tvp.pl informacje sport kultura rozrywka vod serwisy tvp.pl program telewizyjny

To już 10 lat. Wspomnienie Agaty Mróz-Olszewskiej

Była jedną z najlepszych siatkarek w drużynie, która zdobyła dwa złote medale mistrzostw Europy. Miała nie tylko umiejętności, ale i charakter idealny do sportu. Zabrakło jej jednego – zdrowia, by żyć i cieszyć się córeczką Lilianą.
Agata Mróz-Olszewska (fot. PAP)

Liga Narodów siatkarzy: Polska nadal liderem

Urodziła się w Dąbrowie Tarnowskiej, ale dzieciństwo spędziła w Tarnowie, gdzie rozpoczęła treningi. Szybko została zauważona. Wysoka, ruchliwa, odważna. Rodzice uprawiali sport, ojciec Ryszard był koszykarzem miejscowej Unii. W koszykówkę grał też jej młodszy brat, Paweł, zawodnik wielu polskich i zagranicznych klubów. Siostra – Katarzyna – poszła w jej ślady, również zostając środkową bloku pod siatką.

Agata została przyjęta do Szkoły Mistrzostwa Sportowego. Wyróżniała się nie tylko warunkami fizycznymi, ale także charakterem. W 1999 roku zdobyła złoto mistrzostw Europy kadetek, będąc kapitanem reprezentacji. Później musiała opuścić SMS i zawiesić karierę z powodu problemów zdrowotnych.

Wracała powoli, ale trenerzy o niej nie zapomnieli. Dostała powołanie do kadry. Przyjechała w 2003 roku na zgrupowanie drużyny Andrzeja Niemczyka, który od razu zwrócił na nią uwagę. Podobała mu się jej gra i zadziorność. W 2003 roku była u szczytu formy, a 2 lata później znów pojechała na mistrzostwa Europy, mimo nawrotu choroby. Nie wyobrażała sobie, by mogło jej zabraknąć w Chorwacji, gdzie miały bronić złotego medalu. Ale ten turniej był dla niej bardzo trudny pod względem fizycznym.

Później zdecydowała się na wyjazd do Hiszpanii, gdzie nasiliły się objawy choroby. W czerwcu 2007 roku wyszła za mąż za Jacka Olszewskiego, a 10 miesięcy później urodziła córeczkę, Lilianę. Przygotowywała się już wtedy do przeszczepu szpiku kostnego, który miał miejsce 22 maja 2008 we Wrocławiu. Zmarła 4 czerwca po zakażeniu i związanym z nim wstrząsem septycznym. Została pochowana 5 dni później w rodzinnym grobie w Tarnowie.

Droga Agaty - reportaż

Małgorzata Glinka-Mogentale (mistrzyni Europy 2003 i 2005):

Minęło 10 lat, nawet nie wiem kiedy. Dziś te emocje nie są tak silne, jak wtedy, ale ze wzruszeniem wracam pamięcią do chwil, które spędzałam z Agatą. Kiedy patrzę na jej córeczkę, czyli Lilkę, myślę sobie: "Agata byłaby przeszczęśliwa, mogąc ją wychowywać". Jestem matką dwójki dzieci, więc mam silny instynkt macierzyński.

Zżyłyśmy się podczas zgrupowań reprezentacji, a później miałyśmy możliwość gry w lidze hiszpańskiej. To ja pierwsza trafiłam do Murcii. Kiedy Agata dostała propozycje transferu do tego klubu, pytała mnie o opinię. Namawiałam ją na ten ruch. Cieszyłam się, że będziemy razem. Mieszkałyśmy naprzeciwko siebie. Ja w domu, ona w mieszkaniu. Jeździłyśmy razem na treningi, spędzałyśmy wolny czas. Ale ona musiała więcej odpoczywać, regenerowała się powoli. Dni zazwyczaj spędzała w domu, nie chciała szaleć. Kiedy nastąpił nawrót choroby, widziałam po niej, że jest zmęczona. Starałam się ją wyciągnąć i czymś zainteresować, ale czasami to było ponad moje siły. W klubie też widzieli, że jest niedobrze. Proponowali, by odpuściła część treningów, a ona nie mogła się z tym wszystkim pogodzić, była smutna.

My, zdrowi, nie zrozumiemy chorych. Nie jesteśmy w stanie postawić się w takiej sytuacji. Agata walczyła bardzo długo. Ale w pewnym momencie zobaczyłam, że gaśnie, choć była bardzo szczęśliwa po urodzeniu Lilianki. W rozmowach naszych był jednak coraz większy smutek…

Aleksandra Jagieło (mistrzyni Europy 2003 i 2005, brązowa medalistka ME 2009):


Spotkałyśmy się na zgrupowaniu kadry w 2003 roku. Nie pamiętam jej ze Szkoły Mistrzostwa Sportowego. Musiałyśmy się mijać, była młodsza ode mnie. Później grałyśmy razem sezon 2003/2004 w Bielsku-Białej.

Była otwarta, pozytywna, ale miała charakter. Jak coś jej nie pasowało, potrafiła tupnąć nogą. Znała swoją wartość, była pewna siebie. Zbliżyłyśmy się do siebie, gdy razem jeździłyśmy z Bielska na zgrupowania kadry.

Żyła normalnie, nie myślała wtedy o chorobie. To dlatego, że czuła się bardzo dobrze. Sądziła, że jest wyleczona. Później wyjechała do Murcii i stan zdrowia się pogorszył.

Wszystkie wierzyłyśmy, że jej się uda, że po raz drugi przezwycięży chorobę. Niestety, stało się inaczej.

Agata Mróz-Olszewska (fot. PAP)

Dominika Leśniewicz (mistrzyni Europy 2003):

To była kobieta bardzo pozytywna. Poznałyśmy się w 2003 roku na zgrupowaniu. Dziewczyna z drugiej ligi weszła do kadry i była objawieniem. Młoda, zdolna, ambitna, wysoka. Musiała udowodnić, że zasługuje na tę szansę. Nie było konfliktów, spokojnie dążyła do celu. Pragnęła nam pokazać, że potrafi i wywalczyła to, co chciała.

Piękne było to, że się nie poddawała. Kiedy dostawała czas na odpoczynek od trenera Niemczyka, wykorzystała go, a później chciała wrócić. Wiedziała, że nie ma wyjścia.

W tej historii nie było happy endu, ale postawa Agaty zasługuje na szacunek.

Katarzyna Mróz (siostra Agaty, siatkarka):

Była nas trójka. Na początku zdarzało się sporo dziecięcych konfliktów, ale z biegiem lat bardzo się do siebie zbliżyliśmy. To od niej zaraziłam się siatkówką. Choć jestem starsza, to Agata wcześniej zaczęła treningi.

Jako dziecko bardzo lubiła tańczyć, była nawet w zespole ludowym. Miała różne występy, chodziliśmy na nie z rodziną. Zawsze szukała sobie jakiegoś zajęcia, nie lubiła siedzieć w domu.

Wyjeżdżała z domu, gdy miała 13-14 lat. To były różne zgrupowania siatkarskie, bo już wtedy widać było duży talent. Oczywiście, nie miałyśmy jeszcze wtedy telefonów komórkowych, ale to nie przeszkadzało, by komunikować się ze sobą. Najprostszą drogą były listy, które często do siebie pisałyśmy. Mam specjalną skrzyneczkę, w której je przechowuję. Odnalazłam ją podczas robienia porządków w rodzinnym domu.

Agata miała wszelkie dane ku temu, by zostać jedną z lepszych środkowych Europy. Wiedziałam to już wtedy, gdy uczyła się i trenowała w Szkole Mistrzostwa Sportowego. Później wszystkie mecze to potwierdzały, a kulminacją były mistrzostwa Europy w 2003 roku, z których przywiozła złoto.

Ona żyła siatkówką, miała plany i marzenia. Kiedy zachorowała i musiała wrócić do domu z SMS-u, bardzo to przeżywała. Na szczęście później choroba odpuściła. Bardzo się cieszyłam, że mogłyśmy spędzić ze sobą dwa sezony. W Zelmerze Rzeszów ja grałam, a Agata trenowała, natomiast w Ostrowcu Świętokrzyskim grałyśmy w jednej drużynie. To była druga liga, z której Agata dostała powołanie do kadry. Później ja poszłam do Bydgoszczy, Agata do Bielska. I tak jej klubowa kariera się rozkręciła.

Zaczęła trenować trochę wcześniej ode mnie, była więc na wyższym poziomie technicznym. Dawała mi pewne wskazówki i to było bardzo fajne. Podpatrywałam ją, bo to przecież była jedna z lepszych środkowych w Europie.

Dziś jest taki dzień, w którym wspomnienia wracają. Wychodzę z założenia, ze czas nie leczy ran, ale je zabliźnia. Dobrze się złożyło, bo w weekend była w Tarnowie msza za duszę Agaty. Można było w niej uczestniczyć, a później udać się na turniej siatkówki, który jest w naszym mieście organizowany.

Oczywiście cały czas jest głęboko w moim sercu, ale w rocznicę jej śmierci, czy urodzin takie wspomnienia mają szczególny wymiar. Dziś z całą rodziną wspominamy Agatę raczej w radosny sposób, bo wiemy, że ona by tego chciała. Była przecież bardzo pogodna. Nie chciałaby, żebyśmy płakali, myśląc o niej…

Rafał Bała
Redakcja Sportowa Polskiego Radia

najpopularniejsze

Mundial 2018. Anna Lewandowska pocieszała "Lewego" po porażce

Mundial 2018. Polska – Senegal 0:2: gol Nianga

Mundial 2018: grupa H, Polska – Senegal (skrót)

Mundial 2018. Polska – Senegal 0:1: samobójczy gol Cionka

Mundial 2018. Kamil Grosicki: w ofensywie nie mieliśmy nic do zaoferowania