tvp.pl informacje sport kultura rozrywka vod serwisy tvp.pl program telewizyjny

Wychodząc tylnymi drzwiami. Niekrólewskie pożegnania legend Realu

Piłkarze o statusie klubowych legend zwykle żegnani są ze wszelkimi honorami. W ten sposób niedawno opuszczali drużyny życia Andres Iniesta i Gianluigi Buffon. Ale nie Cristiano Ronaldo. Nie po raz pierwszy okoliczności odejścia z Realu zasłużonego zawodnika przynoszą rozczarowanie.
Crtistiano Ronaldo, Guti, Raul Gonzalez (Foto: Getty)

Mundial jak trampolina. Udany turniej gwarancją transferu?

Słowa Cristiano Ronaldo, wypowiedziane bezpośrednio po zdobyciu Ligi Mistrzów w Kijowie, wywołały burzę wśród kibiców z Madrytu. Napastnik wyraził wątpliwość względem swojej przyszłości w klubie. Okazało się, że nie był to kolejny blef, by ugrać lepsze warunki kontraktu. Portugalczyk trafił do Juventusu. Niewielu spodziewało się, że jego odejście będzie tak chłodne. Podczas prezentacji w barwach Starej Damy stwierdził, że w Madrycie nikt za nim nie zatęskni. Kolejna legenda Realu Madryt odchodzi z żalem i wśród wzajemnych pretensji.

Pierwszy z wielu
"Don Santiago, lecę do ojczyzny. Nie wiem czy wrócę niebawem, czy nigdy. W ostatnich latach dużo się o nas mówiło. Najgorsza część dotyczyła mnie". Takim telegramem Alfredo di Stefano żegnał się z prezydentem Realu Madryt, Santiago Bernabeu. Opuścił Hiszpanię i przeniósł się do Argentyny.

Legendarny napastnik zakończył karierę w Realu, schodząc z boiska w przerwie, z powodu urazu. Niecały miesiąc później został zawodnikiem Espanyolu. Piłkarz, który według słów Santiago Bernabeu był dla niego jak syn, opuścił klub z którym zdobył pięć Pucharów Europy. Był 1964 rok, Di Stefano nie grał już na swoim poziomie. Prezydent widział go w innej roli, poza boiskiem. Argentyńczyk usłyszał od zarządu, że ma już 38 lat, brakuje mu szybkości i kondycji. Klub pragnął zatrzymać go za wszelką cenę, ale nie jako piłkarza. Te warunki były dla niego nie do przyjęcia. Di Stefano stał się jedną z pierwszych legend Realu, która opuściła klub tylnymi drzwiami. W atmosferze pretensji i rozczarowania. W kolejnych dekadach w jego ślady miało pójść wielu.

"Masa świństw"
Transfer Ikera Casillasa do Porto stanowił koniec zimnej wojny pomiędzy nim a częścią kibiców Realu, którzy byli "wyznawcami" Jose Mourinho. Przyjście Portugalczyka na ławkę trenerską Realu Madryt było początkiem drogi w dół, jaka czekała kapitana Królewskich. Źródeł konfliktu, dzielącego bramkarza i trenera, doszukiwano się w odmiennym podejściu do rywalizacji z Barceloną. "Mou" na wszelkie możliwe sposoby podgrzewał atmosferę wrogości. Casillas, także jako kapitan reprezentacji Hiszpanii, starał się łagodzić napiętą sytuację pomiędzy klubami. Wykonane przez niego telefony do Xaviego Hernandeza i Carlesa Puyola Portugalczyk miał odczytać jako podważenie jego autorytetu.

Iker Casillas (Foto: Getty)

Casillas, być może najlepszy bramkarz w historii Realu, stracił miejsce w pierwszym składzie na rzecz Diego Lopeza. Według Mourinho drugi golkiper po prostu bardziej go przekonywał. Szanse kapitana na powrót do wcześniejszego statusu przekreśliła kontuzja. Po zakończeniu rekonwalescencji nie mógł liczyć na wprowadzenie do gry. Gdy miał szansę wystąpić, prezentował się słabo. Brakowało mu rytmu. Niektórzy z kibiców nie szczędzili mu gwizdów. Wielu uwierzyło w teorię, według której Casillas miał być odpowiedzialny za przecieki informacji z szatni.

Jego historię w Realu zakończyła jedna konferencja prasowa. Przyszedł na nią sam. Z początku zdołał wykrztusić z siebie jedynie "dziękuję". W przeczytaniu reszty listu, który przygotował, przeszkodziła mu walka ze łzami. – Na początku nasze relacje z Mourinho były dobre – wspominał rok później. – Gdy wyniki sprzyjają wszyscy widzą nas jako wysokich i przystojnych. Kiedy układa się źle zaczynają się plotki. […] Wszystko, co mówiono o mnie po kontuzji to świństwa, masa świństw.

Bez wychowanków
Moje pożegnanie w Realu mogłoby być lepsze. Zabrakło na to czasu – wspominał Raul Gonzalez na łamach magazynu "Panenka". Według niego powodem takiej sytuacji w 2010 roku był właśnie brak czasu, a nie wzajemna niechęć. Pożegnalny mecz odbył się dopiero trzy lata później.

Odszedł do Schalke, mając za sobą szesnaście lat spędzonych w klubie. Podczas ostatniego sezonu, po dołączeniu do Realu Cristiano Ronaldo, rozegrał tylko 13 spotkań. Większość z nich przypadła na początek rozgrywek. Grę w barwach Królewskich zakończył na stadionie La Romareda, tym samym, na którym zadebiutował. Wówczas miał zaledwie 17 lat.

Odejście było moją decyzją – komentował później. – Mourinho chciał, żebym pozostał. Jednak podobnie jak w przypadku Di Stefano jego obowiązki miały się zmienić. Portugalczyk widział go w roli rezerwowego. Dodatkowo relacje Raula z prezydentem, Florentino Perezem, nigdy nie należały do serdecznych. W 2008 roku napastnik podpisał kontrakt, wiążący go z Realem do końca kariery. Odszedł zaledwie dwa lata później.

Guti (Foto: Getty)

W tym samym czasie Real opuścił Guti. Wychowanek, który w klubie spędził 15 sezonów. On również odszedł tylnymi drzwiami. – Czuję się jakbym spędził tu tylko pół roku. Pożegnanie było bardzo zimne – mówił w programie "El Chiringuito". – Madridismo musi spojrzeć wstecz i pomyśleć jak traktujemy piłkarzy, którzy tyle lat spędzili w klubie. Lata mijają, wszystko się kończy. Nadchodzi czas, gdy musisz opuścić klub swojego życia, ale może to wyglądać różnie. Brakuje ciepła. Nie ze strony kibiców, ale zarządu. Pod tym względem powinniśmy uczyć się od Barcelony.

Jego ostatni sezon w Realu naznaczyły kontuzje. Powołano go zaledwie na 18 spotkań, podczas 11 z nich znalazł się na ławce. W tym czasie jego pensja wynosiła 4 miliony euro. – Nie wiem gdzie zakończę karierę. Chciałbym móc wrócić w tym celu do Realu Madryt – mówił podczas ostatniej konferencji.

Powrócili obaj. Guti przez pięć lat trenował młodzieżowe drużyny Realu. Raul niedawno poszedł tą samą drogą.

Po złej stronie
Fernando Redondo nie ukrywał goryczy podczas rozstania z klubem. – Nie mogę znieść, że podaje się w wątpliwość mój honor i przywiązanie do Realu. To kłamstwo, że chciałem odejść. Stało się tak, ponieważ w klubie mnie nie chciano – wyznał dziennikowi "El Pais" w 2000 roku.

W tym przypadku trudno mieć wątpliwości dlaczego Redondo musiał odejść. Trwały wybory na stanowisko prezydenta klubu, w których rywalizowali Lorenzo Sanz i Florentino Perez. Argentyńczyk wspierał pierwszego z nich. Jak się okazało opowiedział się po przegranej stronie. W zaledwie dziesięć dni od objęcia funkcji prezydenta Perez sprzedał go do Milanu za 18 milionów euro.

Zamiast klubu o pożegnanie zadbali Ultras Sur. Dyrektor sportowy, Jorge Valdano, zapewniał, że odznaczenie, które wręczono Redondo było inicjatywą kibiców. – To jasne, że było to zaimprowizowane. Klub nie miał z tym żadnego związku.

Konflikt z zarządem przesądził także o odejściu Fernando Hierro. Jego przyczyną było… inne pożegnanie. Zwolnienie Vicente del Bosque wywołało głębokie niezadowolenie części składu, w tym Hierro. Piłkarz, który zdobył z Realem 14 tytułów, pokłócił się z Jorge Valdano. W efekcie starcia opuścił klub, odchodząc do katarskiego Al-Rayyan. Po raz kolejny zabrakło godnego pożegnania.

Jedynym punktem, łączącym wszystkie te historie, wydaje się być Perez. Wieloletni prezydent zasłynął z braku cierpliwości do trenerów. Być może dotyczy to także zawodników. Brak wsparcia zarządu może niekiedy okazać się decydujący. W Realu, żyjącym pod nieustanną presją walki o wszystko, nie ma miejsca na sentymenty. A żegnać się z klubem życia nie jest łatwo. To jedno potwierdziła każdy z legend, która opuściła go tylnymi drzwiami.

Mundial 2018: 1/8 finału, Urugwaj – Portugalia (skrót meczu)
Mundial 2018. Marcin Żewłakow o Urugwaj - Portugalia: Ronaldo zabrakło wsparcia
Mundial 2018. Cristiano Ronaldo: remis to sprawiedliwy wynik
Mundial 2018. Matematyka futbolu: Ronaldo vs Costa. Pojedynek strzelców wyborowych