali to spotkanie 3:2.

– Za nami dwa niesamowite mecze. W drugim było o włos od dogrywki i tylko świetna interwencja Brandena Holtby’ego uratowała Waszyngton. Być może dziś wreszcie będziemy świadkami pierwszej dogrywki w finale. W ogóle we wszystkich play-offach w tym sezonie mieliśmy ich tylko 10. Czas chyba na kolejną – komentuje Patryk Rokicki, ekspert TVP Sport.

Przy stanie 1–1, rywalizacja przenosi się do Capital One Arena. W swojej hali Capitals będą mieli okazję zbudować przewagę i zbliżyć się do zdobycia Pucharu Stanleya.

Aleksander Owieczkin (fot. getty images)

– Tak jak w pierwszym i drugim meczu, tak i tym razem decydować będą niuanse, ponieważ drużyny prezentują wyrównany poziom. Pytaniem kluczowym dla Waszyngtonu jest: co z Kuzniecowem, który odniósł kontuzję w ostatnim meczu? Gdy w piątek na treningu wyjechał na lód, dostał owacje od tysiąca kibiców, którzy oglądali ten trening. Jest z pewnością kluczową postacią zespołu, choć świetnie zastąpił go ostatnio Backstrom, a do drugiej linii wskoczył wówczas Eller, który został bohaterem meczu numer dwa. Stawiam więc na dogrywkę – to będzie bardzo zacięte i niezwykle ważne spotkanie – dodaje Rokicki.

Zależeć na tym, aby wygrać kolejne spotkania, będzie w szczególności kapitanowi stołecznej drużyny – Owieczkinowi, który w Washington Capitals gra już od 2005 roku i nigdy nie sięgnął jeszcze po najcenniejsze trofeum.

– Rosjanin gra w klubie od 13 lat i może się okazać, że będzie to dla niego szczęśliwa trzynastka. W końcu udało mu się awansować do finału i historia oddaje pewną sprawiedliwość – Crosby był w finale NHL, teraz jest w nim Owieczkin, który jest porównywają gwiazdą. Na pewno wszyscy by żałowali, gdyby nigdy w karierze Rosjanin nie zagrał o Puchar Stanleya. Teraz na pewno robi, co może, aby wygrać – w pierwszym spotkaniu był co prawda nieco niewidoczny, ale w drugim strzelił już bramkę. Owieczkin świetnie dogaduje się i uzupełnia z Kuzniecowem – jest to najlepszy duet w tegorocznych play-offach. Tym bardziej ważne dla drużyny, żeby obaj mogli zagrać. – mówi Rokicki.

Piękną historię chcą jednak napisać także debiutujący w NHL hokeiści Golden Knights, którzy już w swoim debiutanckim sezonie wśród najlepszych mają okazję wspiąć się na sam szczyt.

Rywalizacja w finale toczy się do czterech zwycięstw. Na pewno zatem nie skończy się po dwóch kolejnych spotkaniach w Waszyngtonie. Transmisja z trzeciego meczu finałowego NHL od 1:15 na TVP Sport, SPORT.TVP.PL i w aplikacji mobilnej, a od 1:40 także na TVP 1.

"Obrona stulecia". Owieczkin aż złapał się za głowę
NHL, finał Pucharu Stanleya (2. mecz): Vegas Golden Knights – Washington Capitals (skrót)
NHL, finał Pucharu Stanleya (1. mecz): Vegas Golden Knights vs Washington Capitals (skrót)

podobne informacje

NHL: New Jersey Devils nadal bez porażki

NHL. Tomas Plekanec golem uświetnił tysięczny występ

NHL do kolacji. Mecz Rangers – Oilers dziś w TVP Sport [transmisja]

NHL: dziewięć goli Austona Matthewsa w pięciu meczach