tvp.pl informacje sport kultura rozrywka vod serwisy tvp.pl program telewizyjny

Kubica: wiedziałem, że to mój ostatni rajd. Ferrari by mi zabroniło

– W F1 są trzy kamienie milowe. Ostatni to zdobycie mistrzostwa lub stanie się kierowcą Ferrari. Ja nie osiągnąłem żadnej z tych rzeczy, ale tej drugiej byłem bardzo blisko – powiedział Robert Kubica w rozmowie z Tomem Clarksonem w cyklu "Beyond The Grid". Polski kierowca opowiedział nie tylko o poważnym wypadku na trasie rajdu Ronde di Andora, ale także o jedynym zwycięstwie w F1 i trudnym powrocie do tej serii.
Robert Kubica (fot. Getty Images)

Formuła 1. Na Silverstone zamknięte testy opon z udziałem Kubicy

Kibice pamiętają szczególnie ten wypadek ze względu na skutki i obrażenia, ale Kubica w trakcie kariery miał wiele innych – równie ciężkich. – Niewiele zabrakło i pewnie nigdy nie wystartowałbym w F1. W trakcie pierwszego sezonu F3 doznałem wypadku samochodowego w Polsce – jako pasażer. Opuściłem pierwsze trzy weekendy wyścigowe. Miałem poważnie złamaną prawą rękę. Straciłem wiele czasu. W kraju nikt nie chciał mnie operować. Mówili mi, że zostawią mnie tak na trzy miesiące i wszystko będzie ok. Polecieliśmy do Włoch i tam zacząłem rehabilitację. Po przerwie wróciłem na tor jeszcze z zabezpieczeniami na ręce i… wygrałem  – powiedział.

Makabrycznie wyglądała także sytuacja w Kanadzie, kiedy w trakcie wyścigu z wielką prędkością uderzył w bandę, rozbijając cały samochód. – Może to dziwne, ale dzięki temu zaczęło się o mnie mówić coraz częściej. To wyglądało nierealnie. Bardzo silnie uderzyłem, ale nic mi się nie stało. Tak naprawdę następnego dnia już byłem w pełni sił. Bolała mnie trochę noga, wziąłem kilka środków przeciwbólowych, ale było w porządku. Wiem jednak, że miałem dużo szczęścia…

Rok później wróciłem do Montrealu i wygrałem. Wiedzieliśmy wtedy, że to ogromny sukces, ale że też nie wyciśniemy już nic więcej. BMW była jak firma, w której celem było wygranie wyścigu. Zrobiliśmy to. Wtedy prowadziliśmy w klasyfikacji generalnej, ale już na konferencji prasowej mówiłem, że musimy wciąż się rozwijać – dodał.

Kimi Raikkonen (L) i Robert Kubica (fot. Getty) Rajdy samochodowe były ważnym etapem w karierze Kubicy. Wielu kibiców nie rozumiało decyzji kierowcy o tym, aby w wolnym czasie poświęcać się temu, ryzykując zdrowie i karierę w Formule 1.

Zawsze lubiłem rajdy, ale przede wszystkim poszukiwałem rzeczy, które pozwoliłyby mi zostać lepszym kierowcą F1. Wciąż myślę, że dzięki rajdom zdobyłem w 2010 roku więcej punktów niż zgromadziłbym bez tego doświadczenia. To fakt, zapłaciłem za to wielką cenę, wciąż płacę, ale to nie miało tylko na celu rozrywki. Chciałem czegoś więcej. Byłem przekonany, że to coś mi da i rzeczywiście dało – przyznał.

Konsekwencje rozwijania się okazały się opłakane. Kubica na trasie rajdu we Włoszech doznał wypadku, w którym w kilku miejscach poważnie złamał rękę. Musiał przejść ponad 20 operacji, a i tak dziś kończyna nie odzyskała pełnej sprawności. Kubica stracił także wiele pod względem sportowym.

Zapłaciłem za dużą cenę. Wiedziałem, że ten rajd będzie moim ostatnim, bo zespół, w którym miałem jeździć w kolejnym sezonie nie pozwoliłby mi na dalsze starty. Pamiętam, że po testach w Walencji czułem, że nie chcę wziąć udziału w tamtej imprezie. Nie wiem dlaczego. Miałem takie uczucie, ale ostatecznie to się wydarzyło.

Zespołem, w którym miałem jeździć, było Ferrari. W 2012 roku byłem już dogadany, aby dołączyć do zespołu z Fernando Alonso. W Formule 1 są trzy kamienie milowe. Pierwszy to dostać się do niej, drugi to ustabilizować pozycję – zdobyć reputację. Trzecia to wywalczenie mistrzostwa lub stanie się kierowcą Ferrari. Ja nie osiągnąłem żadnej z tych rzeczy, ale tej drugiej byłem bardzo blisko – zapewnił.

Robert Kubica (L) i Fernando Alonso (fot. Getty) Rehabilitacja była trudna. Czasami wszystko szło bardzo dobrze, ale były takie operacje, które nie wychodziły i traciłem kilka miesięcy. Nie tęskniłem jednak szczególnie za Ferrari, ale przede wszystkim za ściganiem. Być może teraz jest to dla mnie większym bólem.

Kubica do F1 jednak wrócił. Nie w takiej roli, jakiej oczekiwał, ale zapewnił, że to nie koniec jego starań o zdobycie fotela kierowcy wyścigowego.

Zaakceptowałem to. Nie sprawia mi to dalej bólu. Mam pewne limity i nie mogę robić pewnych rzeczy w ten sam sposób. Nie oznacza to jednak, że nie mogę ich robić w ogóle. Rozmawiałem z Sebastianem (Vettelem), który pytał się dlaczego zdecydowałem się tak późno na powrót. Rajdy stanowiły dla mnie rehabilitację. Trzy lata wcześniej mógłbym wsiąść do samochodu F1, ale nie byłem gotowy – powiedział.

Kluczowe okazały się testy na Hungaroringu z zespołem Renault w 2017 roku. – Wszyscy mieli wielkie oczekiwania. Patrzyli tylko przez pryzmat mojej ręki. Jeśli wypadłbym z toru, to mówiliby, że to nie dlatego, bo to się zdarza, tylko dlatego, że ręka nie jest sprawna. Było więcej trudności, bo każdy spodziewał się, że wskoczę do samochodu i nie będzie różnicy. Ale przez te kilka lat wiele się zmieniło. Nie mogłem skorzystać z tego, co znałem z przeszłości. To było dla mnie jak debiut. Byłem jak junior. Wszystko jednak przyszło naturalnie – podsumował.

Pełna rozmowa po angielsku z Kubicą do odsłuchania pod tym linkiem.

Kubica: decyzja Williamsa zostawiła we mnie niedosyt

podobne informacje

Formuła 1: Kubica wierzy w powrót. "Jestem w lepszej formie niż dawniej"

F1: Kubica z najgorszym czasem treningu. Pokaz siły Mercedesa

Formuła 1: Szybka i deszczowa Austria. Kubica ponownie na torze

Rywale odjeżdżają Williamsowi. Kryzys trwa