tvp.pl informacje sport kultura rozrywka vod serwisy tvp.pl program telewizyjny

Michał Kubiak. Najdłuższy urlop w życiu

Michał Kubiak był po dwóch turniejach najskuteczniejszym Polakiem w Lidze Narodów. Kapitan reprezentacji dostał wolne od Vitala Heynena. Odpowiedział rozluźniony na pytania, nawet o mundial w Rosji i termin weryfikacji kadry siatkarzy.
Michał Kubiak (fot. Getty)

Zatorski: musimy się cieszyć z tego, co jest

Maciej Piasecki: – W ostatnich tygodniach często padają pytania o radość z gry. Zmiana atmosfery, czy zmiana jakościowa?
Michał Kubiak: – Z czegoś musi się to brać. Czy zmiana jakościowa nastąpiła, to nie wiem. Na pewno jakaś jest. Na razie jest to zmiana na lepsze. Natomiast nie wiem skąd wzięło się przekonanie, że w ubiegłym roku w zespole była zła atmosfera. Tak nie było. Ktoś sobie to wymyślił, nie wiem skąd miał informacje. Między chłopakami nie było konfliktów i to potwierdzą chyba wszyscy, którzy bywali na zgrupowaniach. Drużyna nie grała jednak dobrze. Jak są porażki to szuka się przyczyn.

– A jak to jest być "starszakiem" w kadrze?

Michał Kubiak (fot. Getty) – Ja tak do tego nie podchodzę. Czuję się lepiej niż jak miałem 25 lat. Znam swoje potrzeby, to samo dotyczy mojego ciała. Wiem co trzeba zrobić, żeby dobrze się czuć i być odpowiednio przygotowanym do meczu. To też przychodzi z wiekiem. Każdy z nas, kto jest trochę starszy, stara się przekazać swój bagaż uwag młodszym.

– Więcej doświadczenia można nabrać podczas zagranicznych wypraw?
– Im więcej krajów zwiedzisz, tym masz większy ogląd tego, co się dzieje w siatkówce. Nie mówię, że grając tylko u nas ktoś może być słabym czy dobrym. Na pewno te horyzonty poszerzają się za granicami.

– Plany zakładają kolejne lata poza krajem?
– Trudno powiedzieć co przyniesie życie. Na razie do Polski nie mam zamiaru wracać. Dopóki chcą mnie w dobrych klubach, nie widzę takiej potrzeby. Czuję się tam gdzie jestem bardzo dobrze. Nie chcę nic zmieniać.

Michał Kubiak (fot. Getty) – Kultura azjatycka. Inna niż w stereotypach?
– Nie wiem jakie są w Polsce, ja w takie się nie bawię. Wolę poznawać nowe kultury, lubię podróżować, odkrywać nowe środowiska. Przebywanie na co dzień w nowym środowisku nie jest dużym problemem, wręcz przeciwnie. Wszyscy są do mnie przyjaźnie nastawieni i z tego się można tylko cieszyć.

– A język japoński?
– Niekoniecznie jest to jakiś wielki kłopot. Oczywiście, ta komunikacja mogłaby być lepsza. Tego japońskiego mogłem trochę więcej się nauczyć. Na razie umiem tyle ile umiem i staram się radzić sobie w drużynie tak, żeby się dogadywać. Sądząc po wynikach, wygląda to całkiem nieźle.

– Kilka medali Michał Kubiak dostał w siatkówce plażowej. Ciągnie?
– Ostatni raz grałem na piasku jakieś 13–14 lat temu. O tej siatkówce zapomniałem. Żeby grać w plażówkę trzeba mieć partnera. Musi być na odpowiednio wysokim poziomie. Ja takiego nie miałem, więc zacząłem na poważnie przygodę z halą i tyle. Z tego też się cieszę. Jest mi dobrze tu gdzie jestem. Oczywiście w plażówkę gdzieś tam, jak jestem na wakacjach, na plaży, popykam. Ale to czysta rekreacja.
– Czy z młodych reprezentantów któryś ma w sobie pański pierwiastek? Chociażby "walczak" Bartosz Kwolek.
– Żaden z chłopaków nie chce być porównywany do kogokolwiek. Oni chcą pisać swoją historię. Podobnie było ze mną, wchodząc do reprezentacji, próbowałem pracować na swoje nazwisko. Wypracować swój image, pokazać, jaki jestem. Dlatego każdy, kto pojawia się w reprezentacji, pracuje na swoje nazwisko i to jest normalne. Porównania? One były, są i będą. Ja nie przywiązywałbym do nich dużej wagi. Każdy z tych chłopaków ma ambicje, metody pracy, chce być zapamiętany. Pod swoim nazwiskiem, a nie jako kopia kogoś innego.

Na razie do Polski nie mam zamiaru wracać. Dopóki chcą mnie w dobrych klubach, nie widzę takiej potrzeby. Michał Kubiak

– Po dwóch turniejach w Polsce jest oddech, nie ma Pana podczas tournée po świecie.
– Takiego długiego wolnego nie miałem nigdy w życiu, na pewno się przyda.

– Coś jest już zaplanowane?
– Moje plany to jest moja sprawa. Nie mam kont społecznościowych, nie dzielę się prywatnymi planami. Gdybym tego chciał, mówiłbym o tym publicznie. Nie robię tego, staram się zachować swoją prywatność. Plany są do wiadomości mojej rodziny.

– Zapytam inaczej, będzie okazja obejrzeć piłkę nożną z Rosji?
– Mundial? Nie, ja nie lubię piłki nożnej i się z tym od początku nie kryję. Futbol to jest słaby sport. Nie podoba mi się i tyle.

Wilfredo Leon (fot. Getty) – Wróćmy do siatkówki. Kiedy poznamy siłę kadry Vitala Heynena?
– Żeby w 2020 roku grać dobrze, trzeba się do tego przygotować. Potrzebne jest zbudowanie systemu, który tej drużynie będzie odpowiadał. W przyszłym roku dołączy do nas Leon, jeżeli tylko zdrowotnie będzie w stanie. Różne rzeczy mogą się zdarzyć. Nikomu nie życzę oczywiście kontuzji, chciałbym, żebyśmy wszyscy byli zdrowi i gotowi. Mając Leona w składzie ta drużyna zmieni oblicze. Bez wątpienia jest bowiem bardzo dobrym zawodnikiem. Na razie gramy w Lidze Narodów, wygląda to dobrze. Chociaż w meczu z Chinami nie graliśmy super, a mimo tego wygraliśmy w trzech setach. Ważne jest, żeby z dnia na dzień robić postępy i tak jak trener wymaga, poprawiamy się każdego dnia. A sukcesy na pewno przyjdą.

– Kibice, mimo kiepskiego czasu, nadal są z reprezentacją. Zaskoczenie?
– Ja nie jestem zaskoczony. Nie uważam, żebyśmy mieli np. 5–6 gorszych lat. Jeden, 2017, nie może przekreślić wszystkich sukcesów, które osiągnęliśmy w ostatniej dekadzie. Uważam, że kibice zawsze są z nami i będą. Przylgnęła do nas łatka ćwierćfinału igrzysk i tego nie możemy zmienić. Ale jak piłkarze w mistrzostwach Europy są na tym etapie, to jest to uważane za wielki sukces. Wszyscy zachowują się jakby co najmniej mistrza zdobyli, to mi się nie podoba. Jeżeli mamy traktować się równo, róbmy to. A tu siatkarze kończą na ćwierćfinale igrzysk i jest dramat narodowy, a u piłkarzy zaraz mamy: O jejku, jak my fajnie zagraliśmy.

– Sporo zwiedzacie podczas meczów reprezentacji. Gdzie jest Panu w Polsce najlepiej?
– Najlepsze skojarzenia mam z miastem, w którym mieszkam. Tam gdzie jest mój dom, moja rodzina. Dla mnie to miasto jest najważniejsze. A sportowo, najlepszą halą i miejscem do grania są Katowice i zawsze będę powtarzał, że Spodek – to jest magiczne miejsce – w którym gra mi się najlepiej.

podobne informacje

Walka o igrzyska olimpijskie z Wilfredo Leonem? "Nie ma rezerwacji w kadrze"

Antiga: Polacy muszą... zmienić trenera [WYWIAD]

Prezydent RP Andrzej Duda spotkał się z siatkarzami. Wysokie odznaczenia dla Bartosza Kurka i spółki

Mistrzostwa świata siatkarzy: oceny Polaków po turnieju. Bartosz Kurek blisko ideału