tvp.pl informacje sport kultura rozrywka vod serwisy tvp.pl program telewizyjny

Koniec chorwackiej Legii, projektu "długofalowego"

Minęło blisko 10 miesięcy od początku ery chorwackiej przy Łazienkowskiej. I choć Legia miała dublet, a wyobraźnię zarządu rozpalały bałkańskie wzorce, to moda na Chorwatów właśnie się kończy i nie będzie wspominana dobrze.
DARIUSZ MIODUSKI I ROMEO JOZAK (FOT. PAP/BARTŁOMIEJ ZBOROWSKI)

Mioduski o przyszłości Klafuricia. "Nie odpadliśmy z pucharów..."

W połowie września szkoleniowcem został Romeo Jozak. Zastąpił trenera, który wcześniej był piłkarzem klubu, potem prowadził rezerwy, satelicki zespół z Sosnowca i określano go trenerem na lata. Jacek Magiera nie dostał szansy przezwyciężenia pierwszego, poważnego kryzysu i stracił pracę. Jego miejsce zajął Chorwat bez doświadczenia. Nigdy nie poruszał się z gwizdkiem po boisku treningowym, nigdy nie podpisywał protokołu meczowego i nie ustalał taktyki zespołu na mecz.

Nieco pochopnie określano go twórcą słynnego systemu szkolenia, jaki zaprowadził reprezentację Chorwacji w lipcu do srebrnego medalu. Tak czy owak plan zakładał stworzenie przy Łazienkowskiej kopii, która pozwoliłaby drużynie odnosić sukcesy, a jednocześnie wychowywać zastępy młodych i zdolnych. Najprościej mówiąc – Jozak, ze współpracownikami, miał odtworzyć w Warszawie Dinamo Zagrzeb, klub będący wzorem dla aspirujących do elity zespołów.

Jozak dostał wszystkie narzędzia: pieniądze, współpracowników, możliwość przeprowadzania transferów wedle uznania. A przede wszystkim – miał wpływ na to, co piłkarze robili na boisku. Jak się poruszali, w jaki sposób atakowali, w jaki bronili i czy mieli grać atakiem pozycyjnym, czy może z kontry. Chorwat miał władzę absolutną, a działacze zapewniali, że może liczyć na ich pełne poparcie i bezgraniczne zaufanie.

Już w trakcie pierwszego, zimowego okna transferowego, trener pokazał że będzie chciał postawić na "swoich". Na Łazienkowskiej zameldowało się więc dwóch rodaków (Eduardo oraz Domagoj Antolić), dwóch z francuskiego Metz (Cafu oraz Chris Philipps), były piłkarz Montpellier (William Remy), grający w lidze chorwackiej Marko Vesović oraz niechciany w Lazio stoper Mauricio.

ROMEO JOZAK (FOT. PAP)

Zimą przeszedł przez klub wiatr bałkańskich zmian i w szatni pojawiło się aż siedmiu mających z miejsca wzmocnić pierwszy zespół. Oczekiwania były ogromne, a rozczarowanie, które wkrótce było udziałem działaczy i kibiców, okazało się wprost proporcjonalne. Jesień Jozak miał jeszcze niezłą, ale już wiosną wszystko zaczęło się sypać – im bliżej było finiszu sezonu, tym zespół częściej schodził z boiska pokonany. Czara goryczy przelała się po 31. kolejce Ekstraklasy, gdy stołeczni ulegli przed własną publicznością 0:1 Zagłębiu Lubin i znaleźli się punkt za liderem z Poznania.

Mioduski nie zwlekał z decyzją. Ten, który miał przez lata budować nową Legię, otrzymał wypowiedzenie, a jego miejsce zajął asystent, Dean Klafurić – jakkolwiek na to spojrzeć, kontynuator myśli szefa. Były asystent miał piorunujące wejście do zespołu i z ośmiu ostatnich meczów sezonu wygrał aż siedem, czym ujął publikę zdobywając dublet.

To jednak nie rozwiało wszystkich wątpliwości działaczy. Latem poszukiwano więc kogoś, kto mógłby przejąć zespół. Propozycję prowadzenia stołecznych otrzymał między innymi Jerzy Brzęczek i choć był skłonny przeprowadzić się z Płocka do Warszawy, to taki ruch zablokowało kierownictwo Wisły. Klafurić pozostał pierwszym szkoleniowcem, choć był pewien niesmak towarzyszący temu zamieszaniu – nie dało się bowiem oprzeć wrażeniu, że Chorwat nie był ani pierwszym, ani nawet drugim wyborem działaczy i pozostał na stanowisku… z braku laku.

Latem warszawianie byli ostrożniejsi na rynku transferowym – trener nie był obdarzony tak wielkim zaufaniem jak poprzednik, więc nie mógł swobodnie wskazywać piłkarzy do pozyskania. Legia kupiła trzech piłkarzy, ale każdy był doskonale znanym ligowcem i, wydawało się, sprawdzonym. Zaciąg chorwacki pozostał przy Łazienkowskiej i latem miał pomóc w powtórzeniu wyczynu sprzed dwóch lat. Celem niezmiennie pozostawał awans do Champions League, który ponownie miał zagwarantować ogromne pieniądze, kilka fajnych chwil i nieocenione doświadczenie.

DEAN KLAFURIĆ (FOT. PAP/BARTŁOMIEJ ZBOROWSKI)

Jest pierwszy dzień sierpnia i wiadomo, że stołeczni… nie zrealizują głównego celu, który zakładano przed startem rozgrywek. Po dwumeczu ze Spartakiem Trnawa (1:2), zespół wypadł z gry o Ligę Mistrzów i choć ma jeszcze szansę na awans do LE, to trzeba mówić nie tyle o niedosycie, co o ogromnym rozczarowaniu i żalu.

Nie tylko na tym polu Legia wypadła kiepsko – na ocenę zespołu wpływa również przegrany przed własną publiczność mecz o Superpuchar Polski z Arką Gdynia oraz ligowa porażka z Zagłębiem Lubin. W mediach spekulowano, że trener wisiał na włosku i choć Dariusz Mioduski początkowo zaprzeczał tym doniesieniom, to tuż po porażce w Trnawie postanowił że drogi kolejnego Chorwata i Legii się rozejdą. Następcą może zostać Adam Nawałka, bo to nazwisko najczęściej pojawiało się w kontekście uporządkowania spraw przy Łazienkowskiej, ale – jak przyznał rządzący klubem – na razie nie ma takiego tematu.

Wiele wskazuje na to, że era chorwacka skończyła się definitywnie zanim jeszcze na dobre się zaczęła. Miał być ambitny projekt na lata, cierpliwe tworzenie finansowo-piłkarskiego monstrum (oczywiście jak na polskie warunki), a lada chwila pozostać mogą tylko zgliszcza, przepłaceni piłkarze i frustracja.

Nie sprawdził się w roli trenera ani Jozak, ani Klafurić. Ten drugi będzie już do końca życia mógł chwalić się dubletem, choć już Marcin Mięciel w rozmowie z TVP podkreślał, że większa w tym zasługa słabości konkurentów niż Legii, a te sukcesy nie powinny tuszować ogólnego wrażenia. To idealny moment, by postawić kilka pytań. Czy Legia zrobiła krok naprzód? Czy któryś z dwóch trenerów się sprawdził? Czy ciężar gry w takim klubie udźwignęli piłkarze? Wygląda na to, że wszystkie odpowiedzi są negatywne.

Dariusz Mioduski: Nawałka? To nie jest temat na teraz

Nie zachwyca bilans piłkarzy, którzy trafili na Łazienkowską z inicjatywy chorwackiej frakcji. Napastnik Eduardo zarabia co najmniej dobrze, ale wystąpił w 12 meczach – nie strzelił ani jednego gola, miał trzy asysty. Dość jednak powiedzieć, że były gracz Arsenalu wyglądał na tle tych z Ekstraklasy… fatalnie, zwłaszcza fizycznie. Stoper Mauricio spędził na boisku tylko 111 minut i wsławił się czerwoną kartką w meczu z Wisłą Płock(wrócił już z wypożyczenia do Lazio). Rozgrywający Phillips również nie znalazł uznania w oczach kibiców, a wyróżnił się raptem jednym golem i jedną asystą w 17 spotkaniach.

Grą zespołu dyrygować miał Antolić, lecz częściej niż dobrymi zagraniami, popisywał się… bezmyślnymi faulami. W bardzo ważnym meczu z Jagiellonią, na finiszu ubiegłego sezonu, ujrzał czerwoną kartkę już w 15. minucie, a dla odmiany w grze ze Spartakiem Trnawa – dopiero w 85. To znacznie skomplikowało walkę o awans do kolejnej fazy Ligi Mistrzów, podobnie jak przedwczesne opuszczenie boiska przez Vesovicia. Czarnogórzec już w 37. minucie udał się pod prysznic po tym, jak dwa razy stracił piłkę i dwa razy przerwał wynikający z tego kontratak Słowaków. Niezły poziom trzymali jedynie Remy oraz Cafu, choć i po nich spodziewano się znacznie więcej.

Reasumując – po erze chorwackiej zostaną w Legii dwa trofea których nie byłoby bez złej dyspozycji konkurentów, nadmiar niepotrzebnych piłkarzy, którym brakuje klasy, kolejny zawalony plan mający być długofalowym i kompromitacja na europejskich boiskach. Dla mistrza Polski najgorsze jest jednak to, że klub będzie musiał cierpieć nie tylko piłkarsko, ale i finansowo, bowiem brak awansu do LM (a kto wie, czy również nie do LE), w połączeniu z wieloma transferami oraz przetasowaniami na stanowisku szkoleniowca, wiąże się z ogromnymi wydatkami...

El. LM: Spartak Trnawa – Legia Warszawa (skrót meczu)
Mateusz Wieteska: to trener ustala skład i taktykę
Michał Kucharczyk: w dziesiątkę graliśmy dużo lepiej
Arkadiusz Malarz: Spartak był już na łopatkach
Spartak Trnawa – Legia: czerwona kartka dla Vesovicia
Spartak Trnawa – Legia: czerwona kartka dla Antolicia

najpopularniejsze

Bosiek: celem są mistrzostwa świata juniorów. Mam nadzieję, że trafię z formą

ME 2018 piłkarek ręcznych: tytuł dla Francuzek. Nie przeszkodziła im decyzja sędziów

Wojciech Fortuna wskazał faworyta TCS. "Nasi spróbują go dorwać"

Mistrzowska zagrywka Bońka. "Wolę młodzieżowca z Polski niż z Mołdawii"

PŚ w Tomaszowie Mazowieckim. Zbigniew Bródka: start w Polsce to spełnienie marzeń