tvp.pl informacje sport kultura rozrywka vod serwisy tvp.pl program telewizyjny

Polacy bez formy w Lidze Narodów. "Dzwon bije na alarm"

Pierwszy w historii tytuł mistrzów Ligi Narodów zdobyli siatkarze Rosji, pokonując w finale turnieju w Lille Francuzów 3:0. Polacy przegrali 2 mecze i zostali sklasyfikowani na piątym miejscu.
Reprezentacja Polski w siatkówce (fot. Getty Images)

Prezes PZPS ufa Heynenowi. "Najważniejszy jest medal na igrzyskach"

Przez trzy z pięciu tygodni rozgrywek fazy grupowej biało-czerwoni zajmowali pierwszą pozycję w tabeli. Później spadli na piątą, a następnie szóstą lokatę i jako ostatnia ekipa awansowali do finałów. Z 15 meczów wygrali 10, w tym z Francuzami i Rosjanami (bez straty seta). Sęk w tym, że zarówno trójkolorowi jak i sborna – czyli późniejsi finaliści Ligi Narodów – wystąpili w tej fazie w rezerwowych składach. Trudno to samo powiedzieć o Polakach, bo trener Vital Heynen, często zmieniając zawodników, nie zbudował podstawowej szóstki. Nawet na turniej finałowy do Lille nie zabrał trzech siatkarzy, na których bardzo liczy w perspektywie mistrzostw świata, czyli Michała Kubiaka, Dawida Konarskiego i Piotra Nowakowskiego.

Patrzyłem z podziwem na mecze innych drużyn w tym finale, chodzi o walkę, zaangażowanie, zaciętość – przyznaje były trener reprezentacji Polski, Waldemar Wspaniały, który przez dwa sezony prowadził biało-czerwonych w Lidze Światowej (poprzedniczce Ligi Narodów), awansując z nimi do turnieju finałowego w Brazylii. – W porównaniu z tym nasza postawa była, delikatnie mówiąc, średnia. Nasz zespół nie ma dynamiki, mocy w ataku. Nie graliśmy dwóch meczów z rzędu w tym samym zestawieniu! Jako trener nie wyobrażam sobie, żeby tak funkcjonować. Rozumiem chęć oszczędzania podstawowych siatkarzy, ale przecież na Final Six wszyscy oprócz nas przyjechali ze swoją najmocniejszą kadrą – dodaje Wspaniały.

Vital Heynen (fot. Getty Images) My Polacy mamy parcie na każdą wygraną, obojętne na jakim etapie budowy zespołu jesteśmy. Pamiętajmy jednak, że w tym sezonie nie wytoczyliśmy jeszcze najcięższych dział. Jeśli wszyscy zawodnicy wrócą do zdrowia, w mistrzostwach świata będzie dobrze – uspokaja mistrz Europy z 2009 roku, Michał Ruciak. Jeszcze dalej w pozytywnej ocenie występu biało-czerwonych poszedł wicemistrz świata z 2006 roku, Sebastian Świderski. – Heynenowi należą się brawa za fazę grupową Ligi Narodów. Sprawdził wielu zawodników, miał odwagę to zrobić. W Final Six zderzyliśmy się z wyrafinowaną siatkówką. Ale dla mnie to dobry prognostyk na przyszłość, do doświadczenie musi zaprocentować – twierdzi były znakomity przyjmujący, a obecnie prezes ZAKSy Kędzierzyn-Koźle.

Oczywiście – z racji wspomnianych rotacji w składzie – Polaków próżno było szukać w czołówkach rankingów indywidualnych jeśli chodzi o poszczególne elementy gry po fazie grupowej. Poza jednym. Paweł Zatorski plasował się na drugiej pozycji wśród najlepiej przyjmujących. Ten zawodnik od lat stanowi pewny punkt polskiej ekipy, choć w Lille nie potrafił powstrzymać ofensywy Amerykanów i Francuzów, czy to w ataku, czy w zagrywce. – W gronie najlepszych ekip świata prezentowaliśmy się najsłabiej. Na pewno nie możemy mówić, że nic się nie stało. Powinniśmy zagrać w Lille najlepszym składem. Przyznam, że po tym, co w tym sezonie widziałem, na razie nie wiem, jaki jest ten nasz najlepszy skład. Co więcej, nie wiem, jakie jest w tej chwili oblicze reprezentacji Polski – kontynuuje swoją ocenę Waldemar Wspaniały.

Podobnego zdania jest mistrz świata i mistrz olimpijski z lat 70-tych XX wieku, Zbigniew Zarzycki. – Zrozumiałbym, gdyby nie wyszedł nam jeden, dwa mecze. Ale my systematycznie gramy coraz gorzej. Ktoś to powinien rozliczyć. Gdyby na miejscu Heynena znajdował się Polak, już dawno nie byłby selekcjonerem... Chyba należy z Belgiem porozmawiać i zapytać go o pewne sprawy. Nie widziałem jeszcze tak źle grającego polskiego zespołu. W Final Six byliśmy daniem na przystawkę dla innych – twierdzi doświadczony zawodnik i szkoleniowiec (prowadził polską kadrę w latach 1992-93).

Bartosz Kurek (fot. FIVB.COM) Liga Narodów to nowy pomysł FIVB. Z jednej strony pozytywny, bo każda drużyna gra z każdą, nie ma więc niedomówień i posądzeń o faworyzowanie poszczególnych ekip (jak to bywało w przypadku Ligi Światowej). Jednak zaproponowany przez światową federacje system spowodował rozciągnięcie rozgrywek na 7 tygodni (w tym 5 tygodni fazy grupowej) i konieczność pokonywania tysięcy kilometrów na różne kontynenty (Polacy grali w Azji, Ameryce Północnej, Australii i Europie).

Oczywiście ja doskonale pamiętam długie podróże z Ligi Światowej. Ale to sprawa organizacyjna. My zajmijmy się poziomem sportowym – mówi Wspaniały. – Mieliśmy przed turniejem finałowym tydzień wolnego, był czas, żeby odpocząć i potrenować. Liczyłem więc na znacznie lepszą postawę, miałem nadzieję, że dostaniemy się do czwórki. Jednak powiem szczerze, że tak słabo grających naszych siatkarzy jak w Lille w meczu z Amerykanami nie widziałem już dawno. Zostaliśmy przez nich zbici – kręci głową z dezaprobatą.

Słyszę już dzwon, który bije na alarm – ostrzega z kolei Zarzycki. – Oglądałem oczywiście mecze innych zespołów, uczestniczących w Final Six i muszę powiedzieć bez wahania: świat odjechał nam bardzo daleko. Jak się patrzyło na postawę Francuzów, czy Amerykanów, to w porównaniu z nami kosmiczny poziom. Miałem nadzieję, że we Francji nasi zaprezentują się tak, żeby zyskać jakąś renomę, odbudować szacunek innych ekip do mistrzów świata. A tymczasem staliśmy się pośmiewiskiem... Nikt dziś nie boi się Polski. Jak mamy w dwa miesiące dogonić Francuzów, Rosjan, czy Amerykanów? – zastanawia się popularny "Zuzu".

Jednak to, zdaniem Michał Ruciaka, nie będzie aż tak trudne. – Nie mam powodów, żeby nie ufać selekcjonerowi. Często wymieniając zawodników i sprawdzając ich wielu, podjął taką decyzję, a nie inną, wziął wszystko na swoje barki. Możemy go oceniać dopiero po mistrzostwach świata – twierdzi libero Czarnych Radom. Tymczasem Waldemar Wspaniały już dziś ma wątpliwości co do selekcji reprezentacji na mistrzostwa świata. – Dla mnie niezrozumiały jest brak w składzie Bartosza Bednorza. Za dużo w tym wszystkim jest chaosu, niedopowiedzeń. Ale poczekajmy na wyniki. Heynen obiecał medal w mistrzostwach świata, zobaczymy, czy z tej obietnicy się wywiąże. Ale na razie nie ma powodów do optymizmu – kończy były selekcjoner. Wtóruje mu Zarzycki. – Nie widzę dla nas szans w mistrzostwach świata, po raz pierwszy od dawna. Co się stało z naszą siatkówką przez ostatnie cztery lata? Nie rozumiem tego... Po sukcesach w latach 70-tych XX wieku wielu z nas wyjechało do innych krajów uczyć siatkówki innych. A dziś w tak krótkim czasie zawodnicy zapominają jak się gra? Mam wrażenie, że trener zrobił sobie żarty z Ligi Narodów.

Wielu obserwatorów zastanawiało się, czy w seniorskiej kadrze poradzą sobie ubiegłoroczni mistrzowie świata juniorów. Po kilku tygodniach trudno wystawić im jednoznaczną ocenę, choć zarówno Jan Kochanowski, jak i Bartosz Kwolek mieli momenty skutecznej i efektownej gry. – Testujemy wielu zawodników, rywalizacja jest praktycznie na każdej pozycji. Jeśli wygrywa się mistrzostwo świata juniorów to znaczy, że potencjał mamy ogromny – uważa Ruciak. I wspomina czasy, gdy wraz z kolegami z rocznika 1983 wchodził do dorosłej siatkówki. – Nasze pokolenie mistrzów świata pokonywało ten etap dużo wolniej niż to obecne. Presja wyniku była ogromna. Pamiętam, że sporadycznie jeździliśmy na Ligę Światową. Ja, Winiarski, czy Wlazły. Mieliśmy mniej okazji do grania z najlepszymi. Dziś jest tego więcej i to na pewno zaprocentuje – mówi z przekonaniem jeden z najlepszych defensorów PlusLigi.

Rafał Bała
Redakcja Sportowa Polskiego Radia

podobne informacje

MŚ siatkarzy. Jaki wynik da Polakom awans? Sprawdzamy możliwe scenariusze

MŚ siatkarzy. Z Serbią o "życie" i marzenia. "Musimy wyjść na boisko z większymi jajami"

MŚ siatkarzy. Polska – Finlandia 3:1: trzecia wygrana i awans Polaków do II fazy

Podsumowanie Ligi Narodów. "Przykro było patrzeć"