tvp.pl informacje sport kultura rozrywka vod serwisy tvp.pl program telewizyjny

"Albo razem, albo w ogóle" – rozmowa z Pauliną Paszek

Paulina Paszek i Justyna Iskrzycka były jednymi z bohaterek ubiegłego weekendu. 21-letnie kajakarki wywalczyły w Belgradzie złote medale mistrzostw Europy, bijąc przy tym rekord świata na dystansie 1000 metrów. O wyścigu finałowym, początkach w sporcie i rywalizacji z seniorkami rozmawialiśmy z Pauliną Paszek.
Paulina Paszek i Justyna Iskrzycka (fot. archiwum prywatne)

Kajakarstwo: wielki sukces 21-latek i pierwsze złoto dla Polski

Dawid Brilowski: – Od kiedy znasz się z Justyną Iskrzycką?
Paulina Paszek:
– Miałyśmy wtedy jakoś z 7 – 8 lat. Poznałyśmy się na szkółce pływania.

– Pływania?
– Tak, pierwszym sportem jakim uprawiałyśmy było pływanie. Później Justyna poszła na kajaki, pociągnęła mnie ze sobą i już zostałyśmy w tej dyscyplinie.

– Cały czas razem? Gdy przeprowadzałaś się z Czechowic do Wałcza, a później do Katowic, to było naturalne, że Justyna szła tam razem z tobą?
– Postanowiłyśmy, że albo jedziemy razem albo w ogóle.

– I w ten sposób pływacie we dwie od samego początku?
– Można tak powiedzieć, choć czasami jesteśmy w innych osadach. Był okres, jeszcze za czasów juniora, gdy łódka w ogóle nam "nie chodziła", nie potrafiłyśmy się zgrać. Wtedy w ogóle nie pływałyśmy ze sobą. Dopiero później trener jeszcze raz posadził nas razem i okazało się, że chemia jednak jest.

– Od tego czasu już bez kłopotów?
– Tego nie można powiedzieć. W zeszłym roku totalnie nie mogłyśmy się dograć. Z czasem dopiero coś ruszyło i zaczęłyśmy lepiej pływać. Przy pierwszych sukcesach bardziej cieszyłyśmy się z tego, że w końcu dałyśmy radę razem popłynąć dobry wyścig, niż z samego medalu.

– Mówisz, że w zeszłym roku nie mogłyście się dograć, a przecież zostałyście wtedy młodzieżowymi mistrzyniami świata, miałyście brąz mistrzostw świata seniorów...
– Nie wiem jak to się stało, że na zawodach było tak genialnie. Wcześniej na treningach nie wychodziło nam nic. Nie komentowałyśmy tego, co tam robiłyśmy, nie chciałyśmy o tym rozmawiać, żeby się nie pokłócić – byle zrobić trening i żyć dalej. A potem nagle przychodziły zawody i było dobrze.

– Jak to się stało?
– Chyba trening czyni mistrza.

– Na pewno nie było w tym przypadku, bo pierwsze medale na arenie międzynarodowej zdobywałaś już w 2013 roku. Z mistrzostw świata juniorów w Poznaniu wywiozłaś dwa medale. Na tamtym etapie było to dla Ciebie zaskoczenie?
– Wiedziałam, że pływam dobrze, byłam wtedy w formie, ale nie myślałam o tym, na jaki wynik mi to starczy. Po prostu wsiadłam do kajaka i dałam z siebie wszystko. Każdy na zawody jedzie po medal, ja wtedy też po niego jechałam i nie było to dla nic nadzwyczajnego, że mogę go zdobyć. Pamiętam, że na mecie była radość, ale wydaje mi się, że wtedy nie dochodziło do mnie tak naprawdę ile to znaczy. Teraz jestem bardziej świadoma treningów, tego sportu i wiem, ile na taki medal trzeba pracować. Dzięki temu zdecydowanie bardziej to doceniam.

Paulina Paszek (fot. archiwum prywatne)

– Swoje pierwsze medale zdobyłaś w K2. Wyniki w dwójkach miałaś świetne. Potem nagle przyszły lata 2015 – 2016, w których nie wystartowałaś w nich ani razu, a tylko w K4 i K1. Dlaczego tak się stało?
– To decyzja trenera i nigdy z nią nie dyskutowałam. Nie mam na to wpływu – wychodziłam z założenia, że będę dawać z siebie wszystko niezależnie od tego w jakiej osadzie wystartuję.

– W 2017 roku wróciłyście do pływania w dwójce i od razu przyszły kolejne sukcesy.
– To cieszy. Ale trzeba zwrócić uwagę na to, że na młodzieżowych mistrzostwach świata w Bresov pływałyśmy na nieco innym dystansie.

– Konkretnie na 500 metrów. Teraz masz dystans dwukrotnie dłuższy. Miałaś trudności z odpowiednim rozłożeniem sił?
– Pewnie, że lepiej jest zejść z wyższego dystansu na niższy, niż odwrotnie, ale nie miałam nigdy problemów, bo jesteśmy dobrze przygotowane. Zawsze pływałyśmy nieco dłuższe dystanse na treningach, a także czasem na zawodach opływałyśmy ten dystans. Jesteśmy w pewnym stopniu do niego przyzwyczajone.

– Dzięki temu przejście z poziomu juniorskiego na seniorski przeszedł bardziej łagodnie. Miałyście jakieś oczekiwania przed swoim pierwszym startem na mistrzostwach świata (w Racicach w 2017 roku – przyp. red.)?
– Byłyśmy już po najważniejszych dla nas zawodach w sezonie – młodzieżowych mistrzostwach świata. To że trener dał nam popłynąć w dwójce też na MŚ seniorów, było dla nas nagrodą za złoty medal wywalczony właśnie na MMŚ. Nie miałyśmy już żadnej presji – trenowałyśmy z boku, robiłyśmy swoje. Wiadomo, w każdym wyścigu ma się chęć wygrania, ale byłyśmy świadome, że nic nie musimy.

– Zdobyłyście tam brąz. Po tym presja już chyba jakaś była przed kolejnymi wielkimi zawodami, jakimi były mistrzostwa Europy 2018 w Belgradzie?
– Nie było. Zdążyłyśmy zapomnieć o tamtych medalach (śmiech). Skupiłyśmy się tylko i wyłącznie na swoim starcie. Wiedziałyśmy, że gdy stałyśmy na podium mistrzostw świata, tam też na podium były tylko osady europejskie. Spodziewałyśmy się, że tu poziom będzie podobny, a być może nawet wyższy.

– Wyższy poziom na mistrzostwach Europy, niż na mistrzostwach świata?
– Poziom jest naprawdę wysoki i podnosi się w roku na rok. Zeszły sezon był poolimpijski i rozkręcał się bardzo powoli. W tym już można było się przekonać, że świat naprawdę nie śpi. Ale my też, o czym świadczy to, że potrafiłyśmy pobić rekord świata. Gdy dopłynęłyśmy do mety czułyśmy, że to nie było takie zmęczenie jak zawsze. Na metę wpływałyśmy z klasą – dałyśmy z siebie wszystko, ale miałyśmy jeszcze pewną swobodę. Byłyśmy bardzo dobrze przygotowane.

– Podczas startu finałowego miałem wrażenie, że pierwsze 500 metrów popłynęłyście spokojnie, a dopiero w drugiej części dystansu znacznie przyspieszyłyście. To była taktyka?
– To było złudzenie optyczne. Jak oglądałyśmy ten wyścig, zauważyłyśmy że kamera nie oddawała tego, co było na torze. Rumunki i Niemki wyszły na starcie mocno do przodu, ale miały nad nami przewagę połowy łódki. Cały czas miałyśmy je w kontakcie. Wiem, że w telewizji wydawało się, że to jest przepaść, ale my naprawdę od samego startu kontrolowałyśmy dystans do nich.

– Miałyście pewność, że przegrywając na początku o pół łódki dacie radę na finiszu?
– Z Niemkami i Rumunkami pływamy od juniora. Rumunki nigdy nie dają rady utrzymać tempa na 1000 metrów. Wiedząc jak zachowują się na dystansie, byłyśmy świadome, że z czasem będą słabnąć i w końcu zwolnią.

Paulina Paszek i Justyna Iskrzycka na najwyższym stopniu podium ME w Belgradzie (fot. archiwum prywatne)

– Wy za to zachowywałyście się, jakbyście miały coraz więcej sił, czym bliżej mety.
– Adrenalina dodawała nam sił, mocy dodawali nam też kibice krzyczący z trybun. Szczególnie, że wiedziałyśmy, że musimy płynąć mocno. W przeciwieństwie do Rumunek, Niemki od zawsze miały dobry finisz.

– Co czułaś, gdy przekraczałyście linię mety?
– Na ostatnich stu metrach poczułam przypływ energii, wiedziałam o co walczymy. Na mecie poczułam, że nie jestem zmęczona – czułam po prostu radość, euforię.

– W momencie przekraczania mety wiedziałaś już, że jesteście mistrzyniami Europy?
– Tak, Justyna wystawiła rękę. Nie spoglądałam ani w prawo, ani w lewo, ale czułam, że wygrałyśmy.

– A czy czułaś, że ustanowiłyście nowy rekord świata?
– Nie, absolutnie. Nigdy nie myślałam, że mogła bym pobić rekord świata. Oczywiście, że chciałam to zrobić, ale nigdy nie był to jeden z moich najważniejszych celów w karierze. Szczerze mówiąc, jak powiedzieli mi o tym, nie wiedziałam nawet jaki był poprzedni.

– Poprzedniego mogłaś nie pamiętać, ale ten już chyba znasz na pamięć?
– Nie do końca (śmiech). Trzy minuty, 31 sekund i... nie pamiętam końcówki.

– 3:31. 645. Da się go jeszcze poprawić?
– Na pewno się da.

– Poprzedni rekord świata K-2 także ustanowiony został na torze w Belgradzie. To jakiś szczęśliwy tor?
– Dla nas na pewno, bo jak tu jesteśmy sypią się medale. W zeszłym roku na młodzieżowych mistrzostwach europy zdobyłam złoto, teraz też. Mi się podoba.

– W ogóle da się odczuć różnicę pomiędzy poszczególnymi torami?
– Jest różnica. Im cieplejsza woda, tym jest "lżejsza" i wtedy lepiej się płynie. Na niektórych torach, na przykład Montemor w Portugalii, wieje tylko od jednej strony. Mówi się, że tam są najbardziej nierówne warunki, bo niektóre tory są osłonięte od wiatru, a niektóre nie. Wiadomo, że jak ktoś jest mocny, to wygra zawsze, ale jak już pytasz, to myślę, że to ma największy wpływ – warunki atmosferyczne.

– Więc jakie są najlepsze tory? Oczywiście poza szczęśliwym Belgradem?
– Węgierskie Szeged i niemiecki Duisburg.

– Mówisz, że pobicie rekordu świata nie był jednym z Twoich głównych celów sportowych. Jakie więc są te cele?
– Pokonywanie samej siebie – dążenie do perfekcji, do bycia mistrzem. A do tego trzeba dążyć krok po kroku. Najbliższe plany to ciężka praca – niedługo są młodzieżowe mistrzostwa europy, mistrzostwa Polski i mistrzostwa świata seniorów, ale o tym czy tam pojedziemy zadecydują dopiero krajowe eliminacje.

– Na koniec krótka ankieta. Stawiam pięć tez, a Ty odpowiadasz tak lub nie, dobrze?
– Dobrze.

– Czujesz się usatysfakcjonowana ze swoich dotychczasowych wyników.
– Tak.

– Da się popłynąć szybciej, niż 3:31.645.
– Tak.

– Zrobisz to w ciągu dwóch najbliższych lat.
– Muszę odpowiadać? (śmiech) Nie chcę składać takich obietnic...

– Medal igrzysk olimpijskich jest Twoim największym sportowym marzeniem.
– Tak.

– Zdobędziesz medal na igrzyskach w Tokio.
– Tak. Chciałabym bardzo.

Kajakarstwo, ME Belgrad: Iskrzycka i Paszek mistrzyniami Europy
Paszek: nie mogłam się doczekać naszego finiszu
Kajakarstwo, ME w Belgradzie: Polki ze złotym medalem!

najpopularniejsze

Oficjalnie: filar reprezentacji Chorwacji odchodzi

Polskie szczypiornistki zagrają o ćwierćfinał MŚ juniorek

International Champions Cup, Benfica Lizbona – Olympique Lyon (skrót meczu)

Inetrnational Champions Cup, Benfica Lizbona – Olympique Lyon (Algavre)

75. TdP: "piłkarski" etap z Chorzowa do Zabrza (kronika 06.08.2018)