tvp.pl informacje sport kultura rozrywka vod serwisy tvp.pl program telewizyjny

"Tour de France. Etapy, które przeszły do historii"

"Dwadzieścia historii, które zbudowały legendę TdF" – tak autor reklamuje niezwykłą książkę, która ukazała się niedawno nakładem wydawnictwa SQN.
Tour de France. Etapy, które przeszły do historii

Trafionym pomysłem jest rozmowa Tomasza Jarońskiego z Dariuszem Baranowskim we wstępie do polskiego wydania. Dziennikarz rozpoczął od "rozliczenia" byłego znakomitego kolarza z obietnicy wygrania Wyścigu Dookoła Francji. Na tym kontrowersje i trudne pytania się co prawda kończą, ale już rozpoczęcie od znakomitej dla naszego kolarstwa edycji z 1998 roku przywołuje wspomnienia czytelnika wydarzeń z tras TdF przełomu wieków.

Eddy Merckx (fot. Getty Images) A historii z tego okresu pojawia się w książce kilka. Może nawet zbyt dużo. Autor wyraźnie skoncentrował się bowiem na czasach, które pamięta i których główni aktorzy byli w jego zasięgu. Bo jak zaznacza we wstępie, jego motywacją była chęć przedstawienia "dwudziestu historii, które zbudowały legendę TdF" oczami ich głównych bohaterów. I to właśnie stanowi wartość publikacji. Wypowiedzi kolarzy, dzięki którym Wielką Pętlą pasjonują się w najrozmaitszych zakątkach świata oraz pokazanie ludzkiej strony, twarzy Wielkiej Pętli, potu i krwi płynących po alpejskich i pirenejskich szlakach. Zawodnicy, trenerzy i menedżerowie, do których dotarł Moore współtworzą z nim książkę. Oni czynią ją atrakcyjniejszą, a nie kolejne prześwietlenie archiwów czy wybitny research.

Bo tego ostatniego nie było. Co prawda autor dla przyzwoitości cofnął się do wspaniałych pojedynków Eddy'ego Merckxa z Luisem Ocaną. Ale mimo wszystko trudno oprzeć się wrażeniu, że koncentrując się na wyścigach minionych trzydziestu lat, co najmniej 70 wcześniejszych zamknął stwierdzeniem "dawno i nieprawda". Czytelnikowi lepiej znającemu historię Le Grand Boucle może w książce Moore'a brakować – szczególnie przy tak sugestywnym tytule – ekstremalnie długich, ponad 400-kilometrowych etapów przedwojennych edycji, pasjonujących pojedynków Fausto Coppiego z Gino Bartalim czy górskich wspinaczek wygrywanych przez Jacquesa Anquetila po całonocnych partiach pokera...

Irytujące są wpadki merytoryczne, które niestety także przydarzyły się autorowi. Taką jest chociażby stwierdzenie, że "w trakcie Touru zdarzył się tylko jeden przypadek śmierci. W 1995 roku zginął Fabio Casartelli" (wprowadzenie, str. 12 polskiego wydania). To nieprawda. Czego potwierdzeniem jest przytoczona w jednym z kolejnych rozdziałów historia Toma Simpsona, który zakończył życie podczas wspinaczki na Mount Ventoux.

Lance Armstrong (fot. Getty Images) Richard Moore, tak jak każdy piszący w ostatnim czasie o kolarstwie, musiał zmierzyć się tematem trudnym, nieprzyjemnym i nieodzownym zarazem – dopingiem. Poradził sobie z tym dobrze. Sporo miejsca poświęcił między innymi największemu oszustowi dyscypliny, Lance'owi Armstrongowi. Uniknął dzielenia się własną opinią. Opisywanie EPOki naszprycowanych zawodników z perspektywy eksperta(?), komentatora zmieniłoby sens i charakter publikacji. Zamiast tego, kulisy dopingowego procederu przybliżył Bobby Julich, czyli człowiek, który na miano złotego dziecka amerykańskiego kolarstwa i podium Tour de France zapracował w dużej mierze dzięki transfuzjom krwi i zastrzykom z erytropoetyną.

Z kolei pisanie o Armstrongu i jego emocjonalnym triumfie po śmierci Casartellego pewnie część czytelników odbierze, jako próbę modnego ostatnio rozgrzeszania Teksańczyka. Dlatego w książce Moore'a niewiele jest o dopingu. I dobrze.

Siadając do lektury zagorzały kibic kolarstwa może mieć obawy czy wszystkich zaproponowanych mu epizodów nie zna już na pamięć. Ale jednocześnie – szczególnie nie zaglądając do spisu treści – poczuje ekscytację, dla której warto i przez którą musi do tej książki zajrzeć.

Polskie wydanie, to 395 stron, podanych w mało imponującej, ale przystępnej formie, z dobrze czytającym się tłumaczeniem. I tylko szkoda, że tak obszerna publikacja została tak ubogo zilustrowana...